99% wypowiedzi na temat „ACTA 2” jest bezwartościowe. Same slogany, a to nawet nie jest wojna dziennikarzy i Zbigniewa Hołdysa

Biznes Gorące tematy Technologie dołącz do dyskusji (233) 13.09.2018
99% wypowiedzi na temat „ACTA 2” jest bezwartościowe. Same slogany, a to nawet nie jest wojna dziennikarzy i Zbigniewa Hołdysa

Jakub Kralka

Debata na temat prawnoautorskiej dyrektywy podąża w pożądanym przez jej zwolenników kierunku, czyli przerzucania się górnolotnymi hasłami, zapewnieniami i sloganami, które często są – owszem – prawdziwe, ale i tak nie będą miały żadnego pokrycia w rzeczywistości.

To wygląda trochę jak próba kreślenia geopolitycznych losów świata przez przedszkolaków, którym ktoś pokazał przerobione zdjęcie W. Putina siedzącego na niedźwiedziu. Wybaczcie, ale „nie chcemy już być okradani” to jest uwstecznianie dyskusji o wielkich pieniądzach i zależnościach na rynku medialnym. Ale też dyskusji o zwykłej przyzwoitości.

Lobbyści zwożą do Brukseli tak zwane twarze w postaci muzyków, którzy wypłakują, że są okradani. Spoiler alert: jeśli wypalenie twórcze nastąpiło w okolicy lat 70. XX wieku to z dużą dozą prawdopodobieństwa przychody będą malały, niezależnie od internetowych piratów, którzy w zdecydowanej większości nie wiedzą nawet o waszym istnieniu.

Oczywiście muzycy występują w roli pożytecznych… Inaczej, uprawiają muńkostaszczykowszczyznę (czym jest muńkostaszczykowszczyzna – szerzej o tym w innym moim artykule) i mam bardzo poważne wątpliwości czy ktoś naprawdę wyjaśnił im możliwe konsekwencje dyrektywy, a nie tylko poinformował, że teraz to już będą takie tantiemy, że ho ho i „już żaden artysta przez tego pirata życia pozbawiony nie będzie”.

Mówiąc szczerze nie uważam, żeby artykuł 13 był aż tak palącym problemem. Mają rację zwolennicy ACTA 2, że artykuł 13 nie wprowadza cenzury. Natomiast ich wyobraźnia kończy się tam, gdzie kończy się projekt dyrektywy. Otóż jeśli w internecie będzie się pojawiała w przyszłości jakakolwiek forma cenzury (w szerszym rozumieniu, nie tylko „politycznej”) to z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie argumentowana właśnie przepisami wprowadzającymi pomysły artykułu 13. Więc tak, lobbyści i zwolennicy mają rację, że artykuł 13 to nie cenzura, mniej więcej w takim samym sensie, że benzyna rozlana na podłodze to jeszcze nie pożar.

Mają, już bez cienia ironii, natomiast rację twierdząc, że to już się dzieje. Tak, to już się dzieje, a prawo autorskie jest wykorzystywane do zdejmowania wszelkiego typu treści np. z serwisu YouTube, nawet tych niepoprawnych politycznie i nawet, gdy naruszenie nie ma miejsca. Rzecz w tym, że kwiat polskich artystów pojechał do Brukseli firmować niemalże status quo, a tak naprawdę dał twarz do zmian, które nawet ich nie dotyczą.

Slogany i konsekwencje

Mnie osobiście bardziej uwiera artykuł 11. Widzicie, z formalnego punktu widzenia ten artykuł sprzyja mi jako wydawcy (nie redaktorowi naczelnemu, bo tutaj jest mi to w sumie obojętne – dziennikarzom nic się z tego tytułu nie zmieni) Bezprawnika. Redagowanie serwisu w taki sposób, by nie trzeba było komukolwiek z zewnątrz płacić pieniędzy, nie stanowi najmniejszego problemu, natomiast mógłbym zostać beneficjentem działania takich usług jak Facebook czy Google.

Bo tutaj też mamy kolejny slogan wygłaszany przez dziennikarzy – „nie będzie żadnego podatku od linków!!!”. Oczywiście, że nie będzie, ale tylko na takiej zasadzie, jak nie ma „podatku od samochodów”, a tymczasem VAT przy zakupie, obowiązkowe OC czy tonę podatków w paliwie trzeba płacić. Dyrektywa artykuł 11 de facto do rangi podatków od linków sprowadza, bo tradycyjne media będą się między sobą przerzucały wzajemnie kwotą typu 500 złotych, z prowizją za zarządzanie oddaną ZPAV, ZAiKS-owi  czy innemu OZZ i dalej będą sobie wzajemnie korzystały (lub nie) ze swojej „twórczości”.

A więc z artykułem 11, który w sloganach nie jest podatkiem od linków, chodzi w dużej mierze właśnie o taki typ treści, który jest linkami – z serwisów społecznościowych, Reddita, Wykopu i – zwłaszcza – wyszukiwarek z hegemonem Google na czele. Każdy z tych serwisów faktycznie na ogół korzysta z serwisów docelowych, wyświetlając tytuł artykułu, do którego linkuje, a do tego – zwykle – kilka pierwszych jego słów w formie zajawki. Moje próby dyskusji na temat tzw. „ACTA 2” zwykle kończyły się konkluzją oponenta, że „a bo Google urosło za bardzo”. Czyli generalnie nawet nikt się nie kryje z tym, że chodzi głównie o wyciągnięcie doli od Google.

Swoją drogą, ale to już tak na marginesie, jestem bardzo ciekawy czy Google się ostatecznie będzie kwalifikowało, jako usługa totalnie spersonalizowana, która na każdym urządzeniu wygląda trochę inaczej. Pewnie trzeba będzie jeszcze uściślić dyrektywę.

ACTA 2 = socjalizm korporacyjny

Widzicie, ja na przykład uważam Google za jedno z największych zagrożeń dla współczesnych mediów, szczególnie za sprawą dominacji rynkowej, jego systemu AdSense czy wymuszanego formatu AMP, który każe projektować strony reklamowo-technicznie tak, jak życzy sobie tego Google (pod pretekstem służenia internetowi, ale takie kwiatki mogliby chyba tylko kupić dziennikarze obracający ww. sloganami i drukujący puste okładki).

Jednakże, choć uważam Google za zagrożenie, od konstrukcji prawnych oczekuję pewnego związku przyczynowo-skutkowego. Pewnego logicznego uzasadnienia albo chociaż braku hipokryzji. ACTA 2, w szczególności poprzez artykuł 11, powinno nosić nazwę „Google, jesteś takie duże, że musisz nam odpalić trochę kasy, albo skrzykniemy się w 500 mln obywateli i cię do tego zmusimy”. Socjalizm korporacyjny.

Jacy oni biedni, jacy oni okradani

Zdaniem dziennikarzy mechanizmy m.in. Google to korzystanie z ich twórczości. Oni się czują okradani, bo ktoś w ramach własnego systemu rekomenduje ich teksty. Dziennikarze podnoszą, że czytelnik nie jest za mądry i czyta tylko nagłówki, więc wystarczy im samo przejrzenie strony głównej Google. Bardzo możliwe, że jest grupa takich czytelników.

I gdyby było medium, które w ustawieniach swojej strony (tak, tak – można) zablokowało indeksowanie jej przez Google… Gdyby to medium nie miało swojego konta na Facebooku… Gdyby nie miało kanału RSS… To ja bym tę fanatyczną krucjatę nawet szanował, nawet rozumiał.

Ale jest odwrotnie. Ci dziennikarze nie są dziś w stanie żyć bez Google, niezależnie od tego czy są Onetem, czy Bezprawnikiem. Ponieważ to właśnie popularna wyszukiwarka i jej systemy newsowe dostarczają lwią część ruchu na strony internetowe – czyli jednak nie tylko ktoś klika, ale wręcz dzięki temu klikaniu z Google biznes się kręci.

Co więcej, każdy w dzisiejszym internecie: Onet, Rzeczpospolita, Bild, każdy, zapewne wydaje masę pieniędzy na to, żeby te ich treści na konkretne frazy pojawiały się w Google. Pracują w ten sposób nad tekstem (sposób układu treści, dobór zdań, od których artykuł się zaczyna, śródtytuły – to wszystko się robi dla Google), a ludzie których w ogóle nie widać pracują jeszcze głębiej nad zapleczem dla tych tekstów, by aby przypadkiem nie wypadły poza pierwszą stronę wyników wyszukiwania.

Skalę hipokryzji ilustruje wielokrotnie przeze mnie przywoływany przykład niemieckich wydawców prasy, którzy na 80-milionowym rynku niemieckim zrobili sobie artykuł 11 w wersji mini. Google powiedziało, że jak im się nie podoba, to wyrzucą ich z wyników wyszukiwania. Wyrzucili, a wydawcy w trymiga wrócili na kolanach z bezpłatnymi licencjami, bo tak im zmalał ruch na stronie. Teraz niemieckie koncerny zlobbowały podobny zabieg na półmiliardowym rynku medialnym, licząc zapewne na efekt skali. Ciekawe, co zrobi Google.

To jest moja główna obawa – bo dla Axel Springer ewentualne wycięcie z Google to spadek przychodów. Ale zarazem tracą wtedy całą masę mniejszych konkurentów, którzy dzięki Google mogli ich podgryzać, docierać do nowych czytelników i niemal jak równy z równym rywalizować na trudnym rynku medialnym – nawet jeśli nie w wojnie, to przynajmniej w poszczególnych bitwach. Czasem nawet mam gdzieś z tyłu głowy, że o to w tym wszystkim chodzi. Murdochyzacja mediów pozwalająca na ich efektywne prowadzenie tylko wielkim imperiom medialnym. Czyli trochę taki internet, jaką mamy telewizję.

Z tego też względu jestem przeciwnikiem ACTA 2, a w szczególności Artykułu 11. Uważam, że jest on niesprawiedliwy i przymusza różne podmioty (docelowo – i nikt się z tym nie kryje – Google) do dokonywania świadczeń ponad te, które wynikają z naturalnych interesów oraz ich proporcjonalności. Zagraża ponadto internetowi w jego obecnym kształcie, w którym wydawcy wcale nie mają krzywdy z tytułu Google, natomiast zyskują czytelnicy.

Owszem – Google ma wyszukiwarkę i system newsowy z bogatą bazą tekstów, jednak nie naruszają one obecnie istniejącego np. w Polsce prawa autorskiego (ustawa zwalnia z ochrony proste informacje prasowe, a taką na pewno jest link z nagłówkiem czy nawet pierwsze zdanie artykułu). Nie wiem jak to wygląda w pozostałych mediach, ale Bezprawnik długo zabiegał, by zacząć pojawiać się w Google News. I z całą pewnością można się też z tego systemu wypisać.

Dziennikarze to może nawet i chcieliby się wypisać, ale tylko dlatego, że nie rozumieją w pełni organizacyjnych okoliczności mediów, które dają im pole do publikacji swoich bardzo ciekawych myśli. I z tego powodu ilu pieniędzy nie wypłaci Google (o ile w ogóle) ich wydawcy, oni dalej będą zarabiać tak samo.

Szkodnikiem rynku reklamowego jesteście wy sami (wydawcy), a nie Google

Jednakże ani Zbigniew Hołdys, ani dziennikarze, nie są niestety dobrymi partnerami do dyskusji na ten temat. ACTA 2 ich nie dotyczy, to od początku do końca zabawa dużych i małych internetowych graczy, którzy mniej więcej rozumieją reguły gry, zasady przepływu ruchu i pieniądza w sieci, a dla których slogany czy coś nazwiemy podatkiem od linków czy nie, mają drugorzędne znaczenie. Ważne są realne skutki tego „podatku od linków”.

W dyskusji o ACTA 2 często pojawia się na przykład argument, że Google posiada „dziesiąt” procent rynku reklamowego, a portale dostają ochłapy. Łączenie tego wątku z ACTA 2 ponownie nie komponuje się z logicznym uzasadnieniem artykułu 11 ustawy, którzy rzekomo ma doceniać pracę twórców i w zupełności abstrahuje od kwestii reklamowych. A jednak dziennikarze i wydawcy go łączą, dowodząc tym samym, że jednak chodzi o pieniądze z reklamy.

Prawda jest taka, że polskie media same popsuły rynek reklamowy – niespodzianka – współpracując z Google. Przez całą pierwszą połowę września nie emitowaliśmy na Bezprawniku ani jednej kampanii typu display, gdyż nie udało nam się zakontraktować na ten okres ani jednej kampanii (na szczęście kalendarz na resztę roku napawa już optymizmem).

Co w takiej sytuacji robi nasza konkurencja? Wpuszcza reklamy Google, paskudne, liczne, śledzące, a – co gorsza – tanie. To utrudnia pracę także nam, bo kiedy oferujemy producentowi XYZ kampanię w serwisie, który dociera w 31% do prawników i 35% do przedsiębiorców, to on potem dopytuje czemu ma wybrać nas, a nie Google AdSense, które jest tańsze i którym wyświetli się na Rzeczpospolitej, na Gazecie Prawnej, na Pulsie Biznesu, no generalnie wszędzie, gdzie chce.

Z całym szacunkiem, ale ja wolę wtedy świecić pustkami, niż za kilkadziesiąt groszy za tysiące wyświetleń, łasić się na ochłapy rzucane mi przez Google Adsense. I to właśnie w tym miejscu bierze się ich bogactwo reklamowe, a nie dlatego, że poleca wasze artykuły w wyszukiwarkach czy Google Chrome.

Więc, drodzy wydawcy, bo to o was i tylko o was w ACTA 2 chodzi – jeśli wreszcie zauważyliście którędy uciekają wam pieniądze i że może faktycznie jest w tym wina Google, być może czas masowo wypisać się z systemu AdSense? Tylko błagam, po prostu miejcie odwagę i się wypiszcie, nie wprowadzajcie znowu jakiejś dyrektywy, która na kolejne lata wypaczy sprawdzony i ceniony kształt globalnego internetu.

233 odpowiedzi na “99% wypowiedzi na temat „ACTA 2” jest bezwartościowe. Same slogany, a to nawet nie jest wojna dziennikarzy i Zbigniewa Hołdysa”

  1. No w końcu jakiś rozsądny komentarz do ACTA 2 które de facto nie istnieje.

    Poza tym tu nie tylko chodzi o wydawców treści, ale także o muzyków. Spróbujcie napisać jakiś utwór muzyczny od A do Z to zobaczycie ile z tym pracy.

    • A w jaki sposób twórca jest okradany? Czy traci na tym że ktoś na YT w tle np do składanki zdjęć z wakacji ma jego utwór? Wątpie wręcz przeciwnie. Utwór staje sie rozpoznawalny i autor ma możliwość większego jego wypromowania i zarobienia czy to na koncertach czy też na sprzedaży płyt.

      • Tak traci. Gdybyś ty coś stworzył i z tego żył a inna osoba postanowiła sobie z twojej pracy skorzystać to bardzo szybko zmieniłbyś zdanie.

        • Nic nie traci.
          Jest rynek (w znaczeniu procent populacji) który nie zapłaci i koniec. Nie zapłaci ani za utwór Enya, ani za Presleya ani za Beastie Boys. A jak wszystko co znane będzie płatne, to wybierze nieznane bezpłatne – wystarczy że się będzie podobało albo pasowało.
          To że wybrał znane i płatne to po prostu PRZYPADEK, osobista preferencja etc. Nie rozumiesz tego?

          Tak samo jak z piractwem TV – „biedne” studio z USA płakało jak to w Europie piracą ich serial że ojoj dramat bieda a oni idą z torbami. Szkoda że nie mieli w planach emitowania tego serialu w ogóle poza USA.

          • Czyli co jeśli coś wyprodukujesz to przyjdę i będ3 z tego korzystał przecież ty wcale czasu i środków na wymyślenie czegoś nie wykorzystałeś. Niektórzy już mają od dziecka wpojoną mentalność złodzieja

          • Problem w tym, że ukraść można tylko dobro rzadkie. Własność intelektualna to niestety metafizyczny konstrukt.

          • Nie zauważyłeś że świat się zmienia? Obecnie to właśnie własność intelektualna stanowi coraz większą wartość i stąd coraz większa skala złodziejstwa w tym zakresie.

          • to nie jest żadna własność, tylko przerzucanie odpowiedzialności w zakresie zabezpieczenia swojego interesu na inne podmioty (zazwyczaj finansowane ze środków publicznych).

          • Taaak dziwne? Zaprojektuj nowy super wydajny silnik ja go skopiuje i będę produkował, przecież wcale ci to nie zajmie lat, w dodatku to według ciebie urojona własność intelektualna więc nie ma wartości.

          • również @Jego Mać: i co to pomoże w przypadku takiego silnika w dzisiejszych czasach skoro:
            1.Główny konkurent czyli Chińczycy i tak mają patenty gdzieś
            2.Nie ma czegoś takiego jak patent globalny więc poza jurysdykcją patentu skopiują ten przykładowy silnik legalnie
            3.A jak nie to z punktu 2 to kto im broni zmienić trochę (zdaje się o 20% wynalazek) tak by patent nie obowiązywał albo poczekać do jego wygaśnięcia ?

            Jeśli nie posiada się fabryki silników to patent nie uratuje przed konkurencją wielkich molochów korporacyjnych które rozgryzwszy zasadę działania wyprodukują własną nie objętą tym patentem wersję. A jak patentu nie sprzedasz w takiej sytuacji (wzmacniając jednak tym wielkie korporacyjne molochy) to tylko kasę zmarnujesz – bo w najlepszym razie wszyscy spokojnie poczekają aż twój patent wygaśnie a tobie kasa się skończy.

            Wbrew pozorom istnieją skuteczniejsze rozwiązania niż „własność intelektualna”.

          • Dlaczego więc nie pozostawisz wyboru wydawcom, czy chcą nic nie tracić i nie karać za piractwo, a traceniem na promocji? Osoby, które mówią, że nic nie traci to zwykle te same osoby, które twierdzą, że reklamy na nich nie działają, a firmy wydają na nie miliardy, bo są głupie.
            Wyobraź sobie podobne zjawisko w innej sytuacji. Jakaś firma płaci Foxconnowi za wyprodukowanie iPhonów, takich samych jak produkuje dla Apple, jednak ona by sobie zostawiała mniejszą marżę i sprzedawała produkt taniej. Według twojej logiki Apple nic by nie traciło, bo i tak jest grupa osób, która nie kupiłaby wcześniej iPhone’a, a kupiła potem tańszy odpowiednik.

          • Przykład kompletnie nietrafiony – Foxconn sam nic nie produkuje, a jedynie składa iPhona z części dostarczonych przez Apple i wyprodukowanych przez inne firmy – np. procesor jest zaprojektowany przez Apple, a wyprodukowany przez TSMC. Gdyby tak łatwo było wyprodukować perfekcyjną podróbkę iPhona, już dawno by się takie pojawiły, bez względu na śmieszne prawa własności intelektualnej. Póki co pojawiają się tylko kiepskie podróbki iPhona, więc Apple jest całkowicie bezpieczne.

        • Proste pytanie. Mam zdjęcia z wakacji i chciałbym dorzucić muzykę w tle (np. U2), a to „dzieło” wrzucić na YT by rodzina obejrzała. Gdzie, komu i ile mam zapłacić?
          Sam oczywiście nic nie nagram, bo jedyne co umiem, to „wlazł kotek na płotek”.

          • Jest to sprawa dość prosta. Firmy odpowiadające za udostępnianie muzyki mogłyby też sprzedawać ją na własny użytek, np. do twojej kompilacji. Ty wtedy musiałbyś zdecydować czy np. zapłacić więcej za utwór, który ci się podoba, użyć takiego gdzie autor nie narzucił ograniczeń, czy pozostawić bez muzyki.
            Podobnie to działa w sferze programów, których pobieranie nawet na własny użytek jest już nielegalne. Musisz się zdecydować, czy edytować swoje zdjęcie bezpłatnym programem, czy np. płatnym, ale dającym więcej możliwości i firmy na tym zarabiają.

        • Tu nie chodzi o utwory bo żaden dobry nie powstał już od wielu wielu lat. A Presleya czy inne starocie nikt nie słucha bo po co? Acta stworzono na potrzeby cenzury w internecie. Ludzie nie będą mogli przekazywać sobie informacji nie korzystnych dla danej władzy. Będzie tylko oficjalny monitor internetowy. Kto za to zapłaci? Ja nie po prostu daruje sobie płacenie za neta i tyle.

      • Tak, także dzięki YT. Czym innym są promocje płyty, a czym innym utwory wykradzione z płyty i bezprawnie publikowane na YT. Artyści często pracują wiele miesięcy, a czasem i kilka lat nad jedną dobrą płytą – to chyba wiesz? W tym czasie chcą też jeść, utrzymać rodzinę, wieść normalne życie.

        • I tylko przypadkiem jest, że na serwisach streamingowych od 30 do 90 sekund utworu jest do przesłuchania przed kupieniem i to w dość dobrej jakości…
          …ale zakłócony gadaniem youtubera utwór lecący cicho w tle to kradzież? …

          Niech Cie Mać ;p to żeś się nie popisał… :D

          • Wiem że każdy może znaleźć dziesiątki argumentów by nie płacić artystom za ich pracę – zwłaszcza w Polsce gdzie dziesiątki lat komunizmu przyzwyczaiły ludzi do brania sobie tego co im się podoba bez zapłaty.

            Ale prawda jest taka że zapłata za ich pracę im się należy tak samo jak każdemu innemu.

          • Nie przywołuj komunizmu – ma on niewiele wspólnego z piractwem. W sumie to tyle że u nas, jak w połowie krajów świata prawo autorskie praktycznie nie istniało do lat 80’tych. I były tam różne systemy polityczne, nie tylko komunizm czy socjalizm.

            A zapłata im się należy jak każdemu innemu. Mam tylko nadzieję że zaczną tak samo chętnie płacić za reklamę swoich wypocin, jak chętnie chcą otrzymywać tantiemy.

            Mam także nadzieję że Google wyfiltruje wielkich i zacznie pobierać opłatę żeby wyniki jakiejś agencji informacyjnej czy strony gazety znalazły się w wynikach wyszukiwania i feedach newsowych.

          • Jak w takim razie wytłumaczysz fakt że w Polsce skala piractwa jest znacznie wyższa niż w krajach Europy Zachodniej?
            Przy okazji dodam iż udowodniono że piractwo nie zależy od zasobności portfela.

          • 1) dostępność
            2) ekonomia
            3) mentalność
            Tak, nie zależy od portfela – głównie i globalnie. My tu mamy Polskę.

            10 lat temu chciałem kupić płytę a w sumie zestaw. W przeliczeniu jakieś 100 zł. Nie dało się. Musiałby ktoś z zagranicy mi kupić i wysłać pocztą, bo firma nie przyjmowała walut, przewalutowanie było drogie, potem z banku do banku by musiało iść i chcieli dodać jeszcze cło i podatek. Razem ponad 300 zł i trwałoby około miesiąca. Musiałbym na głowe upaść żeby za 2 płyty CD zapłacić 300 zł. Nie jestem pazerny, ale to nie jest tyle warte. Na torrentach było za darmo i w ciągu godziny.

          • 1) To było 10 lat temu. Dzisiaj jeśli chcesz to zamawiasz w Amazon i jest od razu. Wcale nie zmniejszyło to znacząco piractwa w Polsce.

            2) i 3) – wynikają wprost z tego co napisałem wyżej.

          • Mamy jedną z wyższych stawek vat w UE. A jak dodasz do tego koszt przewalutowania zagranicznych utworów.

          • „koszt przewalutowania zagranicznych utworów”???

            Sugerujesz że zagraniczne można kraść, a płacić tylko za polskie?

            Książkowa mentalność Kalego.

          • Kraść się nie powinno,ale kraść coś co jest tańsze mniej się opłaca i to nawet obciach jest – nawet dla kogoś przywykłego do złodziejstwa,bo to jak kradzież najtańszego batonika z Biedronki.

          • ta… teraz trzeba płacić TVP, za treści wyprodukowane w czasach PRL… zgodnie z ustawą o ochronie własności intelektualnej – i ja takim rozwiązaniom mówię stanowcze NIE

          • Taka prawda żeś pan troll, 5 zł za komentarz no nie? Polscy wykonawcy czyli jacy??? Ci z lat 80, 90 tych? Kto słucha Górniak czy podobnych staroci, nikt! Więc nie pierdol bzdur trollu.

        • Akurat Twoja teza się nie trzyma niczego. Bo skoro ją robią… To nie mogą z niej żyć.. bo ją robią!!! Mogą żyć z jej poprzedniczki… No ale ok pomijając już brakt poprawności przyczynowoskutkowej twojej wypowiedzi pójdźmy dalej. W jaki sposób artysta którego utwór został wykorzystany w składance/filmie z wesela został okradziony?W którym momencie jego dobro zostało mu zabrane? Gdzie jest jego strata?

        • Przelewem dostaję na konto. Czy guguś go monetyzuję, ciężko powiedzieć. Raczej robi to na zamówienie firmy zachodnich. Nie ściągam filmów, tego chłamu z zachodu. Nie ściągam muzyki, bo dobra muza od 15 lat nie ukazała się. Chodzi o wolność słowa, a ona własnie umiera. Sieci telekomunikacyjne tak jak serwisy czy firmy komputerowe po prostu splajtują. Bo po co komu oficjalna propaganda rodem z peerelu. Wtedy była ona chociaż za darmo a teraz ma być płatna? ha ha

          • Nie zgodzę się. Umiera co najwyżej rewolucja Web 2.0 („każdy jest autorem”). Po kilkunastu latach widać, do czego nas to doprowadziło. Potężne problemy polityczne, wywołane fake newsami. Wykorzystywanie social media do wywoływania konfliktów i sterowania opinią publiczną. Piractwo na potężną skalę. Zalew śmieciowych treści (fenomen polskich patostreamów) i utrudniony dostęp do treści poważnych, wartościowych. Anonimowość w sieci wykorzystywana do siania hejtu, stalkingu osób, manipulowania opinią publiczną, pomawiania i oczerniania.

            Komercajlizacja mediów (w zasadzie rekomercjalizacja) to krok w dobrym kierunku. Dobre treści, dobrze moderowane fora, mechanizmy chroniące przed plagiatami – tego nie da się utrzymać za „co łaska” od czytelników i widzów. Obarczenie wydawcę współodpowiedzialnością za treści to posunięcie w kierunku czystszego netu, bez zatok piratów, cda, chomików, pobieraczków, pornografii dziecięcej, itd.

            Serio, wszyscy piszą w tonie „łolaboga, nie będzie już można napisać nic złego o Tusku”, a ja kompletnie nie znajduję potwierdzenia tych obaw w tekstach tych ustępów. Czym innym jest cenzura polityczna, a czym innym ochrona praw autorskich.

    • Tak zauważyłem,że utwory które są sprzedawane w mainstreamie z reguły nie są wynikiem jakiejś nadzwyczajnej pracy,z roku na rok większość tych utworów coraz bardziej to schodzi na psy (i to zwłaszcza tych najbardziej chronionych).

      Prawda jest taka,że coraz więcej twórców zaczyna(ło) od udostępniania takich utworów za darmo.Taki np. Alan Walker którego utwory rok,dwa lata temu wbiły

      się na listy przebojów i do radia to skromny przykład, zanim zaczął współpracować z wokalistkami udostępniał utwory na NCS (No Copyright Sounds)

      Prawda jest taka,że te ustawy typu ACTA 2 to socjalizm korporacyjny,one robione są pod wielkie wytwórnie i inne dinozaury które nie rozumieją,że najwyższa pora im zdechnąć.

    • dodam, że Spotify chce negocjować już bezpośrednie umowy z artystami zamiast z pośrednikami jak Sony Music itp itd. Myślę, że to jest bardzo dobry krok aby właściwie pomóc artystom.

      • To już niedługo pośrednicy będą próbowali oskarżyć Spotify o piractwo.
        Kim Dotcom (Schmitz) został aresztowany właśnie wtedy,gdy próbował postawić legalny biznes oparty o internetową sprzedaż na podstawie umów bezpośrednio z artystami.Od tego czasu może sporo się zmieniło – ale ta mafia zrobi co może by nie stracić kasy którą zarabia rzekomo „dla twórców” – którzy mało co z tego mają.

    • Na razie podpisana jest dyrektywa. Pod nią tworzone jest dopiero prawo w krajach UE – i każdy kraj zwykle* robi to po swojemu.

      * zwykle, bo np. GDPR weszło u nas bez modyfikacji (jako RODO) i bez potrzeby robienia przepisów krajowych.

    • Co z tego jak dostęp do nich będzie blokowany w polin. Będzie jak za komuny, jedyne info to te zasięgnięte na ulicy w kolejce pod sklepem.

  2. Jeżeli Pan Artysta stworzy coś dobrego atrakcyjnego, że ludzie będą chcieli tego słuchać, czytać, oglądać to na pewno nie będzie myślał o takich regulacjach. Nie będzie myślał bo wie że ma super produkt, który chce każdy mieć. Takie regulacje są dla „upadających” artystów.

    I jeżeli słyszę że zwykli ludzie nie odczują tych regulacji to wybucham śmiechem. Nasz władza mówiła także że wystarczy nie kraść i pieniądze się znajdą. Pieniądze się znalazły w kieszeniach podatników jak wzrosły koszty życia. Gdzie mamy regulacje tam na pewno wszystko pójdzie w górę.

    • Lubię, jak w dyskusjach na takie tematy ludzie postronni chwalą piractwo, twierdząc, że na pewno artyście się to bardzo opłaca, tylko nie jest w stanie tego dostrzec, w związku z tym powinien piratom dziękować, że tak mu pomagają.

      Natomiast z koncepcją, że prawo autorskie jest dla artystów słabych, bo dobrzy swoje i tak zarobią, jeszcze się nie spotkałem. Proponuję Panu coś stworzyć i próbować skomercjalizować. Chętnie zobaczę, w której jest Pan grupie.

      • Powiedzmy że robisz muzyke. Jak zaczniesz płacić stacjom radiowym za puszczanie swoich muzycznych wypocin, żaden serwis nie będzie chciał za darmo, twój zapomniany przez Boga i świat kanalik na youtube i jeszcze bardziej zapomniana strona ze sklepikiem nie zrobi ci reklamy i sprzedaży – to wróć porozmawiać o tym jak działa reklama i dlaczego piractwo to wręcz olbrzymia i darmowa promocja.

          • O ile jeszcze ktoś będzie słuchał radia. To jakiś niewytłumaczalny fenomen, że ludziom się chce bawić z tym winampem na falach FM, ze „złotymi przebojami” poprzetykanymi reklamami środków na rozwolnienie i grzybicę pochwy. Ja rozumiem lata 80, ale teraz, kiedy na legalu, w super jakości i bez reklam można całe dyskografie trzaskać na Tidalu na przykład?

          • Ze ZP może masz rację, ale druga połowa słucha dla muzyki i newsów – czyli RMF / ZET

          • Właśnie tę drugą połowę miałem na myśli. Suchary prowadzących, konkursy w rodzaju „dzwonimy do p. Krysi, a ona pokazuje jak się cieszy”, reklama, Roxette, reklama, Majkel Dżekson…To brzmi jak z Planety Małp.

          • Kolejnej propagandy i nawalanie tych samych utworów od 30 lat. Puszczają ten sam kawałek po 10 razy dziennie od 89 roku. Każda stacja tak robi. A ich propaganda daj spokój. Sztuczna inteligencja jest programem co będzie wychwytywał i donosił na ekstremistę. Czyli kogoś kto ma odmienne zdanie od oficjalnego.

          • Jeżeli nie będzie darmowej promocji przez możliwość odsłuchania na popularnych kanałach to żaden artysta nie zaistnieje. Wygrają tylko duże wytwórnie które będą miały fundusze, znajomości na promocje.

          • Jest wiele legalnych źródeł promowania muzyki nie trzeba jej kraść, ale niektórzy mają już taką mentalność, jak czegoś nie ukradnie to źle się czuje.

          • Przecież jest 8373937 kanałów darmowej promocji muzyki. Spotify, Tidal, Bndcamp, Soundcloud, YouTube, MySpace, itd. Kapele wrzucają tam swoją muzykę, KIEDY CHCĄ. I nie każą sobie za to płacić. Ten nowy przepis nic w tej materii nie zmieni.

          • Jeśli zmieni, to chyba wyłącznie w dobrym kierunku. Jak ktoś publikuje oficjalnie TO, DO CZEGO MA PRAWA, ew. jest w stanie piracki shit wychwycić, to nie ma się czego bać. Że chomik zdechnie, albo inne CDA będzie miało klopsik, to chyba tylko dobrze.

          • Kłopot w tym, że te mechanizmy prowadzą do usunięcia również w pełni legalnych treści, np. pochodzących z domeny publicznej, a niekoniecznie są skuteczne w usuwaniu treści pirackich.

          • Myślę, że tu są 2 kierunki: anty-piractwo i anty-przechwytywanie ruchu. W obu z nich treści naukowe itd. są nieco inaczej traktowane.

          • Jednak te mechanizmy nie biorą w ogóle pod uwagę dozwolonego użytku – umieszczenia np. bardzo krótkiego fragmentu filmu w wideorecenzji.

          • Potwory ! PIRACTWOOO !!! I biblioteki też zamknąć bo to też jest to złe PIRACTWOOOO !!! Albo za pożyczenie komuś z rodziny książki – 100 lat więzienia za PIRACTWOOOO !!! ; END – ironia mode:off

          • Podstawowa sprawa. Jest sobie autor, tworzy jakieś dzieło. Wymyśla sobie, że chce je rozpowszechniać bez ograniczeń – ok. Jeśli chce sprzedawać przez wytwórnię, która wrzuca do sklepu CD za 40 złotych, to też ok.

            Wydaje mi się naturalne, że nawet jeśli ktoś „wie lepiej” co dla artysty dobre, to jednak fajnie by było jego wolę uszanować. Czy ma głupi czy sprytny pomysł na zarabianie – jego ryzyko.

          • „Czy ma głupi czy sprytny pomysł na zarabianie – jego ryzyko”

            Rzecz w tym,że takie pomysły na zarabianie bazujące na ochronie państwowej i CENZURZE mają przy okazji bardzo nieprzyjemne dla całego społeczeństwa SKUTKI UBOCZNE. Skutki uboczne o których wspomina powyżej Redaktor Kralka.

            Czy zgodziłbyś się z taką parafrazą twojego zdania:
            „Wydaje mi się naturalne, że nawet jeśli ktoś „wie lepiej” co dla NARKOMANA dobre, to jednak fajnie by było jego wolę uszanować” (porównanie trafne,bo artyści sobie lubią przyćpać)
            albo:
            „Wydaje mi się naturalne, że nawet jeśli ktoś „wie lepiej” co dla ALKOHOLIKA dobre, to jednak fajnie by było jego wolę uszanować”
            albo wreszcie:
            „Wydaje mi się naturalne, że nawet jeśli ktoś „wie lepiej” co dla ANTYSZCZEPIONKOWCA dobre, to jednak fajnie by było jego wolę uszanować”

            Nie zgodziłbyś,a moja wypowiedź jest „oburzająca” ?

            Otóż w przypadku tych 3 grup clue – słuszne czy nie,mniejsza o dyskusję na temat słuszności – polega na zarzucie,że ich decyzje mają wpływ na całe społeczeństwo,i to wpływ skrajnie szkodliwy.

            No więc zapisy określane jako ACTA2 są zagrożeniem dla wolności słowa i WYRAŹNIE mogą zostać zastosowane do wdrożenia CENZURY. Patrząc na to,że UE zarządzają korporacyjnie sterowani „liberałowie” i tzw.”lewacy” (lewicowe oszołomstwo dla którego gułagi to były sanatoria itd) ta cenzura jest bardzo możliwa i będzie miała szkodliwe skutki dla całego społeczeństwa.

            Śmiem twierdzić,że cenzura internetu może mieć dużo bardziej szkodliwe,wręcz śmiercionośne z dłuższej perspektywy skutki niż triada narkotyki,alkohol,antyszczepionkowcy, bowiem będzie skutkowała wprowadzaniem totalitarnych utopii – socjalistycznej bądź korporacyjnej.

          • No to po kolei.

            Który z zapisów art. 11 jest wg Ciebie tym, umożliwiającym cenzurę?
            Pytanie pomocnicze: jeśli powiem, że nie życzę sobie cytowania moich listów miłosnych z podstawówki za kwotę mniejszą niż X, to czy cenzuruję Internet?

            Pytanie z akapitu #2: tak, dokładnie tak uważam. Jeśli ktoś chce ćpać, chlać, chodzić do Kościoła, kibicować Arce Gdynia – ma moją okejkę, niezależnie od tego, jak bardzo głupie mi się to wydaje.

            Z tą cenzurą Internetu, to wydaje mi się, że się ostro zagalopowałeś, ale poczekam na Twoje wskazanie – który zapis ją umożliwia. Moim zdaniem, prawa autorskie nijak się mają do wolności wypowiedzi. To, że przykładowy Adam Michnik czy Przemek Pająk (wydawcy) powie: proszę złotówkę od każdego artykułu, z którego przejmiecie ruch, to nie oznacza, że ktoś tam knebluje Czuchnowskiego czy Grabca.

          • I co? I wprowadzili cenzurę nawet na YouTube. Właściciel kanału, na którym ktoś napisze nie właściwy komentarz, zostanie zablokowany i skończą się pieniążki z niego. Wachlarz nie właściwych komentarzy jest ogromny i do końca nie sprecyzowany.

          • YouTube to prywatna marka. W regulaminie mogą sobie zapisać, co chcą. W dalszym ciągu nie widzę związku z cenzurą. To, że wydawca staje się współodpowiedzialny za komentarze, wydaje mi się dość oczywistym pomysłem, jeśli chcesz aby Twój kanał/portal prezentował sobą jakiś poziom.

          • Jeden muzyk zarabia więcej na koncertach, inny na płytach, trzeci na merchu, a czwarty na tantiemach, a piąty na jakimś miksie powyższych. Nagrałeś jakąś płytę kiedyś, zagrałeś koncert? Znasz kogoś, kto żyje z muzyki?

            Podstawowa rzecz – jeśli artysta chce zarabiać na płycie X złotych i nie chce grać koncertów, albo np. chce rozdawać muzykę za friko, grać za friko i żyć z koszulek – to jego sprawa. Wszystko jest w porządku, dopóki nie wchodzi w to jakiś Marian, który wie lepiej od artysty, co dla tego artysty dobre. I nie ma sensu gadka, że Bill Gates cośtam, a Metallica cośtam. Wszyscy oni mają prawo do decydowania, jak chcą swoje utwory udostępniać, komu, kiedy i za ile.

            Grałem muzykę i mam małą obsesję na tym punkcie. Od małego sprawiało mi ogromną przyjemność, że kupując płytę/koszulkę daję parę złotych na piwo temu artyście, który wg mnie nagrał fajny materiał. Mógłbym ściągać z netu, a koszulki robić sobie samemu, ale to trochę jak oglądanie meczu z poziomu dachu garażu, a nie stadionu – może i komfort podobny, ale nie wspierasz tych, którym się to należy.


          • Dlaczego 11 nie 13 ? No artykuł przeczytaj powyżej tak na początek Maćku; no nie pozuj mi tu na imiennika z „Klanu” bo aż takich problemów jak osoby z tą chorobą to nie masz,domyśleć się jesteś w stanie i doczytać też.

            „Pytanie pomocnicze: jeśli powiem, że nie życzę sobie cytowania moich listów miłosnych z podstawówki za kwotę mniejszą niż X, to czy cenzuruję Internet?”

            Problem nie w listach miłosnych a tym,że zaraz się okaże że rozmowy prowadzone na cmentarzu w ramach których minister zyskuje zegarek czy „prywatne rozmowy” polityków czy szefów firm będą zaraz traktowane jak ten twój list miłosny i to będzie bat na dziennikarstwo śledcze.

            Problem również w tym,że wymienienie nazwy firmy będącej zastrzeżonym znakiem handlowym w przypadku jakiejś afery (oczywiście bez jej zgody,bo w przypadku afery zgody być nie może) może być potraktowane jako naruszenie jej praw.

            Problem w tym,że już dziś dzięki „prawom autorskim” z powodzeniem cenzuruje się niektóre treści.

            Wreszcie zapominasz o próbach przeforsowania Amerykańskich zwyczajów prawa autorskiego i patentowego,gdzie próbuje się same SŁOWA, nie będące nawet nazwami firm obejmować prawami autorskimi. Tak samo – prawa matematyczne czy fizyczne.

            ———————————————————————–
            „Pytaniez akapitu #2: tak, dokładnie tak uważam. Jeśli ktoś chce ćpać, chlać, chodzić do Kościoła, kibicować Arce Gdynia – ma moją okejkę, niezależnie od tego, jak bardzo głupie mi się to wydaje”

            Nooooo – chyba że tak.Większość komentujących tutaj podchodzi do tego inaczej.Ale przy takim spojrzeniu dziwi mnie,że nie zauważasz,że i piraci robią rzecz którą można ująć podobnie – i jako „szkodliwą społecznie” i „głupią” z
            perspektywy niektórych osób.To też można traktować jako ich „moralny wybór” – i cóż,niech żyje anarchia (czemu nie ?)

            ————————————————————————

            „Moim zdaniem, prawa autorskie nijak się mają do wolności wypowiedzi”

            Twoje zdanie jest zdaniem ignoranta.Czym jest prawo autorskie jeśli nie ograniczeniem prawnym ekspresji twórczej – fizycznej czy słownej ze względu na wyłączne prawa majątkowe do niej (tzw. „własność intelektualną”) danych firm czy jednostek ?

            Motywowane to jest oczywiście zarobkiem autora i innymi wzniosłymi rzeczami – ale jest właśnie WYJĘCIEM SPOD PRAWA naśladowania/wykorzystania danego rozwiązania bez zgody „autora” (nawet gdy do danego rozwiązania doszło się samodzielnie) – najczęściej uzyskiwanej dzięki zapłacie,ale nie zawsze (wiele patentów jest „trzymanych w szufladzie” przez korporacje)

            —————————————————————-

            Znam osoby które żyją z muzyki – ale w sensie koncertowania.

            Osobiście bardziej wolę fotografować choć nie jestem profesjonalistą, próbuję też programować itd ;)

            Uważam,że można zarabiać na twórczości bez narzucania intelektualnego monopolu i ograniczania twórczych wolności innych osób.I to jest potwierdzone w praktyce.

            A przetłumaczyć ci to tak po prostu bardziej łopatologicznie niż obecnie – św. IGNUcy dopomóż ! (może artykułem:
            „Why Software Should Not Have Owners” lub „Free Software Is Even More Important Now”- bo ja prościej widocznie nie mogę.

            Choć może wystarczy prosty cytat (copyleft by IGNUcy aka Stallman)::

            „Jeżeli użytkownicy nie kontrolują programu program kontroluje użytkowników.Z oprogramowaniem własnościowym jest zawsze jakaś podmiot – deweloper lub „właściciel” programu,który kontroluje program,a przez to SPRAWUJE KONTROLĘ NAD UŻYTKOWNIKIEM.Niewolny program to żart,instrument niesprawiedliwej władzy”

          • Pojazd z Maćkiem z „Klanu” pierwsza klasa, naprawdę boki zrywać.

            Twoje przepowiednie, że się cośtam okaże, sa mocno pesymistyczne, zważywszy na to, że przedmiotem prawa autorskiego są utwory. Rozmowa dwóch typków na cemntarzu utworem nie jest. Dalej, dziennikarstwo śledcze opiera się o prawo prasowe, które wręcz zachęca dziennikarzy do śledzenia afer, chroni ich źródła informacji, itd. Także nie mieszajmy dwóch różnych systemów walutowych.

            Co do kwestii wolnościowych, podstawową zasadą jest dla mnie to, że wolność jednego kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego. Innymi słowy, jak ktoś sobie wącha klej czy tatuuje oczy, to mi nic do tego. Gorzej, jeśli np. kradnie coś innym, bije, gwałci, itd. Dla mnie decydowanie za autora, czy dostanie kasę za swój utwór, czy udostępnianie jego dzieł na innych warunkach niż on sobie założył, jest formą przemocy.

            Odnośnie mojego ignoranctwa, naprawdę zerknij na definicję utworu. Albo poszukaj jednej sprawy, gdzie prawami autorskimi ktoś kogoś kneblował. Zresztą, to taki paradoks: jak prawa autorskie mają cenzurować internet, skoro właściciele praw do danych treści (np. książek) sami chcą je rozpropagowywać? Kiedy tworzysz dzieło (niech będzie: artykuł o złej PO/złym PiS), to pierwotnie właścicielem praw jesteś Ty. Jak ktoś miałby Cię cenzurować w takim wypadku?

            Podobny fail z porównaniem dobra intelektualne vs. materialne. No nijak nie chce wyjść na to, o czym piszesz. Produkt „z półki” jest chroniony jako wzór przemysłowy zazwyczaj, raczej nie jest tak, że możesz sobie klepać w garażu iPhone’y czy skutery Vespa.

            Wyjęcie spod prawa rozwiązań na które się samemu wpadło jest co najmniej dziwnym zarzutem, przynajmniej w dziedzinie utworów o charakterze artystycznym. W przypadku wzorów przemysłowych czy np. leków – również, choć to bardziej złożony temat, raczej nie na dyskusję przez Disqus.

            ” Znam osoby które żyją z muzyki – ale w sensie koncertowania.” – fajnie. To zapytaj, czy jeśli mają odpalany procent od sprzedaży biletów, nie boli ich, ile osób wchodzi na gig za friko, jako znajomi innych zespołów, obsługa techniczna, szwagrowie ochroniarza, itd. A teraz weź pod uwagę, że niektóre zespoły nie koncertują, lub np. nie są w stanie zagrać w Twojej okolicy. Czy to oznacza, że publika ma prawo pozbawiać ich jedynego dostępnego wówczas źródła zarobku w postaci tantiem?

            „Uważam,że można zarabiać na twórczości bez narzucania intelektualnego monopolu i ograniczania twórczych wolności innych osób.”. – Ja też tak uważam. Przecież jeśli namaluję obraz, to nie zabraniam nikomu innemu malowania własnych. Niech sobie maluje i udostępnia na swoich zasadach, a ja swój na swoich. Gorzej, jeśli on chce wykorzystać mój obraz, bez mojej zgody, do jazdy na moim garbie – ale tu nie mówimy o jego twórczej wolności, tylko zwyczajnym cwaniactwie, jak np. chłopaki z CDA, które swojej treści nie tworzą, ale zarabiają na udostępnianiu cudzej roboty.

          • Prawa autorskie są wykorzystywane do „kneblowania”. Wystarczy spojrzeć na amerykańską ustawę DMCA – badaczom nie wolno ujawniać luk w bezpieczeństwie DRM, gdyż mogłoby to posłużyć do ich obejścia. Wszelkie niebezpieczeństwo spada na użytkowników serwisów VOD, wykorzystujących DRM.

          • Czyli założę sobie firmę o nazwie Ala ma kota. Nazwę to zastrzegę jako znak towarowy. Ktokolwiek napiszę w internecie że Ala ma kota, pozwę go do sądu o naruszenie moich dóbr i praw. W krótkim czasie stanę się bardzooo bogatym człowiekiem. Nawet jak niemiec czy rusek będzie wchodził z wojskami do nasz, to napisanie tego może zostać uznane za ekstremizm i autor stanie przed sądem.

      • Do chwalenia piractwa mi daleko. Jak wiadomo są odpowiednie instytucje do ścigania tego typu przestępstw.

        Nie jestem artystą i nigdy nie chciałem być ale jeżeli chcę opublikować artykuł dotyczący dziedziny w której chcę być ekspertem to chwiałbym aby inne osoby powielały ten tekst, zapraszały do dyskusji. To jet forma promocji.

        • No i fajnie. Ty byś chciał, żeby inni powielali Twój tekst, a inny pisarz nie chciałby. Niech będzie, że powie „miliard za kopiowanie”, chyba ma prawo. I co? Internauci ocenią, czy mu wolno?

          BTW, teksty naukowe cytuje się na innych zasadach.

          • Aby na pewno może dowolnie ustalać cenę? Procesy o naruszenia praw autorskich dowodzą czegoś innego. Poza tym, jeśli tak bardzo przeszkadza komuś cytowanie przez Google, może zażądać usunięcia swojego artykułu – droga wolna.

          • Który proces i czego dowiódł?
            Z tym cytowaniem przez Google, to radzę sprawdzić na własną rękę kilka rzeczy. Np. gdzie są hostowane artykuły zgodne z preferowaną przez Google w ruchu mobilnym technologię AMP. Tu nie chodzi to, że Google ma nie cytować. Chodzi o to, żeby nie przejmowało ruchu, ew. odpaliło jakąś kasę za utracone wpływy od reklamodawców.

            Wyobraź sobie, że ktoś kopiuje Twój artykuł, albo co ważniejsze akapity z niego i proponuje w jakiejś usłudze newsowej bez Twojej zgody. Powiedzmy, że to hicior – przeczytało to 5 milionów osób, ale na stronie AMP-owej, albo jakiejś innej ramce. Ty masz u siebie np. 200 000 wejść. Jeszcze powiedzmy reklamodawca się burzy, że jego banner się za wolno „wyświetla” i czemu nie ma jego bannerka tam, gdzie wszyscy wchodzą Ciebie poczytać.

          • Wiele procesów dowodziło, że autor nie ma pełnej dowolności w ustalaniu wyceny utworu.
            Jak rozumiem sądzisz, że po przeczytaniu jednego akapitu ludzie porzucają chęć wejścia w artykuł i przez to portal traci odsłony?

            Ukazana przez ciebie sytuacja jest mocno wątpliwa – owe 200 000 wejść mogło przecież nastąpić w dużej mierze dzięki linkowaniu. Wtedy jest to sytuacja korzystna, nawet jeśli gdzieś indziej było to 5 mln osób. Jeśli natomiast komuś to nie odpowiada, może usunąć swoje artykuły z owej usługi newsowej.

          • Podaj mi przykład takiego procesu, proszę.

            Tak, sądzę że NIEKIEDY jeden cytat załatwia wartość całego artykułu. Przykładowo, nie oglądałeś meczu, a Google Ci podsuwa fotkę i tekst typu „Nudny bezbramkowy remis, Błaszczykowski najgorszy” i w zasadzie nie masz już po co wchodzić na Przegląd Sportowy czy coś.

            Wydaje mi się logiczne, że biznes wydawniczy czy reklamowy chce mieć pełną kontrolę nad liczbą wyświetleń i odwiedzin. I tak, wiem że można się z newsów wypisać, ale kolejność powinna być odwrotna (najpierw się dogadujemy, później współpracujemy).

          • Ależ jeśli ktoś po prostu chce poznać wynik meczu wcale nie musi wchodzić na żaden artykuł, Google samo poda wynik. Równie dobrze można mieć pretensje do zwykłej wyszukiwarki, która też może wyświetlić fragment artykułu – bo czym innym jest Google News, jak nie odpowiednio skonfigurowaną wyszukiwarką?
            Co do procesu: http://di com pl/fotografka-wygrala-z-biblioteka-ale-wyrok-byl-tanszy-niz-ugoda-52497

  3. Jestem ciekaw jak zmieni się SEO jeśli te artykuły rzeczywiście wejdą z pełną mocą.

    Inna sprawa: załóżmy, że jakiś wydawca oskarża Google o „kradzież” tytułów tekstów i nie chce linkowania. Google usuwa wszystkie jego treści z wyszukiwarki. Wydawca zobaczył, że jednak traci na tym spore pieniądze i chce jednak dać darmową licencję na swoje treści. Czy Google może „ukarać” takich wydawców dając możliwość linkowania ale już za opłatą? Byłby to niezły ruch dla tych którzy chcieli się wycwanić i obwiniali o swoje niepowodzenia wszystkich prócz siebie.

    Powiedzmy, że Google przegra i wyszukiwarka będzie o wiele bardziej uboga. Czy mogą wówczas po prostu zamknąć wszystkie europejskie domeny i zostawić ogólną wersję Google com z ostrzeżeniem dla europejczyków, że to nie są treści dla nich?
    Lub czy mogą np. kupić DuchDuckGo i tam wstawiać te wszystkie treści?

    I co z takimi krajami jak Norwegia, Szwajcaria itp? Tam będą normalnie wszystkie treści czy UE może nałożyć na nich sankcje za odmienne prawo?

    Ogólnie te wszystkie zmiany brzmią niepokojąco. Z jednej strony odchodzimy od telewizji i radia (Netflix, Spotify itp), z drugiej wprowadzamy prawo otwierające furtkę na „telewizację” internetu. Oby nie wpłynęło to na mniejszych, mądrzejszych wydawców oraz na web 2.0 (i kolejne). Mam nadzieję, że będą mądrzejsi i wykorzystają ten system aby pokazać absurdy socjalizmu korporacyjnego.

  4. Ale to trzeba być baranem. Załóżmy że otworzyłem warzywniak. Mam pyszne ziemniaki po 70 gr za kg. Pewnego dnia jakaś babcia porozpowiadala znajomym że u mnie w sklepie są dobre ziemniaki. A tu wnet ja na babuszkę naskakuje i mówię że musi mi zapłacić za rozpowiadanie o moich dobrych kartoflach. Babcia mówi że nie zapłaci i nie będzie nikomu o tym opowiadać a ja zamykam sklep bo ludzie nie wiedzą że sprzedaje ziemniaki…

  5. W końcu mądry artykuł o ACTA 2!!! Szacun droga redakcjo!!!
    ACTA 2.0 w skrócie spowoduje zamknięcie małym twórcom możliwości rozwoju jeśli nie będą mieli kasy na płacenie na linkowanie ich treści na różnych serwisach.

  6. Panie Jakubie, jak pan mógł!? Jak pan mógł nazwać Marię Sadowską kwiatem polskich artystów!? ;-)

  7. Panie
    Jakubie, to cos ode mnie o sprawie. O zwożeniu do Strasburga (nie
    Brukseli!!!) bezwiednych i nierozumiejących niczego artystów – nie będę
    komentował. Tylko merytoryka. Tu cz. 1 (dzielę):

    Pierwsza część tekstu ciekawa. Pan ów Artykuł 13 de facto
    akceptuje. Koniec tego wątku wszak nie jest dla mnie jasny. Pisze Pan:
    „Rzecz w tym, że kwiat polskich artystów pojechał do Brukseli firmować
    niemalże status quo, a tak naprawdę dał twarz do zmian, które nawet ich
    nie dotyczą.” No nie. To jest duże, może nawet fundamentalne
    nieporozumienie. Albo Pan nie wie i sam nie rozumie (jak dziecko we
    mgle?) albo wprowadza celowo w błąd czytelników, a wielu Panu ufa. Jak
    ekspertowi… Oczywiście – nawet nie tak bardzo wdając się w detale (Pan
    tego nie robi prawie w ogóle) – pozostając na poziomie Pańskiej
    publicystyki i ogólności – miażdżąca większość artystów nie zarabia w
    ogóle na swojej twórczości obecnej w treściach na platformach. W
    przypadku takich jak Facebook – nie zarabia nikt, a w przypadku Youtube –
    zarabiają wybrani – głównie gwiazdy globalne i głównie duże wytwórnie.
    Słowem, Facebook nie płaci, bo nie musi, a Youtube płaci coś i tym co
    chce płacić, choć nie musi, ale robi to z dwóch powodów na dziś – nie
    chce mieć łatki pirata oraz potrzebuje nowości i treści, zatem dogadał
    się na teledyski i płaci dużym wytwórniom. Z niewielkim dodatkiem
    indies. Jaka będzie różnica? Płacąc nie tak jak Youtube tym co chce i
    tyle co chce, każda platforma otrzyma obowiązek podpisywania umów
    licencyjnych. I nie jest tak jak w przypadku nowej ustawy dotyczącej
    akurat serwisów streamingowych w USA (podpisanej 2 dni temu przez
    Trumpa), że wiemy jakie sa te proprocje, czy podnosimy stawki, czy coś,
    nieeee. Ten znoszący „safe harbor” prosty przepis – zdanie w dyrektywie –
    spowoduje, że OZZ-y i platformy siadają do stołu jak równy z równym i
    rozmawiają. Negocjują. Nie jak ubogi krewny (OZZ dziś) z kims kto może
    zrobić co chce (jak Google dziś), ale jak rowny z rownym. I wlasnie i
    wolny rynek i warunki biznesowe – doprowadza do podpisania określonych
    umow, tak jak w radiu i TV, nie inaczej. Zaplacą tylko duże platformy i
    tylko od reklam emitowanych przy okazji tych nie swoich treści. Ale to
    odpowiednie do branzy OZZ-y (a nie Youtube!!!) podzielą dalej te kase,
    filmowe na ludzi filmu, pisarskie i muzyczne i plastyczne etc – na
    tworcow, wykonawcze – na wykonawców, aktorskie na aktorow, naukowe na
    naukowcow itp. Itd. No i podziela to wg czego? Wg tych raportow z
    filtrowania, co są ością w gardle Google i FB (nie tylko kasa). Filtruja
    i zdejmują już na potege – jak Pan słusznie napisał. Dochodzi
    raportowanie i dzielenie się wiedzą o tersciach – by wiedzieć a) na
    jakie OZZ ile przypada b) jak ma OZZ dzielic dalej na swoich czlonkow
    chronionych – co, ile, gdzie, ile zarobione na tym etc. Nie wiem czy nie
    po raz pierwszy w dzisiejszym swiecie cyfrowym – jako społeczeństwa
    zyskamy duże „meta dane” w kompletnej ilości od gigantow internetu….

    Co
    do artykułu 11 – tu muszę przyznać, że zapewne wie Pan więcej ode mnie.
    Choć nadal pojawiają się pytania. Ale i skąd inąd pisze Pan cos dla
    mnie oczywistego: „Czyli generalnie nawet nikt się nie kryje z tym, że
    chodzi głównie o wyciągnięcie doli od Google.” Szczerze? Od Facebooka
    najbardziej, bo nic nie płaci. A Google? Oni też się nie kryją z tym, że
    naprawdę powinni płacić i wiedzą, że nieuchronnie to nastąpi. Chcą by
    nastąpiło to jak najpóźniej i na jak najmniejszą skalę. Sami to mówią
    (odsyłam do panel w Krynicy, który moderowałem, tam Google powiedział
    część z tego na panelu oficjalnie!). W Strasburgu widziałem o co szła
    walka Google i świata cyfrowych gigantów. O to by właśnie zamurować
    status quo. To co Pan napisał, że się stanie de facto. Ale nie udało im
    się. Przejęcie odpowiedzialności od użytkowników na platformy to jeden z
    fundamentów tego, co zostało przekazane do dalszych prac. Tego b nie
    chciały platformy, ale to jest jednak finalnie w projekcie. Co do Pana
    uwagi o „usłudze totalnie spersonalizowanej” – słuszna uwaga, choć wg
    moich rozmówców ta definicja po poprawkach z 12.09 nie jest taka głupia i
    pod tym kątem….

    Co do związku przyczynowo –
    skutkowego, wg mnie „Google, jesteś takie duże, że musisz nam odpalić
    trochę kasy, albo skrzykniemy się w 500 mln obywateli i cię do tego
    zmusimy” to nie jest socjalizm korporacyjny. To raczej proces dziejowy,
    safe harobour to była ulga dla rozwijających się stosunkowo niewielkich
    serwisów, a zaiste dzisiaj i FB i Google, ale i inni to czołowka
    największych i najbogatszych firm świata. Firm, które (tego dotyczy
    definiacha Art. 13) absolutnie zyją z treści i na nich zarabiają – jak
    Google ze 4 mld USD rocznie? Jeśli nie zaplaca twórcom, którzy
    dystrybucje swojej pracy przenieśli już do swiata cyfrowego niemal w
    calosci, ta tworczosc umrze Panie Jakubie. Ja tu widze jakiś kolosalny
    związek przczynowo – skutkowy!

    Pozniej pisze Pan, ze
    cale ACTa 2 (fatalna nazwa), ale glownie Art. 11 uważam Pan „za
    niesprawiedliwy i przymuszajacy różne podmioty (docelowo – i nikt się z
    tym nie kryje – Google) do dokonywania świadczeń ponad te, które
    wynikają z naturalnych interesów oraz ich proporcjonalności. Zagrażajacy
    ponadto internetowi w jego obecnym kształcie, w którym wydawcy wcale
    nie mają krzywdy z tytułu Google, natomiast zyskują czytelnicy.” Mhm… To
    cala dyrektywę czy Art. 11? Co do Art. 11 i przykładu rynku
    niemieckiego. Nie znam dobrze, wiem, ze nie wypaliło. Ale jestem pewny,
    ze inna sytuacja będzie gdy taki Google będzie musial zmierzyć się z
    całym rynkiem europejskim i nie będzie tu fikał i wywijał szabelką. W
    Niemczech, ale i w Hiszpanii – po prostu walczył o brak precedensu. Co
    do Hiszpanii – bo to z kolei wg mnie ciekawy przykład. Obecnie prawo
    pokrewne dla wydawców prasy obowiązuje w Niemczech i Hiszpanii –
    wiadomo. Ale często to Hiszpania pokazywana jest jako przykład
    kompletnej porażki tych rozwiązań. System hiszpański (ustawa weszła w
    życie w 2015 roku) przewiduje ograniczenie prawa wydawcy do gazety lub
    czasopisma jako dzieła zbiorowego polegające na tym, że różne agregatory
    treści mogą korzystać z części i fragmentów tego zbiorowego dzieła, pod
    warunkiem uiszczenia odpowiedniej rekompensaty. Rozmowy były prowadzone
    indywidualnie z każda platformą, na podstawie uchwalonych wcześniej
    taryf, a pierwsza umowa podpisana została latem 2017 roku. Po zamknięciu
    w Hiszpanii Google News wydawcom spadł ruch na stronach jedynie o 2-3%,
    co nie miało jednak wielkiego wpływu na ich przychody, ponieważ duża
    część użytkowników zaczęła wchodzić bezpośrednio na ich serwisy. (źródło
    – spotkanie 11.2017 w PE z szefem działu prawnego CEDRO – organizacji
    zbiorowego zarządzania zrzeszającej wydawców w Hiszpanii). Czy przez
    brak istnienia google news w Hiszpanii obywatele tego kraju zostali
    odcięci od informacji lub wprowadzono im cenzurę… no raczej nie…

    WYDAJE
    SIĘ, ŻE PROPOZYCJE PO WRZEŚNIOWYCH POPRAWKACH IDĄ W LEPSZYM KIERUNKU,
    CO WARTO PODKREŚLIĆ – PRACE NAD NOWYM PRAWEM ZAJMĄ JESZCZE KILKA
    MIESIĘCY. – cz. 2 moich komentarzy – poniżej w oddzielnej wypowiedzi (limit znaków…)

    • cz. 2 – Napisał Pan Panie Jakubie jeszcze taki akapit: „Jednakże ani Zbigniew Hołdys, ani dziennikarze, nie są niestety dobrymi partnerami do dyskusji na ten temat. ACTA 2 ich nie dotyczy, to od początku do końca zabawa dużych i małych internetowych graczy, którzy mniej więcej rozumieją reguły gry, zasady przepływu ruchu i pieniądza w sieci, a dla których slogany czy coś nazwiemy podatkiem od linków czy nie, mają drugorzędne znaczenie. Ważne są realne skutki tego „podatku od linków”. Wg mnie to jest rozmowa także i tych podmiotów. Wcale nie jest tak, że w PE rozmowy prowadzili artyści czy dziennikarze. Ale OZZ nie może Pan wylaczyc. Bo to ten swiat został autentycznie i dotkliwie poszkodowany w tym wyścigu technologii. Jako kulturoznawca, który akurat bada zmiany dziejowe – oświadczam Panu, ze tak samo było dokładnie 100 lat temu i podobnie ok 70 lat temu. Rewolucje technologiczne z tym się wiązą. Oczywiście, skąd inad, gdy robi się zamieszania i krzyk na cale media i internet, gdy Google odpala kampanie – i te oficjalna gdzie placi za to i nawet to jest raportowane (dane w moim tekście – zalacza na końcu) czy poloficjalnie – to druga strona mniej lub bardziej sensownie i mniej lub bardziej skutecznie – chwyta się de facto czego się da. Ja się nie dziwie.

      Kolejne ciekawe zdania Pana: „W dyskusji o ACTA 2 często pojawia się na przykład argument, że Google posiada „dziesiąt” procent rynku reklamowego, a portale dostają ochłapy. Łączenie tego wątku z ACTA 2 ponownie nie komponuje się z logicznym uzasadnieniem artykułu 11 ustawy, którzy rzekomo ma doceniać pracę twórców i w zupełności abstrahuje od kwestii reklamowych. A jednak dziennikarze i wydawcy go łączą, dowodząc tym samym, że jednak chodzi o pieniądze z reklamy” – no i tu zapewne tez dochodzimy do watku przyczynowo – skutkowego – tak chodzi o powiazanie pracy tworcow i oddawaniu tantiem zarobionych dzięki temu na reklamach. W art. 13 chodzi o to w stiu procentach, w Art. 11 – może chodzic o to samo….

      Konczy Pan ow artykul z września apelem o odważne przyznanie się wydawcow, ze chcą walczyc z AdSense. Ja nie wnikam, bo jak mowie – mniej wiem o Art. 11. Ale zaczyna Pan swój apel tak „Więc, drodzy wydawcy, bo to o was i tylko o was w ACTA 2 chodzi”. Nie. Z tym walcze, by Pan wreszcie zrozumial, ze dla swiata kultury – pojętej misyjnie, rozrywkowo i pod każdym innym względem – to walka o przyszlosc, to walka o wszystko. Na przykład dla nas wydawcy i caly Art. 11 to jakiś – zapewne b wazny – ale dodatek Panie Jakubie.

      Ja proszę o zrozumienie i szacunek, a także zastanowienie się, czy jest taka szansa, ze nie doszacowal Pan tej innej niż Pana zainteresowania – strony… Wtedy i ich mniej lub bardziej zgrabne zaangażowanie może nie będzie powodem do drwin i beki az takiej. Czy powodem do tropienia spisku i chwytliwych tytulow, co przyciągają, bo są atakiem na znanych artystow.

      To mi się po prostu nie spodobalo. Mi, jako Pana wiernemu czytelnikowi. Szanujacego Pana nie od dzisiaj….

      Co uważa moje środowisko? PRAWO AUTORSKIE ULEGAŁO MODYFIKACJOM OD PONAD 100 LAT DOSYĆ CZĘSTO, NIE BYŁO DOTĄD TAKIEJ DYSTRYBUCJI TREŚCI W INTERNECIE JAK DZISIAJ, NIKT NIE MÓGŁ PRZEWIDZIEĆ TAKŻE, ŻE INNE FORMY DYSTRYBUCJI ZANIKNĄ NA KORZYŚĆ TYCH NOWYCH, TAK JAK MODYFIKOWANE BYŁO TO PRAWO AUTORSKIE GDY WYNALEZIONO RADIO, A PÓŹNIEJ NP. TV CZY KOMPUTERY. I TERAZ CIEKAWOSTKA – TO PRAWO AUTORSKIE JUŻ ZOSTAŁO PRZEZ UE ZMIENIONE JAKIEŚ KILKANAŚCIE LAT TEMU. JEDNAK POD PRESJĄ RACZKUJĄCEGO WTEDY (!!!) BIZNESU W SIECI, ZOSTAŁY ZROBIONE WYJĄTKI. BYŁA DYREKTYWA O E COMMERCE, FB AKURAT CHOWA SIĘ ZA KLAUZULĄ „SAFE HARBOR”. TERAZ GDY TE STARTUPY SĄ NAJWIĘKSZYMI GLOBALNYMI KONCERNAMI NA ŚWIECIE, NIE MA POWODU BY NADAL STOSOWAĆ TĘ KLAUZULĘ DALEJ.

  8. Rejestracja kart telefonicznych i udostępnianie wszelkich danych jej komornikom i urzędom skarbowym. RODO, które jest tylko w Polsce. Czyli twoje dane są sprzedawane i przesyłane a ich dane są ukryte. Ekstremizm teraz każdego można o to oskarżyć kto ma jakieś odmienne zdanie na jakikolwiek temat. Czy nachodźy, szczepienia, cenzura, mowa nienawiści itp. Masz odmienne zdanie jesteś ekstremistą. Trafiasz na czarną listę a system punktacji masz ujemny jak w Chinach. Efekt będzie taki że ludzie zrezygnują z jego używania z obawy przed prześladowaniem ze strony państwa. Firmy telekomunikacyjne splajtują. Bo samych telefonów nie utrzymają sie na rynku., Sieć P2P rozwinęła internet a jej likwidacja spowoduję jego zgon. Więzienie za komentarz? To jest chory dyktatorski system!

  9. Fajny ten podlinkowany tekst, tylko niestety obok tarczy.
    W pierwszym przypadku, dobrze byłoby zbadać, jaka jest rzeczywista treść tego artykułu. Czy rzeczywiście nie będzie można nic cytować? Czy rzeczywiście wysokość opłaty za cytowanie będzie ustalana post factum? Itd.

    W drugim przypadku, ktoś nie rozumie, o co chodzi z odpowiedzialnością za userów. Logicznym jest chyba to, że na swoim forum, w komentarzach na swoim blogu, czy w lokalnej sieci internetowej wydawca powinien mieć narzędzia, umożliwiające np. wrzutkę pirackich treści, dziecięcej pornografii, treści propagujących systemy totalitarne, itd. To nie jest zresztą nic nowego, bo od lat tak się dzieje. Który zapis artykułu wspomina o tym, że rzekomo nie będzie można krytykować rządu albo że stworzy się okoliczności, w której wydawca będzie wolał zbanować jakiegoś niepokornego usera za np. krytykę pomysłów gospodarczych PiS?

    Mówmy o konkretach. Które zapisy tych artykułów niosą z sobą takie apokaliptyczne skutki? Poproszę o cytaty,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *