Dla porównania w 2024 r. było to 6351 zł, w 2023 r. 4750 zł, a w 2022 r. 3434 zł. To najniższy wynik w tej serii liczonej od 2020 r. i mocny sygnał, że przestrzeń do dokładania kolejnych kosztownych programów zaczęła się kurczyć.
Kluczowa przyczyna jest prosta: w 2025 r. nie wprowadzono żadnej nowej, masowej i bardzo drogiej zmiany w systemie świadczeń, porównywalnej z tym, co wydarzyło się rok wcześniej. W 2024 r. największym obciążeniem była podwyżka świadczenia na dzieci z 500 do 800 zł, której koszt oszacowano na ok. 24 mld zł.
Drugim wielkim elementem były szerokie osłony energetyczne, w tym utrzymywanie zamrożonych cen energii, które w 2024 r. miało kosztować ok. 25,5 mld zł. W 2025 r. osłony ograniczono, a ich koszt spadł do kilku miliardów złotych. Brak dwóch tak dużych pozycji automatycznie obniża wynik całego zestawienia.
W danych zbiorczych widać to jeszcze lepiej
Łączna wartość ujętych wydatków w 2025 r. została oszacowana na ok. 51,4 mld zł, podczas gdy w 2024 r. przekraczała 110 mld zł. Spadła też liczba nowych pozycji: w 2025 r. wskazano osiem istotnych nowych programów lub wydatków, wobec trzynastu w 2024 r. i piętnastu w 2023 r.
Nowości z 2025 r. są bardziej punktowe: dodatek do renty socjalnej dla osób z niepełnosprawnością, wdowia renta pozwalająca zachować część świadczenia po zmarłym małżonku, kolejny etap świadczenia wspierającego, bon ciepłowniczy dla najuboższych czy program tanich mieszkań dla mundurowych. To ważne elementy z perspektywy konkretnych grup, ale nie mają tej masy budżetowej, która potrafi przestawić cały obraz finansów publicznych.
Druga warstwa tej historii to stan budżetu i długu. W materiale WEI pada teza, że ograniczenie nowych wydatków nie wynika z nagłej zmiany filozofii, tylko z coraz bardziej napiętych finansów państwa. Dług publiczny zbliża się do granicy 55 proc. PKB, rosną koszty jego obsługi, a deficyt sektora finansów publicznych w prognozie na 2025 r. ma wynieść 6,4 proc. PKB, wobec 4,5 proc. PKB w 2024 r. Taki układ oznacza mniej swobody: każde nowe, duże zobowiązanie trzeba finansować albo większym długiem, albo dodatkowymi dochodami.
W tle pojawia się też perspektywa 2026 r., opisana bardzo twardymi liczbami: wydatki ok. 919 mld zł przy dochodach ok. 647 mld zł, co daje deficyt rzędu 272 mld zł
Jeśli taki poziom nierównowagi ma się utrzymywać, presja na szukanie nowych źródeł pieniędzy będzie rosnąć. W materiale wymieniane są pomysły nowych danin i podatków sektorowych: cyfrowego, katastralnego, tłuszczowego, a także podwyżek akcyzy na wyroby tytoniowe. Niezależnie od tego, które z tych pomysłów ostatecznie przejdą, sam fakt, że wracają do debaty, jest logiczną konsekwencją rosnącego deficytu.
Autorzy dorzucają jeszcze szerszy kontekst gospodarczy: słabą stopę inwestycji na poziomie ok. 17 proc. PKB oraz niskie oszczędności gospodarstw domowych, szacowane na ok. 7 proc. dochodu rozporządzalnego. W praktyce to oznacza mniejszą odporność na spowolnienie i większą zależność od kapitału z zewnątrz, a jednocześnie rosnące koszty obsługi długu i wydatków sztywnych. Do tego dochodzi demografia, która w dłuższym horyzoncie zmniejsza bazę pracujących finansujących system.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj