- Bezprawnik -
- ecommerce -
- Kliknąłeś „Zamawiam i płacę” — i wcale nie kupiłeś. Sklepy mają na to sprytny sposób
Kliknąłeś „Zamawiam i płacę” — i wcale nie kupiłeś. Sklepy mają na to sprytny sposób
Sprzedający w internecie stosują różne sztuczki, byleby opóźnić moment faktycznego zawarcia umowy sprzedaży. Chodzi o to, by zostawić sobie na wszelki wypadek furtkę do anulowania zamówienia. Jeżeli jednak sklep zdąży je potwierdzić, to nie może już uniknąć jego realizacji. Forma może mieć znaczenie.
Cofnięcie zamówienia przez sklep to często cios poniżej pasa
Kiedy kupujemy coś przez internet, nie zastanawiamy się zbytnio nad niuansami prawnymi całego procesu. Zdecydowana większość z nas zapewne nie czyta sklepowych regulaminów od deski do deski przed dokonaniem zakupu. Na dobrą sprawę nie ma się co dziwić.
Dopóki transakcja idzie tak, jak powinna, dopóty nie musimy się zastanawiać, w którym momencie zawieramy umowę i co z tego wynika. Problemy zaczynają się w momencie, gdy coś poszło naprawdę nie tak. Nie chodzi mi nawet o konieczność dokonania zwrotu towaru. Dzięki przepisom ustawy o prawach konsumenta ta sprawa jest w zasadzie jasna, a obowiązki sklepu internetowego w razie odstąpienia od umowy zostały opisane dość precyzyjnie. Mam na myśli sytuację odwrotną: przypadki, w których anulowanie zamówienia to inicjatywa samego sklepu.
Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Natrafiliśmy na wyjątkowo atrakcyjną promocję i bez chwili zawahania z niej skorzystaliśmy. Przeklikaliśmy wszystkie etapy składania zamówienia, podaliśmy po drodze nasze dane i zapłaciliśmy za towar. Sklep po kilku godzinach nam pisze, że jednak towaru nie otrzymamy. Czy przypadkiem przedsiębiorcy nie wiąże zawarta z nami umowa? To zależy.
Anulowanie opłaconego zamówienia jest możliwe, ponieważ sklepy unikają formalnego zawarcia umowy do ostatniej chwili
Na początku należy wspomnieć o pewnej oczywistości. Prawo do odstąpienia od umowy zawartej na odległość przysługuje konsumentowi. Sprzedający nie dysponuje żadną ekwiwalentną możliwością. Sklepy jednak muszą w jakiś sposób zabezpieczyć swoje interesy przed skutkami błędów i pomyłek po swojej stronie. Właśnie dlatego konstruują proces zakupowy w tak skomplikowany sposób.
Pozwolę sobie zacytować fragment regulaminu jednego ze sklepów internetowych, który dość dobrze oddaje istotę problemu. Przy czym muszę zaznaczyć, że nie toczę z nim żadnych konsumenckich sporów. Wszelkie odniesienia do marki usunąłem.
Po zrealizowaniu powyższych kroków, możesz złożyć do nas Zamówienie za pomocą udostępnionej w tym celu funkcjonalności Serwisu (przycisk: „Zamawiam i płacę”). Następnie otrzymasz w ciągu 24 godzin e-mail potwierdzający wpłynięcie do nas Twojego Zamówienia, co nie stanowi zawarcia Umowy Sprzedaży. Zawarcie Umowy Sprzedaży następuje dopiero po otrzymaniu przez Ciebie osobnego e-maila informującego o skompletowaniu i wysłaniu przez nas zamówionych przez Ciebie Produktów (potwierdzenie przyjęcia wszystkich lub części złożonych przez Ciebie Zamówień).
Jeżeli nie otrzymasz, co najmniej 1 dzień roboczy przed upływem terminu dostawy Produktu, który został wskazany w potwierdzeniu wpłynięcia Twojego Zamówienia, e-maila potwierdzającego zawarcie Umowy Sprzedaży lub otrzymasz wiadomość zawierającą informację o braku akceptacji Zamówienia, oznacza to, że złożone przez Ciebie Zamówienie nie zostało przyjęte do realizacji (Umowa Sprzedaży nie została zawarta), a my zwrócimy niezwłocznie kwotę dokonanej przez Ciebie płatności.
Złożenie zamówienia w typowym sklepie internetowym nie oznacza już zawarcia umowy sprzedaży. Klikamy wprawdzie zamówienie z obowiązkiem zapłaty, ale formalnie rzecz biorąc, to my składamy sprzedawcy ofertę zawarcia takiej umowy. Że zdążyliśmy już przelać pieniądze za towar? To akurat podobno nie ma znaczenia.
Sklepom internetowym bardzo trudno jest wykpić się od umowy, która rzeczywiście została zawarta
Wbrew pozorom powinniśmy podejść z pewną dozą wyrozumiałości do tej praktyki nawet pomimo tego, że liczba etapów pomiędzy złożeniem zamówienia a zawarciem umowy zakrawa już na groteskę.
Sklepy internetowe od lat eksperymentują z automatyzacją cen i promocji. U dużego sprzedawcy to konieczność. Wystarczy błąd oprogramowania albo nawet żywego człowieka, by nagle wartościowy towar zacząć sprzedawać za półdarmo. Dodajmy do tego integrację halucynującego AI z polityką cenową i mamy przepis na katastrofę.
Od strony prawnej formalne zawarcie umowy sprzedaży praktycznie kończy sprawę. Sklep musi się z niej wywiązać. Zastosowanie art. 84 kodeksu cywilnego jest bardzo trudne.
Jeżeli błąd jest po stronie przedsiębiorcy, to nawet niewykonalność umowy nie uwalnia go w całości od konsekwencji
Przepis ten pozwala uchylić się od skutków prawnych swojego oświadczenia woli złożonego innej osobie, jeśli ta wywołała błąd, wiedziała o nim albo chociaż mogła się go domyślić. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że w praktyce jest on niemalże nie do zastosowania.
Promocje sięgające nawet 90% nie są w internecie czymś, co absolutnie się nie zdarza. Czym innym jest podejrzanie atrakcyjna wyprzedaż, a czym innym omyłkowe sprzedanie samochodu za 100 złotych.
Także przepisy kodeksu cywilnego dotyczące świadczeń, które stały się niemożliwe, nie zapewniają sprzedawcom większej ochrony, jeśli to oni popełnili jakiś błąd. Stąd właśnie dążenie, by maksymalnie odwlec w czasie moment związania się umową.
Mam wątpliwości, czy sprytne regulaminowe zapisy sklepów internetowych są w ogóle zgodne z prawem
W zacytowanym wyżej przykładzie moment ten następuje bardzo późno. Jest nim powiadomienie kupującego o skompletowaniu i wysłaniu mu towaru.
Pytanie brzmi: czy te praktyki są zgodne z prawem? Nietrudno w tym miejscu o niedozwolone postanowienia w regulaminie sklepu internetowego. Mamy bowiem do czynienia z pewną kolizją dwóch równorzędnych przepisów kodeksu cywilnego w postaci odpowiednio art. 65 oraz art. 70 §1:
§ 1. Oświadczenie woli należy tak tłumaczyć, jak tego wymagają ze względu na okoliczności, w których złożone zostało, zasady współżycia społecznego oraz ustalone zwyczaje.
§ 2. W umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, aniżeli opierać się na jej dosłownym brzmieniu.
W razie wątpliwości umowę poczytuje się za zawartą w chwili otrzymania przez składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu, a jeżeli dojście do składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu nie jest wymagane – w chwili przystąpienia przez drugą stronę do wykonania umowy.
Na uwagę zasługuje powołanie się na zasady współżycia społecznego oraz ustalone zwyczaje. Przesuwanie momentu formalnego zawarcia umowy stoi w sprzeczności z jednym i drugim. Co więcej, ustalone zwyczaje jasno sugerują, że to sprzedawca składa ofertę kupującemu, a nie na odwrót.
Przepisom brakuje jasnego wskazania, kiedy dochodzi do zawarcia umowy sprzedaży towaru kupionego w internecie
Ustawodawca tego dylematu niestety nie rozwiązał w ustawie o prawach konsumenta. Powinniśmy jednak pamiętać o jednym: oświadczenie woli można wyrażać na różne sposoby. Odwlekanie w czasie zawarcia umowy może się okazać nieskuteczne, jeśli sklep oznaczy w koncie użytkownika dane zamówienie jako „przyjęte”. Można bowiem domniemywać, że sprzedawca skorzystał z „zaproszenia do złożenia oferty” zgodnie z art. 65 §1 kodeksu cywilnego.
Prawdę mówiąc, jestem zdania, że sklepy nadużywają wyjść awaryjnych. W praktyce bywają one stosowane po prostu po to, by wymigać się od skutków własnych błędów, co nie powinno być dopuszczalne. Prawo powinno jasno określać, w którym momencie zostaje zawarta umowa sprzedaży internetowej. Przy okazji warto by uporządkować także anulowanie zamówienia przez samego kupującego, bo tu również panuje spora dowolność.
Dopóki jednak nie doczekamy się jakiejś regulacji na poziomie ustawowym, dopóty nie pozostaje nam nic innego, jak czytać uważnie regulaminy za każdym razem, gdy natkniemy się na wyjątkową promocję albo gdy robimy zakup, na którym bardzo nam zależy. Kruczki prawne i niuanse mogą działać na korzyść obydwu stron.










