Koniec monopolu Apple Pay
Komisja Europejska od 2020 roku prowadziła postępowanie antymonopolowe wobec Apple. Zarzutem było nadużywanie pozycji dominującej przez blokowanie dostępu do technologii NFC dla konkurencyjnych rozwiązań płatniczych. W lipcu 2024 roku Bruksela zaakceptowała zobowiązania Apple i firma zgodziła się na kolejne dziesięć lat udostępnić zewnętrznym dostawcom usług płatniczych moduł NFC w iPhone'ach.
Już w marcu 2024 roku Apple udostępniło deweloperom nowe API w systemie iOS 17.4. Aplikacje bankowe w Europejskim Obszarze Gospodarczym zyskały dostęp do kontrolera NFC i mogły realizować płatności zbliżeniowe z pominięciem Apple Pay. Technologia działa w oparciu o standard HCE (Host Card Emulation), czyli dokładnie tak samo jak na Androidzie.
Dla polskich użytkowników iPhone'ów brzmiało to jak przełom. BLIK, który od lat dominuje w krajowym rynku płatności mobilnych, wreszcie miał trafić na urządzenia Apple w pełnej funkcjonalności. Żadnych więcej obejść przez Apple Pay, żadnych kompromisów.
Problem w tym, że minęły prawie dwa lata od udostępnienia API, a użytkownicy iPhone'ów wciąż nie mogą płacić BLIKiem zbliżeniowo.
Obietnice, zapowiedzi i kolejne przesunięcia terminów
Polski Standard Płatności, operator BLIKa, od grudnia 2024 roku konsekwentnie zapewnia, że technologia została przekazana bankom, prace są na zaawansowanym etapie, a wdrożenie już niedługo. Problem w tym, że "niedługo" ciągle się przesuwa.
Dlaczego to tak długo trwa?
Według oficjalnej narracji odpowiadają za to skomplikowane procesy certyfikacyjne, rygorystyczne wymogi bezpieczeństwa Apple, dokładne testy przed masowym wdrożeniem. Polski Standard Płatności zastrzega, że "proces jest złożony" i nie deklaruje ostatecznego terminu.
Ale w praktyce nikt tak naprawdę nie wie. Na ten moment wiem, że Apple faktycznie postawiło twarde warunki. Deweloperzy aplikacji płatniczych muszą przejść rygorystyczny proces certyfikacji, spełniać standardy PCI DSS i EMVCo oraz unijne regulacje jak GDPR. Każda aplikacja musi posiadać odpowiednie zezwolenia jako dostawca usług płatniczych. To nie jest szybki proces.
Więc co również logiczne – banki wolą dmuchać na zimne. Lepiej przeprowadzić wielomiesięczne testy, niż ryzykować awarię przy premierze, która uderzy w miliony klientów i w wizerunek instytucji.
Ale możliwe też, że Apple – mimo zobowiązań wobec Komisji Europejskiej – nie ułatwia życia konkurentom. Wymogi mogą być na tyle restrykcyjne, że proces przeciąga się w nieskończoność. Sceptycznie nastawieni obserwatorzy zauważają, że gigant z Cupertino ma historię wprowadzania technicznych ograniczeń, które utrudniają życie alternatywnym rozwiązaniom.
Co dokładnie się zmieni, gdy w końcu to zadziała?
Dotychczas użytkownicy iPhone'ów mogą korzystać z BLIK-a wyłącznie do generowania kodów do bankomatów i sklepów internetowych. Płatności zbliżeniowe? Tylko przez Apple Pay i tylko jeśli bank podpisał umowę z Apple, płacąc gigantowi prowizję od każdej transakcji.
Nowy system działa inaczej. Użytkownik aktywuje płatność w swojej aplikacji bankowej (identycznie jak dziś robi to na Androidzie), przykłada telefon do terminala i gotowe.
Warto podkreślić, że oczywiście to nie oznacza końca Apple Pay. Użytkownicy wciąż będą mogli wybierać między natywną aplikacją banku a portfelem Apple. Różnica polega na tym, że wreszcie będą mieli wybór.
Co zyskają banki i klienci
Dla banków to także korzyść. Nie będą musiały płacić Apple prowizji od transakcji zbliżeniowych, co przełoży się na niższe koszty operacyjne. Teoretycznie te oszczędności mogą wrócić do klientów w postaci lepszych ofert czy dodatkowych funkcjonalności. Płacenie telefonem stanie się wreszcie w pełni niezależne od pośredników.
Europejski regulator czuwa, ale czy wystarczająco?
Decyzja Apple to efekt wieloletniego śledztwa Komisji Europejskiej. Zamiast procesu sądowego, który mógłby ciągnąć się latami, Apple zaproponowało ugodę. Zobowiązało się otworzyć dostęp do NFC dla deweloperów zewnętrznych na okres dziesięciu lat, zapewniając bezpłatny dostęp do technologii i możliwość wyboru domyślnej aplikacji płatniczej przez użytkownika.
Komisja zgodę wyraziła w lipcu 2024 roku, zastrzegając sobie prawo do nałożenia kar w przypadku naruszenia zobowiązań. Potencjalna kara? Do 10% globalnych przychodów Apple, czyli nawet około 40 miliardów dolarów. Alternatywnie sankcja dzienna mogłaby wynieść do 5% rocznego obrotu.
To wystarczający bat, by nawet tak potężna korporacja stosowała się do zasad. Problem w tym, że Komisja Europejska wymusiła otwarcie API, ale nie wymusiła szybkości i skuteczności wdrożeń przez banki. A te najwyraźniej nie śpieszą się z uruchomieniem funkcji. Albo Apple robi wszystko, aby tego nie uruchomiły.
Unia kontra big tech – historia się powtarza
To kolejny raz, gdy europejscy regulatorzy wymuszają zmiany na big techach. Wcześniej podobne decyzje dotyczyły USB-C jako standardowego portu ładowania czy obowiązku instalowania alternatywnych sklepów z aplikacjami na iPhone'ach. Unia Europejska walczyła też o to, by ładowarki do telefonów i urządzeń elektronicznych były wreszcie zunifikowane i oparte na jednym standardzie. Dla Apple, przyzwyczajonego do dyktowania własnych warunków, to bolesna porażka. Dla użytkowników – pyrrusowe zwycięstwo, jeśli funkcja i tak nie działa.
Bezpieczeństwo płatności zbliżeniowych BLIK
Apple i banki konsekwentnie podkreślają kwestie bezpieczeństwa. To oznacza, że BLIK zbliżeniowy na iPhone'ach będzie równie bezpieczny jak Apple Pay. System działa identycznie, z tą różnicą, że Apple wymusiło dodatkową warstwę certyfikacji.
Banki pracują również nad dodatkowymi mechanizmami zabezpieczającymi, takimi jak limity transakcyjne czy potwierdzenia w aplikacji dla wyższych kwot. Wszystko to brzmi rozsądnie. Sam BLIK zbliżeniowy już teraz uważany jest za jedną z najbezpieczniejszych metod płatności dostępnych na rynku – wymaga odblokowania telefonu biometrią lub kodem PIN, co skutecznie zabezpiecza przed nieautoryzowanymi transakcjami.
Pytanie tylko, czy dwuletnie opóźnienie to rzeczywiście kwestia bezpieczeństwa, czy raczej wygodne wytłumaczenie dla braku konkretów?
Co to znaczy dla przeciętnego użytkownika iPhone'a?
Jeśli banki w końcu uruchomią funkcję, zmiany będą odczuwalne od razu. Użytkownicy Androida wykonali BLIKiem zbliżeniowym prawie 80 milionów transakcji tylko w trzecim kwartale 2024 roku, czyli o 114% więcej niż rok wcześniej. Właściciele iPhone'ów staną się wreszcie pełnoprawnymi uczestnikami tego ekosystemu, zamiast być ograniczonymi do płatności kodem w sklepach internetowych i wypłat z bankomatów.
Ten sam użytkownik, który płaci BLIKiem w sklepie internetowym, będzie mógł przyłożyć telefon do terminala i zapłacić identycznie. Bez konieczności dodawania karty do Apple Pay, bez prowizji dla dodatkowych pośredników, bez frustracji związanych z ograniczeniami systemu.
Największa różnica? Swoboda wyboru
Apple Pay pozostanie dostępne, ale przestanie być jedyną opcją. Użytkownicy będą mogli zdecydować, czy wolą ekosystem Apple, czy natywną aplikację swojego banku. Konkurencja między rozwiązaniami teoretycznie powinna przełożyć się na lepsze doświadczenie użytkownika – szybsze płatności, niższe koszty, więcej funkcjonalności.
Warto przy okazji pamiętać, że w cyfrowym świecie nie brakuje zagrożeń – oszuści regularnie próbują wyłudzać dane i pieniądze, a każda nowa metoda płatności wymaga od użytkowników czujności. Dobrze zabezpieczony telefon z aktualną aplikacją bankową to podstawa.
Jedno jest pewne
Polski rynek płatności mobilnych właśnie zyskał nowy rozdział. Pod warunkiem, że banki wreszcie uruchomią funkcję, na którą użytkownicy iPhone'ów czekają od prawie dwóch lat. Technologia jest gotowa. API jest dostępne. Użytkownicy są gotowi.
Pozostaje pytanie, czy aby na pewno wszyscy gracze – Apple, banki i regulator – grają w tej rozgrywce do jednej bramki. Bo wyłudzenie kredytu może i jest przestępstwem, ale wyłudzanie cierpliwości milionów użytkowników jakoś uchodzi płazem.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj