Skala problemu: miliony wycofanych miejsc
Konflikt narastał stopniowo, ale jego skutki są już odczuwalne. W minionym roku przewoźnik zredukował pojemność o milion miejsc na sezon zimowy 2025–2026. Latem tego roku ogłoszono cięcie 1,2 miliona miejsc w przyszłorocznym letnim sezonie. Ale, ale – patrząc na sympatie podróżnicze Polaków, nie powinniśmy mieć większych powodów do zmartwień.
Cięcia dotyczą przede wszystkim małych lotnisk regionalnych. Dla przykładu, Ryanair wycofuje się całkowicie z Santiago de Compostela, Vigo (z obu 1 stycznia 2026) i Tenerife Norte (początek sezonu zimowego 2025). Cięciami Ale jak to? Nie będzie tanich lotów na Teneryfę? Spokojnie – na Teneryfie są dwa lotniska. Jeśli lecieliście tam bezpośrednio z Polski, to na pewno lądowaliście na większym Tenerife Sur położonym na południu wyspy. Mniejsze, położone na północy lotnisko, obsługuje przede wszystkim loty z innymi hiszpańskimi portami. Cięciami zostaną dotknięte także lotniska w Saragossie, Santanderze, Asturii czy Vitorii.
Tak samo inne wspomniane lotniska – do nich również nie dostaniemy się bezpośrednio z Polski. Jeśli jednak kiedykolwiek przesiadaliście się na jakimś większym hiszpańskim lotnisku, aby polecieć w tamte strony, to będziemy musieli znaleźć alternatywy.
O co w ogóle poszło?
Bezpośrednią przyczyną jest planowana przez Aenę podwyżka opłat lotniskowych o 6,62% w marcu 2026 roku, czyli o 68 centów za pasażera. Brzmi śmiesznie? Niby tak, ale pamiętajmy, że tanie linie dosłownie liczą każdy grosz. W skali jednego lotu może to być mała kwota, ale jeśli liczba obsługiwanych lotów idzie w setki, tysiące, to nie da się przejść obok tego obojętnie.
Ryanair twierdzi, że opłaty na hiszpańskich lotniskach regionalnych są zbyt wysokie w porównaniu do ich odpowiedników np. we Włoszech czy Chorwacji. Operator Aena i hiszpański rząd, który jest jego większościowym udziałowcem, argumentują, że przez lata opłaty były zamrożone. Nadchodzące podwyżki mają przede wszystkim pokryć koszty eksploatacji lotnisk, ale także być częścią planu inwestycyjnego opiewającego na 13 miliardów euro. Minister transportu wytknął irlandzkiemu przewoźnikowi, że ten i tak będzie się dalej rozwijać w Hiszpanii, bo mu się to po prostu opłaca, a rząd nie zmieni swojej decyzji. Co tu dużo mówić - ma rację.
Co to oznacza dla polskich podróżnych?
Najbardziej popularne destynacje, takie jak Malaga, Alicante, Barcelona, Madryt, Girona czy Palma, pozostaną bez zmian. Tutaj nic się nie zmieni. Ryanair nie wycofa się z tak dużych lotnisk, bo to dla niego nadal bardzo opłacalne destynacje.
Co jeśli jednak korzystaliśmy z usług Ryanaira na trasach wewnątrz Hiszpanii? Alternatywą mogą być np. tanie linie Vueling, które mają tej zimy dodać 1,5 miliona miejsc w swojej ofercie – przede wszystkim zastępując lukę dla pielgrzymkowego Santiago de Compostela i północnej Teneryfy. Lukę po Ryanairze zapewne będzie chciała także przejąć Iberia Express.
Dla większej pewności, że dolecimy w dane miejsce, dobrze będzie planować podróże z większym wyprzedzeniem. Im bardziej „egzotyczne” z polskiej perspektywy lotnisko, tym szybciej mogą znikać sensowne cenowo połączenia. Jedno jest jednak najważniejsze – Ryanair z Hiszpanii nigdzie się nie wybiera, ma się lepiej niż kiedykolwiek i ma ambitne plany na przyszłość.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj