- Bezprawnik -
- Moto -
- Od lat powtarzam, że rower nie powinien jeździć po jezdni. Nowy postulat kolarzy tylko mnie w tym utwierdza
Od lat powtarzam, że rower nie powinien jeździć po jezdni. Nowy postulat kolarzy tylko mnie w tym utwierdza
Inicjatywa rowerzystów i kolarzy „Szacunek na drodze” domaga się zmian, które zmniejszyłyby śmiertelność w wypadkach drogowych. Do jej postulatów należy zwiększenie obowiązkowego odstępu przy wyprzedzaniu rowerzysty do 1,5 metra w terenie zabudowanym i 2 metrów poza nim.
Wypadki śmiertelne z udziałem rowerzystów i agresja drogowa to realny problem
W 2025 roku na polskich drogach zginęło 155 rowerzystów. Samych wypadków z ich udziałem było 3425. Tak wynika z danych opublikowanych przez Komendę Główną Policji. Przytacza je inicjatywa „Szacunek na drodze” w swoim liście otwartym skierowanym do posłów, rządu oraz instytucji samorządowych. To o tyle znamienne, że ogólna śmiertelność na drogach w Polsce w ostatnich latach wyraźnie spada.
Jak łatwo się domyślić, chodzi o podjęcie działań, które mają zwiększyć bezpieczeństwo na drodze tych uczestników ruchu, którzy mają niewielkie szanse w starciu z ponad toną blachy rozpędzoną do kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. Zanim przejdziemy do zwyczajowej plemiennej wojenki pomiędzy kierowcami a kolarzami, muszę zwrócić uwagę, że inicjatywa „Szacunek na drodze” wcale nie domaga się specjalnego traktowania.
Wiemy, że rowerzyści też popełniają błędy i naruszają przepisy. Nie domagamy się przywilejów ani bezkarności. Oczekujemy, że każdy uczestnik ruchu będzie działał tak, aby pozostali mogli bezpiecznie wrócić do domu. W zderzeniu z samochodem to niechroniony człowiek jest znacznie bardziej narażony na ciężkie obrażenia.
Zamiast tego formułuje siedem postulatów. Prawdę mówiąc, na większą uwagę zasługuje jeden z nich. Nie jest to zresztą jedyny głos w tej sprawie – niedawno RPO chce większej ochrony dla rowerzystów na przejazdach.
„Szacunek na drodze” proponuje zmianę art. 24 prawa o ruchu drogowym
O ile pozostała szóstka to nawoływania do przeprowadzania regularnych audytów, kontroli i nowych kampanii społecznych, o tyle pierwszy postulat rzeczywiście dąży do zmiany obowiązującego prawa:
Czego oczekujemy?
Mielibyśmy więc do czynienia ze zmianą art. 24 ust. 2 prawa o ruchu drogowym. To właśnie ten przepis nakazuje kierowcom zachowanie konkretnego minimalnego odstępu od innego wyprzedzanego uczestnika ruchu drogowego.
Kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu zachować szczególną ostrożność, a zwłaszcza bezpieczny odstęp od wyprzedzanego pojazdu lub uczestnika ruchu. W razie wyprzedzania roweru, wózka rowerowego, motoroweru, motocykla, hulajnogi elektrycznej, urządzenia transportu osobistego, osoby poruszającej się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch lub kolumny pieszych odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m.
Warto w tym momencie przypomnieć, że w przypadku wyprzedzania innych aut kierujący samochodem musi jedynie zachować „bezpieczny odstęp”, którego ustawodawca nijak nie zdefiniował. Wbrew pozorom ma to sens. Otarcie komuś lakieru albo zahaczenie o lusterko nie wiąże się z tak opłakanymi konsekwencjami jak zderzenie z nieosłoniętym rowerzystą.
1,5 metra odstępu od roweru to standard w Niemczech i Austrii
Pytanie brzmi: czy to w ogóle dobry pomysł? Teoretycznie tak. W końcu konieczność zachowania większego odstępu od rowerzysty zmniejszy ryzyko przypadkowego zderzenia z wyprzedzającym pojazdem. Inicjatywa „Szacunek na drodze” ma przy tym dwa konkretne argumenty.
Pierwszym jest połączenie tej konkretnej propozycji z rzeczywistym egzekwowaniem zasad bezpiecznego wyprzedzania. Postulat nr 2 brzmi ogólnikowo, ale sprowadza się do tego, by jakoś przymusić kierowców, żeby nie próbowali wyprzedzać, gdy ktokolwiek jedzie z naprzeciwka.
Drugi argument to zwrócenie uwagi na przepisy obowiązujące w innych państwach Unii Europejskiej. 1,5 metra odstępu w terenie zabudowanym i 2 metry poza nim to rozwiązania żywcem skopiowane z Niemiec i Austrii. Swego rodzaju standardem jest właśnie 1,5 metra.
Polskie jezdnie są zbyt wąskie, by zwiększyć minimalny odstęp
Na przeszkodzie mogą stanąć wymiary typowego pasa ruchu w Polsce. Co do zasady szerokość pasa ruchu na drodze jednopasmowej nie może być mniejsza niż 3,50 metra. Drogi wielopasmowe mogą składać się z węższych pasów. Absolutne minimum stosowane w szczególnych przypadkach wynosi 2,25 metra. Typowy samochód ma zaś około 2 metrów szerokości.
Nie ma się co oszukiwać: przeprowadzenie manewru wyprzedzania rowerzysty bez wjazdu na sąsiedni pas może się okazać dość trudne, jeśli zwiększymy ustawowy minimalny odstęp. Dotyczy to zwłaszcza miast.
Konieczność czekania na sprzyjające okoliczności naraża zaś rowerzystę na agresję drogową ze strony największych zakał wśród kierowców w postaci drogowych frustratów, którzy wpadają w amok na samą myśl, że musieliby choćby na chwilę zwolnić. Niestety okazuje się, że grupa ta ma całkiem sporą reprezentację wśród polityków.
O ile zgadzam się z diagnozą „Szacunku na drodze” i ogólnym kierunkiem propozycji inicjatywy, o tyle nie jestem przekonany, czy zwiększenie minimalnego odstępu przy wyprzedzaniu jest realne. Dodatkowo inicjatywa myli nieco skutek z przyczyną przynajmniej części wypadków.
Ścieżki rowerowe i pobocza zamiast większego odstępu. Im mniej styczności rowerzystów z kierowcami, tym lepiej
Od dawna stawiam na Bezprawniku tezę, że rowerzyści na jezdni to zły pomysł. Wszyscy się chyba zgodzimy, że powinni się poruszać dedykowaną im ścieżką rowerową. Jeśli jej nie ma, to powinni korzystać z pobocza, jeżeli nadaje się ono do jazdy. Praktycznie zawsze utwardzone pobocze spełnia to kryterium.
Prawdziwym problemem wydaje się więc brak infrastruktury drogowej, która umożliwiłaby odseparowanie kierowców i rowerzystów od siebie. Ma ona szczególne znaczenie poza terenem zabudowanym, gdzie poruszający się jednośladami muszą jednak zjechać na jezdnię z braku alternatyw. Zapewnienie ścieżek rowerowych i poboczy wszędzie tam, gdzie jeżdżą rowerzyści, stanowi kluczowe zadanie państwa w tej sprawie.
Rower na chodniku, tak jak hulajnoga elektryczna
W mieście przepisy wyganiają rowerzystów na jezdnię, jeśli akurat droga nie ma ścieżki dla rowerów. To poważny błąd. Jednoślady napędzane siłą mięśni powinny móc poruszać się po chodniku z rozsądną prędkością. Takie uprawnienia przysługują przecież poruszającym się na hulajnogach – w tym także elektrycznych, których użytkownicy stwarzają analogiczne zagrożenie dla pieszych. Skoro hulajnoga elektryczna na chodniku nikogo nie dziwi, akurat tutaj zmiana przepisów byłaby co najmniej na miejscu.










