Brutalnie przekonałem się o tym dziś w nocy, ale ta zaskakująca sytuacja rozpoczęła się ponoć jeszcze pod koniec 2024 roku, gdy wprowadzono nowe regulacje dotyczące dyżurów aptek.
Od tamtej pory w godzinach nocnych mieszkańcy pozostają bez dostępu do leków na miejscu. Lokalny portal informował wprost, że zgodnie z nowymi przepisami nie będzie już punktu aptecznego dyżurującego przez 24h, a więc w godzinach od 23.00 do 7.00 nie kupimy już leków w Płocku. Dla podkreślenia skali kompromitacji, Urząd Miasta Płocka z dumą i otwartą przyłbicą na swojej stronie również potwierdza, że między 23:00 a 7:00 rano żadna apteka w mieście nie jest czynna.
Nowe przepisy to koniec całodobowych dyżurów aptek
Niestety od 2024 r. zgodnie z nowelizacją prawa farmaceutycznego usługi apteczne nie muszą być świadczone nieprzerwanie przez całą dobę.
Zmiany w prawie farmaceutycznym diametralnie zmieniły organizację dyżurów aptek. Dotychczas powiat mógł uchwałą narzucić aptekom grafiki dyżurów nocnych i świątecznych, aby zapewnić mieszkańcom dostęp do leków przez całą dobę. Jednak nowe brzmienie ustawy odebrało samorządom lokalnym tę kompetencję.
Obecnie to właściciel apteki sam ustala godziny pracy swojej placówki i zgłasza je do końca września na kolejny rok. Gmina może interweniować i wyznaczyć dodatkowy dyżur tylko, jeśli uzna na podstawie analizy, że harmonogramy wszystkich aptek nie zabezpieczają potrzeb mieszkańców.
Co kluczowe, ustawodawca odszedł od założenia, że apteka dyżurna musi zapewniać opiekę przez całą noc. Wprost zredefiniowano „dyżur apteczny” – teraz dyżur ustawowy w porze nocnej to tylko 2 godziny w przedziale 19:00–23:00. Innymi słowy, według nowych przepisów noc właściwie nie jest objęta obowiązkiem dostępności apteki. Państwo zobowiązało się co prawda finansować dyżury aptek poprzez Narodowy Fundusz Zdrowia, ale wyłącznie w tych ściśle określonych ramach godzinowych.
Jeśli choć jedna apteka jest czynna w danym czasie zgodnie ze swoim zwykłym grafikiem, NFZ nie zapłaci za dodatkowy dyżur. W praktyce oznacza to, że w miastach takich jak Płock, gdzie jedna z aptek pracuje do 23:00 codziennie, nie ma finansowej zachęty do utrzymywania kolejnej apteki otwartej po północy.
Nowe regulacje były odpowiedzią na wieloletnie apele farmaceutów
Poprzedni system krytykowano za przymusowe i nieodpłatne dyżury, które obciążały właścicieli aptek i personel. Farmaceuci argumentowali, że apteka to co prawda placówka ochrony zdrowia, ale nie służba ratunkowa i trudno wymagać od prywatnych przedsiębiorców pracy przez całą noc bez odpowiedniej rekompensaty.
Ministerstwo Zdrowia w końcu "wysłuchało głosu farmaceutów" i od stycznia 2024 r. dyżury stały się całkowicie dobrowolne oraz płatne (apteki zgłaszające gotowość otrzymują ryczałtowe wynagrodzenie z NFZ lub z budżetu lokalnego). W teorii miało to poprawić sytuację – apteki nie muszą już ponosić strat, a pacjenci zyskują zmotywowane placówki, które chcą pełnić dyżur.
Niestety, praktyka ujawniła poważną lukę w systemie. Ustawodawca założył bowiem, że duże miasta poradzą sobie same – dlatego obowiązek wyznaczania nocnych dyżurów dotyczy tylko powiatów, których siedziba ma do 40 tys. mieszkańców. W uzasadnieniu wskazywano, że w dużych ośrodkach miejskich z dużym prawdopodobieństwem działają apteki całodobowe.
Rzeczywistość okazała się inna. Płock – spore miasto powiatowe – nie miał żadnej apteki całodobowej już wcześniej, a po zmianie przepisów zabrakło też formalnego nacisku, by którąś z istniejących placówek pełniła dyżury po 23:00. Skoro prawo nie wymaga, właściciele aptek nie zgłosili chęci pracy przez całą noc – i trudno im się dziwić, bo ruch w nocy jest znikomy, a stawki NFZ za kilka dodatkowych godzin dyżuru nie rekompensują kosztów.
Płock – 120 tys. mieszkańców bez całodobowej apteki
Władze Płocka oficjalnie przyznały, że nie wyznaczyły żadnej apteki do nocnych dyżurów, uznając to za niekonieczne. Iwona Rejtan z Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta Płocka w rozmowie z PortalPlock.pl tłumaczyła, że apteki działają obecnie według własnych grafików, a Rada Miasta "nie ingeruje z zewnątrz" w ich godziny.
W konsekwencji w Płocku między 23.00 a 7.00 leków się po prostu nie kupi. Takie okno całkowitego braku dostępu do leków przez 8 godzin każdej nocy w dużym mieście jest sytuacją bez precedensu w ostatnich dekadach.
Mieszkańcy i lokalni samorządowcy podnieśli w minionych miesiącach alarm co najmniej kilka razy. Oczywiście nawet nie zwracałem na to uwagi, bo problem nie dotyczył mnie bezpośrednio. Ale na tym polega ogólna idea dyżurów całodobowych, że "nie znamy dnia, ani godziny".
Brak nocnej apteki to nie tylko niedogodność, ale i potencjalne zagrożenie dla zdrowia – argumentują płocczanie i radni opozycyjni. Już w 2024 roku radna Małgorzata Ogrodnik apelowała o przywrócenie w mieście całodobowego punktu aptecznego, finansowanego choćby z budżetu samorządu. Posłanka ziemi płockiej Wioletta Kulpa również interweniowała – skierowała w październiku 2025 do Ministra Zdrowia interpelację opisującą dramatyczne przypadki, gdy pacjent po wizycie na SOR (Szpitalnym Oddziale Ratunkowym) w środku nocy nie ma gdzie wykupić pilnie potrzebnego antybiotyku.
Trzeba jechać do znacznie mniejszego Sochaczewa. Przekładając to na nieco bardziej ogólnopolski język, to trochę tak jakby mieszkaniec Gdańska musiał jechać w nocy do Malborka. Albo mieszkaniec Warszawy do... no właśnie, do Sochaczewa. Perspektywa nocnej wyprawy z choreym dzieckiem 70 km w jedną stronę po lekarstwo brzmi jak absurd, ale dla płockich rodzin w 2025 roku stała się ponurą rzeczywistością.
Co na to rząd?
Ministerstwo Zdrowia przyznało, że przepisy faktycznie nie gwarantują dostępu do leków w nocy w dużych miastach, pozostawiając decyzję lokalnym władzom. Wiceminister zdrowia Marek Kos stwierdził, że jeśli Płock uzna brak apteki za realny, obiektywny problem, ma narzędzia, by wyznaczyć dyżur i nawet uzyskać finansowanie z NFZ. Jednocześnie jednak resort argumentował, że po godzinie 24:00 sprzedaż w aptekach praktycznie zamiera.
Według ministerialnych analiz popyt na leki w środku nocy był dotąd śladowy, a większość nocnych klientów kupowała raczej inne artykuły (np. kosmetyki, środki higieniczne) niż pilnie potrzebne leki na receptę. Ponadto wiceminister Kos zasugerował, że pacjenci wymagający natychmiastowej terapii powinni otrzymać lek od razu w szpitalu na SOR – skoro trafili na izbę przyjęć, to szpital ma obowiązek zapewnić im kompleksową opiekę, łącznie z podaniem pierwszej dawki leku.
Alkohol przez całą dobę, leki tylko do 23:00
Kontrastująca z brakiem nocnej apteki jest łatwość, z jaką w Płocku (i innych polskich miastach) zdobędziemy o północy alkohol czy papierosy. W samym Płocku działa kilkanaście stacji benzynowych, czynnych całą dobę, na których bez trudu można kupić wysokoprocentowe trunki. O drugiej w nocy łatwiej kupić w Płocku bez porównania łatwiej kupić butelkę wódki niż syrop na gorączkę dla dziecka.
Owszem, sprzedaż alkoholu to dochodowy biznes prywatny; przedsiębiorcy chętnie prowadzą handel przez całą dobę, bo jest to opłacalne. Sprzedaż leków zaś jest ściśle regulowana i ograniczona do aptek, a społeczna potrzeba nocnej dostępności farmaceutyków okazała się na tyle mała ekonomicznie, że rynek sam jej nie zaspokoi. Być może jednak ten problem należałoby rozwiązać systemowo i powinien istnieć obowiązek funkcjonowania całodobowych aptek przy stacjach benzynowych - w jakimś geograficznym zakresie do dalszego rozplanowania.
Przecież taki brak aptek to też problem dla ochrony zdrowia
Konieczność jechania kilkadziesiąt kilometrów do apteki, w nocy, (wczoraj akurat w zamieci śnieżnej), to ogromna niedogodność. Ale przecież to jest też problem systemowy dla ochrony zdrowia. Osoby wypisane późnym wieczorem z SOR-u czy nocnej opieki medycznej z receptą na antybiotyk lub inne pilne leki muszą czekać do rana na realizację recepty. W przypadku poważnych infekcji czy stanów zapalnych kilkunastogodzinne opóźnienie terapii może prowadzić do komplikacji zdrowotnych.
Brak możliwości kupna leku sprawia, że niektórzy w desperacji kierują się na pogotowie ratunkowe lub SOR po pomoc, nawet z mniej nagłymi przypadłościami. To dodatkowo obciąża i tak przeciążone służby ratunkowe.
Taka sytuacja podkopuje zaufanie do systemu opieki zdrowotnej. Obywatele czują się pozostawieni sami sobie w najbardziej podstawowej kwestii, jaką jest dostęp do leków. U wielu osób rodzi to frustrację i wrażenie, że system się wali (a przecież wali i katastrofalna sytuacja NFZ nie jest żadną tajemnicą), skoro nie potrafi zapewnić tak elementarnej usługi jak całodobowa apteka w dużym mieście.
Co istotne, problem nie dotyczy tylko Płocka. W skali kraju brak nocnych dyżurów aptek stał się zjawiskiem coraz powszechniejszym. Według danych rynkowych już dwie trzecie Polaków nie ma w okolicy żadnej apteki czynnej całodobowo. Szczególnie trudna sytuacja jest na prowincji i we wschodnich regionach kraju, gdzie odsetek mieszkańców bez dostępu do apteki 24h przekracza 70%, a na wsiach sięga nawet 94%.
To efekt zarówno opisanych zmian prawnych, jak i ogólnego ubywania aptek – od 2017 r. zamknięto w Polsce ponad 2,2 tys. placówek farmaceutycznych, co oznacza rzadszą sieć aptek, zwłaszcza poza dużymi miastami. Samorządy różnych województw biją na alarm.
"Tak działa wolny rynek"
Oburzenie mieszkańców jest zrozumiałe: w XXI wieku, w kraju UE, w dużym mieście, podstawowa usługa zdrowotna przestała być zapewniona. Wielu postrzega to jako oznaka upadku systemu, w którym priorytety zostały zachwiane.
Oczywiście, problem jest złożony. Nie da się prostym dekretem nakazać prywatnej aptece opłacalnego działania przez 24 godziny. Jednak pozostawienie tej kwestii samym mechanizmom rynkowym i dobrej woli właścicieli aptek, bez zbudowania alternatywnego rozwiązania, okazało się błędem. Jeśli nawet w dużym ośrodku miejskim zabrakło całodobowej apteki, to co mówi to o mniejszych miejscowościach?
Na pocieszenie można dodać, że sprawa Płocka wywołała presję społeczną, która być może doprowadzi do korekty kursu. Lokalni radni nie odpuszczają tematu, a Ministerstwo Zdrowia deklaruje monitorowanie sytuacji.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj