
Brzmi poważnie, ale dla obserwatorów branży to raczej kolejny rozdział w dobrze znanej historii. Uber od lat balansuje na granicy innowacji i kontrowersji, bo z jednej strony zmienił sposób, w jaki korzystamy z transportu, z drugiej wielokrotnie był oskarżany o ignorowanie przepisów, praw pracowników czy pasażerów.
Czytaj też: Chciwość Ubera nie zna granic. Zapłać 5 zł albo najpierw obwiozą twój obiad po całym mieście
Tym razem zarzuty dotyczą podstawowej kwestii: równego traktowania ludzi, niezależnie od ich stanu zdrowia czy ograniczeń ruchowych. Według Departamentu Sprawiedliwości kierowcy Ubera mieli systematycznie odmawiać przewozu osobom poruszającym się na wózkach czy korzystającym z psów asystujących. Do tego dochodzą skargi na dodatkowe opłaty, takie jak „koszty sprzątania” związane z przewozem psa przewodnika czy opłaty za anulowanie kursu, kiedy klient został po prostu odrzucony. Niektórzy kierowcy mieli też zachowywać się wobec pasażerów w sposób obraźliwy i poniżający.
Kiedy technologia, zamiast niwelować bariery, je pogłębia
Uber przez lata chwalił się, że dzięki jego aplikacji transport stał się „dla wszystkich” – tańszy, łatwiej dostępny, szybciej organizowany. Teoretycznie właśnie osoby z niepełnosprawnościami powinny być jednymi z największych beneficjentów takiej rewolucji. Zamiast mozolnie zamawiać taksówkę przez centralę, wystarczy kilka kliknięć w smartfonie. W praktyce okazuje się jednak, że technologia nie rozwiązała wszystkich problemów – a wręcz stworzyła nowe.
W klasycznej korporacji taksówkowej istnieje struktura, nadzór i system skarg. Kierowca, który odmówi przewozu psa przewodnika, może stracić licencję. W Uberze, gdzie każdy jest „niezależnym partnerem”, a nadzór sprowadza się do automatycznych ocen w aplikacji, trudno egzekwować elementarne prawa pasażera.
Słabość modelu gig economy
To nie pierwszy raz, gdy gig economy – czyli gospodarka oparta na doraźnych zleceniach i aplikacjach – odbija się czkawką. Kierowcy czy kurierzy formalnie nie są pracownikami, więc obowiązki firmy wobec nich i wobec klientów są rozmyte. Uber chętnie podkreśla, że to tylko „technologiczna platforma łącząca strony rynku”. Ale kiedy pojawiają się zarzuty dyskryminacji, nagle widać, że platforma nie jest neutralnym pośrednikiem – tylko faktycznym operatorem całego systemu.
Podobne sprawy w przeszłości dotyczyły chociażby Amazon Flex, DoorDash czy innych aplikacji działających na podobnym modelu. Zawsze pada to samo pytanie: gdzie leży granica odpowiedzialności? Czy gigant technologiczny ma realnie pilnować, jak zachowują się jego podwykonawcy, czy może udawać, że to „nie jego problem”?
Co czeka Ubera?
Pozew Departamentu Sprawiedliwości to nie tylko kwestia ewentualnej grzywny czy odszkodowań. Stawką jest reputacja. Uber od lat próbuje udowodnić, że dorósł do roli stabilnej, poważnej korporacji – notowanej na giełdzie, współpracującej z samorządami, wchodzącej w projekty związane z transportem publicznym. Wizerunek firmy, która pozwala poniżać osoby z niepełnosprawnościami, całkowicie kłóci się z tym obrazem.
Jeśli sąd przyzna rację Departamentowi Sprawiedliwości, Uber będzie musiał wdrożyć konkretne zmiany: lepsze szkolenia dla kierowców, skuteczny system zgłaszania i karania nadużyć, a może nawet specjalne procedury dla pasażerów z niepełnosprawnościami. Na krótką metę będzie to kosztowne, ale długofalowo może uratować firmę przed jeszcze większym kryzysem.
Lekcja dla całej branży
Sprawa Ubera to także sygnał dla innych firm z sektora nowych usług: nie wystarczy być „aplikacją”. Jeśli na twojej platformie dochodzi do łamania prawa, to ty odpowiadasz za system, który to umożliwił. Regulatorzy w USA – a zapewne w ślad za nimi także w Europie – coraz uważniej przyglądają się gigantom technologicznym. I coraz częściej traktują ich nie jako innowatorów, lecz jako podmioty, które muszą spełniać takie same standardy jak tradycyjne firmy.
zobacz więcej:
18.03.2026 19:56, Igor Czabaj
18.03.2026 18:39, Mariusz Lewandowski
18.03.2026 18:31, Marcin Szermański
18.03.2026 18:26, Aleksandra Smusz
18.03.2026 13:08, Piotr Janus

Koniec z 3-letnim czekaniem na odzyskanie własnego mieszkania. Może uda się też odciąć dzikim lokatorom media
18.03.2026 10:58, Mateusz Krakowski
18.03.2026 10:48, Igor Czabaj
18.03.2026 10:20, Miłosz Magrzyk
18.03.2026 9:38, Aleksandra Smusz

Podwójne nazwisko po ślubie brzmi dumnie, ale jeden błąd w zapisie potrafi zablokować twoją korespondencję
18.03.2026 8:40, Miłosz Magrzyk
18.03.2026 7:54, Aleksandra Smusz
18.03.2026 7:02, Miłosz Magrzyk

Rosyjski samolot szpiegowski latał nad Bałtykiem 9 razy w 2026 roku. Polskie myśliwce za każdym razem robiły to samo
17.03.2026 20:48, Igor Czabaj
17.03.2026 17:30, Filip Dąbrowski
17.03.2026 17:09, Mateusz Krakowski
17.03.2026 15:03, Piotr Janus
17.03.2026 12:22, Piotr Janus
17.03.2026 11:40, Jakub Bilski
17.03.2026 11:12, Miłosz Magrzyk
17.03.2026 10:01, Aleksandra Smusz
17.03.2026 9:29, Aleksandra Smusz
17.03.2026 9:03, Rafał Chabasiński

Brzoska mówi, że nie chce, ale chce zastąpić Allegro i Amazona, a ja zaczynam wierzyć, że mu się uda
17.03.2026 8:22, Jakub Kralka
17.03.2026 8:03, Aleksandra Smusz
17.03.2026 7:37, Marcin Szermański
17.03.2026 6:29, Mariusz Lewandowski

























