1. Bezprawnik -
  2. Praca -
  3. Na jedno zlecenie prawie 27 ofert. Na polskich platformach freelancerskich robi się ciasno

Na jedno zlecenie prawie 27 ofert. Na polskich platformach freelancerskich robi się ciasno

Freelancerzy w Polsce biją się o zlecenia coraz mocniej, a do tego za kilka tygodni mija termin na wdrożenie unijnych przepisów o pracy przez platformy internetowe. Rządowy projekt ma dać osobom pracującym przez aplikacje domniemanie stosunku pracy i prawo do tego, żeby o blokadzie konta decydował człowiek, a nie algorytm. Pytanie, kogo dokładnie te przepisy obejmą.

Mariusz Lewandowski20.10.2026 11:49
Praca

Ilu freelancerów walczy o jedno zlecenie

Zacznijmy od liczb, które warto brać z przymrużeniem oka. Freelancehunt, platforma kojarząca zleceniodawców z wykonawcami w projektach IT, marketingowych i kreatywnych, policzył, że na jedno zlecenie w Polsce przypada dziś średnio 26,67 oferty. Rok wcześniej było to 17,25, co według tej analizy oznacza wzrost o blisko 55 proc. Sama firma deklaruje, że obsługuje 260 tys. aktywnych freelancerów i 60 tys. zleceniodawców.

Problem w tym, że to dane z jednego serwisu, a nie z całego rynku. Nie wiadomo, jak liczono oferty, czy uwzględniono wszystkie kategorie zleceń i czy na wynik nie wpłynął po prostu wzrost liczby użytkowników samej platformy. Firma ma też oczywisty interes w tym, żeby rynek freelancingu jawił się jako dynamiczny i przyciągał kolejnych chętnych. Kierunek wydaje się jednak wiarygodny: konkurencja o pojedyncze projekty rośnie, a zleceniodawca ma w czym wybierać. Dla wykonawców oznacza to presję na stawki i terminy, a także większą zależność od tego, jak platforma pokazuje ich profil i oferty.

Ustawa platformowa: projekt UC160 i unijny termin

W tym samym czasie Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad projektem ustawy o wykonywaniu pracy za pośrednictwem cyfrowych platform pracy (w wykazie prac rządu ma numer UC160). To polska odpowiedź na dyrektywę (UE) 2024/2831 z 23 października 2024 r., czyli na długo negocjowaną dyrektywę o pracy platformowej. Państwa członkowskie mają czas na jej wdrożenie do 2 grudnia 2026 r.

Konsultacje publiczne projektu zakończyły się 25 sierpnia, a przyjęcie go przez Radę Ministrów zaplanowano na IV kwartał tego roku. Biorąc pod uwagę, że później projekt musi jeszcze przejść przez Sejm i Senat, dotrzymanie grudniowego terminu wygląda na mało realne. Unijna skala zjawiska jest spora: według Rady UE za pośrednictwem platform pracowało w 2022 r. ponad 28 mln osób.

Domniemanie stosunku pracy i ciężar dowodu po stronie platformy

Najważniejsza zmiana dotyczy statusu osoby pracującej przez aplikację. Projekt wprowadza wzruszalne domniemanie stosunku pracy. Wystarczy, że kurier, kierowca czy tłumacz uprawdopodobni, że działa pod kierownictwem i kontrolą platformy albo pośrednika. Wtedy to platforma musi wykazać, że nie jest on pracownikiem w rozumieniu Kodeksu pracy. Domniemanie ma działać zarówno w sądzie, jak i w postępowaniach przed Państwową Inspekcją Pracy.

To odwrócenie dotychczasowej logiki. Dziś osoba, która chce udowodnić, że jej umowa zlecenia jest w rzeczywistości etatem, sama musi zebrać dowody i wykazać spełnienie warunków z art. 22 § 1 Kodeksu pracy. W praktyce inspektorzy i sądy i tak sięgają też po kryteria spoza kodeksu, o czym pisaliśmy, omawiając przesłanki istnienia stosunku pracy. Nowe przepisy nałożą się na już rozszerzone uprawnienia PIP, która może nakazać przekształcenie w umowę o pracę umów cywilnoprawnych i B2B, jeśli uzna je za pozorne.

Algorytm nie zablokuje konta bez udziału człowieka

Druga część projektu dotyczy zarządzania algorytmicznego, a więc tego, co najbardziej dotyka kierowców Ubera czy Bolta i dostawców jedzenia. Platformy nadal będą mogły korzystać z systemów automatycznych, ale decyzje o zawieszeniu, ograniczeniu lub usunięciu konta albo o rozwiązaniu umowy ma podejmować człowiek. Osoba pracująca dostanie prawo do wyjaśnienia decyzji systemu i jej weryfikacji przez człowieka. Platformy będą też musiały informować o stosowanych narzędziach monitorowania i oceniać ich wpływ na zdrowie, także psychiczne.

Sama dyrektywa zakazuje ponadto przetwarzania niektórych danych, m.in. o stanie emocjonalnym lub psychicznym, treści prywatnych rozmów czy informacji pozwalających przewidzieć działalność związkową. Za naruszenia projekt przewiduje grzywny od 2 tys. do 60 tys. zł, a za korzystanie z nowych uprawnień nie będzie można nikogo karać, np. zrywając z nim współpracę.

Czy nowe przepisy obejmą freelancerów z IT i branż kreatywnych

Tu zaczyna się najgorętszy spór. Projekt definiuje cyfrową platformę pracy na tyle szeroko, że poza kurierami i kierowcami może objąć także tłumaczy, grafików czy programistów, którzy biorą zlecenia przez serwisy internetowe. Rządowa ocena skutków regulacji zakłada, że zmiany dotkną ok. 300 tys. osób. Z analizy Towarzystwa Ekonomistów Polskich wynika jednak, że w 2024 r. mogło to być nawet 719 tys. osób.

Przeciwko szerokiemu ujęciu protestują m.in. Konfederacja Lewiatan i Useme, czyli serwis pośredniczący w rozliczeniach freelancerów. Prezes Useme Przemysław Głośny zwraca uwagę, że ponad 67 proc. freelancerów wykonuje projekty obok etatu. Trudno jednak nie zauważyć, że to głos firmy, której model biznesowy nowe obowiązki bezpośrednio dotkną. Branża ostrzega przed „gold-platingiem”, czyli przepisami surowszymi niż wymaga Bruksela, i przed odpływem zleceń na zagraniczne platformy.

Wątpliwości są zasadne o tyle, że grafik wybierający jedno z kilkudziesięciu ogłoszeń zwykle sam ustala cenę, termin i sposób pracy. Trudno tu mówić o kierownictwie platformy w takim sensie, jak u kuriera, któremu aplikacja przydziela trasy i rozlicza czas. Ministerstwo zastrzega, że samo korzystanie przez firmę z aplikacji nie czyni jej platformą pracy, ale granica wciąż jest nieostra. Niezależnie od losów ustawy aktualne pozostają starsze dylematy, np. jak rozlicza się freelancer na umowie bez działalności gospodarczej.

Kurierzy i kierowcy przewozu osób zyskają najwięcej

Dla najmocniej zależnych od aplikacji ustawa może oznaczać realną zmianę: dostęp do płatnego urlopu, ochrony przed arbitralnym wyłączeniem konta i przynajmniej minimalnego wynagrodzenia. Branża dostaw i przewozów liczy jednak koszty i straszy podwyżkami cen. Pytanie, czy kurierzy i dostawcy jedzenia na obowiązkowych etatach to scenariusz bliski, rozstrzygnie dopiero ostateczna wersja ustawy.

Rosnący tłok na platformach freelancerskich nie wynika wprost z planowanych przepisów, bo te jeszcze nie obowiązują. Oba zjawiska łączy jednak jedno: im większa konkurencja o zlecenia, tym mocniejsza pozycja platformy, która decyduje o tym, czyja oferta zostanie zauważona. Przejrzystość algorytmów, której wymaga dyrektywa, ma właśnie tę przewagę choć trochę wyrównać.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover