Firmy, naukowcy i platformy technologiczne coraz częściej płacą tym, którzy… po prostu śpią jak zabici. Albo przynajmniej leżą, drzemią i dostarczają bezcenne dane.
Algorytmy muszą się na czymś uczyć i najlepiej zrobią to na ludzkim śnie
Sen jest potężnym źródłem danych. Aplikacje, opaski, smartwatche i platformy zdrowotne potrzebują tysięcy użytkowników, by kalibrować algorytmy. To przekłada się na pieniądze za udostępnianie informacji o długości snu, fazach REM czy nocnej aktywności.
Stawki? Powiedzmy, od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych za samo test aplikacji albo więcej, gdy badanie wymaga konkretnych warunków lub dłuższego monitoringu. Ewentualnie, zamiast pieniędzy, niektóre aplikacje zawierające w nazwie słowo sleep oferują np. przyznawanie punktów za sen, które następnie można wymienić na nagrody. Tak czy inaczej firmy często wolą w różny sposób wynagrodzić testerów niż wypuścić niedopracowany produkt i stracić zarobek oraz reputację.
Próby snu prowadzone przez ośrodki badawcze mogą zasilić kieszeń testera nawet co najmniej kilkoma tysiącami zł za eksperyment. Jednak trzeba się liczyć z potrzebą poświęcenia się nauce przez kilka dni, tygodni albo miesięcy i to z pełnym zaangażowaniem. Niemieckie Centrum Lotnictwa i Kosmonautyki wraz z Europejską Agencją Kosmiczną szukało niedawno uczestników do dwóch wymagających eksperymentów, przy czym jeden z nich zakłada nakłonienie załogi do korzystania z łóżek nachylonych pod kątem 6 stopni, co pozwala obserwować zmiany w krążeniu, mięśniach i poczuciu równowagi.
Sześć godzin snu za 5 tys. zł to wyśniona robota
Łóżko jest traktowane jak laboratorium, a testowanie materacy to pełnoprawna nisza, w której najlepsi testerzy zarabiają ponad 200 zł za godzinę. Najwyższe stawki dotyczą specjalistów z doświadczeniem, ale wejście do branży często zaczyna się od prostych testów konsumenckich lub współpracy z mniejszymi markami. Firmy produkujące materace potrzebują opinii, certyfikacji komfortu i historii użytkowników po to, by przekonać klientów, że ich model naprawdę poprawia sen.
Kilka lat temu firma Dormeo poszukiwała osoby, która przez 6 godzin po prostu będzie spać, i dostanie za to wynagrodzenie. Konkretnie: 5000 zł. Warunki? Testowanie materaca w niekoniecznie komfortowym środowisku. Trzeba było umieć zasnąć niemal wszędzie, bez względu na hałas obok. Stawka przekraczająca 800 zł za godzinę momentalnie rozpaliła wyobraźnię internautów.
Podobnie firma Radical Storage swego czasu poszukiwała testera pociągów nocnych, który będzie podróżował po Europie i dokumentował przejazdy zdjęciami i filmami oraz oceniał m.in. komfort snu. W zamian oferowano m.in. wynagrodzenie w wysokości 500 funtów i miesięczny bilet Interrail na maksymalnie kilka przejazdów.
Ludzie płacą tysiące dolarów za frajdę z przeszkadzania komuś w spaniu
Co więcej, część osób pokazuje w internecie, jak śpią lub próbują zasnąć. Twórcy transmitują swoje próby odpoczynku, a widzowie mogą zapłacić, aby w różny sposób im w tym odpoczynku przeszkodzić. W zamian za tzw. donejty mogą np. uruchamiać głośną muzykę, efekty świetlne czy bańki mydlane. Im częściej udaje im się wytrącić streamera ze snu, tym większa atrakcyjność transmisji i jego wyższe zarobki.
Według magazynu Vice tylko w pierwszych trzech tygodniach stycznia 2021 na Twitchu pojawiło się 170 materiałów utrzymanych w tematyce sennej. Na YouTubie treści z podobną zawartością udostępniał kanał Super Mainstream. Grube tysiące na pokazywaniu swojego snu zarobił również twórca znany jako Asian Andy. Udowodnił on, że przy sprzyjających okolicznościach zaledwie jedna sesja wystarczy, aby do portfela wpadło kilkanaście tysięcy dolarów.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj