1. Home -
  2. Zakupy -
  3. Mięso z chowu bez antybiotyków to zwykle świetny trik marketingowy. Nic więcej

Mięso z chowu bez antybiotyków to zwykle świetny trik marketingowy. Nic więcej

Hasło „chów bez antybiotyków” z przekreśloną strzykawką na etykiecie działa jak magnes. Wzbudza poczucie bezpieczeństwa do produktu, a jednocześnie wywołuje niepokój wobec towarów, które takiego oznaczenia nie mają. Właśnie ten mechanizm emocjonalny stał się narzędziem marketingowym w rękach wielu producentów i zarządów sieci handlowych.

Miłosz Magrzyk21.11.2025 13:29
Zakupy

Moda na chwalenie się brakiem antybiotyków w hodowli nasiliła się po raporcie Najwyższej Izby Kontroli sprzed kilku lat, która zwróciła uwagę na powszechne stosowanie leków w hodowlach. Zasiane ziarno nieufności zaczęło kiełkować, a konsumenci postanowili baczniej przyglądać się temu, co ląduje na ich talerzach.

Hasło „bez antybiotyków” jest tylko sprytnym trikiem

Sformułowanie „bez antybiotyków” powiązane z produktem w relatywnie korzystnej cenie ma dla wielu klientów kuszące brzmienie. Ale czy słusznie? Niekoniecznie.

Antybiotyki można stosować jedynie w uzasadnionych przypadkach choroby zwierzęcia, pod kontrolą weterynarza, a po zakończeniu terapii obowiązuje karencja, który ma zagwarantować, że w mięsie nie znajdą się ich resztki. Karencją nazywamy minimalny okres między ostatnim podaniem zwierzęciu weterynaryjnego produktu leczniczego a produkcją środków spożywczych od lub z tego zwierzęcia.

Jeśli w dokumentacji produktu leczniczego nie wskazano okresu karencji dla danego gatunku zwierząt, to dla mięsa i podrobów ssaków, drobiu oraz hodowlanego ptactwa łownego przeznaczonych do produkcji żywności, ten okres nie może być krótszy niż najdłuższy okres karencji w charakterystyce danego produktu leczniczego określony dla mięsa i podrobów, pomnożony przez współczynnik 1,5; lub 28 dni w sytuacji, gdy produkt leczniczy nie jest dopuszczony do stosowania u zwierząt, od których lub z których pozyskujemy żywność; albo 1 dzień, jeżeli produkt ma zerowy okres karencji i jest stosowany u innej rodziny zwierząt niż gatunek docelowy, na który wydano pozwolenie.

W praktyce więc każde mięso dopuszczone do sprzedaży jest wolne od antybiotyków, dlatego krzykliwe hasło „chów bez antybiotyków” można uznać za typowy zabieg marketingowy.

Świadomy konsument powinien spróbować samodzielnie rozpoznać granice uczciwej reklamy

Określenie „bez antybiotyków” użyte bez doprecyzowania może wprowadzać w błąd, sugerując, że pozostałe mięso na rynku jest mniej bezpieczne. 

Poza tym taka informacja powinna dotyczyć całego życia zwierzęcia i być potwierdzona przez lekarza weterynarii nadzorującego hodowlę, a nie stanowić jedynie deklarację producenta. Świadomy konsument powinien wiedzieć, że bezpieczeństwo żywności nie zależy od sloganu na opakowaniu.

Za mięso z prawdziwej hodowli bez antybiotyków trzeba zapłacić więcej

Część producentów rzeczywiście decyduje się na prowadzenie hodowli bez antybiotyków. Organizuje ją tak, aby zwierzęta po prostu nie chorowały, co oczywiście nie jest łatwe i nie zawsze się udaje. Taki sposób produkcji wymaga bowiem znacznie większego zaangażowania, lepszych warunków utrzymania zwierzyny i starannej profilaktyki. Oznacza to przeważnie mniejsze zagęszczenie hodowli, szczegółową kontrolę mikroklimatu, bardzo wysoką jakość pasz i co za tym wszystkim idzie: większe nakłady finansowe. A to przekłada się na wyższą cenę detaliczną. 

Gdy cena za produkt „bez antybiotyków” jest podobna bądź dużo niższa od cen pozostałych towarów w tej samej kategorii asortymentu, powinna zapalić się nam w głowie czerwona lampka.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi