1. Home -
  2. Edukacja -
  3. Zwolnienie z matury za diagnozę dysleksji. Nowa, niebezpieczna propozycja

Zwolnienie z matury za diagnozę dysleksji. Nowa, niebezpieczna propozycja

Fundacja Dobre Państwo złożyła petycję o zniesienie obowiązku zdania matury przy przyjęciu na studia. Nie dla wszystkich — zmiana objęłaby osoby ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Problem w tym, że nieuczciwe diagnozy wciąż bywają rozdawane na prawo i lewo.

Kontrowersyjna petycja trafiła do Sejmu

Petycje wpływające regularnie do Sejmu nierzadko zawierają dość kontrowersyjne pomysły. Przykładem może być ta złożona przez Fundację Dobre Państwo, którą teraz zajmie się Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jej przedmiotem jest zwolnienie osób ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi z obowiązku zdania matury przy rekrutacji na studia.

Podstawowe pytanie w tym przypadku brzmi: „Niby dlaczego?". Zgodnie z art. 69 prawa o szkolnictwie wyższym ust. 2 pkt 1) świadectwo dojrzałości jest warunkiem koniecznym, by ubiegać się o przyjęcie na studia pierwszego stopnia albo jednolite studia magisterskie. Autorzy słusznie przyznają, że egzamin maturalny stanowi w Polsce kluczowy etap selekcyjny, determinujący dostęp do szkolnictwa wyższego. Ich zdaniem w szczególnych przypadkach jest to stan niepożądany. Jak możemy przeczytać w samej petycji:

filtr selekcyjny – nie zapewnia równych szans wszystkim absolwentom szkół średnich, konsekwencją czego jest utrata części potencjału społecznego: utalentowani młodzi ludzie mogą nie dostać się na studia tylko z powodu niedostosowania formatu egzaminu do ich potrzeb lub chwilowego załamania w warunkach silnego stresu.

Dysleksja i dyskalkulia jako przepustka na studia? To przesada

Już w tym momencie mógłbym pokusić się o odrobinę złośliwości i stwierdzić, że ktoś tu najwyraźniej ma problem ze zdaniem matury z matematyki. Byłoby to jednak bardzo krzywdzące uproszczenie. Autorzy petycji zwracają bowiem uwagę, że ponad dwukrotnie więcej uczniów z niepełnosprawnościami przedwcześnie kończy edukację na poziomie średnim niż ich pełnosprawni rówieśnicy.

Powinniśmy więc zastanowić się nad tym, kim właściwie są osoby ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Odpowiedź znajdziemy w treści petycji:

Matura – jako centralny egzamin – jest częścią tego obrazu: jeśli pozostaje nieosiągalna dla pewnej grupy (np. dyskalkulików czy uczniów ze spektrum autyzmu, którzy nie są w stanie zdać egzaminu ustnego), to system edukacyjny traci możliwość rozwinięcia ich talentów na poziomie akademickim.

Nie chodzi więc o poważną niepełnosprawność, lecz także o dość typowe przypadłości współczesnej młodzieży. Autorzy petycji wskazują bowiem nie tylko na autyzm czy ADHD, które dotyczą co najwyżej paru procent populacji, ale także dysleksję czy dyskalkulię.

Argumenty autorów petycji brzmią jak frustracja po oblaniu matury z matematyki

Wracając do postawionego wyżej kluczowego pytania o cel zwolnienia części uczniów z konieczności zdania matury, powinniśmy zwrócić uwagę na kolejny fragment uzasadnienia petycji.

Jeżeli – hipotetycznie – spośród zdolnych przyszłych humanistów, 10% nie dostanie się na filologię z powodu niezdanej matematyki, to tracimy być może przyszłych tłumaczy, pisarzy czy dyplomatów. Jeśli młody innowator z objawami ADHD rezygnuje z marzeń o informatyce, bo nie potrafił dostatecznie skupić się na czytaniu ze zrozumieniem długiego tekstu maturalnego z polskiego, to być może tracimy start-upowca czy programistę, który mógłby stworzyć przełomowe rozwiązania.

W tym momencie nie jestem w stanie pozbyć się wrażenia, że pomysłodawcy nieco „popłynęli" z argumentacją. Dosłownie każda osoba, która z jakiegoś powodu oblała maturę, może hipotetycznie być nieoszlifowanym talentem w tej dziedzinie, z którą akurat radzi sobie całkiem nieźle. Na przeszkodzie dla „humanistów" stoi obowiązkowa matura z matematyki, „ścisłowcy" zaś miewają czasem problemy z maturą z języka polskiego. Rzadko zdarzają się ci, którzy oblewają maturę z języka angielskiego.

Prawdę mówiąc, nie jestem zwolennikiem narzucania abiturientom jakiegokolwiek przedmiotu jako obowiązkowego. Ktoś nie chce zdawać matematyki czy polskiego, bo nie będą mu na studiach do niczego potrzebne? Jego sprawa. W przypadku specjalnego traktowania osób z określonymi diagnozami mam jednak mieszane odczucia.

Zwolnienie z matury nie uratowałoby uprzywilejowanych abiturientów przed egzaminami na studiach

Obecnie ustawa o systemie oświaty zawiera długi art. 44zzr, w którym znajdziemy wytyczne obejmujące szczególne warunki i formy zdawania egzaminów. Najważniejszym z nich jest oczywiście matura. Przepis ten obejmuje całe mnóstwo przypadków uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.

Praktyka pokazuje, że nawet osoby cierpiące na przypadłości uważane za stosunkowo łagodne – jak dysleksja czy dysgrafia – mogą liczyć na pewne ułatwienia, które sprowadzają się zazwyczaj do wydłużenia czasu przeprowadzania ich egzaminu. W grę wchodzą jednak także inne środki. Warto przy tym pamiętać, że złamanie zasad egzaminacyjnych – np. wniesienie telefonu na salę – może skutkować unieważnieniem egzaminu maturalnego, niezależnie od posiadanych dostosowań.

Wydaje się, że obowiązujące rozwiązania są wystarczające. Chcemy zapewnić osobom o specjalnych potrzebach możliwość zdawania egzaminu w uczciwy sposób. Automatyczny sukces nie prowadziłby do niczego dobrego. Z pewnością znajdą się teraz osoby, które stwierdzą, że jeśli ktoś nie jest w stanie zdać matury, to nie poradzi sobie z egzaminami w trakcie studiów. Podzielam ten pogląd.

Nieuczciwe diagnozy i ryzyko korupcji przy zwalnianiu z matury

Wciąż borykamy się z problemem nieuczciwych diagnostów, którzy dość lekką ręką wydają zaświadczenia o przypadłościach uczniów – właśnie po to, by mieli łatwiej na maturze czy egzaminie ósmoklasisty. Za czasów, gdy ja zdawałem maturę, była to zaskakująco popularna praktyka.

Wówczas wysiłek włożony w załatwienie sobie orzeczenia o dysleksji, dysgrafii czy dyskalkulii przynosił raptem trochę więcej czasu na egzaminie. Matematyka była wtedy nieobowiązkowa. Łatwo sobie wyobrazić skalę presji ze strony rodziców, by zapewnić ich dzieciom przeskoczenie konieczności zdania matury. Możemy się spodziewać nie tylko sugestii, namów i kombinowania, ale też regularnej korupcji.

Nie każdy musi mieć magistra — i nie ma w tym nic złego

Zwolnienie z matury byłoby też czymś systemowo szkodliwym. Przyzwyczailiśmy się do tego, że tytuł zawodowy magistra jest w dzisiejszym społeczeństwie czymś oczywistym. Prawda jest jednak taka, że nie każdy musi iść na studia. Warto przy tym pamiętać, że samo istnienie nowych kierunków studiów o wątpliwej wartości rynkowej pokazuje, iż system szkolnictwa wyższego ma już wystarczająco dużo problemów bez obniżania kryteriów wejścia.

Trudności nie są czymś z natury złym. Czy tego chcemy, czy nie, całe nasze życie się z nich składa. Przepisy dotyczące egzaminowania powinny być skonstruowane w taki sposób, by je wyrównywać, a nie próbować je usuwać z drogi określonej grupy uczniów.

Zamiast zwalniać uczniów z matury, po prostu pozwólmy im wybrać wszystkie przedmioty, które chcą zdawać. Debata o zasadności obowiązkowej matury z matematyki toczy się nie od dziś i warto ją prowadzić rzetelnie. To koncepcja przedmiotu obowiązkowego jest tutaj problemem, a nie matura jako taka.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi