1. Bezprawnik -
  2. Technologie -
  3. Prędzej czy później zakażemy „myślących maszyn". Science fiction ostrzegało nas od dekad

Prędzej czy później zakażemy „myślących maszyn". Science fiction ostrzegało nas od dekad

Co jakiś czas jakiś ekspert przestrzega przed niekontrolowanym rozwojem sztucznej inteligencji. Niektórzy widzą w nim wręcz potencjalne zagrożenie dla dalszego istnienia ludzkości. Tymczasem dorobek kulturowy naszej cywilizacji podpowiada rozwiązanie: zakaz tworzenia „myślących maszyn".

Niby nazewnicza mania Donalda Trumpa jest zabawna, ale jakoś nie jest mi ostatnio do śmiechu

Donald Trump postanowił przemianować „sztuczną inteligencję" na „superinteligencję". Po co? Oczywistą odpowiedzią byłoby zwrócenie uwagi na raczej łatwy do zakwestionowania kontakt amerykańskiego prezydenta z rzeczywistością oraz jego zamiłowanie do operetkowych gestów. Sama wybrana przez niego nazwa jest jednak interesująca.

Superinteligencja, czyli AI przewyższająca człowieka pod każdym względem

Do tej pory „superinteligencją" określano hipotetyczny przyszły etap rozwoju AI, w którym oprogramowanie stanie się na tyle zaawansowane, że będzie przewyższać każdego człowieka pod praktycznie każdym względem. Będzie inteligentniejsze, bardziej kreatywne i sprytniejsze.

Prawdopodobnie istniejącym modelom AI bardzo daleko do tego punktu. Istnieją jednak już pewne sygnały ostrzegawcze. Na przykład firma Anthropic przed swoim debiutem giełdowym przestrzega inwestorów przed „katastrofalnym zagrożeniem", jakie niesie ze sobą sztuczna inteligencja wykazująca odruchy samozachowawcze, aktywnie starająca się przeciwdziałać swojemu wyłączeniu, a nawet zdolna maskować swoje działania. Nie jest to pierwszy taki sygnał ze strony samej branży — szef Anthropic apelował o spowolnienie AI, choć dziesięć dni później jego firma pokazała szybszy i tańszy model.

Nawet twórcy AI przestrzegają przed jej rozwojem

Całkiem możliwe, że już teraz jesteśmy blisko etapu, w którym pełna kontrola nad AI stanie się utrudniona. Co jakiś czas do mediów przebijają się informacje o incydentach, w których oprogramowanie zrobiło coś, czego nie powinno. Takie sygnały pojawiały się zresztą już przy okazji modelu GPT-4.

Połączenie hipotetycznej superinteligencji z wolą przetrwania wydaje się przepisem na katastrofę. Pomimo tego globalni potentaci z branży AI wydają się aktywnie dążyć w tym kierunku. Dlaczego? Z czysto biznesowego punktu widzenia chodzi o pościg za monopolem i niewyobrażalnymi wręcz pieniędzmi. Ktoś bardziej złośliwy mógłby stwierdzić, że zgraja miliarderów-oligarchów po prostu nie przejmuje się konsekwencjami. Mówimy zresztą o osobach gotowych marnować miliardy dolarów na wątpliwe od samego początku pomysły w rodzaju Metaverse czy zakupu Twittera. Przypomnijmy: Musk kupił Twittera za 44 miliardy dolarów.

Cóż więc z tym problemem może zrobić ludzkość? Na dobrą sprawę możemy wyróżnić trzy różne sposoby. Donald Trump i jego otoczenie reprezentują podejście entuzjastyczne. Przy czym nawet amerykański prezydent sugeruje pewne ograniczenia – oczywiście na zasadzie dobrowolności.

Do problemu superinteligencji możemy podejść na trzy sposoby

White House Accord on Super Intelligence, czyli samoograniczenie bez sankcji

Podpisane niedawno White House Accord on Super Intelligence (ang. „Porozumienie w sprawie superinteligencji z Białego Domu") nie ma co prawda mocy prawnej i nie przewiduje żadnych sankcji, ale zawiera element samoograniczenia po stronie sygnatariuszy, do których należą Google, Anthropic, Meta, Nvidia, xAI i OpenAI. Lepsze to niż nic. Z drugiej strony, Trump uznał porozumienie za „moralnie wiążące". Mocne słowa w towarzystwie ludzi znanych z luźnego stosunku do moralności.

Ban Artificial Superintelligence Act, czyli zakaz superinteligencji pod groźbą więzienia

Na drugim końcu skali mamy amerykańskiego senatora niezrzeszonego Berniego Sandersa, który przedstawił niedawno propozycję pod tytułem Ban Artificial Superintelligence Act (ang. „ustawa w sprawie zakazu sztucznej superinteligencji"). W samej nazwie dokumentu znajdziemy główny postulat. Jego wzmocnienie stanowiłyby urzędowe ograniczenie liczby operacji, skrupulatna kontrola państwowa oraz kara 20 lat więzienia za rozwój superinteligencji. Prawnicy spierają się zresztą także o coś zupełnie innego: o to, jak miałaby w ogóle wyglądać odpowiedzialność karna sztucznej inteligencji.

AI Act, czyli europejska droga pośrednia

Gdzieś pomiędzy mamy Unię Europejską, która preferuje bardziej „miękkie" regulacje w rodzaju AI Act, który skupia się na bardziej praktycznym aspekcie rozwoju sztucznej inteligencji. Ochrona infrastruktury krytycznej i prywatności poprzez zbiurokratyzowane regulacje paradoksalnie stanowi całkiem niezły sposób na mitygowanie ryzyka. Nie brakuje oczywiście głosów, że AI Act musi zniknąć, jeśli Europa chce się liczyć w technologicznym wyścigu.

Literatura, kino i gry komputerowe zgodnie przestrzegają nas przed przekroczeniem granic w rozwoju AI

Która z tych metod jest właściwa? Owszem, nie mam w sobie choćby najmniejszej dozy zaufania do kierownictwa wielkich koncernów technologicznych – nie wspominając nawet o zblatowanych z nimi politykach. Zazwyczaj jestem też zwolennikiem niewylewania dziecka z kąpielą. Dlatego europejska mieszanina pragmatyzmu, prewencji i odwlekania drastycznych kroków, którą możemy dostrzec w treści AI Act, jest mi bliska. Tym razem może jednak nie wystarczyć.

Jeżeli spojrzymy na dorobek kulturowy naszej zachodniej cywilizacji, to możemy dojść do wniosku, że Bernie Sanders i jego zwolennicy nie są w sprawie superinteligencji dostatecznie radykalni.

Z jakiegoś powodu ludzie od zarania dziejów obawiają się, że ich własne kreacje w którymś momencie się zbuntują i sprowadzą na nich zagładę. Zaczynając od żydowskiej legendy o golemie, przechodzimy przez potwora Frankensteina, aż po klasyki science fiction: „myślące maszyny" z Diuny, „Terminatora", a także nieco bardziej niszowe kreacje w rodzaju „Abominacyjnej Inteligencji" z uniwersum Warhammera 40 000.

Nie jestem zwolennikiem fanatyzmu religijnego, ale...

Nowsze utwory bardzo często powielają motyw zaawansowanej ludzkiej cywilizacji, którą właśnie superinteligencja prawie unicestwia. Ocaleli „po szkodzie" nie pozostają głupi. Zakaz tworzenia zaawansowanej sztucznej inteligencji staje się normą o charakterze wręcz religijnym. Dobrym przykładem jest przykazanie ze świętej księgi z uniwersum Diuny: „Nie będziesz czynił machin na obraz i podobieństwo umysłu ludzkiego".

Oczywiście złamanie takich norm powinno się skończyć dla łamiącego bardzo źle. W praktyce niemal zawsze znajdzie się ktoś gotowy naginać reguły albo je omijać dla większego dobra. Mimo to samo istnienie zakazów skutecznie powstrzymuje powtórkę z apokalipsy.

Postawiłbym więc tezę, że zachowalibyśmy się tak samo. Superinteligencji prędzej czy później zakażemy. Lepiej byłoby to zrobić jeszcze zanim ona powstanie i zagrozi naszej cywilizacji.

Może jeszcze nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale naprawdę nie chcemy, żeby ktoś stworzył superinteligencję

Przedstawiciele firm tworzących sztuczną inteligencję wydają się nas ostrzegać: „nasze twory być może wymkną się spod kontroli i jest szansa, że nas wszystkich zniszczą, ale przynajmniej po drodze zarobimy ogromne pieniądze, więc dajcie nam – a nie konkurencji – wypracować »dobrą« superinteligencję". Nie muszę chyba dodawać, że to się nie trzyma przysłowiowej „kupy".

Zakaz tworzenia „myślących maszyn" na obraz i podobieństwo człowieka to rozsądny punkt wyjścia. Nie tworzylibyśmy sobie w końcu posłusznych sług. Superinteligencji byłoby bliżej czegoś w rodzaju „boga", którego sami nauczylibyśmy rozumowania na nasz własny wzór. Nie ma się co oszukiwać: ludzkość stworzyłaby coś okrutnego i bezwzględnego. Lepiej za wszelką cenę uniknąć takiego obrotu sprawy. A jeśli paru multimiliarderów z tego powodu nieco zbiednieje, to czy komuś w ogóle byłaby szkoda?

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover