Dwóch szeregowych posłów zdecydowało, że wybory 10 maja się nie odbędą. Być może to najlepsze rozwiązanie – tylko czy do końca zgodne z prawem?

Państwo dołącz do dyskusji (62) 07.05.2020
Dwóch szeregowych posłów zdecydowało, że wybory 10 maja się nie odbędą. Być może to najlepsze rozwiązanie – tylko czy do końca zgodne z prawem?

Rafał Chabasiński

W końcu możemy dostrzec koniec zamieszania związanego z majowymi wyborami prezydenckimi. Impas przełamało nie głosowanie korespondencyjne, wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, czy drastyczne przetasowanie sceny politycznej. Wybrano rozwiązanie, które chyba nikomu nie przyszło do głowy – wybory 10 maja po prostu się nie odbędą. To całkiem niezłe rozwiązanie. Tyle tylko, że również niepozbawione wad.

Jeżeli coś jest głupie i działa to nie jest głupie – czyli jak by tu przełożyć wybory bez żadnego trybu i utrzeć nosa opozycji

Tegoroczne wybory prezydenckie można określić na różne sposoby. Słowa takie jak „farsa”, „cyrk”, „parodia” czy „kompromitacja” właściwie należą do tych łagodniejszych określeń obecnego stanu rzeczy. Któż bowiem mógł przewidzieć, że Zjednoczona Prawica postanowi, że zwyczajnie wyborów nie przeprowadzi? Okazuje się jednak, że w tym szaleństwie jest metoda.

Rozwiązanie wymyślone przez Jarosława Kaczyńskiego i Jarosława Gowina politykom obozu rządzącego zjeść ciastko i dalej je mieć. Z jednej strony faktycznie prawdziwy wybór głowy państwa odsunie się w czasie, przynajmniej do końcówki czerwca. Z drugiej zaś prawica nie daje satysfakcji opozycji poprzez wybór zdroworozsądkowego i w pełni konstytucyjnego rozwiązania w postaci ogłoszenia stanu klęski żywiołowej. Jeśli chodzi o zachowanie twarzy zdania najpewniej będą podzielone.

Plan jest prosty. Nie robić nic, celowo zawalić wybory 10 maja i poczekać aż Sąd Najwyższy stwierdzi ich nieważność. Wtedy, zgodnie z art. 129 ust. 3 Konstytucji przeprowadzi się następne wybory prezydenckie – tak jakby doszło do opróżnienia urzędu prezydenta. Takie wybory Marszałek Sejmu rozpisuje „nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów„.

Być może nawet ktoś wybory 10 maja wygra – wszystko zależy od tego, czy uda się oddać jakikolwiek ważny głos

W międzyczasie Sejm odrzucił senackie weto dla ustawy o głosowaniu korespondencyjnym. Ta później ma zostać znowelizowana. Zgodnie z zapowiedziami polityków obozu rządzącego, kontrolę nad przebiegiem wyborów odzyska Państwowa Komisja Wyborcza. Powszechne wybory korespondencyjne pozostają obowiązującym sposobem, w jaki Polacy wybiorą głowę swojego państwa.

Warto się zastanowić nad prawnymi konsekwencjami realizacji takiego planu. Przede wszystkim, „pakt Jarosławów” sam w sobie nie ma żadnej mocy prawnej. Podobnie zresztą jak decyzją o przełożeniu wyborów prezydenckich w taki a nie inny sposób. Rządzący prawo konstytucyjne postawią przed faktem dokonanym i brutalną siłą.

Niestety, plan ma jeden istotny feler. Wybory 10 maja muszą się „odbyć” – ale tak, żeby faktycznie się nie odbyły. Dzięki temu w sobotę i niedzielę będzie cisza wyborcza. Taka najprawdziwsza, z jakże prawdziwymi karami za jej złamanie.

W dniu wyborów Polacy nie będą mogli zagłosować – nawet jeśli zdążyli już otrzymać pakiet wyborczy. Nikt w końcu nie wystawi „skrzynek odbiorczych”. Nawet jeśli jakimś cudem oddano by jakieś głosy, to wynik takich wyborów nie miałaby żadnego znaczenia. Choć Państwowa Komisja Wyborcza wciąż będzie musiała go podać do publicznej wiadomości.

Po prostu nie ma możliwości, żeby Sąd Najwyższy uznał wybory 10 maja za ważne

Zgodnie z art. 320 kodeksu wyborczego, nie później niż po 14 dniach od dokonania tej czynności, PKW musi przekazać sprawozdanie z wyborów Marszałkowi Sejmu i Sądowi Najwyższemu. Sąd Najwyższy z kolei, na podstawie art. Art. 324. § 1 tejże ustawy z urzędu rozstrzyga o ważności wyboru prezydenta.

Naprawdę nie trzeba posiadać daru jasnowidzenia, żeby przewidzieć w tym przypadku rozstrzygnięcie. Skoro już wybory 10 maja przeprowadzone zgodnie z wcześniejszym planem obozu rządowego były obarczone mnóstwem obaw o ich zgodność z prawem, to teraz nie będzie co do tego żadnych wątpliwości. Przypomnijmy: zgodność wyborów korespondencyjnych z konstytucją w oparciu o niedawno przegłosowaną ponownie w Sejmie ustawę jest po prostu wątpliwa.

O ile dzieją się na naszych oczach rzeczy niewyobrażalne pod względem prawnym, o tyle PKW święcie przekonane że wybory 10 maja odbyły się prawidłowo w tych okolicznościach jest zwyczajnie niemożliwe. A nawet jeśli, to na pewno ktoś złożyłby protest wyborczy.

Celowe nieprzeprowadzenie wyborów prezydenckich w państwie prawnym narażałoby rządzących na odpowiedzialność karną

Pozostaje kwestia odpowiedzialności prawnej za cały ten bałagan. Trudno bronić argumentu o działaniu w stanie wyższej konieczności. Co najwyżej o sprzątaniu bałaganu, który się wywołało. Istnieją, jak już wspomniano, rozwiązania zgodne z konstytucją. Tarcza antykryzysowa 2.0 organizację głosowania – wtedy – mieszanego przekazała z rąk PKW do ministra aktywów państwowych.

Do 10 maja rządzący nie mają najmniejszych szans na uporządkowanie stanu prawnego w taki sposób, by udawać że nic się nie stało. Jacek Sasin wciąż jest zobowiązany do wykonania dyrektyw zawartych w obowiązujących ustawach. Gdyby jego celowe zaniechanie wypełniłoby znamiona któregoś z czynów zabronionych przez rozdział XXXI kodeksu karnego, to ministrowi mogłoby grozić, czysto hipotetycznie, postępowanie przed Trybunałem Stanu.

Trzeba przyznać, że nasze prawo karne jest dość dziurawe. Próżno szukać zarówno w kodeksie karnym, jak i kodeksie wyborczym, przestępstwa uniemożliwienia przeprowadzenia wyborów. Są jednak inne przepisy. Jak na przykład art. 213 kk – funkcjonariusz publiczny, który nie dopełniając swoich obowiązków działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Przestępstwo to można popełnić także nieumyślnie.

Łatwo sobie wyobrazić argumentację kandydata na prezydenta, który przez „pakt Jarosławów” traci możliwość wzięcia udziału w wyborach. Te w końcu zostaną unieważnione – a więc całą procedurę, łącznie ze zbieraniem podpisów, trzeba będzie zacząć od nowa. To zresztą oznacza także koszty. Pieniądze przekazane na rzecz poszczególnych komitetów wyborczych właściwie zostaną zmarnowane.

W „państwie bez żadnego trybu” nikomu za wybory 10 maja włos z głowy nie spadnie a przy tym pozbędziemy się problemu

Niezrealizowane wybory 10 maja mogą także oznaczać wypełnienie znamion art. 248 pkt 4) bądź 249 kk. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z dopuszczeniem się nadużycia lub dopuszczeniem do nadużycia przy przyjmowaniu lub obliczaniu głosów. W drugim chodzi o podstępne przeszkadzanie w głosowaniu lub obliczaniu głosów.

Warto przy tym zauważyć, że autorzy całej koncepcji mogliby odpowiadać za podżeganie do popełnienia przestępstwa przez organy władzy wykonawczej. Sami, formalnie rzecz biorąc, są jedynie szeregowymi posłami – nie wydają prawnie wiążących ministrów dyspozycji. Co ważne: w ich przypadku w grę wchodziłaby po prostu odpowiedzialność przed sądami powszechnymi.

Ale przecież rządzący w praktyce nie mają się czego obawiać. Większość parlamentarna chroni ich immunitety, prokurator generalny przypilnuje żeby nikomu nie przyszło do głowy postawić komukolwiek jakichkolwiek zarzutów. Nieprzeprowadzone wybory 10 maja będą więc kolejną kpiną z koncepcja państwa prawa – ale jednocześnie całkiem skutecznym rozwiązaniem poważnego kryzysu konstytucyjnego. Może czas się przyzwyczaić do „państwa bez żadnego trybu”?

62 odpowiedzi na “Dwóch szeregowych posłów zdecydowało, że wybory 10 maja się nie odbędą. Być może to najlepsze rozwiązanie – tylko czy do końca zgodne z prawem?”

  1. To po prostu państwo z kartonu, które istnieje tylko dlatego że Rosja jest w tej chwili słaba, a Niemcy okupowane przez armię Stanów Zjednoczonych.

  2. Ten kraj naprawdę zasługuje na twardy reset państwa i instalację nowego systemu operacyjnego.

    Nowa konstytucja, nowy system wyborczy który nie oddaje władzy w ręce prezesów partii, nowe prawo karne…

    Tu już naprawdę nie ma co ratować, trzeba by to wszystko zaorać i postawić na nowo.

    • nowy system wyborczy który nie oddaje władzy w ręce prezesów partii

      To nie jest wykonalne. I jest głupie.

          • Wystarczyłyby IMO organizacje polityczne. A to, co obecnie nazywa się „dyscypliną głosowania”, powinno pojawić się w kodeksie karnym jako „zmowa parlamentarna” czy coś w tym rodzaju ;)

          • Wtedy przecież istnienie organizacji politycznych byłoby pozbawione sensu, prawda? Musiałbyś zagwarantować niezależność posłów, senatorów i prezydenta od kogokolwiek. A nie potrafisz nawet zagwarantować swojej niezależności od kogokolwiek.

          • „Wtedy przecież istnienie organizacji politycznych byłoby pozbawione sensu, prawda?”

            Nieprawda. Wciąż mogłyby przecież działać na rzecz wprowadzenia do sejmu/senatu/rządu właściwych, kompetentnych, chcących zmieniać kraj na lepsze ludzi… a przecież o to im wszystkim podobno chodzi, prawda? ;)

          • No więc ci kandydaci będą zależni od tych organizacji politycznych. Oficjalnie nie będą do nich należeć, ale ich obecność w parlamencie będzie od nich uzależniona. A żeby jakaś organizacja polityczna poparła jakiegoś kandydata, to ten powinien mieć podobne poglądy. Więc nic się nie zmienia.

            I nie, nie chodzi o zmianę kraju na lepsze. Chodzi wyłącznie o realizację własnego interesu. Każdego z posłów i każdej z partii z osobna. Siła demokracji polega na tym, że by to zrobić, potrzebujesz zebrać poparcie odpowiedniej liczby osób. A żeby to uzyskać, musisz coś tym ludziom dać w zamian, wiec składasz obietnice. I jeśli je dobrze wybierzesz, to zostaniesz posłem/senatorem/prezydentem. Ale wybór jest jedynie na określony czas, więc część z tych obietnic musisz zrealizować, bo nie zostaniesz ponownie wybrany.

      • Likwidacja list w wyborach do parlamentu – obecnie o wejściu posła do parlamentu decyduje lista i pozycja na liście – czyli prezes partii.

        Mniejsze okręgi wyborcze, każdy okręg wybiera 5 posłów – zależność posłów do lokalnych wyborców a nie prezesów partii.

        Mamy około 30 milionów uprawnionych do głosowania – 1 poseł na 75 tys wyborców, okręgi po 300 tys wyborców wybierające po 5 posłów – do sejmu wchodzi 5 z największą ilością głosów, bez list, startować może każdy po zebraniu 5 głosów poparcia w okręgu, brak obowiązku rejestracji list w innych miejscach kraju.

        To partiom powinno zależeć żeby posłowie do nich należeli, obecnie to posłom zależy żeby należeć do partii – bez partii polityk nie istnieje.

        Politykowi powinno zależeć na poparciu wyborców, a nie na poparciu prezesa, obecnie kariera polityka jest w większości zależna nie od wyborców tylko od prezesa partii.

          • No właśnie problem naszej demokracji jest taki, że tylko to się liczy.

          • Wiesz… Nic Ci nie przeszkadza założyć partii politycznej, pod szyldem której wystartują wyłącznie kompetentni kandydaci, którzy będą mieli pełną swobodę wypowiedzi i głosu.

          • Oczywiście. Tyle że to nie o to chodzi.

            Moja koncepcja sprowadza się do tego, żeby to faktycznie wyborcy wybierali reprezentantów, i żeby wybrani reprezentanci ponosili odpowiedzialność wobec swoich wyborców – czyli proponuję zmniejszenie roli partii i ich prezesów, więcej demokracji a mniej partiokracji.

            A Ty mi proponujesz – załóż partię.

          • Tak, załóż partię spełniającą takie założenia, wygraj dzięki temu i zrób jak chcesz. Prawie jak Farage jako europoseł.

            Twoja koncepcja to po prostu JOWy. Jednak nijak to nie zmniejszy roli partii.

          • JOWy to jak sama nazwa wskazuje JEDNOmandatowe okręgi wyborcze – jestem przeciwnikiem JOWów.

          • A to jak najbardziej :)

            Zresztą mogą być i cztero- albo sześcio- mandatowe, chociaż wydaje mi się, że pięciomandatowe byłyby optymalne – głównym założeniem jest to, żeby kandydat był bliżej związany ze swoimi wyborcami i swoim okręgiem wyborczym, a nie z prezesem partii układającym listy, i żeby odpowiedzialność ponosił również wobec swoich wyborców, a nie wobec prezesa.

          • Ja tam nie mam nic przeciwko odpowiedzialności przed prezesem czy innym organem sprawującym realną władzę w danej organizacji. Ale faktycznie, by nie była to jedyna odpowiedzialność. A listy wyborcze w obecnej postaci (kilkanaście nazwisk, które w większości nie zostaną przeczytane) uważam za trochę farsę.

          • Rzecz w tym, że obecnie to niby wyborcy głosują, a tak naprawdę o tym, czy kandydat dostanie się do sejmu czy nie w nadmiernym stopniu decyduje partyjna wierchuszka – za pomocą właśnie list wyborczych.

            Politycy oczywiście powinni mieć możliwość zrzeszania się w ramach partii i w konsekwencji poddawania się regułom i konsekwencjom wynikającym z uczestnictwa – ale ostatecznie o tym, kto zdobywa mandat powinny decydować tylko i wyłącznie głosy wyborców.

            Aktualnie zdarzają się sytuacje, że kandydat zdobywający nominalnie więcej głosów nie wchodzi do sejmu, a za to wchodzi ten, który dostał mniej głosów – ponieważ liczą się głosy oddane na listy, a nie bezpośrednio na kandydatów.

            Co więcej, kandydat szanowany i popularny, który jest w stanie zdobyć dużo głosów w swoim okręgu nie ma szans na wejście do sejmu jeżeli jego lista nie zdobędzie odpowiedniej ilości głosów w skali kraju.

            A przecież chodzi o to, żeby reprezentować wyborców swojego okręgu wyborczego.

            Moim zdaniem tak być nie powinno.

          • By był bardziej związany ze swoimi wyborcami ….. Wystarczyłoby wprowadzić obowiązek posiadania centrum interesów życiowych (tutaj żyję , mieszkam, pracuję i zarabiam, i tutaj mieszka i funkcjonuje moja najbliższa rodzina) w okręgu z którego się kandyduje przez okres minimum powiedzmy 3 lat przed datą wyborów. Raz zyskujesz pewną rozpoznawalność kandydata w okręgu bo tam musi mieszkać ( a nie mieć mieszkanie , czy dom) , choć IMHO duże miasta to raczej anonimowość , może więc niech okręgiem będzie powiat (380 z miastami na prawach powiatu, co z resztą z 460-380= 80 , a może mniej posłów, albo na liczbę ludności ), a przy Senackich grupa powiatów, dwa kandydat musi być związany z danym miejscem, nie ma spadochroniarzy , list krajowych, a jakby jeszcze ograniczyć liczbę kadencji , to i zawodowych parlamentarzystów byłoby mniej .

          • No i właśnie wszystkie te problemy rozwiązuje system wyborczy który proponuję… :)

    • UE nas zawiodła więc może ostatnią deską ratunku będzie Putin?
      Myślę że on nie odmówi pomocy i chętnie zrealizuje twardy reset w Polsce. Ma do tego środki.

  3. PKW już poinformowało, że lokale będą zamknięte, a ciszy wyborczej nie będzie. Tezie o „bezproblemowym wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego” zadał kłam sam Borysław wnuk wiadomo kogo, proponując poprawkę do specustawy koronawirusowej o automatycznym przejściu ze stanu epidemii do stanu klęski żywiołowej po miesiącu trwania epidemii. Niestety, Gowin wylądował na Nowogodzkiej i cały plan wp…

    Jak autor zauważył nikomu głos z głowy nie spadnie, a wymieniane w tekście paragrafy to tylko samopocieszacze dla zwolenników totalnej opozycji, wypisane w sumie tylko po to żeby wiedzieli co mają myśleć i wypisywać na fejsie. Jeszcze tylko muszą udostępnić jakieś memy z „Buraka” i znów mogą czuć się doktorami politologii. A, jeszcze trzeba zmienić status z „bojkotuję plebiscyt” na „chciałem iść na wybory”.

    Swoją drogą to megasłabe, że 24 godziny po konferencji Jarosławów intelektualne tuzy opozycji nie potrafią sensownie odpowiedzieć na nową sytuację. OK, Bronisław straszy Gowina żeby „oglądał się za siebie w ciemnych zaułkach”, ale jak na partię „inteligencką”, na jaką pozuje POKO, to kolejny samobój. Za to dzisiejsza całodzienna cisza polityczna na spidersweb i bezprawniku bezcenna ;-)

  4. Nie rozumiem, przecież jeszcze przed chwilą rząd PiS był krytykowany za chęć przeprowadzenia wyborow 10 maja że względu na bezpieczeństwo wyborców. Teraz skoro wiadomo już że wyborow nie będzie można pochwalić PiS za tą decyzję?

    • To jest polityka. Za każdy ruch w sprawie wyborów i tak PiS byłby szeroko krytykowany. Bo to nigdy nie chodziło o termin wyborów.

    • Tylko, że PiS potrzebował kilku tygodni żeby dojść do tego co wszyscy wiedzieli od dawna: wybory 10 maja nie mogą się odbyć. Dodatkowo wywalili kilkanaście / kilkadziesiąt milionów (dalej nie wiadomo) na drukowanie kart wyborczych bez żadnej podstawy prawnej. Naokoło szaleje kryzys jakiego nie widział świat, każde gospodarstwo domowe trzy razy ogląda każdą złotówkę przed wydaniem, a ci idioci bawią się w najlepsze. PiS od początku stosował podejście „jakoś to będzie”. Więc krytyka im się jak najbardziej należy bo to idioci i dyletanci.

      • Prawnikiem nie jestem więc nie będę wchodził w tego typu dyskusje. Wiem jedynie, że są różne interpretacje prawa a każda ze stron politycznych przytacza „opinie ekspertów” potwierdzającą ich punkt widzenia.
        Na kilometr widać jednak, że opozycja to hipokryci, skoro teraz nagle pojawiają się głosy, że wybory muszą odbyć się 10 maja. Co za obłuda. A wcześniej darli koty o coś zupełnie innego.
        Gdyby tylko Małgorzata Kidawa Błońska miała szanse na drugą turę – nie mielibyśmy żadnej dyskusji. Tak postępuje to środowisko -dla przykładu jeszcze w grudniu 2008 roku kiedy szalał wirus SARS w Polsce, partia Tuska profilaktycznie wprowadziła „na zaś” ustawę wprowadzającą „stan epidemiologiczny” po to tylko aby nie musieć wprowadzać stanu wyjątkowego i aby wybory mogły się odbyć. W tamtych latach PO miało ogromne poparcie w sondażach.

        • To tylko pokazuje jak ciężko o wartościową alternatywę jeśli chodzi o partie w Polsce. I PiS i PO całkowicie się skompromitowały. A argument „a za PO było gorzej” to emocjonalna manipulacja, którą do perfekcji opanowało TVP pod kontrolą PiS. Jak tylko pojawiają się jakieś afery (mafia VAT w ministerstwie, Misiewicz, etc.) to nikt nawet nie próbuje się odnieść do meritum, bo wtedy trzeba by było się tłumaczyć, tylko od razu wchodzi narracja: a za PO też kradli! Serio to jest poważna odpowiedź? Zestawianie pierwotnego zarzutu z czymś jeszcze gorszym nie sprawia, że nagle ten pierwszy przestaje istnieć. Jak ktoś zarzuci Mirkowi, że leje swoją żonę patelnią, ale ten powie, że przecież Wiesiek z parteru leje swoją mocniej to przejdziemy do tego na porządku dziennym? Zauważyłem, że dla wyborców PiS (i to widać w internecie) nie ma nic złego w aferach PiS, bo inni też kradli. A to podobno w większości Katolicy..

          • Ja nic takiego nie powiedziałem, że kontr argumentem na afery PiS powinno być powiedzenie, że PO robiło to samo. Zacznijmy od tego, że te wszystkie tzw. afery typu Misiewicz to po prostu narracyjnie rozdmuchane historyjki przedstawiane w mediach opozycyjnych dla swoich odbiorców, które nie mogą się w żaden sposób równać z grubymi aferami PO, które były maksymalnie ulgowo traktowane w mediach. Na tym właśnie polega manipulacja medialna, że media zaprzyjaźnione z PO kreują swoją narracje rzeczywistości w których maksymalnie promują swoich, obśmiewają PiS, wyolbrzymiają rzekome afery PiS’u a gdy czasie rządów PO budżet tracił miliardy zł, pisali o tym maksymalnie zdawkowo.
            A kiedy pojawia się medium opozycyjne do ich przekazu jak TVP to oczywiście od razu pojawia się szczucie, bicie piany bo boją się utracić własnego monopolu na przekaz. Boją się dać ludziom swobodny wybór – aby sami mogli wybrać i skonfrontować narracje tak jak odbywa się to w dojrzałych demokracjach jak w USA, gdzie są dwie duże stacje telewizyjne jak Fox News i CNN w stosunku do których nie ma żadnych wątpliwości którą partię popierają.
            A u nas większość odbiorców nieświadomych i przesiąkniętych wieloletnią jedynie słuszną narracją przyzwyczaiła się do takiego statusu w którym mówi się im z góry kto jest ten normalny, zdrowo rozsądkowy (PO) a kto szaleńcem (Kaczyński, Macierewicz), czy co jest obciachowe (patriotyzm).
            I teraz odbiorca kiedy nagle dostaje wybór – to czuje maksymalnie zagubiony i woli powrotu do poprzedniego stanu w którym dominował jedynie „zdrowo-rozsądkowy” przekaz. Ten pluralizm wydaje się mu obcy, zbędny. TVP medium reżimowym itd.
            Ale jest to stan jest przejściowy, odbiorca potrzebuje czasu aby docenić czym jest tak naprawdę pluralizm, swoboda wyboru przekazu. Trzeba wziąć poprawkę, że jesteśmy społeczeństwem post-komunistycznym w którym jedyny słuszny przekaz był obecny od dziesięcioleci. Trudno jest wyzbyć się pewnych mechanizmów tak szybko. To w nas jeszcze tkwi.

  5. PKW podało, że nie będzie głosowania, lokale wyborcze będą zamknięte i cisza wyborcza nie będzie obowiązywać. Więc teraz jest jednak problem, bo chyba jednak wybory się nie odbędą.

  6. Tu nie chodzi o zachowanie twarzy tylko utrzymanie poparcia i zorganizowanie wyborów w momencie, gdy będzie ono najwyższe.

  7. Gubię się w tym wszystkim raz wybory nie mogą się odbyć bo zdrowie i życie ludzkie najważniejsze. Dzień później kiedy okazuje się, że nie będzie wyborów to jest to łamanie prawa bo wybory się muszą odbyć. To źle, że rząd PiS wprowadził kwarantannę i przedsiębiorcy (czytaj kolejna metamorfoza KOD –> Obywatele RP –> a polityczni „przedsiębiorcy”) wychodzą na ulicę zupełnie bez masek.
    Ludzie to jakieś wariactwo. Można nie lubić PiS ale nazwijmy rzeczy po imieniu – uświadomiliście sobie, że nie wygracie ani nadchodzących wyborów prezydenckich ani parlamentarnych za dwa lata, więc chcecie rozwalić ten rząd przez „ulicę i zagranicę”.
    Łajdactwo nazwijmy po imieniu, nie bawmy się w owijanie w bawełnę.

    • widzisz, wybory 10 maja nie powinny się odbyć, ale ludzie chcieliby, żeby zostały zgodnie z prawem przełożone. Tymczasem PIS ani ich nie przełożył, ani nie zorganizował – i za to powinien być trybunał stanu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *