ZUS przegrywa za dużo spraw w sądzie, więc rząd zabierze pieniądze tym, co te sprawy wygrywają

Codzienne Finanse Gorące tematy 08.06.2017
ZUS przegrywa za dużo spraw w sądzie, więc rząd zabierze pieniądze tym, co te sprawy wygrywają

Udostępnij

Marek Krześnicki

Jak zlikwidować biedę? To proste – wystarczy zapisać w konstytucji, że biedy nie ma. Nasz rząd nie dość, że myśli podobnie, to wprowadza swoje pomysły w życie.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych to jedna z częściej goszczących na Bezprawniku instytucji państwowych. Czasami drwimy, czasami chwalimy – staramy się obiektywnie oceniać ten jakże ważny element życia każdego obywatela (a przynajmniej zdecydowanej większości z nas).

Nie wszyscy jednak mają w życiu szczęście. Niektórzy muszą z ZUS-em toczyć sądowe batalie, np. o zaniżoną wysokość emerytury czy decyzję o odmowie przyznania świadczenia. Co więcej – obywatele takie sprawy nierzadko wygrywają. Często korzystają przy tym z pomocy prawników – adwokatów i radców prawnych. W takiej sytuacji, zgodnie z ogólnymi zasadami polskiego prawa, stronie wygrywającej należy się zwrot kosztów usług profesjonalnego pełnomocnika.

ZUS przegrywa sprawy, więc ma problem

Obecnie, jeśli ZUS przegrywa sprawę dotyczącą podlegania ubezpieczeniom społecznenym, musi zwrócić stronie wygrywającej kwotę uzależnioną od wartości sprawy – zgodnie z ogólnymi zasadami dotyczącymi kosztów zastępstwa procesowego. Stawki te wynoszą od 90 do nawet 25 000 złotych. Co ważne – nie są to kwoty, jakie musiał zapłacić klient swojemu pełnomocnikowi, a jedynie suma, jaką przegrywający musi zwrócić temu, kto wygrał proces.

A okazuje się, że ZUS przegrywa sprawy sądowe na potęgę. Co za tym idzie – to ZUS z naszych pieniędzy (innych przecież nie ma) wypłaca co roku kolosalne sumy ludziom, których sam zmusił do walki o swoje prawa w sądzie. Nikt pieniędzy tracić nie lubi (w końcu marmury same się nie położą na ścianach zusowskich oddziałów), więc rząd wpadł na pewien pomysł. Jak się tylko można domyślać, proces decyzyjny w Ministerstwie Sprawiedliwości wyglądał tak (wybaczcie mi brak zdolności artystycznych):

ZUS mem

Jedyny sensowny pomysł, czyli poprawa jakości skutkująca po prostu sprawnym funkcjonowaniem ZUS, nie wchodzi oczywiście w rachubę. Nie dlatego, że się nie da, ale to po prostu zbyt skomplikowana zmiana, aby dało się ją wprowadzić „na już”. A pieniądze tym niedobrym, zwycięskim prawnikom trzeba wypłacać niezwłocznie po każdej, prawomocnie zakończonej sprawie. Likwidacja Reforma sądów już trwa, ale to trochę czasu zajmie, a jej skutki nie są do końca pewne. Nawet, jeśli sędziowie w zreformowanym sądownictwie będą szybcy, ale ślepi – to wciąż, przynajmniej teoretycznie, będą mogli wytykać ZUS-owi błędy.

ZUS przegrywa sprawy, więc rząd tnie koszty – ale nie Zakładowi, tylko jego „przeciwnikom”

Wybrano zatem opcję najprostszą. Przedstawione przez rząd projekty nowelizacji rozporządzeń regulujących koszty zastępstwa adwokackiego i radcowskiego wskazują, że koszty te w sprawach dotyczących podlegania ubezpieczeniu społecznemu będą zryczałtowane i wyniosą 180 złotych. Jeśli zwycięzcę reprezentował pełnomocnik z urzędu – otrzyma za swoje trudy złotych dziewięćdziesiąt.

Nie wierzycie, że chodzi tylko o pieniądze? Czy faktycznie rząd na tyle słabo ocenia kompetencje zatrudnianych przez ZUS urzędników i prawników, że woli oszczędzać pieniądze kosztem obywateli? To fragment uzasadnienia projektu:

zus przegrywa sprawy

Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać, aż stacje benzynowe będą sprzedawać pracownikom ZUS paliwo po specjalnej, niższej oczywiście cenie, a Biedronka z Lidlem uruchomią kąciki z produktami dla wyższej kasty urzędników.

Przesadzam? Przepraszam, to ZUS zaczął.