Donald Trump napisał koszmarny list do prezydenta Turcji w sprawie Kurdów, Amerykanie próbowali zaś zorganizować zawieszenie broni

Zagranica dołącz do dyskusji (26) 17.10.2019
Donald Trump napisał koszmarny list do prezydenta Turcji w sprawie Kurdów, Amerykanie próbowali zaś zorganizować zawieszenie broni

Rafał Chabasiński

Turecka ofensywa w północnej Syrii trwa. Zostawieni przez Amerykanów na pastwę losu Kurdowie musieli sprzymierzyć się z dotychczasowym wrogiem, w postaci syryjskiego prezydenta, oraz stojącą za nią Rosją. Tymczasem jeden z głównych sprawców całej tragedii postanowił napisać list do prezydenta Turcji. Bardzo specyficzny list.

Donald Trump mógłby dokonać rzeczy wielkich, gdyby co rusz szyków nie krzyżował mu… Donald Trump

Największym przeciwnikiem Donalda Trumpa wydaje się być on sam. Niby plan był dobry – wycofanie amerykańskich wojsk z Bliskiego Wschodu, a przynajmniej z Syrii, mogłoby prezydentowi USA przysporzyć nieco głosów. Nie byłoby też posunięciem nierozsądnym ze strategicznego punktu widzenia. Niestety, wybór momentu i sposobu realizacji tych zamiarów był mocno niefortunny. Nie wiadomo co dokładnie Trump powiedział prezydentowi Turcji, Tayyipowi Recepowi Erdoganowi. Ten jednak najwyraźniej uznał to za aprobatę dla planowanej od dłuższego czasu operacji w Syrii.

Turecka armia, wspierana bojówki rzekomo demokratycznej opozycji, wkroczyła na terytorium sąsiada, uderzając na Kurdów. Problem w tym, że o ile Turcja uważa tamtejsze milicje za przedłużenie Partii Pracujących Kurdystanu – z jej punktu widzenia: organizacji terrorystycznej, o tyle dla Amerykanów Kurdowie byli sojusznikami w walce z Państwem Islamskim. Ci, co zrozumiałe, poczuli się zdradzeni i musieli rozejrzeć się za alternatywami, w postaci Rosjan i syryjskiej armii. Na prezydenta USA posypały się zaś gromy, zwłaszcza wewnątrz Stanów Zjednoczonych. Szczególne oburzenie wywołała egzekucja kurdyjskiej polityk, Hervin Khalaf, dokonana przez wspierających Turcję „syryjskich rebeliantów”. Do w grę wchodzą ucieczki terrorystów Państwa Islamskiego i ich rodzin z więzień obsadzonych przez Kurdów.

Donald Trump postanowił więc w tej sytuacji zdradzić też Turków.

Amerykanie najpierw dają Turkom wolną rękę, potem nakładają na nich sankcje – a teraz uzyskują zawieszenie broni

Przejawem nagłej zmiany zdania amerykańskiego prezydenta były zapowiedzi zniszczenia tureckiej gospodarki, jeśli to państwo przekroczy granice. Nie tylko zagroził sankcjami gospodarczymi, ale także zaczął je wcielać w życie. W grę wchodzą nie tylko restrykcje wobec tureckich polityków i zamrożenie ich aktywów. Przywrócono 50% cła na import stali. Trump odgraża się także, że na włosku wisi umowa gospodarcza pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Turcją. Warta nawet 100 miliardów dolarów. Prezydent USA jest przekonany, że jego strategia wykorzystywania wyłącznie środków gospodarczych po prostu musi zadziałać. Z pewnością musiała go zaskoczyć ówczesna reakcja jego tureckiego odpowiednika. Ten stwierdził, że Ankara nigdy nie zawrze żadnego rozejmu w Syrii a sankcji Turcja się nie boi.

Co prawda teraz, jak podaje BBC, wiceprezydent USA, Mike Pence, ogłosił właśnie zawieszenie broni w północnej Syrii. Miało ono trwać 120 godzin i dać siłom kurdyjskim czas na wycofanie z planowanej przez Turcję „strefy bezpieczeństwa”. Szkopuł w tym, że dla Kurdów byłaby to praktycznie całkowita kapitulacja. Wygląda na to, że odrzucili propozycję porozumienia.

Warto jednak pytanie, o który rozejm Erdoganowi chodziło wcześniej. Odpowiedź na to pytanie kryje się w liście, jaki Donald Trump 9 października wysłał do Tayyipa Recepa Erdogana. Warto zauważyć, że dokument jest datowany na dzień, w którym Turcja napadła na Kurdów.  Co więcej, jego treść została oficjalnie potwierdzona przez Biały Dom. List do prezydenta Turcji w oryginale można znaleźć obecnie chociażby na Twitterze. Trudno stwierdzić, o co Trumpowi tak naprawdę chodziło. Czy chciał pośredniczyć w rozmowach turecko-kurdyjskich? Czy może chciał ciężko znieważyć swojego tureckiego odpowiednika?

Donald Trump napisał list do prezydenta Turcji, który można śmiało porównywać z „listem kozaków zaporoskich do sułtana Mehmeda IV”

List do prezydenta Turcji wysłany przez Donalda Trumpa przypomina słynny „list kozaków zaporoskich do sułtana Mehmeda IV”. Różnica jest taka, że ten jest najwyraźniej prawdziwy. Trump zaczyna otwartą groźbą (w wolnym tłumaczeniu):

Weźmy wypracujmy dobrą umowę! Ty nie chcesz być odpowiedzialny za rzeź tysięcy ludzi, ja nie chcę być odpowiedzialny za zniszczenie tureckiej gospodarki – a zrobię to. Miałeś już tego przedsmak przy kwestii pastora Brunsona. 

Andrew Brunson jest amerykańskim pastorem, który mieszkał i działał w Turcji. Został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa, wspierania kurdyjskich separatystów oraz udziału w zamachu stanu. Miał również utrzymywać kontakty z wrogiem numer jeden prezydenta Erdogana, Fethullahem Gulenem. Tamtejsze władze zwolniły go po tym, jak władze USA nałożyły na Turcję karne cła.

Ciężko pracowałem, by rozwiązać niektóre z twoich problemów. Nie zawiedź teraz świata.  Możesz zawrzeć świetny układ. Generał Mazlum chce zawrzeć z tobą negocjować i jest gotowy na ustępstwa, na które nigdy wcześniej by się nie zdecydował. Przesyłam ci w zaufaniu kopię jego listu do mnie, którą dopiero co otrzymałem.

Generał Mazlum Abdi to z kolei dowódca Syryjskich Sił Demorkatycznych (SDF), których trzon stanowią właśnie Kurdowie.

Historia spojrzy na ciebie przychylnie, jeśli załatwisz tą sprawę właściwie i po ludzku. Uzna cię na zawsze za diabła, jeśli nie wydarzą się dobre rzeczy. Nie zgrywaj twardziela. Nie bądź głupcem!

Odezwę się do ciebie

Najpotężniejszy, zdawałoby się, człowiek świata jest jednocześnie chyba jednym z najmniej skutecznych

Uderza bardzo nieformalny, poufały i – co tu dużo mówić – lekceważący ton, w jakim utrzymany jest list do prezydenta Turcji. Gdyby nie potwierdzenie ze strony Białego Domu, można by łatwo wziąć go za jakiś niedorzeczny fake news. Skoro jednak taki dokument faktycznie miał zostać wysłany do Erdogana, a potem wszystkie zawarte w nim tezy zostały przez Trumpa powtórzone publicznie, wiele to mówi o charakterze amerykańskiego prezydenta.

O wiele bardziej jednak uderza jej chaotyczność i nieprzewidywalność. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Turcja jest przecież ważnym członkiem NATO – coraz bardziej wypychanym przez zachód w objęcia Rosji. To państwo może obecnie, dzięki amerykańskim błędom, grać rolę „rozjemcy” w Syrii i gwaranta drogi do choćby kruchego pokoju. Wczoraj Donald Trump próbował przekonać amerykańską opinię publiczną, że to w zasadzie sprawa Syrii. Dzisiaj Amerykanie ogłaszają uzgodnienie zawieszenia broni. Wiele wskazuje na to, że Kurdowie je odrzucili.

Po co jednak było się w wojnę w Syrii mieszać raz za razem?