1. Home -
  2. Rodzina -
  3. Pogrzeb za 10-15 tys. zł to nowa norma. Podwyżka zasiłku tylko to utrwali

Pogrzeb za 10-15 tys. zł to nowa norma. Podwyżka zasiłku tylko to utrwali

Od 1 stycznia 2026 r. zasiłek pogrzebowy wzrósł do 7 tys. zł. To pierwsza taka podwyżka od lat i formalnie ma ulżyć rodzinom, które w najgorszym momencie życia muszą jeszcze ogarniać faktury, cenniki i urzędowe papierologie.

ZUS wprost przypomina, że członkom rodziny przysługuje pełna kwota, a osobom spoza rodziny świadczenie jest wypłacane do wysokości faktycznych wydatków, ale nie więcej niż limit.

Zasiłek pogrzebowy w górę

Tyle że ten ruch ma też drugi, mniej przyjemny skutek. Pogrzeby będą dużo droższe. I nie dlatego, że zakłady pogrzebowe nagle masowo postanowią „skorzystać z okazji” (choć część pewnie skorzysta), tylko dlatego, że państwowe dokładanie pieniędzy do rynku usług w warunkach rosnących kosztów działa jak benzyna dolana do ognia. Gdy rośnie powszechny, łatwo przewidywalny strumień publicznych pieniędzy, rynek natychmiast ustawia się pod nowy punkt odniesienia.

Warto pamiętać, skąd w ogóle wzięło się „4 tysiące”. W 2011 r. zasiłek obniżono do stałej kwoty 4000 zł (z poziomu ponad 6,3 tys. zł), odchodząc od mechanizmu powiązania świadczenia z przeciętnym wynagrodzeniem. Od tamtej pory ceny usług i produktów poszły w górę, a zasiłek stał w miejscu - więc realnie z roku na rok płacił coraz mniejszą część rachunku. 

Podwyżka do 7 tys. zł wygląda więc jak „naprawa krzywdy”. Problem w tym, że koszty pogrzebu już dziś potrafią przebić tę kwotę z dużym zapasem. Paweł Skotnicki, ekspert gospodarczy i ubezpieczeniowy, zwraca uwagę, że wiele osób orientuje się w skali wydatków dopiero wtedy, gdy musi zorganizować pochówek - i wtedy zaczyna się nerwowe wycinanie z planu kolejnych elementów, bo budżet nie spina się z rzeczywistością. Skotnicki podaje też konkret: w dużym mieście pogrzeb to często 10-15 tys. zł i branża może dalej podnosić ceny w 2026 r. 

Państwo właśnie podniosło „gwarantowaną” pulę pieniędzy, która pojawia się przy większości pogrzebów. To działa jak kotwica cenowa. Jeśli przez lata standardem było dopłacanie zasiłkiem do wydatków i dokładanie reszty z własnej kieszeni, to po zmianie standard przesuwa się w górę - a razem z nim przesuwają się oczekiwania cenowe po stronie sprzedawców. Nie musi być w tym spisku. To zwykła ekonomia: rośnie zdolność do płacenia w segmencie, w którym decyzje podejmuje się pod presją czasu, emocji i społecznej presji „żeby było godnie”.

Do tego dochodzi proza: koszty pracy, energii, transportu, opłaty cmentarne, utrzymanie chłodni, materiały (trumny, urny, odzież, wieńce) - wszystko to jest wrażliwe na inflację i podwyżki lokalnych stawek. I nawet jeśli sam zasiłek nie jest największą pozycją w całej układance, to psychologicznie ustawia rozmowę od innej kwoty startowej.

Kiedyś słyszeliśmy „zasiłek 4 tys.” i każdy wiedział, że to za mało. Teraz usłyszymy „zasiłek 7 tys.” i część rynku potraktuje to jako sugestię, że okolice 7 tys. to sensowny poziom rachunku - a skoro tak, to „pakiet podstawowy” nie powinien kosztować 5, tylko 7-8. Reszta dojdzie w dodatkach.

Władza lubi takie rozwiązania, bo są politycznie proste. Tyle że w dłuższym terminie to mechanizm dokładnie z tej samej półki co inne formy państwowego rozdawnictwa - transfer pieniądza bez rozwiązywania źródła problemu. Skoro rosną koszty usług, a państwo reaguje głównie dopłatą, to finalnie płacimy wszyscy: podatkami, składkami, albo cenami. I często - jednym i drugim.

Nie znaczy to, że zasiłek powinien być zamrożony

Przeciwnie: brak waloryzacji przez kilkanaście lat był absurdem, a Skotnicki sensownie zauważa, że państwo powinno wracać do tematu regularnie, choćby co kilka lat. Tyle że waloryzacja to jedno, a pompowanie rynku to drugie. Jeśli świadczenie ma realnie chronić przed finansową katastrofą, można dyskutować o rozwiązaniach bardziej celowanych - np. dodatkowym wsparciu dla rodzin o najniższych dochodach lub w sytuacjach szczególnych, zamiast powszechnego podbijania stawki, które rozlewa się po cennikach.

I jeszcze jedno: w tej historii jest miejsce na „prewencję”, której w Polsce nie lubimy. Skotnicki wskazuje na ubezpieczenia pogrzebowe i na życie - jako sposób, by przerzucić koszt na wcześniej zaplanowaną składkę i zdjąć z rodziny presję wydatków w kryzysie. To nie jest rozwiązanie dla każdego, ale jest uczciwą alternatywą wobec systemu, w którym państwo co kilkanaście lat robi jednorazowy skok, a rynek dopasowuje się błyskawicznie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi