- Home -
- Państwo -
- Trybunał Konstytucyjny oficjalnie stał się wydmuszką po tym, jak dziś podzielił obywateli na lepszych i gorszych
Trybunał Konstytucyjny oficjalnie stał się wydmuszką po tym, jak dziś podzielił obywateli na lepszych i gorszych
Trybunał Konstytucyjny miał - po długotrwałych bojach o jego skład - wreszcie "zająć się problemami zwykłych ludzi, a nie polityką". No i się zajął: dzieląc obywateli na lepszych i gorszych w zależności od tego, czy rząd wspierają, czy przeciwko niemu protestują. To smutny koniec polskiego sądownictwa konstytucyjnego.

Losom Trybunału Konstytucyjnego poświęciliśmy w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy szereg tekstów. Wskazywaliśmy w najprostszy, możliwy sposób, dlaczego proponowane przez sejmową większość zmiany nie były dobre, a wręcz: dlaczego w oczywisty sposób naruszały pisane i niepisane zasady polskiego prawa. Ech, gdyby tylko posłowie czytali Bezprawnika...
Ale posłowie nas nie posłuchali, i wyszło, jak zwykle: koślawo
Pod koniec zeszłego roku wydawało się, że - może na skutek znużenia uczestników sporu, może z uwagi na zakończenie kadencji przez ustępującego prezesa TK prof. Andrzeja Rzeplińskiego - temat Trybunału Konstytucyjnego mamy za sobą. Nowa prezes, mgr Julia Przyłębska objęła swój urząd co prawda w atmosferze dalekiej od spokoju - co nie powinno dziwić, bo sposób jej wyboru na szefową wszystkich szefów był o tyle kontrowersyjny, że dokonany wbrew przeforsowanej przez PiS ustawie o Trybunale...
Zapowiadano jednak - ustami samej pani prezes - że "nowy" Trybunał zajmie się sprawami dotyczącymi ludzi, a nie politycznymi sporami. Skutek jednak był taki, że kolejne rozprawy dotyczące kolejnych ustaw odwoływano. Kres nieudolności wyznaczanych przez prezes Przyłębską sędziów najwidoczniej dobiegł końca, bo 16 marca 2017 r. ogłoszono wyrok w głośnej sprawie, zgłoszonej do Trybunału przez prezydenta Andrzeja Dudę. Chodzi o kontrowersyjną ustawę o zgromadzeniach, o której pisaliśmy m.in.:
Ingerencja w konstytucyjne prawo do zgromadzeń w ten sposób, aby z góry, w drodze ustawy, przyznać pierwszeństwo niektórym zgromadzeniom, jest na tyle kontrowersyjna, że nawet prezydent Duda, do tej pory podpisujący każdą ustawę przyjętą przez Sejm, zdecydował się na skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z zapisami prawa, jeśli Trybunał uznałby ustawę na niezgodną z konstytucją, prezydent nie mógłby jej podpisać; gdyby jednak ustawa w ocenie sędziów była zgodna z ustawą zasadniczą, głowa państwa jest zobligowana do podpisania ustawy.
Trybunał Konstytucyjny nie widzi problemu
I tak też się stanie: TK uznał, choć niejednomyślnie, ustawę o zgromadzeniach za zgodną z konstytucją. Sam werdykt nie powinien zresztą dziwić, skoro jednym z sędziów rozpatrujących sprawę był były dyrektor Biura Analiz Sejmowych, który akceptował opinie BAS o tej właśnie ustawie (choć w ograniczonym zakresie, to jednak nie sposób powiedzieć, że Michał Warciński nie brał udziału w pracach legislacyjnych).
Jak czytamy w komunikacie opublikowanym na stronie Trybunału:
Niestety, nie wskazano, na czym polegać ma "proporcjonalność" nowych ograniczeń. Przecież na gruncie obecnie obowiązującego prawa zgromadzenia nierzadko mają charakter cykliczny, jak choćby marsze niepodległościowe czy miesięcznice smoleńskie. Nowe prawo przewiduje jednak daleko idące ograniczenia dla zgromadzeń "niecyklicznych", które mogłyby kolidować z tymi uprzywilejowanymi, np. minimum 100 metrów odległości między zgromadzeniami.
A co z pokrzywdzonymi w ten sposób obywatelami, którym właśnie odebrano część praw? Nic strasznego, mówi Trybunał: 'Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, by odbyły zgromadzenie w innym miejscu lub innym czasie". Aż ciśnie się na usta cytat (podobno) Marii Antoniny: "niech jedzą ciastka", dotyczące głodujących mieszkańców Paryża. W takim zresztą heheszkowym tonie wypowiadała się prezes Trybunału na konferencji prasowej:
Za taki Trybunał to ja serdecznie dziękuję. Jako obywatel mam ogromną nadzieję, że sądy niższego szczebla wypełnią lukę po Trybunale - którego już nie ma - i będą stosować przepisy Konstytucji bezpośrednio. Tylko w ten sposób, niestety, będzie można dochodzić swoich praw.
zobacz więcej:

Złoto po 5100 dolarów, benzyna po 10 złotych. Różne są scenariusze zakończenia konfliktu w Zatoce Perskiej
31.03.2026 17:56, Filip Dąbrowski
31.03.2026 16:29, Rafał Chabasiński
31.03.2026 15:41, Mateusz Krakowski
31.03.2026 14:52, Mateusz Krakowski
31.03.2026 14:01, Rafał Chabasiński
31.03.2026 13:15, Aleksandra Smusz
31.03.2026 12:28, Edyta Wara-Wąsowska
31.03.2026 11:46, Miłosz Magrzyk
31.03.2026 11:05, Marcin Szermański
31.03.2026 10:13, Edyta Wara-Wąsowska
31.03.2026 9:30, Rafał Chabasiński

Nest Bank to prawdziwa kruszynka polskiej bankowości. Niesamowite jak bardzo powyżej swojego potencjału grają
31.03.2026 9:23, Jakub Kralka
31.03.2026 8:36, Rafał Chabasiński
31.03.2026 7:45, Miłosz Magrzyk
31.03.2026 7:02, Filip Dąbrowski
30.03.2026 16:41, Rafał Chabasiński
30.03.2026 16:02, Piotr Janus
30.03.2026 15:01, Rafał Chabasiński
30.03.2026 14:16, Marcin Szermański
30.03.2026 13:27, Rafał Chabasiński

Złoto od 5000 lat ratuje ludzi przed bankructwem. Dlaczego historycznie drożeje w czasach wojen, kryzysów i słabego dolara?
30.03.2026 13:26, Jerzy Wilczek
30.03.2026 13:09, Aleksandra Smusz
30.03.2026 12:16, Edyta Wara-Wąsowska
30.03.2026 11:47, Mateusz Krakowski
30.03.2026 10:45, Mateusz Krakowski
30.03.2026 9:59, Aleksandra Smusz
30.03.2026 9:04, Marcin Szermański
30.03.2026 8:14, Rafał Chabasiński


























