Szkoda, że wciąż zapominamy o tym, że w prowadzeniu firmy chodzi o zysk, a nie zbawianie świata i marzenia pracowników

Firma Praca dołącz do dyskusji (157) 22.11.2018
Szkoda, że wciąż zapominamy o tym, że w prowadzeniu firmy chodzi o zysk, a nie zbawianie świata i marzenia pracowników

Udostępnij

Tomasz Laba

To oczywiście jest prawda, że pensje w naszym kraju nie są na najwyższym poziomie i wielu pracowników słusznie domaga się bądź oczekuje podwyżek. Jednak wyższe wynagrodzenie dla pracownika nie oznacza, że nagle z przeciętnego stanie się wybitnym, a przedsiębiorca dzięki temu zarobi zdecydowanie więcej.

Jeszcze kilka lat temu nikt by nie uwierzył, że w naszym kraju tak często będzie się używać określenia rynek pracownika. Bezrobocie nieustannie spada i utrzymuje się na rekordowym od lat poziomie. Przeciętne oraz minimalne wynagrodzenie rośnie z każdym kolejnym opublikowanym raportem. Do tego coraz częściej słychać głosy pracodawców mówiące o tym, że już dawno nie było tak źle, jeżeli chodzi o pracowników. Leniwi pracownicy, którzy na dodatek nie wiedzą jak napisać CV, za to od pierwszego dnia zarzucający opowieściami o tym, jak to cenią sobie work-life balance i benefity pracownicze. Skrajne przykłady? Owszem, ale większość pracodawców potwierdzi, że w kontekście pracy o samej pracy mówi się zdecydowanie najmniej.

Z drugiej strony pracownicy często powtarzają jak mantrę, że czas wyzysku pracowników powoli dobiega końca. Że obecne pokolenie po prostu nie daje się wykorzystywać tak, jak pozwalali na to jeszcze ludzie z pokolenia naszych rodziców. W końcu, że niektóre rzeczy nazywają po imieniu, a więc głównie wyzyskiem. To wszystko oczywiście prawda i nie powinno nikogo dziwić, że jeżeli umawiamy się na 40 godzin pracy w tygodniu za określoną stawkę, to wszystko ponad jest dodatkowo płatne. To już nie lata 90., gdzie po prostu trzeba było zasuwać od świtu do nocy, bo inaczej nie dało się wyżywić rodziny. Narzekania pracodawców na brak rąk do pracy jest przez tych drugich odbierane jako komunikat brzmiący „nie możemy znaleźć niewolników, którzy będą pracować na nasze BMW„.

Brak rąk do pracy to wina pracodawców?

Jak więc odczytywać marudzenia pracodawców na to, że nie mogą znaleźć pracowników? Prawda jest brutalna. Należy je traktować jako przejaw nieudolności polskich firm. Jeżeli mamy określać w jakiś sposób obecny rynek, to będzie to rynek nieudolnego pracodawcy – wytwarzającego nisko wydajne produkty (na tle europejskiej konkurencji), niewiele płacącego, niechętnie inwestującego w rozwój pracowników i swoich biznesów.

Do takich wniosków doszedł Kamil Fejfer w swoim ostatnim felietonie dla Newsweeka. Po raz kolejny cudowną receptą na problemy całego rynku pracy okazało się, a jakże, szukanie pieniędzy w cudzych kieszeniach. Tym razem przedsiębiorców, chociaż to akurat nie powinno nikogo dziwić. W końcu w oczach przeciętnego obywatela, jak i urzędnika, każdy przedsiębiorca to Jeff Bezos, który zamiast papieru toaletowego używa banknotów 500 zł.

Polskim przedsiębiorcom nie brakuje rąk do pracy. Bardzo proszę, mogą zatrudniać Niemców, Belgów, Holendrów, albo choćby Czechów, czy Słowaków. Brakuje im chęci sięgnięcia głębiej do własnych kieszeni.

Tak jakby Niemcy, Belgowie czy Holendrzy nie zatrudniali Polaków czy w końcu Ukraińców na minimalnych stawkach. Zupełnie pomijam też to, że pracownik kosztuje pracodawcę zdecydowanie więcej, niż do ręki otrzymuje pracownik. Jakby tego było mało, koszty pracy w 2019 roku wzrosną jeszcze bardziej. Nie bardzo jednak rozumiem myślenie, że większe wynagrodzenie dla pracownika automatycznie oznacza wzrost jego kompetencji. Przecież to nie jest tak, że jeżeli właściciel budki z kebabem będzie płacił ekspedientce 5000 zł netto zamiast przykładowych 2500 zł, to ta sprzeda tych kebabów dwa razy więcej, a w efekcie do jego kieszeni wpadnie więcej pieniędzy. To również nie sprawi, że nagle znajdzie się dwa razy więcej amatorów akurat tego dania, co pozwoli na „zamortyzowanie” takiej podwyżki dla pracownika. Tak samo kupno drugiego rożna nie znaczy od razu, że zwiększyła się liczba klientów. Wyprodukowane dania trzeba w końcu komuś sprzedać. Zakładam, że gdyby tak było to pracodawcy już dawno by się zdecydowali na taki krok.

Szkoda, że wciąż zapominamy o tym, że w prowadzeniu firmy chodzi o zysk, a nie zbawianie świata

Problem leży w tym, że pracownicy domagają się podwyżek i wzrostu wynagrodzeń nie oferując niczego w zamian. W tej dość plemiennej dyskusji, która coraz częściej zamienia się w otwarty konflikt, zapomina się o tym, że stosunek pracy polega na tym, że pracodawca płaci pracownikowi za konkretną pracę, a nie za możliwość pracy. Kwestia wynagrodzenia jest pochodną wielu czynników, a do pierwszych z brzegu należy kondycja finansowa przedsiębiorcy, sytuacja na rynku, aktualny klimat w branży czy chociażby sytuacja polityczna. Inna będzie pensja fryzjera w Warszawie, a inna tego na Podkarpaciu, chociaż obaj pracują w zwykłym, osiedlowym salonie damsko-męskim.

To oczywiście prawda, że na pracownika nie można patrzeć wyłącznie jako na niezbędny koszt, ale moim zdaniem każda inwestycja, nawet ta w pracownika ostatecznie wiąże się z jakimś zwrotem zainwestowanej kwoty. W przeciwnym wypadku to po prostu darowizna, a pracodawca nie jest instytucją wychowawczą, oświatową czy kulturalną. Przedsiębiorca nie dostaje pieniędzy za samo prowadzenie biura pod własnym szyldem, a pieniędzy – o ile nie prowadzi się kopalni złota – nie wydobywa się z głębi ziemi. Dlaczego więc ma nie mieć prawa wymagać od pracownika tego, żeby za podwyżką szły też konkretne wyniki, które ostatecznie pracują na dobro tej firmy? W końcu rozsądny pracodawca nie pozbędzie się pracownika, który znacznie przyczynia się do wzrostu wyników całego przedsiębiorstwa. Chociażby w obawie przed tym, że ten może odejść i z pracownika stać się konkurencją.

Brak rąk do pracy to zbyt złożony problem, żeby go skwitować tylko tym, że pracodawcy nie chcą płacić

Tak samo nie ma żadnego obowiązku czy nakazu mówiącego, co należy zrobić z wypracowanym zyskiem. Jeden kupi sobie nowe BMW, drugi zainwestuje w nową maszynę, a trzeci wypłaci premie pracownikom. Tak długo, jak zysk osiągnął legalnie, to w zasadzie nikogo nie powinno obchodzić, co z nim zrobił. O redystrybucję to niech lepiej zadba państwo.

No bo przecież jeżeli prowadzenie biznesu to taki miód, to każdy zaniedbany pracownik może założyć własną działalność i pokazać temu chytremu wąsaczowi, że można inaczej. To zajmuje kilkanaście minut, a na dodatek nawet nie trzeba wychodzić z domu. Mało tego – większość z nas w swoim życiu bywa pracodawcą. Weźmy na przykład wybór ekipy remontowej do naszej wymarzonej kuchni. Każdy chce, żeby remont był zrobiony jak najtaniej oraz jak najlepiej. Wysoką cenę zaproponowaną przez majstra rzadko kiedy akceptujemy bez mrugnięcia okiem. Nas interesuje to, żebyśmy mieli zrobioną kuchnię, a nie to, że majster ma do spłacenia kredyt czy małe dzieci na utrzymaniu. Majstra również nie interesuje to, że nie możemy zapłacić akurat teraz „bo jeszcze nie przyszedł przelew za zlecenie”.

Najczęściej jednak niezależnie od tego ile zapłacimy, to mamy zrobione po prostu kiepsko. Narzeka za to i majster (bo robota za grosze), jak i zleceniodawca (bo kuchnia zrobiona kiepsko).

157 odpowiedzi na “Szkoda, że wciąż zapominamy o tym, że w prowadzeniu firmy chodzi o zysk, a nie zbawianie świata i marzenia pracowników”

  1. Tezy zwykłego Janusza biznesu. Optyka bardzo wąska i płytkie podejście do tematu. Pokazuje to jeden z akapitów „Jeden kupi sobie nowe BMW, drugi zainwestuje w nową maszynę, a trzeci wypłaci premie pracownikom. Tak długo, jak zysk osiągnął legalnie, to w zasadzie nikogo nie powinno obchodzić, co z nim zrobił.” No właśnie nie obchodzi. Tylko w większości wydają na to BMW. Jeżeli ma się firmę to trzeba o nią dbać. To nie jest tak, że ma się pomysł, zatrudni się Mietka i Edka i już mamy dożywotnie perpetuum mobile. Nie w firmę trzeba inwestować, dbać o pracowników, patrzeć perspektywicznie. Dbanie o pracowników to nie tylko pensja, ale ich rozwój, zapewnienie stabilności i zapewnienie nowoczesnych narzędzi pracy. Niespełnienie tych warunków powoduje rotację pracowników i wyciąganie prostych wniosków, że pracownik jest roszczeniowy. Nie pracownik chce pracować i chce wrócić do domu po ośmiu godzinach i być z rodziną mieć czas dla siebie. Oczywiście jest jakiś procent tych co by nic nie robili i chcieli zarabiać, ale przez ten pryzmat nie warto patrzeć.

  2. Szkoda, że wciąż zapominamy o tym, że w pracy dla firmy chodzi o pieniądze, a nie zbawianie świata i marzenia pracodawcy

  3. Jeśli ktoś wobec pracownika nie ma żadnych wymagań, odnośnie hmm… poświęcenia pracy (w sensie, że się przykłada do obowiązków), żadnego przyuczenia,a wydajność pracownika nie ma znaczenia dla zysku z prowadzonego przedsiębiorstwa, to faktycznie jest argument za tym, by płacić najniższą krajową bez żadnych premii. Albo mniej, jeśli się pokombinuje.
    Nie umiem wymyślić branży, do której taki opis pasuje, ale może taka jest.

    W każdym innym przypadku warto o pracownika zadbać i przytrzymać go przy sobie. Raczej robi się to przy pomocy odpowiedniego wynagrodzenia, inwestycji w kursy pracownika czy poprzez systemy premiowe. To jest tak naprawdę inwestycja w nasze przedsiębiorstwo i zabezpieczenie przyszłych zysków.
    Oczywiście, może zdarzyć się, że pracownik wyrośnie ponad nasze potrzeby, czyli utrzymanie go przy nas będzie dla nas po prostu nieopłacalne. Wtedy się rozstajemy i szukamy następcy.

    Czy faktycznie

    pracownicy domagają się podwyżek i wzrostu wynagrodzeń nie oferując niczego w zamian

    ?
    Pewnie jednostki takie istnieją. Ale wygląda na to, że ludzie jednak podają odpowiednie argumenty, trafiające w przedsiębiorców, do których przechodzą (rotacja niemal 25% w III kwartale tego roku wg Randstadt; 56% wskazało zarobki jako przyczynę zmiany).

  4. Zawsze byłem przekonany, że pracodawca musi zarabiać „więcej” niż pracownik, bo to on ponosi ryzyko finansowe działalności gospodarczej i decyzji pracowników. Wszystko do czasu, aż jeden taki „postawonił” mnie oszukać i nie zapłacić mi za pracę (umowa o pracę) . Na nic zdał się FGŚP (nie spełniłem wymagań), sąd pracy, ZUS, komornik (pracodawca wszystko dobrze ukrył), prokuratura (nie potrafią nawet dobrze zgromadzić dowodów i sprawa toczy się w nieskończoność). To ja poniosłem wszystkie negatywne skutki, a Państwo nie potrafi mi pomóc. Skoro ja ryzykuje finansowo, to powinienem też dobrze zarabiać.

    • Jak pracodawca nie będzie ci chciał zapłacić, to co za różnica, czy stracisz tysiąc czy dziesięć tysięcy za miesiąc?

      • Nie ma żadnej różnicy. Tylko zarabiając wcześniej więcej jestem w stanie sobie odłożyć i przeżyć miesiąc bez wypłaty, mieć na życie podczas szukania pracy i na prawników ;)

      • Człowiek podejmując prace nie zakłada, że ktoś mu nie zapłaci, tylko że dostanie kasę. Jakby człowiek wiedział, że się przewróci, to by się położył ;) Ja 2 lata temu straciłam fajna prace, za jako tako dobre pieniądze. Była tam fajna atmosfera, fajni ludzie, człowiek się realizował i jak wspomniałam, pieniądze były całkiem do rzeczy… Nigdy nie dostałam ostatniej wypłaty, ale dzięki temu, że miałam przynajmniej nieduże oszczędności – dosłownie 2500zl, to miałam cokolwiek do czasu znalezienia kolejnej pracy. Na dokładkę to było wczesna zimą – więc doszły opłaty za ogrzewanie… Kasa poszła niemal w miesiąc.

        Nie dość, że miałam śmieciówkę, bez prawa do zasiłku, nie zgromadziłam niemal nic na emeryturę, nie dostałam ostatniej wypłaty, to gdybym jeszcze na dokładkę miała jakąś żałośna wypłatę, to nie oszczędziłabym NIC! Byłabym zadłuzona po szyję, a tak… byłam zadłużona jedynie po pachy ;) Kasa jest potrzebna i musi byc tyle, że móc zawsze coś odłożyć.

  5. „rzecież to nie jest tak, że jeżeli właściciel budki z kebabem będzie płacił ekspedientce 5000 zł netto zamiast przykładowych 2500 zł, to ta sprzeda tych kebabów dwa razy więcej, a w efekcie do jego kieszeni wpadnie więcej pieniędzy.”

    Problem w tym, że taka ekspedientka zwykle dostaje 2000 zł na umowe zlecenie, co już stanowi wyzysk

    • Może przy 2000 masz rację, ale…
      Powiedz mi, na ile w miesiącu wyceniasz pracę 8h mało wykwalifikowanego pracownika do przyjmowania drobnych, grzania parówek wkładania ich w bułkę i polewania sosem?

      Bo zaraz dojdziemy do tego że zgodnie ze wzorem nauczyciel wczesnoszkolny powinien mieć 5000 (no ej, to on naucza dzieci wiedzy) a dobry informatyk (czy lekarz) 10 000, natomiast sysadmin (lub programista) 20 000.
      Daj mi tyle. Przecież mniej to wyzysk.
      …szef działu IT 40 000, itd. itp.

      • Tyle, żeby po wynajęciu kawalerki starczyło jeszcze na życie:) w małym mieście będzie to 1500 zł, a w stolicy ponad 3000 zł

        A od nauczycieli wczesnoszkolnych to się odwal, bo pilnować małych dzieci to dużo większa odpowiedzialność niż byków z liceum, czy na studiach, dlatego uważam że oni powinni zarabiać więcej i mieć o wiele wyższe kwalifikacje, a nie tak jak teraz że rzuca się początkujących stażystów, w myśl zasady, że każda kobieta instynktownie lepie lub gorzej potrafi się zająć dziećmi…

        Podobnie pielęgniarki w porównaniu do ciężkiej roboty jaką wykonują zarabiają stanowczo za mało… a informatycy i programiści z kolei za dużo, a ich przełożeni naciskający na deadline’y i mający w dupie jakość to już w ogóle dużo za dużo

  6. Fajne są te wynurzenia teoretyków, takie nie za mądre.

    Ludzi najlepiej edukuje się przykładem. Trzeba założyć własną firmę i pokazać innym, jak to należy robić i ile płacić pracownikom.

    No chyba, że się nie potrafi.

    • Problem polega właśnie na tym, że firmy zakłada byle kto i później psuje rynek w danej branży. Typowym zachowaniem jest sprowadzanie chińszczyzny, zaniżanie cen, min dzięki zatrudnianiu ludzi za najniższe pieniądze. Takie miernoty nie powinny prowadzić „biznesu”, tylko stać w pośredniaku w kolejce po pracę w Stonce. Jeden z moich byłych pracodawców powiedział, że uważa, że jesli kogoś nie stać na godne warunki zatrudnienia dla ludzi, to nie powinien prowadzić firmy… Po latach bardzo doceniam tego człowieka.

      • Czy mam rozmieć, że wg Ciebie i Twojego autorytety kontrahenci chińskiego Foxconn’u nie powinni prowadzić firmy?

        A idąc dalej to jak wg tej miary określić ludzi (pracowników), którzy nie potrafią zapłacić za towar odpowiedniej ceny tylko szukają jak najniższej oferty? Ilu z nich np. zlecając remont mieszkania (będąc w tym momencie poniekąd pracodawcą) będzie szukać najtańszej ekipy i/lub zrezygnuje z faktury w imię niższej ceny?

        Ta chińszczyzna, niskie zarobki itd. nie biorą się znikąd.

        • A przypadkiem Foxconn nie jest faktycznym producentem sprzętu którego logo to nadgryzione jabłuszko? . Oczywiście nie tylko produkuje też inne wyroby i dla innych firm-zleceniodawców

          • Zgadza się. Co by jednak o tej firmie nie myśleć, ciężko powiedzieć o niej, że jest mierna. A chińszczyznę sprowadza ;-)

      • A to przypadkiem nie ci sami pracownicy kupują potem od takiego typa towar z chin bo jest taniej i bez vat? Albo nie ci sami pracownicy biorą do remontu Pana Cześka bo bez fakturki jest 23% taniej?

  7. Poruszający artykuł, prawie szkoda mi pracodawców ale gdy tak pojawiają się w necie artykuły o tym jak koszta pracy się buntują i każą na siebie mówić po imieniu w pracy a nie już po numerku, to jednak sumując więcej informacji na temat rynku pracy, to nie szkoda mi januszow biznesu.
    W tym momencie Janusze lobbuja aby łatwiej do Polski sprowadzać tanią siłę roboczą z poza UE. Rzecznik Januszy użyła chyba liczby 5 milionów, jako docelowej ilości jak najtańszych pracowników.
    Czyli Janusze idą po najmniejszej lini oporu, nie chcą zmiany przepisów, bo wtedy więcej osób otworzy działalność jak będzie to prostsze. Nie chcą uproszczeń, mniejszego ZUSu, Polaków z zachodu. Chcą taniego Kaliego, który dostanie od pośrednika łóżko i transport autobusem do pracy. To wszystko. Nie interesuje ich, że przez najbliższe 2 lata znowu większość młodych wyjedzie za granicę i trzeba będzie z tego kraju zrobić multikulti aby ich biznes mógł w ogóle funkcjonować. Janusze biznesu to cioty. Zamiast pójść na noże z politykami o lepsze warunki prowadzenia biznesu i konkurowania z zachodem to chcą tylko taniego pracownika.

  8. Co z ludźmi (pracownikami) których kompetencje wzrosły, choćby w wyniku samokształcenia / poszukiwania rozwiązań przy rozwiązywaniu konkretnych problemów, a którzy niekiedy nie oglądają podwyżki przez lata, choć ich praca umożliwia działanie firmy , czy instytucji i bez niej firma czy instytucja nie działała by prawidłowo lub wcale ? Pisząc instytucja mam na uwadze te miejsca pracy określane często jako tzw sfera budżetowa, niemniej Państwo nie będzie istnieć bez edukacji, ochrony zdrowia, bezpieczeństwa, czy nawet administracji, a jeżeli inaczej to przecież czy szpital to nie firma, a czym jest szkoła? a tzw usługi komunalne, nie każda firma to produkcja czy usługi komercyjne, są też takie społecznie potrzebne, lub wręcz niezbędne, tam też pracują ludzie i chcą i muszą zarobić na coraz wyższe ceny usług i produktów, by utrzymać siebie, wychować dzieci itd…

  9. Autor artykułu powołuje się na prawo rynku, które tak samo dotyczy przesiębiorców. Pracownik sprzedaje swoje umiejętności i doświadczenie, więc to oczywiste, że chce to sprzedać jak najdrożej. Jak dojdzie się do pewnego pułapu to bez inwestycji w siebie pracownik nie zarobi więcej. Jeżeli pokaże się więcej pracowników na rynku to cena pracownika też spadnie. Tak właśnie było i teraz przedsiębiorcy albo coś wymyślą albo padną. Na Zachodzie jest dokładnie tak samo choć dziwnym trafem stać ich, aby płacić więcej. W najgorszej sytuacji są właśnie lokalni przedsiębiorcy uzależnieni od lokalnego rynku, ponieważ siła nabywcza Polaków rośnie za wolno. Podziękujmy politykom, którzy zajęli się rozdawnictwem i promowaniem lenistwa, bo socjal często jest lepiej płatny niż uczciwa praca.

  10. Magiczne słowa; „niska wydajność”. Kiedyś Janusze biznesu oszczędzanie na pracownikach tłumaczyli „bo na twoje miejsce to jest 10”, teraz – niską wydajnością.
    Tylko – kiedy Janusz zatrudniał pracownika miał wobec niego pewne oczekiwania, za określoną pensję. Także jeśli chodzi o mityczną wydajność. Jeśli ten pracownik nadal u Janusza pracuje, to znaczy, że te wymagania spełnił. Jeśli w tym czasie jego wydajność wzrosła, to… Nie, nie dostanie wyższej pensji. Bo mityczna „wydajnośc” ciągle odbiega od januszowego ideału „bo u Niemca to w tym czasie robiom dwa razy wincyj”.
    No to płać, Januszu połowę tego, co zarabia Niemiec na tym samym stanowisku, w tej samej branży, a nie 20%.

    Inna rzecz, że niemiecka wydajność bierze się przede wszystkim z o rząd wielkości lepszej jakości zarządzania i inwestycji w firmę.

  11. Nie oczekuje od pracodawcy 10 000 zl za to że będę na jego maszynie naciskal dwa Guziki coś tam włożę coś wyjme. Oczekuję od niego że po 9 latach pracy na maszynie to ja ją znam najlepiej i powinienem o tą wiedzę odpowiednio więcej zarabiać a jeżeli dowiaduje się że nowy pracownik niższego szczebla zarabia na dzień dobry więcej ode mnie i jest przy okazji kompletnym żółto dziobem jeśli chodzi o pracę w zakladzie… No to do h… Pana chyba coś tu jest nie tak

    • Tez znam takie przypadki. Jeszcze taki nowy „fika”, że za mało zarabia, a często ktos musi po nim poprawiac, co ten nawywija. No ale takie jest ponoć to nowe pokolenie – roszczeniowe. Starzy nie marudza, to nie dostają więcej i pracodawca wie, że taki stały pracownik raczej się nie zwolni, a kogos tam do pracy trzeba przyjąć, to biorą co wpadnie w ręce i płaca słono…

  12. Dla mnie sprawa jest prosta – jeśli np. pracuję w handlu, to chcę podstawę pensji – najniższą krajową + prowizje. Okazuje się, że to za dużo! Albo ktoś szuka frajera, albo specjalisty od sprzedaży. No nie mam wyjścia – będę musiała tym Januszom biznesu zrobić konkurencje i otworzyć własny sklep jak nic… :]

  13. Ukazywanie pracodawcy jako wielce pokrzywdzonego, odcinek 651.

    Zacznijmy od tego, że pracodawcą jest ten, co zatrudnia jedną osobę, jak i ten, co zatrudnia ich tysiące na całym świecie. Wśród tych zatrudniających +1 osób wcale nie tak często spotyka się złego pracodawcę, natomiast wśród tych, co pracowników zatrudniają setki już nie tak trudno znaleźć złego.
    Bądźmy szczerzy, im większa firma, tym większy pracownika wyzysk. Oczywiście sektor i branża nie są bez znaczenia.
    Ponad dekadę temu stawiając pierwsze kroki w poligrafii za ogrom pracy dostawałem grosze, ale dopiero uczyłem się zawodu. Uczyłem się praktykując, ale jako że nie popełniałem większych błędów, to pracodawca na mojej pracy zarabiał dziesięciokrotnie tyle, ile płacił mi. Było nas dwóch. On siedział, ja tyrałem. Co się przez dziesięć lat zmieniło? Owszem, dziś w zupełnie innej firmie piastuję zupełnie inne stanowisko, za dużo większe pieniądze, w tej samej branży, ale obowiązki oczywiście wzrosły. I wiecie co? Jestem tak samo wyzyskiwany, co dziesięć lat temu.
    Wiele osób teraz mnie wyśmieje, ale czytajcie dalej. Otóż zarabiam 3700 miesięcznie „na rękę”, i tak, jestem wyzyskiwany. Moja praca, wkład, zaangażowanie, wiedza, doświadczenie i cała reszta są warte o wiele więcej.
    Pomijając już to, czy faktycznie jestem wyzyskiwany, warto wspomnieć o kolejnym bardzo ważnym aspekcie, otóż cenach.
    Co z tego, że zarobię 3700 skoro mam następujące wydatki:
    Czynsz
    Prąd
    Gaz
    Woda
    Wywóz nieczystości stałych
    Wywóz nieczystości płynnych
    Ogrzewanie
    Bilety komunikacji miejskiej/paliwo
    Telefon
    Telewizja
    Internet
    Raty różne
    A przecież nie samymi rachunkami żyje, trzeba też chodzić do lekarzy, gdzie wiadomo że z przyczyn oczywistych wielu z nas robi to prywatnie, należy też się w coś ubrać, coś zjeść o pasjach i hobby nie wspominając.

    Reasumując, pracodawcy nie dość, że nie płacą doświadczonym pracownikom należytej pensji, to samo życie, szczególnie w większych miastach jest cholernie drogie.

  14. a gdzie zachowana równowaga pomiedzy zyskami pracodawcy i pracownika?
    a po wogóle zatrudniać pracowników? nie lepiej aby szef sam wszystko ogarnął (np. za 100 osób) zarobi więcej dla siebie?

  15. ok, ma prawo kupić nowy dom czy samochód, ale niech nie mówi wprost pracownikowi że nie ma pieniędzy na podwyżki lub nie ma pieniadzy na podwyżki bo trzeba inwestować w rozwój firmy….. PO CO KŁAMIE?

  16. Najczęściej jednak niezależnie od tego ile zapłacimy, to mamy zrobione po prostu kiepsko. Narzeka za to i majster (bo robota za grosze), jak i zleceniodawca (bo kuchnia zrobiona kiepsko). PÓKI PRACODAWCY BĘDĄ MAŁO PŁACILI BĘDĄ MIEĆ MIEĆ PRACOWNIKÓW ALBO NA CHOROBOWYM ALBO SŁABO BĘDĄ WYKONYWAĆ SWOJĄ PRACE…. RÓWNOWAGA MUSI BYĆ ZACHOWANA!!!!!!!!!!

  17. Każdy pracodawca jak nie ma co powiedzieć tak jak autor (domniemywam że przedsiębiorca, czytając ww. artykuł) używa następujących słów: „praca nie jest obowiązkowa, jak ktoś nie chce nie musi pracować” lub „każdy może założyć firmę i płacić miliony” ===== nie wiem czy się śmiać czy płakać na głupotą wypowiedzi

  18. przyjme szeregowego pracownika moje oczekiwania: najlepiej trochę upośredzony lecz bez kartoteki w tym przedmiocie, który zostanie na nadgodziny jak będzie potrzeba, a ja mu oddam czas wolny jak bedzie przestuj lub mało pracy (proporcja 1:1 jak ja wyznaczam czas wolny), będzie zap. jak głupi bo musi dziękować że mu dałem pracę, nie ważne że 2250… dam mu zlecenie na początek a pożniej umowę na okres próbny (nie interesuje mnie co mówi ustawa)… muszę na nim przecież zarobić x10 zeby zachować równowagę, nie ważne że na innych rzeczach zarabiam 1,5% przebitki

  19. ogólnie szukam obenie nowego frajera (pracodawcę) gdzie przepracuje 30 dni, a już nie długo nie będę musiał wogóle zadnego dnia przepracować, a ZŁODZIEJ mi zaplaci za urlop i chorobowe (33 dni) TAK POSTĘPUJĘ TYLKO WOBEC TYCH KTÓRZY ZA DUŻO CHCIELI NA MNIE ZAROBIĆ, INNYCH SZANUJE

  20. na zachodzie płaci się x3 a produkty w sklepach są nieznacznie droższe, pomimo tego oplaca się prowadzić tam ten biznes, w PL nic się nie oplaca, pracodawcy ciągle płączą (czy oni nadają się na pracodawców, wydaje się że dziecko które beczy powinno być pod opieką rodziców)

  21. marny pracodawca, słabo płacący = słaby pracownik, mało wydajny ———————- nie raz pracownik wyciąga rękę z propozycją bo zarobił dla pracodwcy x2 więcej (a pracodawca dał mu 15% wiecej wyplaty), co oznacza że nie przyjął propozycji pracownika TO WSZYSTKO RÓWNA SIĘ: DALSZA ZABAWA POMIĘDZY STRONAMI…. KTO LEPSZY KTO GŁUPSZY KTO NAIWNY, KTO BARDZIEJ NAIWNY, KTO CWANIAK….. BAWIMY SIĘ DALEJ :)

  22. czy w PL placimy za duzo czy za mało należy rozpocząć od…..
    ile zarabiamt procentowo w skali UE
    ile procentowo wynosi nasza wydajność w skali UE

    jesli wydajnosc jest wyzsza niz placa to oznacza że coś tutaj nie gra…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *