- Bezprawnik -
- Firma -
- ZUS zabrał jej zasiłek, bo wyszła z psem do weterynarza. Sąd: życie nie zatrzymuje się podczas L4
ZUS zabrał jej zasiłek, bo wyszła z psem do weterynarza. Sąd: życie nie zatrzymuje się podczas L4
Czy osoba przebywająca na zwolnieniu lekarskim musi siedzieć w domu przez cały dzień i czekać na kontrolę ZUS? Okazuje się, że nie. I właśnie tę oczywistą dla wielu osób rzecz musiał przypomnieć sąd.
Kontrola ZUS nie zastała jej w mieszkaniu. Powód? Wizyta u weterynarza
Kontrolerzy ZUS przyszli sprawdzić, czy ubezpieczona prawidłowo wykorzystuje zwolnienie lekarskie. Nie zastali jej w mieszkaniu. Kobieta wyjaśniła, że w tym czasie zajmowała się swoimi psami i jednego z nich odwiozła na umówiony zabieg operacyjny, a następnie przekazała specjaliście wyniki badań drugiego zwierzęcia.
ZUS tych wyjaśnień nie zaakceptował. Uznał, że kobieta wykorzystywała zwolnienie niezgodnie z jego celem, i pozbawił ją prawa do zasiłku chorobowego. Sąd Rejonowy w Szczecinie miał jednak inne zdanie. W sprawie o sygnaturze IX U 157/25 uznał, że jej zachowanie nie zniweczyło ani nie utrudniało celu zwolnienia.
Nieobecność w domu nie oznacza złamania zasad wykorzystywania L4
ZUS ma prawo kontrolować osoby korzystające ze zwolnień lekarskich. Chodzi o sprawdzenie, czy ubezpieczony nie wykonuje pracy zarobkowej oraz czy nie wykorzystuje zwolnienia niezgodnie z jego celem. Warto pamiętać, że kontrola pracownika na L4 bywa przeprowadzana nie tylko przez ZUS, ale w określonych sytuacjach również przez pracodawcę. Takie zachowanie może skutkować utratą prawa do zasiłku za cały okres zwolnienia. Problem zaczyna się wtedy, gdy kontrola zostaje sprowadzona do prostego schematu: „nie było pana/pani w domu, więc coś jest nie tak”.
Sama nieobecność nie przesądza przecież o niewłaściwym wykorzystywaniu L4. Kluczowe jest to, co ubezpieczony robił poza domem i czy jego zachowanie było sprzeczne z celem zwolnienia.
„Chory może chodzić” — co to naprawdę oznacza?
Warto wyjaśnić często źle rozumianą adnotację „chory może chodzić” na L4. Nie jest ona zgodą na dowolne aktywności podczas zwolnienia ani przepustką do normalnego funkcjonowania bez ograniczeń. Oznacza przede wszystkim, że stan zdrowia pacjenta nie wymaga bezwzględnego pozostawania w domu i pozwala mu na przemieszczanie się w zakresie, który nie jest sprzeczny z celem zwolnienia. Ocena stanu zdrowia i wystawienie e-ZLA z adnotacją to kompetencja lekarza. Jeżeli taka adnotacja zostanie zaznaczona, ubezpieczony może opuszczać miejsce pobytu, o ile jest to uzasadnione jego sytuacją i nie utrudnia leczenia ani rekonwalescencji. Mogą to być m.in. wizyty lekarskie, badania, rehabilitacja, zakup podstawowych artykułów czy inne niezbędne czynności życia codziennego.
Czego nie wolno robić na zwolnieniu lekarskim?
Nie oznacza to jednak, że podczas L4 można wykonywać pracę zarobkową, prowadzić intensywną działalność zawodową czy podejmować aktywności sprzeczne z zaleceniami lekarza. Ocenie podlega bowiem nie sama obecność poza domem, lecz sposób wykorzystywania zwolnienia i jego wpływ na proces leczenia. W opisywanej sprawie to rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Fakt, że kontroler ZUS nie zastał ubezpieczonej w mieszkaniu, nie przesądza jeszcze o nieprawidłowym wykorzystywaniu L4. Trzeba ustalić, dlaczego wyszła, co robiła i czy jej zachowanie było sprzeczne z celem zwolnienia.
Opieka nad psem to nie praca zarobkowa
W tej sprawie argumentacja ZUS sprowadzała się w praktyce do tego, że podczas zwolnienia dopuszczalne są przede wszystkim czynności związane z leczeniem, rehabilitacją oraz podstawowymi potrzebami życiowymi.
Sąd nie zaakceptował tak wąskiego rozumienia przepisów. Jak wskazano w uzasadnieniu, nie każda aktywność, która nie jest bezpośrednio związana z procesem leczenia, oznacza automatycznie wykorzystywanie zwolnienia niezgodnie z jego celem. Zakres dopuszczalnej aktywności zależy od konkretnego przypadku, a kluczowe powinno być rozstrzygnięcie, czy dana czynność może niekorzystnie wpływać na proces leczenia i powrót do zdrowia. W przypadku tej ubezpieczonej odpowiedź była negatywna.
Cztery psy, zabieg i podpisana zgoda
Kobieta miała cztery psy. Zwierzęta były starsze i wymagały leczenia oraz rehabilitacji. Jednego z nich, 14-letniego, zawiozła na wcześniej umówiony zabieg obejmujący usunięcie guzka i czyszczenie zębów. Zwierzę miało również schorzenie kardiologiczne, a termin zabiegu był związany z jego aktualnym, stabilnym stanem. Kobieta musiała osobiście podpisać zgodę na zabieg. Po zostawieniu psa w gabinecie przekazała jeszcze wyniki badań obrazowych drugiego zwierzęcia specjaliście zajmującemu się jego rehabilitacją. Czy naprawdę można uznać, że takie zachowanie oznacza niewłaściwe wykorzystywanie zwolnienia?
Sąd zauważa, że życie nie zatrzymuje się podczas choroby
Najciekawszy element tego orzeczenia dotyczy właśnie granic kontroli ZUS. Zwolnienie lekarskie ma służyć leczeniu i odzyskaniu zdolności do pracy. Nie oznacza jednak całkowitego zawieszenia normalnego życia. Człowiek chory nadal musi funkcjonować, robić zakupy, załatwiać podstawowe sprawy, a czasem również opiekować się członkiem rodziny czy zwierzęciem.
Sąd wskazał, że przy adnotacji „chory może chodzić” dopuszczalne mogą być nie tylko czynności związane bezpośrednio z leczeniem, ale również inne zwykłe i niezbędne czynności dnia codziennego, o ile nie kolidują z celem zwolnienia. Stanowisko sądu to bardzo ważne rozróżnienie, ponieważ L4 nie jest przecież aresztem domowym. W podobnym tonie sądy wypowiadały się zresztą już wcześniej — za zgodny z celem zwolnienia uznano choćby ślub na zwolnieniu lekarskim.
Nie oznacza to jednak, że każda aktywność poza domem jest dozwolona. Jeżeli osoba chora podejmuje wysiłek niezgodny z zaleceniami lekarza albo aktywność może opóźniać jej powrót do zdrowia, może to zostać uznane za niewłaściwe wykorzystywanie zwolnienia. Dlatego każdą sytuację należy oceniać indywidualnie, z uwzględnieniem rodzaju choroby, zaleceń medycznych, charakteru wykonywanej czynności oraz sytuacji osobistej danego człowieka.
Kontrola ZUS potrzebna, ale rozsądek również
Nie można z tego orzeczenia wyciągać wniosku, że podczas L4 wolno robić wszystko. Byłoby to znaczące uproszczenie. Jeżeli ubezpieczony wykonuje pracę zarobkową albo podejmuje aktywność sprzeczną z celem leczenia, może stracić prawo do zasiłku. ZUS kontroluje zasiłki chorobowe regularnie i sam wskazuje, że okres zwolnienia powinien być przeznaczony na leczenie i powrót do zdrowia.
Problem polega na tym, żeby nie zamienić tego rozsądnego założenia w zasadę, że „jeżeli nie ma cię w domu, to oszukujesz ZUS”. W przeciwnym razie kontrola prawidłowości wykorzystywania zwolnień zaczyna przypominać kontrolę obecności.
L4 nie oznacza odcięcia od świata
Sprawa właścicielki psów pokazuje jeszcze jedną istotną kwestię. W przepisach trudno stworzyć zamknięty katalog wszystkich czynności, które można wykonywać podczas zwolnienia. Życie jest zwyczajnie zbyt skomplikowane. Co ma zrobić samotna osoba posiadająca psa, jeżeli musi zapewnić mu opiekę? Czy ma zostawić zwierzę bez jedzenia i pomocy tylko dlatego, że dostała L4? Czy chory rodzic ma nie odebrać dziecka ze szkoły, jeżeli nie ma nikogo, kto może to zrobić?
Do tego dochodzą błędne przekonania o L4, które utrwalają przeświadczenie, że chory ma po prostu siedzieć w czterech ścianach. Odpowiedź musi jednak zależeć od konkretnej sytuacji i od tego, czy dana czynność rzeczywiście przeszkadza w leczeniu. W tej sprawie sąd uznał, że opieka nad zwierzętami i związane z nią czynności były zwykłymi czynnościami dnia codziennego, a nie zachowaniem sprzecznym z celem zwolnienia.
Granice kontroli ZUS — ważna lekcja dla ubezpieczonych
Opisywana sprawa ma znaczenie wykraczające poza historię jednej właścicielki psów. ZUS rzeczywiście powinien kontrolować, czy zwolnienia lekarskie nie są wykorzystywane do pracy albo innych aktywności sprzecznych z leczeniem. Jest to istotne również z punktu widzenia wszystkich osób, które finansują system ubezpieczeń społecznych.
Natomiast kontrola powinna mieć określone granice. Zwolnienie lekarskie ma człowieka odsunąć od pracy, a nie od normalnego życia. Jeżeli ktoś podczas L4 zawiezie chore zwierzę do weterynarza, zrobi zakupy czy załatwi inną zwykłą, konieczną sprawę, nie oznacza to jeszcze, że oszukuje system. W tej sprawie sąd przypomniał ZUS-owi coś, co powinno być dla kontrolerów oczywiste. Chory człowiek nadal pozostaje człowiekiem, a nie jedynie numerem sprawy oczekującym w mieszkaniu na kontrolera.
zobacz więcej:











