Koniec kontroli na chybił-trafił. Pomoże w tym ZUS
Do tej pory inspektorzy PIP często działali albo w odpowiedzi na skargi pracowników, albo przeprowadzali rutynowe, losowe kontrole. Nowy model zakłada precyzyjne uderzenia tam, gdzie ryzyko naruszeń jest najwyższe.
Jak podaje money.pl, wzorem dla PIP ma być Zakład ZUS, który w obszarze analityki osiągnął imponującą skuteczność. Wiceprezes ZUS Paweł Jaroszek chwali się, że systemy Zakładu potrafią wytypować nieprawidłowości z ponad 90-procentową trafnością. Oznacza to, że na dziesięć wizyt kontrolerów, dziewięć kończy się wykryciem błędów lub nadużyć.
Ten sam "silnik" analityczny ma teraz zostać zaadaptowany na potrzeby walki z fikcyjnym samozatrudnieniem. System będzie automatycznie analizował strukturę zatrudnienia w firmach, wychwytując anomalie - np. nienaturalnie wysoki odsetek umów cywilnoprawnych czy powiązania między podmiotami zależnymi a "zewnętrznymi" kontrahentami.
Zobacz też: To te umowy zostaną przekształcone w etat w pierwszej kolejności
Nowe metody raczej nie będą jednak stosowane w 2026 r.
Choć inspektorzy PIP już się szkolą, a zespoły analityczne powstają, na drodze do wdrożenia stoją bariery techniczne i prawne. Aby ZUS mógł otworzyć swoje zasoby dla Inspekcji Pracy, konieczna jest ustawa dająca podstawę do wymiany wrażliwych danych. Jednak nawet po jej uchwaleniu, systemy PIP będą musiały przejść rygorystyczny audyt bezpieczeństwa, który potrwa od jednego do trzech miesięcy.
To sprawia, że wdrożenie reformy odbędzie się w dwóch etapach. W 2026 r. inspektorzy będą działać w oparciu o nowe przepisy (o ile wejdą w życie), ale wciąż bez pełnego wsparcia algorytmu.
Docelowy model, w którym to algorytm wskazuje adres do kontroli, zacznie realnie funkcjonować najpewniej dopiero w 2027 r. Wymaga on bowiem nie tylko uruchomienia, ale i kalibracji - system musi "nauczyć się” rozpoznawać fałszywe alarmy na podstawie informacji zwrotnych z pierwszych kontroli terenowych.
Przedsiębiorcy mają jeszcze jeden powód do zadowolenia
Równolegle trwają prace nad złagodzeniem najbardziej kontrowersyjnych zapisów samej ustawy. Pod naciskiem biznesu i w wyniku ustaleń Komitetu Stałego Rady Ministrów, z projektu zniknął automatyczny rygor natychmiastowej wykonalności decyzji inspektora o przekształceniu umowy.
W praktyce oznacza to, że inspektor PIP najprawdopodobniej jednak nie będzie mógł "od ręki” zmienić kontraktu B2B w etat w sposób bezwzględnie wiążący. Będzie musiał posiłkować się ogólnymi zasadami Kodeksu Postępowania Administracyjnego, co wymusza szczegółowe uzasadnienie każdej takiej decyzji i otwiera firmom drogę do skuteczniejszego odwołania. Ustalono również, że przepisy nie będą działać wstecz, co zdejmuje z przedsiębiorców widmo kar za umowy zawarte w przeszłości.
Zobacz też: Były premier opowiada bajki. Tym razem o ponad 2 tys. zł straty po przekształceniu umowy w etat
Główny Inspektor Pracy, Marcin Stanecki, studzi też emocje dotyczące skali działań. Wstępne plany zakładały 200 celowanych kontroli w pierwszym roku, ale ze względu na opóźnienia legislacyjne i nowe obowiązki (m.in. wdrażanie dyrektywy o luce płacowej), liczba ta będzie mniejsza. Rewolucja w PIP, choć nieunikniona, nie powinna być zatem nagłym wstrząsem dla rynku pracy.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj