1. Home -
  2. Edukacja -
  3. Studenci wracają do miast, a tu czekają na nich halucynacje z niedożywienia

Studenci wracają do miast, a tu czekają na nich halucynacje z niedożywienia

Wrzesień w dużych miastach to czas studenckiej gorączki. Polowanie na mieszkania przypomina wyścig: kto pierwszy, ten lepszy. W telefonach pośredników od rana dzwonią studenci, a hasło „szukam kawalerki do 2000 z opłatami” powtarza się jak mantra. Problem w tym, że taka oferta jest dziś niemal równie rzadka jak wolne miejsce w akademiku.

Akademiki pełne, kawalerki na wagę złota

Scenariusz od lat wygląda podobnie. Najpierw próba szczęścia w akademiku, ale łóżek jest za mało, nawet przy niższych naborach na uczelnie. Potem przychodzi czas na kawalerki. Te jednak w największych miastach kosztują tyle, co małe mieszkania dwupokojowe. Warszawa, Wrocław, Kraków czy Poznań nie rozpieszczają. Tam „okazją” jest dziś lokal za 2300 zł plus media. Jeśli ktoś myśli o pełnym zamknięciu budżetu w magicznych 2000 zł, to szanse ma głównie w ogłoszeniach, które znikają w ciągu godzin.

Ekspert rynku nieruchomości Mirosław Król podkreśla, że cena wróciła na podium priorytetów. Jeszcze niedawno studenci pytali o lokalizację, dojazdy czy nawet wystrój. Dziś pytanie pierwsze brzmi: „ile całościowo z opłatami?”.

Ceny rosną, ale nie zawsze winny właściciel

Nie chodzi o to, że wynajmujący nagle stali się pazerni. Czynsze spółdzielni, opłaty za media, śmieci, prąd – wszystko podbija rachunek. Król przypomina, że wynajem kawalerki to zwykle 1600–2000 zł plus media, a dwa pokoje kosztują średnio od 2200 zł wzwyż. W praktyce więc samodzielne mieszkanie pochłania 2,5–3 tysiące miesięcznie. Dla studenta bez wsparcia rodziców czy stypendium to jest przecież bariera nie do przejścia.

Czy warto poczekać do października? Czasem tak. Właściciele, którzy zostają z pustym mieszkaniem, potrafią zejść z ceny o 10–15%. Ale to raczej dotyczy peryferii i mieszkań w gorszym standardzie. Blisko kampusów i w centrum popyt wchłonie niemal wszystko.

Powrót stancji i pokoi

Paradoksalnie, coś co jeszcze niedawno wydawało się przeżytkiem – klasyczne stancje i pokoje w większych mieszkaniach – wraca do łask. Współdzielenie czterech ścian oznacza niższy koszt i mniejsze ryzyko bankructwa po pierwszym miesiącu roku akademickiego. Rośnie też popularność mikrokawalerek i mieszkań na pokoje, coraz częściej przygotowanych profesjonalnie, z umową, sprzątaniem i internetem w pakiecie.

Studenci wybierają prywatność, ale tylko ci, którzy mogą sobie na to pozwolić. Reszta szuka kompromisu między ceną a standardem.

Struktura rynku nie sprzyja studentom

Deweloperzy przez lata dostarczali właśnie kawalerki pod inwestora. Tego typu lokale są najbardziej oblegane. W nowych blokach dominują małe metraże, co winduje ceny za metr. Młodzi ludzie lądują więc w defensywie, bo wszyscy biją się o ten sam typ mieszkania.

W 2025 roku nie ma mowy o dramatycznych spadkach cen. Bardziej prawdopodobne jest, że część studentów dłużej zostanie w domach rodzinnych, a uczelnie powoli zaczną rozbudowywać bazę akademików. Ale to proces na lata.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi