Trump chce taniego dolara. I dostaje to, czego chce
Przez lata dolar był synonimem stabilności – walutą, do której uciekano w czasach niepewności. Ta era właśnie się kończy, a przynajmniej bierze urlop. Donald Trump nie kryje, że chce słabego dolara. Stwierdził wprost, że amerykańska waluta była przez lata „manipulowana" i że jej wartość była sztucznie zawyżana. Dodał też – na wypadek, gdyby ktoś miał wątpliwości – że Stany Zjednoczone powinny mieć najniższe stopy procentowe na świecie.
To nie są przypadkowe wypowiedzi. Administracja Trumpa realizuje plan, który wśród ekonomistów funkcjonuje od dawna: osłabić dolara, żeby pobudzić eksport, ożywić przemysł i – co chyba najważniejsze – obniżyć gigantyczne koszty obsługi amerykańskiego długu publicznego. Kiedy dolar jest tani, a stopy niskie, spłata zadłużenia kosztuje mniej. Prosta matematyka, wielka polityka.
Nawet nominacja Kevina Warsha na nowego szefa Rezerwy Federalnej, która na chwilę zelektryzowała rynki (Warsh zasłynął kiedyś jako jastrząb monetarny), okazała się potwierdzeniem tego kierunku. Trump zdążył podkreślić, że gdyby Warsh nie podzielał poglądów Białego Domu na stopy procentowe, nie zostałby wybrany. Trudno o bardziej jednoznaczny sygnał.
Złoty się umacnia – i to nie jest przypadek
Spadek wartości dolara to jedna strona medalu. Drugą jest rosnąca siła polskiego złotego. I tu warto zrozumieć mechanizm, bo wielu Polaków wciąż myśli o złotym jako o walutce z peryferiów. Tymczasem analitycy od miesięcy prognozowali, że rynek zaczyna dyskontować przyszłe decyzje RPP – a to ma bezpośredni wpływ na siłę złotego.
Dlaczego? Rada Polityki Pieniężnej co prawda obniża stopy procentowe, ale robi to powoli i ostrożnie. Nawet jeśli RPP zetnie stopy o kolejne 50 punktów bazowych w tym roku, polska polityka monetarna pozostanie znacznie bardziej restrykcyjna niż amerykańska. To oznacza, że lokowanie pieniędzy w złotych jest relatywnie bardziej opłacalne niż w dolarach – a to przyciąga kapitał i wzmacnia walutę.
Połączenie tych dwóch trendów – słabnącego dolara i silnego złotego – tworzy sytuację, w której para USDPLN może czekać kolejny impuls spadkowy. Dla jednych to kłopot, dla innych szansa.
Kto traci, kto zyskuje?
Tani dolar to dobra wiadomość dla kilku grup. Po pierwsze, dla osób planujących wakacje w USA lub zakupy w amerykańskich sklepach internetowych – za te same złotówki dostaniemy więcej dolarów niż rok temu. Po drugie, dla importerów towarów wycenianych w dolarach (np. elektronika, surowce). Po trzecie, dla osób, które chcą dopiero kupić dolary – moment jest znacznie korzystniejszy niż w styczniu 2025.
Tracą natomiast ci, którzy trzymają oszczędności w dolarach. Kto w szczycie zmienności w 2024 roku kupował dolary po 4,10-4,20 zł, ten patrzy dziś na notowania 3,54 zł i zastanawia się, czy nie popełnił błędu. Prognozy analityków sugerują, że dalsza słabość dolara jest prawdopodobna – a to oznacza, że straty mogą się jeszcze pogłębić.
Tracą też eksporterzy rozliczający się w dolarach. Jeśli twoja firma sprzedaje za granicę i wystawia faktury w USD, to za te same kwoty dostaje mniej złotych. W skali pojedynczej transakcji to drobiazg, ale w skali roku potrafi poważnie nadszarpnąć marżę.
Co z euro?
Słabość dolara nie dotyczy tylko pary z polskim złotym. Sam eurodolar (EURUSD) również rośnie, co oznacza, że euro umacnia się kosztem amerykańskiej waluty. Dla Polaków to akurat mniej odczuwalne – kurs euro do złotego jest relatywnie stabilny (dziś ok. 4,22 zł), bo zarówno euro, jak i złoty zyskują względem dolara. Mówiąc najprościej: my i strefa euro płyniemy na tym samym wózku, a to dolar jest na nim piątym kołem.
Analitycy Bank of America wskazywali już wcześniej, że euro może wyjść z tego starcia jako zwycięzca, zwłaszcza jeśli Europa zrealizuje zapowiedziane reformy fiskalne i obronne. Rosnące wydatki na obronność w UE, niemieckie reformy budżetowe i ogólna tendencja do dywersyfikacji rezerw walutowych z dala od dolara – to wszystko wspiera europejską walutę.
Czy złoty będzie się dalej umacniać?
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tak – przynajmniej w perspektywie najbliższych miesięcy. Różnica stóp procentowych między Polską a USA będzie się prawdopodobnie utrzymywać lub nawet powiększać. Jeśli Fed zacznie agresywniej ciąć stopy (a presja Trumpa idzie dokładnie w tym kierunku), a RPP będzie to robić powoli, przepływ kapitału powinien nadal faworyzować złotego.
Wszystkie znaki wskazują, że polski złoty powinien pokazać siłę, a USDPLN może czekać kolejny impuls spadkowy. Nawet jeśli RPP obniży w tym roku stopy procentowe o kolejne 50 punktów bazowych, istnieje wysoka szansa, że polityka monetarna w Polsce - mimo postępującej 'normalizacji' wymuszającej spadek realny stóp procentowych, pozostanie dużo bardziej restrykcyjna, niż w USA - w dającej się przewidzieć przyszłości. To, w połączeniu z ryzykiem mocnych cięć stóp procentówych w USA zdaje się wspierać scenariusz dalszych spadków USDPLN w tym roku. - komentuje Eryk Szmyd, Analityk rynków finansowych XTB
Oczywiście ryzyka nie brakuje. Eskalacja konfliktu handlowego między USA a resztą świata mogłaby odwrócić trendy – w momentach paniki inwestorzy wciąż uciekają do dolara. Ale obecny kierunek jest wyraźny: administracja Trumpa chce taniego dolara, rynek to rozumie i odpowiednio się pozycjonuje.
Za dolara płacimy dziś 3,54 zł, za euro 4,22 zł, za funta 4,84 zł, za franka 4,62 zł. Jeszcze rok temu te liczby wyglądałyby jak fantazja optymisty. Dziś to nowa rzeczywistość.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj