Opisywana przez Onet historia Aleksandry z Wrocławia pokazuje, jak z kłótni o stan mieszkania robi się sądowo-komornicza przepychanka, a koszty rosną szybciej niż sens całej operacji. I nagle wynajem nie jest wcale takim cudownym biznesem.
W 2008 r. Aleksandra wynajęła dwupokojowe mieszkanie studentce Agnieszce
Czynsz wynosił 1400 zł, kaucja tyle samo. Umowa zabraniała podnajmu, ale lokatorka wpuściła do jednego pokoju jeszcze dwie osoby. Po kilku miesiącach w mieszkaniu pojawiła się wilgoć, a potem pleśń – między innymi za grzejnikami. Aleksandra twierdziła, że wcześniej przez lata nic podobnego się nie działo i że problem wynikał ze sposobu użytkowania: brak dogrzewania, brak wietrzenia, suszenie prania na kaloryferach.
Zamiast dopuścić ekipę remontową i zamknąć temat, najemczyni zaczęła stawiać warunki. Właścicielka proponowała terminy, organizowała fachowców, ale żaden termin nie pasował. Korespondencja się przeciągała, atmosfera gęstniała, aż studentka wypowiedziała umowę ze skutkiem natychmiastowym.
Po wyprowadzce poszło już o pieniądze. Agnieszka przesłała pismo z żądaniem zwrotu kaucji 1400 zł oraz oddania części czynszu za grudzień – 450 zł z odsetkami. Razem 1850 zł. Remont i tak trzeba było zrobić, ale Aleksandra po tych wszystkich przygodach zdecydowała, że nie chce dalej wynajmować i sprzedała mieszkanie.
Kaucję rozliczyła klasycznie: potrąciła 770 zł, w tym 492 zł za remont, 250 zł za czynsz za pięć dni stycznia i 28 zł za rachunki, resztę oddała. Wydawało się, że to koniec. Nie był.
Po czasie okazało się, że studentka złożyła pozew o zwrot zatrzymanej części depozytu – około 500 zł, które z odsetkami urosły do niemal 1000 zł
W pozwie jako adres Aleksandry wskazała... wynajmowane wcześniej mieszkanie we Wrocławiu. W praktyce oznaczało to brak realnej informacji o sprawie i brak możliwości obrony. Postępowanie potoczyło się bez udziału właścicielki, aż wiosną pojawił się komornik z nakazem zapłaty 1764 zł wraz z kosztami i opłatami. Aleksandra zapłaciła całość, dorzucając jeszcze 12 zł nadwyżki.
W tekście KB pojawiają się też inne przykłady właścicieli: zaległości na ponad 10 tys. zł, mieszkanie do generalnego remontu po wyprowadzce, wynoszone meble i demontowane grzejniki, kradzieże oraz zniszczenia w odwecie za wypowiedzenie umowy. Osobną kategorią jest barykadowanie się w lokalu po wymianie zamków. W takich sytuacjach policja zwykle nie usuwa siłą, bo to nie tryb interwencyjny, tylko cywilna procedura eksmisyjna. Gdy lokatorem jest rodzina z dzieckiem, eksmisja bywa wstrzymywana do czasu przyznania lokalu socjalnego, a w międzyczasie koszty i zadłużenie potrafią rosnąć.
Co z tego wynika dla kogoś, kto wynajmuje mieszkanie i chce zminimalizować ryzyko?
Marcin Jańczuk z Metrohouse w artykule KB wspomina o tym, że protokół zdawczo-odbiorczy ma być konkretny. Stan ścian, podłóg, okien, grzejników, liczników, wyposażenia, widoczne wady, zużycie. Do tego zdjęcia, najlepiej z szerokimi ujęciami i detalami. Ogólne formułki o dobrym stanie to prosta droga do sporu o to, co znaczy dobre.
Kluczowy jest też dres do doręczeń i obowiązek jego aktualizacji w umowie. To banalny punkt, ale potrafi zdecydować, czy dowiesz się o pozwie w porę, czy dopiero z pisma komornika.
Wreszcie, ubezpieczenie mieszkania i sensowne zabezpieczenia umowne. Kaucja jest tylko jednym z narzędzi, a przy większych szkodach często nie wystarcza. W praktyce liczy się też regularna kontrola stanu lokalu w terminach przewidzianych w umowie, jasne zasady dotyczące ogrzewania i wentylacji oraz dokumentowanie problemów od razu, zanim staną się narzędziem w sporze.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj