1. Home -
  2. Społeczeństwo -
  3. ZUS wciąż upokarza niektórych pacjentów. W tym tych po ciężkich chorobach onkologicznych

ZUS wciąż upokarza niektórych pacjentów. W tym tych po ciężkich chorobach onkologicznych

Internet obiegła ostatnio historia Sylwii Żelaznej — nauczycielki WF-u, która przeszła operację nowotworową (mastektomia + usunięcie węzłów chłonnych). Później jednak miała ona wątpliwą przyjemność uczestniczenia w zusowskiej machinie orzeczniczej, która, mówiąc delikatnie, nie jest przyjemna, a czasami bywa po prostu upokarzająca.

ZUS odziera z godności nawet pacjentów, którzy przebyli chorobę nowotworową

Po decyzji związanej ze skierowaniem na rehabilitację w ramach tzw. „prewencji rentowej” i wydaniu pozytywnej opinii lekarza orzecznika I instancji w ZUS w Jeleniej Górze, Pani Sylwia odebrała list z ZUS-u, z którego wynikało, że ma stawić się na kolejną komisję z powodu wadliwości orzeczenia lekarza orzecznika. Nikt jednak nie wyjaśnił, dlaczego taka decyzja została podjęta.

Tak autorka tej historii opisywała wizytę w ZUS-ie na łamach TOK FM:

Czułam upokorzenie, tym bardziej że pytania, które były mi zadawane, były zadawane jak na przesłuchaniu. Jakby szukano dowodu winy. Mam poczucie, że to nie była medycyna — to była procedura, która zapomniała o człowieku. Naprawdę, ta komisja była po prostu nieludzka. Ja się czułam bardzo źle. Czułam się upokorzona, czułam się jak człowiek, który jest odarty z godności.

Dodatkowo uczestnicząc w komisji, czuła się niezręcznie, gdy musiała rozbierać się przy lekarzach:

Zdjęłam bluzkę, bo byłam pewna, że skoro chodzi o moją chorobę, to wystarczy. Okazało się, że jednak nie. Kazano mi zostać w samej bieliźnie. Mówiłam pod nosem, że jestem skrępowana, ale to w ogóle nie robiło żadnego wrażenia. Usłyszałam: „Jesteśmy lekarzami, badamy tutaj panią całą”. I stałam sobie tak na środku. Jeden lekarz do mnie podchodził, dwójka siedziała za monitorami i na mnie patrzyła. To było naprawdę dalekie od standardów, jakie w tej sytuacji powinny być.

Trzeba przyznać, że to nie pierwsza tego typu relacja przebiegu komisji zusowskiej. Wydaje się, że jest to norma w tej instytucji, nawet jeżeli nie chodzi o symulantów i osoby, które udają różne schorzenia, ale o ludzi, którzy naprawdę przeszli przez piekło choroby nowotworowej.

Pod postem Sylwii Żelaznej znalazło się wiele wpisów, które potwierdzają, że ZUS odziera Polaków z godności. Według nich instytucja ta często stosuje tego typu zagrywki celowo, zapewne po to, aby zmniejszyć liczbę osób, którym zostanie przyznane konkretne świadczenie. Z drugiej strony to także wynika z tego, że ZUS ma ustawowy obowiązek „weryfikować” każdą niezdolność do pracy, co skutkuje często z góry zakładaną podejrzliwością wobec pacjenta.

Jak się wydaje, w ZUS-ie nie ma także standardów, które miałyby chronić intymność pacjenta i nie naruszać jego godności.

ZUS twierdzi, że to wina osób, które nie zgadzają się z niekorzystną decyzją

W odpowiedzi na zapytanie TOK FM rzeczniczka dolnośląskiego oddziału ZUS Iwona Kowalska-Matis stwierdziła, że osoby, które dostają negatywne rozstrzygnięcia, biorą to nazbyt do siebie. Zapewniła także, że lekarze zusowscy odchodzą do każdej osoby z możliwie jak największą empatią, a sam ZUS nie ma wpływu na osobiste, subiektywne odczucia badanej osoby.

Z tym stanowiskiem nie zgadza się kobieta opisująca przywołaną wyżej historię. Mówi ona, że ZUS posługuje się ogólnikami, z których nic nie wynika. Dodatkowo kobieta złożyła odwołanie od decyzji ZUS-u, zarzucając instytucji nieprawidłowy przebieg badania komisji, naruszający prawo do godności i intymności pacjenta.

Źródło zdjęcia: Henryk Borawski, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi