Talibowie zobowiązali się nie strzelać do lekarzy w ramach walki z koronawirusem? To nie do końca tak – epidemia jednak naprawdę budzi strach wśród bojowników

Zagranica Zdrowie dołącz do dyskusji (14) 26.03.2020
Talibowie zobowiązali się nie strzelać do lekarzy w ramach walki z koronawirusem? To nie do końca tak – epidemia jednak naprawdę budzi strach wśród bojowników

Rafał Chabasiński

Talibowie tak przestraszyli się koronawirusa, że zdecydowali się zaprzestać strzelania do lekarzy niosących pomoc Afgańczykom? Sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Faktem jednak jest, że epidemia w ogarniętym wieloletnią wojną i zdewastowanym gospodarczo kraju może stanowić jeszcze większy problem niż w Chinach czy Włoszech. 

Talibowie wcale nie polowali do niedawna na lekarzy – co nie znaczy, że sytuacja w Afganistanie związana z koronawirusem nie jest poważna

Daily Mail w nagłówku artykułu na swoim portalu internetowym informuje o bardzo osobliwym zjawisku. Oto Talibowie w obawie przed rozprzestrzenianiem koronawirusa zobowiązali się już więcej nie zabijać lekarzy i innych pracowników ochrony zdrowia. Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko kolejny clickbait, jakich w internecie wiele. I będzie miał rację.

Nie oznacza to jednak, że w Afganistanie nie dzieje się obecnie nic wartego uwagi. Skoro bowiem kraje bogate i silne słabo radzą sobie z epidemią, to będzie się działo w kraju zdewastowanym wieloletnią wojną i praktycznie pozbawionym sensownej gospodarki? I faktycznie – także Talibowie dostrzegli zagrożenie, jakie niesie za sobą koronawirus.

Permanentna wojna w Afganistanie zaczyna w tym momencie powoli zmierzać w stronę rozwiązania

Słowo „talib” oznacza ucznia czy studenta, w tym przypadku szkół koranicznych. W Afganistanie mówimy o fundamentalistycznym, sunnickim ugrupowaniu powstałym wiele lat po zakończeniu okupacji tego kraju przez ZSRR – jako pokłosie wojny domowej pomiędzy poszczególnymi watażkami. Władzę nad większością terytorium Afganistanu zdobyli w 1996 r. Wprowadzili porządki oparte o swoją interpretację prawa szariatu.

Talibowie rządzili Afganistanem stosunkowo krótko, bo do 2001 r. Na swoje nieszczęście, udzielili schronienia Osamie bin-Ladenowi. Po zamachach z 11 września święte prawo gościnności uniemożliwiło im właściwie wydanie terrorysty Stanom Zjednoczonym. Inwazja USA zakończyła ich rządy, jednak nie funkcjonowanie samej organizacji. Przetrwaniu Talibów pomogła w dużej mierze korupcja i wątpliwa kompetencja poszczególnych afgańskich rządów.

Teraz Stany Zjednoczone zawarły rozejm z Talibami. Prezydent Donald Trump stara się w końcu wycofać USA jeśli nie z całego Bliskiego Wschodu, to przynajmniej z tej wojny. O ile Talibowie niekoniecznie są w stanie dogadać się z rządem w Kabulu a Amerykanie umowę zawarli ponad głowami swojego „sojusznika”, o tyle jest to jakiś krok w stronę wyrwania się z impasu.

Talibowie tak naprawdę ogłosili jedynie, że zamierzają współpracować z WHO i Czerwonym Krzyżem

Do czego więc Talibowie zobowiązali się naprawdę? Chodzi o współpracę ze Światową Organizacją Zdrowia i Czerwonym Krzyżem. Owszem, w poprzednich latach faktycznie bojowników oskarżano o aktywne przeszkadzanie lekarzom w pracy na terenie Afganistanu. Nie da się również ukryć, że choć Talibowie zaprzeczają udziałowi w tego typu atakach, faktycznie pracownicy medyczni ginęli. Co więcej, powodem nieufności względem cudzoziemskich medyków była chociażby akcja szczepień przeciwko polio.

Talibowie zapewniają, że będą stosować się do zaleceń WHO i innych międzynarodowych organizacji, a także są gotowi podjąć z nimi współpracę. Będą również starli się koordynować swoje wysiłki zmierzające do walki z epidemią koronawirusa. Jednocześnie przedstawiciele tego ugrupowania zachęcają mieszkańców Afganistanu, by podporządkowywali się zaleceniom lekarzy. Oczywiście, zamierzają także egzekwować ich stosowanie.

Afganistan to kraj, w którym epidemia koronawirusa może okazać się niszczycielska: przez brak infrastruktury i nieszczelną granicę z Iranem

Zmiana podejścia Talibów do działalności zagranicznych lekarzy wynika z kombinacji dwóch istotnych czynników. Przede wszystkim w Afganistanie odnotowano już 22 przypadki koronawirusa. Mało? Niekoniecznie – trzeba pamiętać, że jest to państwo ledwie posiadającą infrastrukturę medyczną. Problemy z dostępnością chociażby testów będą tu siłą rzeczy dużo poważniejsze, niż we Włoszech, Chinach, czy Polsce.

Dodatkowo Talibowie, czy rząd w Kabulu, niekoniecznie mają możliwość dotarcia do mieszkańców z informacjami o sytuacji czy zaleceniach. Na pewno nie takie, jakie oferuje dzisiaj telewizja publiczna, czy chociażby internet. Warto pamiętać o specyficznych uwarunkowaniach kulturowych Afganistanu. Kobiety są tam chociażby narażone na wykluczenie z dostępu do fachowej opieki medycznej – nawet gdy ta faktycznie jest dostępna.

Drugim czynnikiem jest bliskość Iranu. W tym kraju epidemia również wymknęła się spod kontroli. Sytuacji nie poprawia zarówno niezbyt odpowiedzialna postawa władz. Przeprowadzenie wyborów i obchody rocznicy ważnego wydarzenia okazały się dla nich ważniejsze, niż zdrowie obywateli. Brzmi znajomo, trzeba przyznać. Największy problem stanowią jednak amerykańskie sankcje gospodarcze obejmujące także wyroby medyczne. Tymczasem granica irańsko-afgańska nie należy do najszczelniejszych, pomimo trudnego górzystego terenu.