Mieszkanie komunalne jak spełnienie marzeń?
Mieszkanie komunalne od lat uchodzi za jedno z najbardziej pożądanych rozwiązań mieszkaniowych dla osób o niższych dochodach. Wynajmujący nie może wypowiedzieć umowy z dnia na dzień, czynsz zazwyczaj jest niższy niż na wolnym rynku, a lokalizacja – wbrew stereotypom – często bywa przyzwoita. Do tego dochodzi przekonanie, że skoro budynek należy do miasta lub gminy, to problemy techniczne, awarie czy większe naprawy nie spadną na barki lokatora.
Nic dziwnego, że w wielu miejscowościach kolejki oczekujących na mieszkania komunalne są bardzo długie. Dla wielu osób to jedyna realna szansa na stabilne lokum bez ryzyka nagłego wzrostu czynszu czy wypowiedzenia umowy. Problem w tym, że to, co na papierze wygląda jak marzenie, w praktyce coraz częściej zamienia się w koszmar.
Ekologia, która zamieniła lokale w lodówki
W wielu – zwłaszcza gorzej sytuowanych – samorządach mieszkania komunalne zaczęły dziś pełnić rolę swoistej pułapki. Wszystko w imię ekologii, a konkretnie przepisów, które wymusiły eliminację określonych źródeł ciepła, takich jak piece kaflowe czy stare instalacje węglowe. Problem polega na tym, że samorządy często nie miały środków na kompleksową termomodernizację budynków.
Zamiast ocieplać ściany, wymieniać stolarkę okienną i modernizować instalacje, zdecydowano się na najprostsze rozwiązanie - wymianę pieców na ogrzewanie elektryczne. Tyle że ogrzewanie elektryczne w starej kamienicy, z wysokimi sufitami, nieszczelnymi oknami i brakiem izolacji termicznej, nie ma prawa być wydajne. Efekt jest łatwy do przewidzenia.
Lokatorzy alarmują, że w sezonie zimowym rachunki za prąd sięgają 3000 złotych i więcej, a mimo to w mieszkaniach nie udaje się utrzymać temperatury wyższej niż 15 stopni Celsjusza. W czasie większych mrozów bywa jeszcze gorzej. To już nie jest kwestia dyskomfortu, lecz realne zagrożenie dla zdrowia, a czasem nawet życia, zwłaszcza w przypadku osób starszych, przewlekle chorych czy małych dzieci.
Samorządy bezradne wobec wysokich kosztów
Samorządy znalazły się dziś w sytuacji, z której nie ma łatwego wyjścia. Z jednej strony obowiązują je przepisy środowiskowe i presja na ograniczanie emisji. Z drugiej – rosnąca liczba skarg lokatorów pokazuje, że obecne rozwiązania są po prostu niewydolne. Utrzymywanie budynków, które nie spełniają podstawowych standardów energetycznych, przestaje być możliwe bez narażania mieszkańców na skrajne warunki.
W praktyce gminy mają tylko dwie drogi. Albo wyłączyć z użytkowania stare budynki, które nie nadają się do dalszego zamieszkiwania – i jednocześnie zapewnić lokatorom inne lokale, w godnych warunkach – albo przeznaczyć ogromne, często wręcz astronomiczne środki na termomodernizację starego budownictwa. Oba rozwiązania są kosztowne, czasochłonne i politycznie niewygodne, bo termomodernizacje trzeba przecież zrealizować kosztem innych inwestycji.
Problem w tym, że rachunki za prąd i niska temperatura w mieszkaniach to nie jest abstrakcyjna debata o konieczności ograniczenia emisji. To codzienność tysięcy ludzi, dla których mieszkanie komunalne miało być gwarancją bezpieczeństwa. Dziś coraz częściej jest dowodem na to, że dobre intencje i złe wykonanie potrafią stworzyć systemową pułapkę, z której najtrudniej wydostać się tym, którzy mają najmniej.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj