1. Bezprawnik -
  2. Energetyka -
  3. Prąd, gaz, pellet i węgiel drożeją naraz. Pekao ostrzega, że ta zima może zrujnować domowe budżety

Prąd, gaz, pellet i węgiel drożeją naraz. Pekao ostrzega, że ta zima może zrujnować domowe budżety

Polacy wchodzą w sezon grzewczy z coraz większą niepewnością. Drożeją surowce energetyczne, ceny węgla przed zimą ponownie rosną, na rynku gazu widać silną presję wzrostową, a w przypadku pelletu pojawiają się scenariusze mówiące nawet o 4–5 tys. zł za tonę. Do tego dochodzi prognoza Biura Maklerskiego Pekao, według której cena energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w 2027 roku może wzrosnąć do około 590 zł za MWh.

Piotr Janus13.09.2026 10:01
Energetyka

Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie te podwyżki pojawią się jednocześnie na rachunkach. Pokazuje jednak coś znacznie ważniejszego — że coraz trudniej znaleźć w Polsce źródło ogrzewania, które można uznać za jednocześnie tanie, przewidywalne i dostępne.

Prąd może podrożeć o 19 procent

Najmocniejszym sygnałem ostrzegawczym jest prognoza analityków BM Pekao. Obecna średnia cena energii elektrycznej w zatwierdzonych taryfach dla gospodarstw domowych wynosi 495,16 zł/MWh. Według analityków w 2027 roku taryfa za samą energię może sięgnąć około 590 zł/MWh. Oznaczałoby to wzrost o około 19 proc.

Trzeba jednak podkreślić, że 590 zł/MWh nie oznacza 19-procentowego wzrostu całego rachunku za prąd. Cena energii jest tylko jednym z elementów faktury. W modelowym gospodarstwie domowym BM Pekao szacuje wzrost wydatków na około 276 zł rocznie, czyli mniej więcej 23 zł miesięcznie.

Problem w tym, że dla części gospodarstw rachunek za energię nie kończy się na oświetleniu i sprzęcie AGD. Coraz więcej osób wykorzystuje prąd do ogrzewania domu, podgrzewania wody czy zasilania pompy ciepła. W takim przypadku każda podwyżka cen energii ma znacznie większe znaczenie — a to, że prąd drożeje na giełdzie już dziś, jest zapowiedzią tego, co czeka taryfy w kolejnym roku.

Gaz również daje powody do obaw

Na rynku gazu sytuacja także nie wygląda spokojnie. Na początku września ceny gazu w Europie przekraczały 72 euro za MWh, a kontrakty TTF sięgały ponad 73 euro. Obecnie zbliżają się do poziomu ponad 80 euro. Jednocześnie trzeba zachować ważne zastrzeżenie. Wysokie ceny hurtowe nie oznaczają automatycznie, że tej jesieni gospodarstwa domowe dostaną rachunki wyższe o podobną wartość. Taryfy i mechanizmy regulacyjne powodują, że przełożenie cen giełdowych na rachunki jest opóźnione, ale i tak nastąpi. Obecne taryfy są zatwierdzone do końca grudnia 2026 r. Można zatem z dużym prawdopodobieństwem spodziewać się podwyżek od pierwszego stycznia 2027 r.

Gaz jest również jednym z paliw wpływających na koszt produkcji energii elektrycznej. Dlatego drogi gaz może uderzać w gospodarstwa domowe podwójnie — poprzez ogrzewanie oraz poprzez rynek energii. I właśnie dlatego analitycy Pekao wskazują wysokie ceny gazu jako jeden z czynników ryzyka dla przyszłorocznych cen prądu. Nie bez znaczenia jest też kierunek regulacyjny: koniec pieców gazowych w nowym budownictwie i objęcie ich systemem ETS2 sprawiają, że gaz przestaje być paliwem, na które można stawiać na dekady.

Pellet miał być tanią alternatywą. Teraz pojawia się scenariusz 5 tys. zł

Jeszcze bardziej niepokojąca jest sytuacja na rynku pelletu. W ostatnich latach państwo zachęcało Polaków do wymiany źródeł ciepła, a kotły na pellet stały się jednym z popularnych sposobów odchodzenia od starszych urządzeń. Problem w tym, że liczba kotłów rosła szybciej niż dostępność krajowego pelletu.

W efekcie przed sezonem 2026/2027 pojawiły się informacje o możliwym gwałtownym wzroście cen. Według nieoficjalnych informacji dotyczących rozmów branży z Ministerstwem Energii skrajny scenariusz zakłada nawet 4–5 tys. zł za tonę pelletu. Bardziej umiarkowane warianty mówią o przekroczeniu 3 tys. zł. Jeżeli gospodarstwo zużywa 3–4 tony pelletu w sezonie, cena 3 tys. zł za tonę oznacza już wydatek rzędu 9–12 tys. zł. Przy cenie 5 tys. zł byłoby to 15–20 tys. zł.

To pokazuje, jak szybko rozwiązanie reklamowane jako ekologiczna alternatywa może przestać być rozwiązaniem ekonomicznie dostępnym dla przeciętnej rodziny. Nie jest to zresztą jednorazowy wyskok — pellet drożeje coraz mocniej przy każdym kolejnym sezonie, bo popyt napędzany dotacjami rośnie szybciej niż krajowa produkcja.

Węgiel również nie jest już tani

Kto wybiera węgiel, także nie może liczyć na powrót do cen sprzed kryzysu energetycznego. Na początku września średnia cena tony węgla typu orzech lub kostka w monitorowanych składach wynosiła około 1563 zł. W zależności od jakości można znaleźć oferty w okolicach 1400–1500 zł, ale wysokokaloryczny opał kosztuje nawet 1700–1800 zł za tonę.

Jeszcze ciekawiej wygląda porównanie z cenami producentów. W ofercie Bogdanki dla gospodarstw domowych węgiel typu orzech kosztuje obecnie 1200 zł brutto za tonę. Dla rodziny potrzebującej kilku ton na zimę różnica kilkuset złotych na każdej tonie szybko zamienia się w tysiące złotych.

Droższe ogrzewanie dotknie także mieszkańców bloków

Problem nie dotyczy jednak wyłącznie właścicieli domów jednorodzinnych. Podwyżki kosztów energii mogą odczuć również mieszkańcy bloków i kamienic korzystających z tak zwanego ciepła systemowego. W Polsce miliony osób są ogrzewane za pośrednictwem miejskich sieci ciepłowniczych. Dla mieszkańca oznacza to brak własnego kotła i konieczności kupowania ton węgla czy pelletu, ale nie oznacza to, że jest on całkowicie odizolowany od zmian cen energii. Różnice między systemami dobrze widać zresztą, gdy porówna się ogrzewanie miejskie i gazowe w bloku.

Przedsiębiorstwa ciepłownicze muszą bowiem kupować paliwo, energię elektryczną oraz ponosić koszty transportu, remontów i utrzymania sieci. Jeżeli rosną koszty produkcji ciepła, wcześniej czy później presja może pojawić się również na taryfy.

W efekcie mieszkańcy bloków mogą otrzymać wyższe zaliczki na ogrzewanie albo większe rozliczenia po zakończeniu sezonu. I tutaj pojawia się kolejny paradoks transformacji energetycznej. Osoba mieszkająca w mieszkaniu z miejskim ogrzewaniem nie ma przecież możliwości zmiany kotła na tańszy ani wyboru innego paliwa. Jest uzależniona od systemu, do którego podłączony jest jej budynek.

Co więcej, przedsiębiorstwa ciepłownicze również stoją przed kosztowną transformacją. Muszą inwestować w modernizację źródeł ciepła, ograniczanie emisji oraz dostosowanie sieci do nowych wymogów. Te inwestycje są potrzebne, ale ich koszt ostatecznie może zostać częściowo uwzględniony w cenie ciepła.

Dlatego rachunek za transformację energetyczną może trafić zarówno do właściciela domu ogrzewanego gazem czy pelletem, jak i do mieszkańca dużego bloku korzystającego z miejskiej sieci. Różnica jest tylko taka, że ten drugi nie widzi kosztu paliwa w workach czy na fakturze za gaz. Widzi go później w opłatach za mieszkanie.

Największy problem: nie ma już oczywistego wyboru

Jeszcze kilka lat temu można było powiedzieć: gaz jest wygodny, węgiel tani, pellet ekologiczny, a pompa ciepła to inwestycja w przyszłość. Dziś każdy z tych wyborów ma poważne zastrzeżenia.

Gaz jest uzależniony od sytuacji na europejskim rynku surowca. Węgiel jest coraz mocniej obciążany regulacjami środowiskowymi i pozostaje paliwem, od którego państwo chce odchodzić. Pellet zmaga się z problemem podaży, a jego cena może gwałtownie wzrosnąć przy większym popycie i mroźnej zimie.

Pompa ciepła z kolei oznacza zależność od energii elektrycznej. Jeżeli prąd drożeje, rośnie również koszt ogrzewania domu wykorzystującego pompę. Paradoks polega na tym, że to wciąż pompa ciepła to najtańsze ogrzewanie domu w 2025 roku według wyliczeń Polskiego Alarmu Smogowego — a mimo to właściciel domu zaczyna stawać przed absurdalnym pytaniem: które paliwo wybrać, żeby nie zapłacić fortuny?

Droższe ogrzewanie to nie tylko problem właścicieli domów

Koszty energii nie kończą się zresztą na rachunkach gospodarstw domowych. Jeżeli drożeje gaz, prąd czy paliwa wykorzystywane w produkcji, rosną również koszty przedsiębiorców. Dotyczy to między innymi firm produkcyjnych, piekarni, przetwórstwa, transportu czy przedsiębiorstw komunalnych. W przypadku tych ostatnich droższa energia i paliwo mogą ostatecznie znaleźć odzwierciedlenie w cenach usług, na przykład odbioru odpadów czy innych usług świadczonych przez samorządy.

Przedsiębiorca może próbować wziąć podwyżkę na siebie, ale w dłuższym okresie trudno oczekiwać, że będzie stale finansował rosnące koszty z własnej marży. Dlatego droższa energia może wrócić do Polaków nie tylko w postaci wyższego rachunku za ogrzewanie. Może pojawić się także w cenach żywności, usług i transportu.

Co czeka Polaków zimą?

Najbardziej prawdopodobny scenariusz nie zakłada jednej gigantycznej podwyżki, która nagle pojawi się na wszystkich rachunkach. Problem jest bardziej podstępny. Rosną koszty kilku źródeł energii jednocześnie. Prąd ma być według analityków Pekao droższy w 2027 roku. Gaz na europejskim rynku jest znacznie droższy niż jeszcze niedawno. Węgiel przed sezonem grzewczym ponownie drożeje, a pellet może stać się bardzo drogim paliwem, jeśli spełnią się pesymistyczne scenariusze dotyczące podaży.

Do tego dochodzi pogoda. Jeżeli zima okaże się łagodna, zapotrzebowanie na opał będzie mniejsze i najczarniejsze prognozy mogą się nie sprawdzić. Jeżeli jednak nadejdą długie okresy mrozu, presja na rynek może być znacznie większa.

I właśnie dlatego tegoroczna zima może być dla domowych budżetów testem.

Ekologiczna transformacja musi mieć swoją granicę

Przez lata Polakom mówiono, że mają wymieniać piece, odchodzić od węgla i inwestować w nowe źródła ciepła. Problem w tym, że sama zmiana technologii nie gwarantuje niskich rachunków. Jeżeli państwo dopłaca do zakupu urządzenia, ale później jego użytkownik płaci kilka czy kilkanaście tysięcy złotych rocznie za paliwo, trudno mówić o pełnym sukcesie takiej transformacji.

Transformacja energetyczna nie może być projektowana tak, jakby rachunek za jej wdrożenie nie miał znaczenia, ponieważ dla przeciętnej rodziny nie istnieje coś takiego jak „koszt polityki energetycznej”. Jest po prostu rachunek, który trzeba zapłacić — i trzeba jeszcze mieć z czego go zapłacić.

A tej zimy coraz więcej Polaków może zacząć zadawać pytanie, które jeszcze kilka lat temu wydawało się oczywiste: jak ogrzać dom, nie rujnując przy tym domowego budżetu?

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover