Spot emitowany jest od 2012 roku i do tej pory nikomu nie przeszkadzał. Aż do teraz – bo konsument złożył na niego skargę do Komisji Etyki Reklamy, zarzucając „maskowanie etyczności hodowli zwierząt na rzeź". KER skargę oddalił, ale sam mechanizm jej rozpatrywania ujawnia ciekawy problem: jak daleko sięga prawo reklamy żywności, gdy odbiorcą jest dziecko?
Skąd się biorą parówki – co dokładnie mówi reklama
Animowany spot pokazuje trójkę dzieci zastanawiających się, skąd się biorą parówki Sokoliki. „Chyba rosną na drzewach" – mówi jedno. „A ja myślę, że przylatują z kosmosu" – odpowiada drugie. Po czym pojawia się maskotka Sokolik i wyjaśnia: „Najlepsze parówki biorą się z Sokołowa. Mają dużo mięsa i mało tłuszczu". Spot kończy hasło „Dzieci to lubią". Reklama była emitowana tysiące razy w najbardziej zasięgowych kanałach telewizyjnych – i przez ponad dekadę pytanie „skąd się biorą parówki" funkcjonowało jako niewinny żart reklamowy, nie wzbudzając żadnych kontrowersji.
Skarżący – konsument – uznał, że reklama „bagatelizuje cierpienie i zabójstwa zwierząt", „celowo maskuje sporną kwestię etyczności hodowli zwierząt na rzeź" i stanowi „próbę indoktrynacji" dzieci. Zarzucił naruszenie kilku artykułów Kodeksu Etyki Reklamy dotyczących wprowadzania w błąd, nadużywania zaufania dzieci i wykorzystywania ich braku doświadczenia.
Sokołów: pytanie „skąd się biorą parówki" to żart, nie dezinformacja
Odpowiedź Sokołowa była logiczna i dobrze poprowadzona. Firma wskazała, że reklama nie sugeruje nieodzwierzęcego pochodzenia parówek – wręcz jasno komunikuje, że produkt „ma dużo mięsa". Fantastyczne wizje parówek rosnących na drzewach i przylatujących z kosmosu to typowa konwencja humorystyczna, zrozumiała nawet dla dziecka.
Co ciekawsze, Sokołów zwrócił uwagę na paradoks, który ukrywa się w zarzutach skarżącego. Kodeks Etyki Reklamy w tym samym załączniku o reklamie żywności skierowanej do dzieci zabrania nie tylko wprowadzania w błąd, ale też „budzenia lęku poprzez zamieszczanie opisów przemocy lub przesadnie agresywnych elementów". Innymi słowy: reklama parówek z odniesień do uboju zwierząt naruszałaby inne przepisy tego samego kodeksu. Producent nie zna zresztą żadnej reklamy produktów mięsnych – kierowanej do dzieci czy dorosłych – która pokazywałaby lub odwoływała się do procesu uśmiercania zwierząt.
KER: skarga opiera się na osobistym światopoglądzie
Zespół Orzekający KER (sygn. KER/210/25, posiedzenie 3 grudnia 2025 r.) oddalił skargę jednogłośnie, bez zdań odrębnych. W uzasadnieniu wskazał kilka rzeczy.
Po pierwsze, reklama w ocenie KER nie jest bezpośrednio kierowana do dzieci, lecz do rodziców – to oni decydują o zakupie parówek. Nie wyklucza to oczywiście, że dzieci mogły być jej odbiorcami.
Po drugie, fantastyczne wizje (parówki z drzew, parówki z kosmosu) to „typowe środki wyrazu stosowane w reklamach produktów skierowanych do dzieci, funkcjonujące w sferze wyobraźni i żartu". Następujące po nich wyjaśnienie – „biorą się z Sokołowa, mają dużo mięsa" – jest jednoznaczne i nie pozostawia wątpliwości co do pochodzenia produktu.
Po trzecie – i to najistotniejsze – KER stwierdził, że „reklama produktów żywnościowych pochodzenia zwierzęcego nie ma obowiązku przedstawiania pełnego procesu produkcji mięsa, jego aspektów etycznych ani zagadnień związanych z hodowlą zwierząt". Skarga opierała się na „zbyt daleko idącej interpretacji" i wynikała z „osobistej perspektywy skarżącego", a tematyka pochodzenia mięsa „może wiązać się z indywidualnymi przekonaniami etycznymi". Te subiektywne odczucia nie mogą stanowić podstawy naruszenia Kodeksu Etyki Reklamy.
Dlaczego ta skarga nie jest tak absurdalna, jak się wydaje
Na pierwszy rzut oka sprawa Sokolików wpisuje się w galerię kuriozalnych skarg do KER – tuż obok Oreo oswajającego dzieci z nekrofilią czy Reebok dyskryminującego mężczyzn. Ale jest pewna różnica.
Skarżący podnosi kwestię, która w skali globalnej jest przedmiotem poważnej debaty regulacyjnej. Reklama żywności skierowana do dzieci jest coraz mocniej regulowana – UE od lat debatuje nad ograniczeniami reklam niezdrowego jedzenia, analogicznymi do zakazu reklamy papierosów. Pytanie „jak daleko sięga prawo reklamy do upraszczania rzeczywistości, gdy odbiorcą jest dziecko?" jest pytaniem ważnym.
Problem w tym, że skarżący zadał je w złym kontekście. Reklama Sokolików nie kłamie – mówi wprost o mięsie jako składniku. Fantastyczna konwencja jest czytelna nawet dla kilkulatka. A kwestia etyki hodowli zwierząt, jakkolwiek istotna, nie jest problemem prawa reklamy – jest problemem polityki żywnościowej. Komisja Etyki Reklamy istnieje po to, żeby oceniać konkretny przekaz reklamowy, nie światopogląd całej branży.
Skarga oddalona. Słusznie. Ale pytanie „skąd się biorą parówki" – zadane poważnie, a nie reklamowo – pokazuje coś większego: rosnącą wrażliwość konsumentów na to, jak przemysł spożywczy komunikuje się z dziećmi. I to jest temat, który wróci – być może nie na posiedzeniu KER, ale w parlamencie.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj