1. Home -
  2. Prawo -
  3. Friz zachęca córkę do krzyczenia na dziki. Kodeks karny przewiduje za coś takiego do 3 lat więzienia

Friz zachęca córkę do krzyczenia na dziki. Kodeks karny przewiduje za coś takiego do 3 lat więzienia

Viralowe nagrania, na których influencer Karol „Friz" Wiśniewski przegania dziki sprzed swojego domu, obiegły polski internet w ostatnich tygodniach. To, co zaczęło się od śmiesznego filmiku z łopatą do śniegu, przerodziło się w regularny cykl treści – z aukcją WOŚP za 62 tysiące złotych włącznie. Problem zaczął się wtedy, gdy w kolejnych odcinkach tej sagi obok influencera pojawiła się jego 3-letnia córka Maja. I to jest moment, w którym warto przestać się śmiać i zacząć czytać przepisy.

Mariusz Lewandowski24.02.2026 19:05
Prawo

Viral z łopatą, aukcja za 62 tysiące i córka w roli statystki

Historia jest prosta. Dziki regularnie odwiedzają posesję Friza, rozgrzebują śmieci i robią bałagan. Influencer postanowił je przegonić – z łopatą do odśnieżania w ręku, wrzeszcząc na zwierzęta i ogłaszając się „apex predatorem". Nagrania trafiły na TikToka, gdzie zebrały miliony wyświetleń.

Sukces virala skłonił Friza do wystawienia na aukcję WOŚP „spaceru z odstraszaniem dzików". Licytacja zakończyła się kwotą 62 370 złotych. Sam influencer skomentował to z entuzjazmem, zapowiadając rozmowy o tworzeniu treści w internecie i viralach.

Sprawy przybrały jednak inny obrót, gdy w kolejnych nagraniach pojawił się nowy element – trzyletnia Maja. Na filmach widać, jak dziewczynka, zachęcana przez ojca, krzyczy w stronę dzików „Sio, sio, sio". W najnowszym materiale Friz biegnie w stronę zwierząt ze szczotką umazaną farbą, po czym odwraca się do córki ze słowami: „Maja, dawaj, teraz ty. Co im powiesz?" – i oboje podchodzą w kierunku stada.

Komentarze pod nagraniami podzieliły się dość mocno. Część internautów nadal bawi się całą sytuacją. Część – i to spora – zaczęła pytać, czy to jest jeszcze zabawne, czy już niebezpieczne.

Czytaj też: Popularny Friz pochwalił się, że on to ma tak poukładane, że nie płaci podatków. Ludzie oburzeni, choć niesłusznie

Dzik to nie maskotka – twarde fakty

Zanim przejdziemy do przepisów, warto przypomnieć, z jakim zwierzęciem mamy do czynienia. Dorosły dzik może ważyć od 80 do nawet 200 kilogramów. Potrafi biegać z prędkością do 40 km/h. Ma kły zdolne do zadania poważnych ran kłutych. Lochy broniące młodych lub dziki czujące się osaczone atakują bez ostrzeżenia – nie uciekają, lecz szarżują.

W Polsce co roku dochodzi do wypadków z udziałem dzików. Zwierzęta te coraz częściej pojawiają się na terenach podmiejskich, przyzwyczajone do obecności ludzi, ale wciąż dzikie i nieprzewidywalne. Podchodzenie do nich z krzykiem, machanymi przedmiotami i małym dzieckiem u boku to przepis na tragedię – niezależnie od tego, ile wyświetleń zbierze filmik.

Co mówi prawo – ochrona zwierząt

Zacznijmy od zwierząt, bo przepisy w tym zakresie są jednoznaczne. Ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt w art. 6 ust. 2 pkt 9 wskazuje, że formą znęcania się nad zwierzętami jest „złośliwe straszenie lub drażnienie zwierząt". Dotyczy to wszystkich kręgowców – w tym dzików. Za znęcanie się nad zwierzęciem grozi kara pozbawienia wolności do lat 3, a w przypadku szczególnego okrucieństwa – od 3 miesięcy do 5 lat.

Kluczowe jest tu słowo „złośliwe". Przeganianie dzików ze swojej posesji, gdy zagrażają mieniu, trudno uznać za złośliwe – właściciel nieruchomości ma prawo bronić swojego terenu. Sytuacja zmienia się jednak, gdy cała akcja jest reżyserowana, nagrywana, publikowana w mediach społecznościowych i powtarzana systematycznie w celach rozrywkowych. Trudno mówić o spontanicznej obronie posesji, gdy człowiek biegnie w stronę dzików ze szczotką pomalowaną różową farbą, nagrywając to na TikToka.

Niezależnie od ustawy o ochronie zwierząt, art. 78 Kodeksu wykroczeń stanowi, że kto przez drażnienie lub płoszenie doprowadza zwierzę do tego, że staje się niebezpieczne, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany. Ten przepis nie wymaga nawet przesłanki złośliwości – wystarczy sam fakt doprowadzenia zwierzęcia do stanu, w którym staje się ono zagrożeniem. A zestresowany, osaczony dzik zagrożeniem jest zawsze.

Jest jeszcze art. 165 Kodeksu wykroczeń, który penalizuje złośliwe płoszenie lub ściganie dziko żyjących zwierząt w lesie. Ten przepis raczej nie znajdzie tu zastosowania, bo dziki pojawiają się na prywatnej posesji, nie w lesie – ale warto o nim wiedzieć.

Co mówi prawo – bezpieczeństwo dziecka

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zabieranie trzyletniego dziecka w bezpośrednie sąsiedztwo stada dzików i zachęcanie go do konfrontacji z dzikimi zwierzętami rodzi pytania o narażenie małoletniego na niebezpieczeństwo.

Art. 160 § 1 Kodeksu karnego stanowi, że kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Paragraf 2 tego przepisu zaostrza odpowiedzialność, gdy na ofierze ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną – a więc dokładnie w sytuacji, gdy rodzic naraża własne dziecko.

Oczywiście nie każda potencjalnie niebezpieczna sytuacja z udziałem dziecka automatycznie wypełnia znamiona tego przestępstwa. Aby mówić o narażeniu w rozumieniu art. 160 k.k., niebezpieczeństwo musi być „bezpośrednie" – czyli realne i konkretne, a nie jedynie hipotetyczne. Sądy oceniałyby, czy w danym momencie istniało rzeczywiste zagrożenie dla zdrowia lub życia dziecka.

Nie zmienia to faktu, że zachęcanie trzylatki do podchodzenia do stada dzików i krzyczenia na nie jest zachowaniem, które drastycznie zwiększa ryzyko ataku. Dzik zestresowany krzykami i ruchem, mający zablokowaną drogę ucieczki, może zaatakować – a trzyletnie dziecko nie ma żadnych szans na reakcję.

Władza rodzicielska a treści w mediach społecznościowych

Jest jeszcze jeden wątek, który w kontekście działalności influencerów z dziećmi wraca regularnie. Art. 95 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego stanowi, że władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny. Rodzice mają obowiązek troszczyć się o bezpieczeństwo dziecka – fizyczne i psychiczne.

Angażowanie małego dziecka w potencjalnie niebezpieczne sytuacje dla celów tworzenia treści internetowych jest zjawiskiem, które coraz częściej zwraca uwagę organów ochrony praw dziecka na całym świecie. Polska ustawa o ochronie małoletnich wprawdzie nie reguluje wprost kwestii udziału dzieci w treściach na platformach społecznościowych, ale ogólne ramy ochrony dobra dziecka obowiązują niezależnie od medium.

W skrajnych przypadkach sąd opiekuńczy może ingerować we władzę rodzicielską – od wydania zarządzeń dotyczących sposobu jej wykonywania, przez ograniczenie, aż po pozbawienie. Nie sugeruję, że przypadek Friza do tego prowadzi. Sugeruję natomiast, że systematyczne angażowanie trzylatki w konfrontacje z dzikimi zwierzętami – dla zasięgów – powinno budzić uzasadniony niepokój.

Problem jest szerszy niż jeden influencer

Przypadek Friza i dzików jest symptomatyczny dla szerszego zjawiska. Influencerzy coraz częściej angażują swoje dzieci w treści, które generują zasięgi – nie zawsze pytając, czy to jest w interesie dziecka. Wirusowość nagra nie robi z niebezpiecznej sytuacji bezpiecznej. 62 tysiące złotych na aukcji WOŚP to piękny gest, ale ochrona zwierząt i bezpieczeństwo dzieci nie powinny być ceną, jaką płacimy za internetowy viral.

Polskie prawo daje narzędzia do reagowania na takie sytuacje – zarówno z perspektywy ochrony zwierząt, jak i ochrony małoletnich. Pytanie, czy ktokolwiek z nich skorzysta, pozostaje otwarte. Na razie internet się śmieje. Albo już nie.

Warto przy okazji przypomnieć, że kary za znęcanie się nad zwierzętami w Polsce od lat budzą kontrowersje – zdaniem wielu organizacji zajmujących się ochroną praw zwierząt, sądy wymierzają je zbyt łagodnie. A to, że coś jest viralowe i śmieszne, nie oznacza automatycznie, że jest legalne.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi