1. Home -
  2. Praca -
  3. Quebonafide i powiększanie piersi. Patologia nadużyć na L4 jest tak wielka, że do gry weszli detektywi

Quebonafide i powiększanie piersi. Patologia nadużyć na L4 jest tak wielka, że do gry weszli detektywi

Kiedy zwolnienie lekarskie staje się „planem B” na koncert, wyjazd albo przeczekanie zawirowań kadrowych, do gry wchodzą prywatni detektywi. Branża mówi wprost: z kwartału na kwartał rośnie liczba zleceń dotyczących weryfikacji, co właściwie robi pracownik na L4.

Jerzy Wilczek20.08.2025 20:11
Praca

Latem – wiadomo – apetyty na „przedłużony urlop” są największe, więc i konfliktów przybywa. Tak relacjonuje to detektyw Małgorzata Marczulewska, opisując nawet przypadek pracownicy, która w trakcie zwolnienia wyjechała powiększyć piersi, oraz pracownika, który nie dostał wolnego, więc poszedł na chorobowe i... bawił się na koncercie popularnego rapera na Narodowym.

Czytaj też: Kontrolerzy L4 jak komandosi, mogą przypuścić desant na symulującego chorobę w 24 godziny

Zlecenia dla detektywów pojawiają się zwłaszcza tam, gdzie wiszą w powietrzu zwolnienia, trwają przetasowania w zespołach albo narasta spór z przełożonym. Tu nie chodzi wyłącznie o spektakularne historie.

Coraz częściej na detektywistyczny stół trafiają zwolnienia psychiatryczne

Formalnie są tak samo ważne jak każde inne, ale dla śledczych to najtrudniejszy obszar: stanu psychicznego nie da się „zmierzyć” z ulicy, a obserwacja z dystansu niewiele mówi. Mimo to – jak słyszymy – bywa, że całe zespoły, tu przykład z dużej firmy IT, rozchodzą się na długie zwolnienia tuż po ogłoszeniu zmian kadrowych. W jednym z opisanych przypadków mowa o sześcioosobowej ekipie.

Nie da się uciec od pytania: gdzie leży granica między uprawnioną kontrolą a stygmatyzacją? Sama Marczulewska podkreśla, że nadużycia psychiatrycznych L4 – jeśli się zdarzają – psują klimat wokół osób faktycznie w kryzysie. W efekcie każdego, kto zderzył się z lękiem czy depresją, łatwiej podejrzewać o kombinowanie. To krótsza droga do społecznej nieufności niż się wydaje.

Z perspektywy prawa pracodawca nie jest jednak bezradny

Może – i powinien – kontrolować wykorzystywanie L4 pod kątem dwóch kluczowych zasad: czy chory nie pracuje zarobkowo oraz czy nie robi rzeczy, które utrudniają powrót do zdrowia. W praktyce oznacza to, że remont mieszkania w trakcie zwolnienia „leżącego” to proszenie się o kłopoty, tak samo jak dorabianie u konkurencji. W razie stwierdzenia nadużyć ryzykuje się utratę świadczenia, a niekiedy również konsekwencje służbowe. To nie jest żadna nowa doktryna – to od lat fundament kontroli zasiłków chorobowych w Polsce.

Zatrudnianie detektywów nie zwalnia jednak firm z przestrzegania reguł gry. Dowody muszą być zdobyte legalnie, metody – proporcjonalne, a cel – uzasadniony interesem pracodawcy. Na retencję danych i sposób ich przetwarzania nakładają się wymogi RODO i kodeksowe zasady monitoringu. Pełzający „surveillance capitalism” w miejscu pracy potrafi w kilka tygodni wypalić kulturę organizacyjną do gołej ziemi. Dlatego jeśli ktoś chce wprowadzić twardszą kontrolę, powinien równie twardo zadbać o komunikację: jasno wyłożyć zasady i – co ważne – egzekwować je równo, bez wyjątków dla „swoich”.

Jest też warstwa psychologiczna

Rynek pracy po pandemicznym rollercoasterze jest zmęczony, a w wielu branżach – szczególnie w IT – napięcia narastały latami: cięcia benefitów, zamrożenia, presja „dowiezienia” celów. To sprzyja eskalacji mikrosporów w duże wojny o L4. W firmie, gdzie zaufanie jest niskie, chorobowe staje się narzędziem nacisku. W firmie, gdzie szefowie umieją rozmawiać, chorobowe pozostaje po prostu chorobowym.

Czytaj też: Co grozi, gdy podczas kontroli L4 nie ma nas w domu? To nie jest błaha sprawa

Czy jest droga środka? Kilka rzeczy działa. Po pierwsze, rzetelna polityka absencji – jasne kryteria, szybkie wyjaśnianie wątpliwości, rozmowa „po powrocie”, a nie polowanie z kamerą. Po drugie, wsparcie zdrowia psychicznego – dostęp do konsultacji i elastyczność przy powrotach z długich L4. Po trzecie, konsekwencja: jeśli firma sygnalizuje, że będzie weryfikować nadużycia, musi to robić procedurowo, nie „na donos”. Wreszcie po czwarte, edukacja – przypomnienie, że L4 to nie przywilej, tylko narzędzie ochrony zdrowia i miejsc pracy.

Wróćmy do detektywów. Czy ich rola jest tu niezbędna? W części przypadków – tak. Gdy ktoś gra pracodawcy na nosie, urządza publiczne stories z imprezy podczas „choroby” albo łączy L4 z fuchą – trudno oczekiwać, by firma bezczynnie patrzyła. Ale każdy taki przypadek dokłada cegiełkę do muru podejrzliwości wobec osób, które naprawdę walczą o równowagę psychiczną i potrzebują czasu. I to jest największe ryzyko opisanej mody na weryfikacje.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi