A miało być pięknie
Aktualna koalicja rządząca jest u władzy już ponad 2 lata. Przez pierwsze 100 dni rządów Donald Tusk, premier RP, obiecał spełnić 100 obietnic wyborczych. Jak dobrze wiemy, ostatecznie udało się spełnić nieco ponad 30, a więc jakieś 1/3. Jak swego czasu skomentował to sam Donald Tusk:
Moja partia dostała 31 proc., więc zrobiłem 1/3 z tego, co obiecałem. Chyba uczciwy rachunek
To tyle, jeśli chodzi o 100 obietnic w 100 dni. W kampanii wyborczej nie było jednak mowy o podwyższaniu podatków. PO atakowało swego czasu PiS za ich podnoszenie i wprowadzanie nowych, ale sami robią to samo w 2026 roku.
Tak na marginesie, to od 2005 roku, a więc od momentu, gdy na zmianę rządzi PiS lub PO, podatki są stale podwyższanie. Ekipa będąca w opozycji grzmi na wieść o podwyżkach, ale gdy sama dojdzie do władzy, robi to samo i na odwrót. I tak od 21 lat.
Jakie jednak podatki mają zostać podwyższone w bieżącym 2026 roku?
Wyższe podatki w 2026 roku i nie tylko
O jakich zmianach na niekorzyść mowa? Stanisław Tyszka, polityk partii Nowa Nadzieja, wymienia na swoim oficjalnym profilu FB następujące podwyżki:
- Składki ZUS +8,61%,
- Składka zdrowotna dla przedsiębiorcy +37%,
- Opłaty za prąd (mocowa + OZE) +7-8%,
- Opłata paliwowa +4%,
- e-TOLL (ciężarówki, autobusy) +40%,
- Podatek od nieruchomości +4,5%,
- Abonament RTV +9,2% (radio) i 11,7% (telewizja),
- CIT dla banków z 19% na 30%,
- Amortyzacja samochodów spalinowych (MŚP) - limit obniżony do 100 tys. zł
- CBAM (import stali) - nowa opłata emisyjna.
To tylko część podwyżek i wprowadzania nowych podatków tego roku. Niektóre z nich mają zadebiutować 1 lipca 2026, inne zostały już zawetowane przez prezydenta. Trochę się tego uzbierało, a przecież nowy rok dopiero się zaczął.
Rozdmuchane wydatki jednak swoje kosztują, a przecież pieniądze nie biorą się znikąd. Zamiast odważnie uciąć socjal, to kolejne rządy czy to partii Jarosława Kaczyńskiego, czy to Donalda Tuska - które zmieniają się u nas niczym sinusoida - tylko dokładają kolejnych obciążeń podatkowych. Jedni krytykują drugich, a każdy z nich robi to samo.
Z jednej strony część Polaków pomnaża swój kapitał, ale u wielu budżet domowy staje się mniejszy, bo nie zawsze podwyżki płac idą w parze za inflacją, która na szczęście ostatnio zwolniła. Dochodzi jednak do takich absurdów, gdzie coraz więcej rodaków wpada do drugiego progu podatkowego, a przecież wcale nie czują się bogatsi. Czasami wręcz przeciwnie.
Budżet państwa pęka w szwach, a dziura budżetowa staje się coraz rozleglejsza. Tymczasem cały czas zapożyczamy się na potęgę, tak naprawdę nic z tego nie mając, jedynie kredyt na wiele, wiele lat. Jestem ciekaw, czy polscy politycy również przekraczają swój budżet domowy i zaciągają pożyczkę na spłatę wcześniejszego kredytu.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj