Przepraszam drodzy nauczyciele, ale nie umiecie strajkować. Uczcie się od rezydentów

Gorące tematy Praca Społeczeństwo dołącz do dyskusji (437) 29.03.2019
Przepraszam drodzy nauczyciele, ale nie umiecie strajkować. Uczcie się od rezydentów

Jerzy Wilczek

Strajk nauczycieli jest właściwie przesądzony. Na razie jednak nie zapowiada się, że nauczyciele zbyt wiele wywalczą. Chyba też do końca nie popiera ich opinia publiczna, z rodzicami na czele. Jeśli więc nauczyciele chcą być skuteczni, powinni wynająć PR-owców. Albo chociaż podpatrzeć rezydentów.

Pamiętacie strajki rezydentów? One nie schodziły miesiącami z serwisów. Było ostro, emocje nieraz sięgały zenitu. Ale rezydenci coś tak uzyskali. Dostali podwyżki, na dodatek nielubiany przez nich minister Konstanty Radziwiłł odszedł z resortu zdrowia.

No to popatrzmy na strajk nauczycieli. Nie wygląda, by szybko się to zakończyło – i niewykluczone, że przez strajk nie odbędą się ważne egzaminy. Społeczeństwo jest obecnie dość podzielone w ocenie akcji ZNP. Znaczna część postulaty nauczycieli popiera. Pytanie co będzie, gdy wreszcie dojdziemy do strajku – dzieci nie będą mogły pójść do szkół, a nie wiadomo, czy matury się odbędą.

Strajki zwykle są gorące. Tu mamy odchodzenie od tablic, ale w przeszłości mieliśmy odchodzenie od łóżek pacjentów. Ale mimo wszystko, zawsze lekarze zawsze mogli liczyć na większą sympatię ludzi. Czemu? Podpowiemy ZNP. Szczypta PR-u naprawdę nikomu nie zaszkodzi.

Strajk nauczycieli. Naprawdę nie może chodzić tylko o kasę

Nauczyciele zarabiają w Polsce fatalnie. To fakt. Zasługują na więcej. To też fakt. Nauczycielskie pensje to może i nawet największy problem naszego systemu edukacji. Ale na pewno nie jedyny. Tych jest multum. Mamy generalnie przestarzałe metody nauczania, ciągle oparte o zasadę ZZZ, Kartę Nauczyciela, niedostosowane do dzisiejszych czasów programy, brak środków na remonty szkół, brak środków na komputery… Można by wyliczać w nieskończoność.

ZNP albo o tych problemach nie mówi, albo mówi rzadko i cicho. Czy możemy mieć o to pretensje? Można powiedzieć, że nie. Oni po prostu wykonują swoją pracę i chcą za nią mieć godne pieniądze. Można też dodać, że jak ktoś zarabia 1,8 tys. na rękę, to raczej dyskusja o przestarzałych metodach edukacji emocjonuje go średnio.

Może i tak. Ale jednak nauczyciele powinni starać się nas przekonać, że nie protestują tylko dla kasy. Powinni być też otwarci na rozmowę o swoich przywilejach, bo tak, Karta Nauczyciela to są przywileje.

Nauczyciele stawiają sprawę na ostrzu noża – strajki mogą sparaliżować egzaminy gimnazjalne

Strajk nauczycieli. Nauczyciele mają się od kogo uczyć

Przecież dokładnie tak robili strajkujący rezydenci. Mówili, że walczą o zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. I tak, też o swoje podwyżki, ale przekonywali, że to nie jest najważniejsze. Czy było? Może tak, może nie – ale odbiór społeczny tego był zupełnie inny.

Nawet jeśli ZNP nie chce więc rozmawiać o wszystkich problemach edukacji, to powinien przynajmniej od czasu do czasu o nich wspomnieć. Bo dobry, pozytywny PR to najostrzejsza broń przeciw rządowi, który kocha propagandę i przeznacza na nią miliardy. Skoro zrozumieli to lekarze, to może nauczyciele, nomen omen, mogliby się od nich czegoś nauczyć?

437 odpowiedzi na “Przepraszam drodzy nauczyciele, ale nie umiecie strajkować. Uczcie się od rezydentów”

  1. Wyjaśnijcie mi jedną rzecz?
    W artykule pada zdanie ” nauczyciele zarabiają w Polsce FATALNIE.
    To jakim trzeba być desperatem albo nieudacznikiem , żeby bawić się w ten zawód???
    Wiadomo nie od wczoraj, że belfer g*wno zarabia i g*wno znaczy.
    Dlatego mówię, że to zawód dla facetów nieudaczników, albo dla kobiet, wielkich DAMES z em ge er przed imieniem, które przychodzą zarobić na waciki a mężowie trzymają kasę. Proste

    • Aż przykro czytać. ,,Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, że zacytuję za Janem Zamoyskim, który fundując Akademię Zamojską w 1600 roku dodał jeszcze: ,,Nadto przekonany jestem, że tylko edukacja publiczna zgodnych i dobrych robi obywateli”. Uczmy się od mądrzejszych. Czego sobie i Państwu życzę.

      • W 1600 roku troche inaczej wyglądały możliwości. Chociażby to, że szkoła coraz rzadziej pełni funkcje edukacyjne, a jedynie zajmują czas dzieciakom i ich egzaminuja. Już 10 lat temu rynek korepetycji z różnych przedmiotów był mocno rozwinięty, a od tego czasu bez przerwy utrzymuje tendencje wzrostowa. Kiedyś indywidualne lekcje były szczytem luksusu, teraz i klasę średnia na to stać.
        Polecam też poczytac o przedwojennym strajku nauczycieli w Łodzi.

        • Jak najbardziej zgadzam się z Twoją opinią. Obecna szkoła ,,produkuje” istoty niezdolne do samodzielnego myślenia…
          I może właśnie o to chodzi? (że wrzucę do pytań retorycznych).
          A i dzięki za polecenie lektury, z pewnością skorzystam.

    • Eee tam 3 czy 4 na rękę to w Polsce nie tak mało a znam wielu tak zarabiających nauczyciel niskie zarobki to mit tak jak to że codziennie do 3 rano siedzą nad sprawdzaniem zeszytów.

  2. Czepili się tej karty nauczyciela, a jej nie znają. W każdym kraju są przepisy regulujące pracę nauczyciela. U nas nazywa się to Karta Nauczyciela. Jeśli kogoś boli ta nazwą to nazwę można zmienić, przepisy w niej zawarte zmieniane są kilka razy w roku. Z czasów komuny została chyba tylko nazwa.

    • Tylko w większości krajów nie robia te przepisy z nauczycieli świętych krów nie do zwolnienia w przypadku niekompetencji.

    • W jakim innym kraju nauczyciel ma zapisane 20h pracy tygodniowo? Poważnie pytam, bo to jeden z mocniej zmieniających perspektywę na zarobki nauczycieli czynników.

  3. Największym problemem polskiej szkoły jest brak dyscypliny i szacunku do nauczycieli, zwłaszcza ze strony rodziców

    • Brak szacunku ze strony rodziców jest REAKCJĄ na problemy o wiele poważniejsze, a nie problemem samoistnym. A robienie szkody uczniom mającym pisać egzaminy na pewno szacunku nie podniesie, lecz utrwali jego niski stan.
      Pozdrawiam.

      • Jakiej szkody? Uczniowie chcą strajku, bo zamiast 20 nauczycieli w czasie egzaminu będzie ich pilnować 1 emerytowany :D raj, ściąganie i wszyscy maksymalne wyniki :D

        • Za darmo 4 na rękę to darmo? A z dodatkami nawet i 5? Za 20h tygodniowo? Brak odpowiedzialności za nic awans pewny po paru latach?

          • co ty pierdolisz? umiesz w ogóle liczyć? jakie 20h tygodniowo? jakie 5 na rękę? xD

  4. 1800 złotych na rękę zarabia nauczyciel?! Przestańcie powielać bzdury! Nauczyciele po raz kolejny wciskają bajki, a wszyscy w to wierzą… Żebym nie wiedział to może bym uwierzył. Ok. Podnieść im pensje ale: Wprowadzić 40 tygodniowy tydzień pracy (a nie bajeczki o pracy w domu – sprawdziany i wszystko inne przygotowywać w pracy), urlop na ogólnych zasadach, a nie wszystkie wakacje i ferie wolne, zabrać dodatki za pracę w małych miejscowościach, odebrać roczny urlop zdrowotny – to minimum jakie powinno być zrobione żeby dać im podwyżki! Porównywanie ich do lekarzy czy mundurowych jest bez sensu bo oni pracują świątek, piątek i niedziela, w dzień i w nocy i nie mają za to żadnych ulg, a urlopy mogą wykorzystywać we fragmentach.

    • 40 tygodniowy tydzień pracy!! I niech nie mówią, że się nie da, nie?

      Jeśli zazdrościsz, to idź zostań nauczycielem.

      • A skąd wziąć pieniądze na podwyżki? To nie jest tak, że Kaczyński ma schowany przed obywatelami worek z pieniędzmi. Budżet to skończona pula pieniędzy. Drogi są dwie – albo obciąć wydatki, albo podwyższyć podatki. Dodrukowanie pieniędzy jest debilne, więc nie biorę tego pod uwagę. Pierwsza opcja od razu odpada, pozostaje podniesienie podatków. A potem wielkie oczy, że podwyżka wynosi równe zero, bo ceny poszły w górę. Bez rozwiniętej gospodarki bardzo ciężko jest sensownie pokryć wszystkie wydatki, bo budżet nie jest z gumy. I żadne uszczelnienie systemu podatkowego nic nie pomoże.

        • Koszt „13 emerytury” to ok. 10 mld zł. Ma być ponoszony rokrocznie. Koszt podwyżki 1000 zł brutto dla nauczycieli to podobno koszt rzędu 6 mld zł.
          Mamy dużo pieniędzy, tylko równie dużo jest tego rozdawane za głosy. W końcu emerytów jest więcej niż nauczycieli.

          • Problem w tym, że tych pieniędzy nie ma. Dług publiczny już przebił bilion złotych (tysiąc miliardów, tak bardziej obrazowo), natomiast suma zobowiązań ZUS to jakieś 5 bilionów złotych. Pięć tysięcy miliardów. Gdzie jest to „dużo pieniędzy”? Celem demokratycznego rządu jest utrzymanie się u władzy, a to, czy odbędzie się to kosztem obywateli to sprawa drugorzędna. Nie ma prostego i szybkiego rozwiązania tego problemu. Można niby obniżyć podatki i napędzić gospodarkę, ale efekt nie jest natychmiastowy i zdecydowanie pojawia się później, niż trwa kadencja demokratycznego rządu. Gigantyczne zadłużenie to nie problem polityków, bo w razie problemów mają konta w zagranicznych bankach, a przy krachu będą już daleko.

          • Masz rację, właśnie na tym polega demokracja – żeby konkretną partia wygrała wybory, musi spełnić postulaty odpowiednio liczebnych grup wyborców, od dawna o tym piszę.
            Skoro wskazujesz deficyt finansowy jako powód by tych pieniędzy nauczycielom nie dawać, to jest to całkiem dobry argument. Ale nie dotyczy tylko nauczycieli i trzeba grzmieć przy każdej próbie rozdawnictwa (być może to robisz, nie wiem). Ale z tymi postulatami, dopóki państwo nie zbankrutuje w odczuwalny dla szerokiego społeczeństwa sposób, nie ma szans na wygranie wyborów w Polsce.

            Dobra, ale do czegoś zmierzam. Skoro jak piszesz, tych pieniędzy nie ma, choć jednak się znajdują, to moim zdaniem bardziej powinny trafić do nauczycieli niż w inne ręce. Dlaczego? Bo uważam pensje nauczycieli za śmiesznie niskie, a zawód za społecznie ważny. Wynagrodzenie może motywować do pracy. Ale może też demotywować – jak masz się skupić na pracy, gdy bardziej musisz się martwić tym, co do garnka włożyć?

          • Ale ja nie neguję potrzeby podwyżek. Aktualnie nikt ogarnięty nie zostanie nauczycielem za te pieniądze. Zwracam uwagę na fakt, że w razie problemów łatwiej zlikwidować 13 emeryturę czy 500+, niż obniżyć pensje. To nie do końca jest tak, że pieniądze się znajdują – jest to branie kredytów na spłacanie kredytów. Wzięcie pożyczki na 100 tysięcy nie sprawia, że przybyło mi 100 tysięcy – pożyczyłem od siebie z przyszłości. Problem polega na tym, że jeżeli ja biorę kredyt, to muszę go spłacić. Jeżeli politycy biorą kredyt, to płacą obywatele. Rozdawnictwo jest złe zawsze, bo niezależnie od intencji zawsze trzeba zabrać jednemu, by dać drugiemu. Na cele wspólne – ok, żyjemy w społeczeństwie. Ale dawanie komuś zasiłku za sam fakt istnienia jest złe i niemoralne.

        • Jest jeszcze jedna opcja. Nauczyciele, poprzez ZNP, akceptują pewne zasady naliczania pensji, ilości przepracowywanych godzin, itd. To piwo, które dziś piją, po części sami sobie nawarzyli, kiedy zgodzili się na to, by podwyżki były związane z wysługą lat, a nie osiągnięciami czy np. czasem pracy. Nauczyciel mało zarabia i nie ma opcji na szybką poprawę, więc się słabo stara. Po latach dostaje jakieś podwyżki, a skoro podwyżki wpadają same z siebie, to tym bardziej się nie stara. Zwieńczeniem procesu są ostatnie nagrody i podwyżki, otrzymywane już przez zramolałych, wypalonych, sfrustrowanych belfrów w większości. To kompletne pomieszanie z poplątaniem.

          Fajne rozwiązanie jest w piłce nożnej. Jeśli zawodnik jest młody, to przy jego transferze jakiś procent wartości transferu jest wypłacany klubowi macierzystemu – dla ktorego są to z reguły potężne pieniądze. Fajny gest uhonorowania pracy pierwszych trenerów, oddania szacunku dla ich wkładu w kształtowanie jakości tego gracza. Można by to było przenieść na grunt edukacji. Uczelnia przyjmuje (po egzaminie wewnętrznym) jakiegoś ziomka na polibudę. No i cyk, powiedzmy, że matematyk, który go prowadził w liceum dostaje „ekwiwalent za szkolenie” – jakieś 500 złotych na przykład. Kto ciekawie prowadzi lekcje, pomaga dzieciakom, itd. ten by został zasypany kasą. Kto jest typowym obibokiem, zarabiałby zawsze te swoje 1800 – i wszyscy zadowoleni, każdemu wedle zasług. Plusem tego systemu mogłoby być też to, że najlepszych w skali kraju „wykuwaczy talentów” można by zidentyfikować, na koszt państwa rozwijać, zaprosić do współredagowania podręczników, itd.

          • Jeśli rząd mówi że komuś da to znaczy że zabierze tobie – cytat z klasyka.
            To powinni negocjować z rodzicami niech się dołożą , w końcu dostają 500+, wyprawkę itd.

          • To rzeczowe – rodzice chcą edukacji dla dzieci niech się dołożą.
            Teraz może od siebie coś „rzeczowego” dorzucisz?
            Nauczyciele nie negocjują z pracodawcą tylko z rządem – a on nie ma swoich pieniędzy.

          • To myślenie krótkowzroczne z twojej strony. Od wykształcenia całego społeczeństwa zależy również twój los.
            Nauczyciele dogadują się z odpowiednią stroną w sprawie swojego wynagrodzenia, czyż nie?
            Czy rząd nie ma swoich pieniędzy? To akurat trochę głupie i bardzo uproszczone stwierdzenie. Ale pomimo tego, że je stosujesz, to już wymagasz od drugiej strony wskazania dokładnego pracodawcy nauczycieli.

          • Odpowiedź: pieniądze, którymi dysponuje rząd pochodzą głównie z tego samego miejsca, co prawo do dysponowania nimi.

          • No właśnie to niech rodzice się zdecydują czy chcą więcej zapłacić i niech dopłacą (i tylko oni) – danina edukacyjna

      • 40h tygodniowo, zero wycieczek, chyba że w pełni płatnych, zebrania płatne dodatkowo, rady płatne, zero odbierania telefonów od rodziców po 15 bo 40h i chu im w d :)
        Wtedy dopiero by się działo xd

    • Jak chcesz to podeślę kwitek z widokiem pensji mojej matki która wraz z wszystkimi motywacyjnymi i itp za marzec miała brutto 2 400. Może wtedy uwierzysz .Za dzień „urlopu” poza terminem (wakacje ferie itp)traci 200 złotych z pensji, a co do testów i zeszytów to poświęca na nie z 5h+ tygodniowo, liczyłem, nie mówiąc o SMS, mailach czy telefonach od rodziców, które odbiera przez całą dobę. Dzieciaki są paskudne, jak i całe społeczeństwo rozszczeniowe, sądzą, zapewne po rodzicach, że im się należy, to już refleksja moja jako osoby zdajacej niedługo maturę na to co czasem potrafią zrobić osoby prawie dorosłe w liceum.

      • Jak poświęca 5h tygodniowo na pracę w domu, to i tak wyrabia mniej niż 40h tygodniowo, czyli i tak jest w uprzywilejowanej pozycji w stosunku do innych ludzi, zasuwających na etacie. Dodatkowo, nikt Twojej matce nie narzuca, jak często ma to robić. Wielu nauczycieli w ogóle nie sprawdza zadań domowych, nie zbiera zeszytów i nie robi innych głupich czynności, którymi później ZNP kłuje w oczy społeczeństwo.

        Jeśli Twoja rodzicielka dostaje sms, maile i telefony od rodziców, to tylko dlatego, że im udostępniła taką możliwość. U mojego syna w szkole rozwiązano to tak, że można przez dziennik elektroniczny klepać wiadomości do wybranego nauczyciela, a wychowawczyni podała rodzicom numer telefonu na swoją drugą kartę, gdzie ma ustawiony stan „nie przeszkadzać” po bodajże godzinie 16:00. I to w zupełności wystarcza, by rodzic czuł, że ma kontakt z nauczycielem, ale jednocześnie nie zamęczał mu buły 24/7. Jak ktoś rozdaje swoje dane na lewo i prawo, to niech nie ma pretensji, że ludzie z tego korzystają.

  5. Nigdzie na świecie nauczyciele nie zarabiają więcej od np. lekarzy czy policjantów, no i nigdzie nauczyciele nie mogą sie tak obijać jak w Polsce! 18 godzinny tydzień pracy(!), wolne weekendy, święta, ferie, wakacje i z byle powodu, roczny płatny urlop zdrowotny co 10 lat, dobre pensje (1800 złotych pensji to bajki dla naiwnych – nie znam nauczyciela, który mieszka w bloku bo wszyscy się budują taka bieda), dodatki za pracę w małych miejscowościach i inne luksusy. Praca w domu po lekcjach???! No tak, jak się przychodzi do roboty na 3 godziny (lekcyjne czyli 3•45 minut!) zamiast na 8 godzin! A skoro już weszło RODO to jakim prawem wynoszą cokolwiek do domu?! Tam są dane naszych dzieci!

  6. Nie ma co porównywać.U rezydentów co najwyżej garstce pacjentów strajk przeszkadzał a społeczeństwo popierało bo od lekarzy zależy ich zdrowie i życie. U nauczycieli wszystkim przeszkadza strajk, bo dzieci w domu zostaną (rodzice), bo egzaminy (MEN), bo za co im płacić więcej (niedoinformowane społeczestwo) Tu nie o PR chodzi, na to rząd stać a nie nauczycieli, tu chodzi o zły system i ludzi co nie mają do tego zawodu predyspozycji a go wykonują psując opinie większości nauczycieli.

    • Artykuł jest właśnie o tym, że rezydentom chodziło o podwyżki, ale podkreślali, że nie tylko dla nich, chodzi o ogólny procent z PKB, który idzie na SZ. W domyśle: chcemy się najeść, ale żeby na jakieś tomografy i diatermie też starczyło. ZNP gra tak, jakby chodziło tylko o podwyżki, więc nic dziwnego, że odbiór społeczny jest słaby – pojawia się zazdrość, irytacja, zarzuty o nieodpowiedzialne traktowanie dzieci, emocjonalne szantaże, itd. Za parę lat odbiór tego będzie taki, że z powodu pazerności nauczycieli państwo polskie musiało na egzaminy wysłać pana Miecia z kotłowni i żulików spod osiedlowego sklepu. Nie z powodu rządu, tylko pazerniactwa ZNP.

      Ja się z Tobą zgadzam – tu chodzi o system. Nauczyciel to koniec tego procesu i wcale nie jestem pewien, czy to najważniejsze ogniwo całej zabawy. Ale ZNP nie strajkuje o wyp..wyrzucenie religii ze szkół, zwiększenie liczby godzin jakiegoś przedmiotu, poprawę jakości podręczników (te z Nowej Ery nadają się tylko do tłuczenia komarów), zmianę reguł egzaminacyjnych, itd. ZNP idzie z hasłem podwyżki o kafla. No to ma taki, a nie inny odbiór społeczny. I to w sytuacji, gdy mamy bodaj najbardziej tragikomiczną minister edukacji w historii…Zmarnowaliście szansę, tak to widzę.

  7. Nie chce mi się wierzyc w te bajeczki o fatalnych zarobkach. Znajoma przedszkolanka ma pensję miesiączna 2400 na rękę po roku czasu. Jeden na 10 nauczycieli rzeczywiście zasługuje na podwyżkę, reszta to są ludzie z przypadku. Poza tym takie bajki o obowiazkach domowych, sprawdzaniu zeszytów i setkami godzin spędzonych w domu na przygotowaniu materiału, to mogą nauczyciele opowiadać pani Kolendzie Zalewskiej z tvnu, oni łykną wszystko. Tak naprawdę jest trochę inaczej. Wakacje, swieta, urlopy, wszystko jest, każdy inny pracownik moze o tym pomarzyć, za wycieczki szkolke nauczyciel zazwyczaj równiez nie płaci, 18 lekcji w tygodniu. Tu jest cała masa przywilejów. Najgorsze jest to, że ci nauczyciele porównują się do praownikow biedronki, a często ci pracownicy biedronki intlektualnie ich przewyższają. 90% nauczycieli to roboty, oni nie nauczają, przekazują tylko informacjie niczym boty, a poźniej zdziwienie, że poziom edukacji jest niski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *