1. Bezprawnik -
  2. Prywatność i bezpieczeństwo -
  3. Twoje wiadomości polecą do chmury Gemini. Google obiecuje, że nawet ono ich nie zobaczy

Twoje wiadomości polecą do chmury Gemini. Google obiecuje, że nawet ono ich nie zobaczy

Google chce, żeby Android rozpoznawał oszusta, zanim ofiara zrobi przelew. Nowy tryb ochrony w aplikacji Wiadomości Google ma oceniać całe rozmowy z nieznanymi nadawcami, a część tej analizy przeniesie z telefonu do chmury, na serwery z modelami Gemini. Brzmi jak dobra wiadomość dla każdego, kto dostał kiedyś SMS od „konsultanta” albo „kuzyna z nowym numerem”. Tyle że cudze wiadomości zaczynają w ten sposób wędrować poza telefon, a o tym, co się z nimi dzieje, wiemy głównie z zapewnień samego Google.

Co dokładnie zmienia się w Androidzie

Pakiet nowości Google opisało 14 października na swoim oficjalnym blogu. Najwięcej emocji budzi tzw. tryb wzmocnionej ochrony (Enhanced protection) w Wiadomościach Google. Jest opcjonalny, trzeba go włączyć samodzielnie, a ma trafiać do użytkowników w ciągu najbliższych tygodni. Po jego aktywacji wykrywanie oszustw może sięgać po chmurowe modele Gemini, które analizują kontekst konwersacji z numerami spoza listy kontaktów. Chodzi o wyłapanie schematów rozpisanych na wiele wiadomości: najpierw niewinne „cześć, to ja”, potem budowanie zaufania, a na końcu prośba o pieniądze, kod albo kliknięcie w link.

Reszta zmian działa lokalnie. Linki z nieznanych źródeł ma sprawdzać model Gemini Nano uruchamiany na samym urządzeniu, i to tylko na nowszych smartfonach (Google wymienia m.in. Pixel 10 i Galaxy S26). Ostrzeżenia o oszustwach mają pojawiać się już w powiadomieniach z komunikatorów, a podczas udostępniania ekranu Android 15 i nowsze zasłonią pola logowania i płatności także w Chrome. Od początku grudnia, na początek na Pixelach i wybranych modelach, system ma blokować aplikacjom ciche włączanie przekierowania połączeń i ostrzegać, gdy ktoś namówi użytkownika do wpisania kodu przekierowania. W Brazylii działa już weryfikacja połączeń z banków: telefon sprawdza w czasie rzeczywistym, czy bank faktycznie dzwoni.

Według Google funkcja wykrywania oszustw oznacza dziś ponad 5 mln podejrzanych połączeń i wiadomości miesięcznie. Firma powołuje się też na zleconą przez siebie ankietę YouGov, w której 40 proc. użytkowników smartfonów zadeklarowało poważny niepokój związany z oszustwami mobilnymi. Badanie objęło jednak 4,5 tys. osób z USA, Kanady i Australii, więc o polskich realiach mówi niewiele.

Czy funkcje zadziałają w Polsce

Tu warto ostudzić entuzjazm. Google zastrzega, że część funkcji może nie być dostępna we wszystkich krajach, i nie podało jasnego terminu dla Polski. Jak zauważył Forsal, elementy oparte na analizie języka mogą długo omijać polskich użytkowników, a od razu powinny działać głównie te niezależne od języka, czyli ochrona ekranu i blokada przekierowań. To akurat narzędzia przydatne przy klasycznym scenariuszu z fałszywym pracownikiem banku, który prowadzi ofiarę krok po kroku przez telefon.

Analiza w chmurze i obietnica, że nikt nie zajrzy

Analiza rozmów telefonicznych pod kątem oszustw działa na Androidzie od 2024 roku, ale odbywa się w całości na urządzeniu. Nowy tryb dla wiadomości tekstowych idzie dalej. Google zapewnia, że dane trafiają do środowiska Private AI Compute, gdzie są szyfrowane i przetwarzane w wydzielonej przestrzeni, niedostępnej dla nikogo innego, łącznie z samym Google.

Problem w tym, że użytkownik nie ma jak tego sprawdzić. Na blogu nie ma informacji, jak długo dane są przechowywane, jaki dokładnie zakres treści jest wysyłany ani czy cokolwiek z tej analizy trafia potem do innych procesów. W praktyce wszystko opiera się więc na zaufaniu do deklaracji firmy, której model biznesowy od lat stoi na danych. Regulatorzy dopiero zaczynają sprawdzać takie zapewnienia w praktyce. W połowie października Komisja Europejska po raz pierwszy zażądała na podstawie AI Act informacji od OpenAI i Anthropic, a za zignorowanie takiego żądania grożą już kary AI Act.

Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń w ESET, ocenia nowe zabezpieczenia Androida jako ruch we właściwą stronę, a jednocześnie jako powód, by dokładniej przyjrzeć się zasadom ochrony danych. To rozsądna uwaga, choć wypada pamiętać, kto ją formułuje. ESET zarabia na sprzedaży oprogramowania antywirusowego, także na Androida, a im więcej ochrony Google wbuduje w system, tym trudniej sprzedać osobną aplikację.

RODO, tajemnica komunikacji i dane osoby po drugiej stronie

Z prawnego punktu widzenia najciekawsze jest to, czyje dane w ogóle trafiają do analizy. Tryb włącza właściciel telefonu, ale przetwarzane są wiadomości napisane przez kogoś innego: nieznanego nadawcę. Może to być oszust, ale równie dobrze kurier, nowy klient, lekarz z prywatnego numeru albo znajomy, który zmienił kartę SIM. Ta osoba niczego nie włączała i najpewniej nie wie, że jej SMS ocenia model AI na serwerach w chmurze.

Zwolnienie z RODO dla czynności czysto osobistych obejmuje użytkownika, który czyta własne wiadomości, ale nie obejmuje dostawcy usługi przetwarzającego je na swoich serwerach. Google musi mieć dla tego przetwarzania podstawę prawną. W przypadku właściciela telefonu naturalna wydaje się zgoda wyrażona przy włączaniu trybu, którą można w każdej chwili wycofać. Wobec nadawców w grę wchodzi raczej prawnie uzasadniony interes, czyli ochrona przed oszustwami. Wtedy RODO daje osobie, której dane dotyczą, prawo sprzeciwu, z tą komplikacją, że trudno sprzeciwić się czemuś, o czym się nie wie.

W tle jest jeszcze art. 49 Konstytucji, który gwarantuje wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Przepis adresowany jest głównie do państwa, ale wyznacza standard, który rozwijają też przepisy telekomunikacyjne i unijne reguły poufności łączności. Dobrowolność trybu dotyczy wyłącznie odbiorcy.

Ochrona przed oszustem nie zdejmuje odpowiedzialności z banku

Nawet najlepszy filtr nie zmienia zasad odpowiedzialności za pieniądze na koncie. Gdy dojdzie do kradzieży, klient wciąż może domagać się od banku zwrotu, a bank co do zasady powinien oddać środki niezwłocznie, najpóźniej do końca następnego dnia roboczego. Każda nieautoryzowana transakcja wymaga zgłoszenia w banku, a odmowa możliwa jest m.in. przy rażącym niedbalstwie klienta. Jak pokazywaliśmy wielokrotnie, zwrot pieniędzy za nieautoryzowane transakcje bywa w praktyce trudny do wyegzekwowania, a banki chętnie przypisują klientom winę.

Pojawia się więc ryzyko nowego argumentu w sporach z bankami: skoro telefon ostrzegał przed oszustwem, a klient zignorował komunikat, to czy nie było to niedbalstwo? Na razie to pytanie bez odpowiedzi.

Narzędzia od Google mogą realnie ograniczyć skalę procederów, takich jak oszustwo na BLIK czy wiadomości od „dziecka z nowym numerem”, które od lat kończą się stratami tysięcy złotych. Wiele scenariuszy, w których dochodzi do kradzieży pieniędzy przez internet, i tak rozgrywa się poza aplikacją do SMS-ów, więc wszystko zależy od czujności człowieka po drugiej stronie ekranu. To samo dotyczy połączeń: gdy wyświetla się nieznany numer telefonu, żaden filtr nie zastąpi zasady, by nie podawać przez telefon kodów ani danych logowania.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover