- Bezprawnik -
- Społeczeństwo -
- Gliniarze, Szpital, Trudne sprawy. Przejrzałem ramówkę i już wiem, czemu telewizja traci widzów
Gliniarze, Szpital, Trudne sprawy. Przejrzałem ramówkę i już wiem, czemu telewizja traci widzów
Od pewnego czasu mówi się, że streaming całkowicie zastąpi klasyczną telewizję. Nie ma się czemu dziwić – w końcu dzięki platformom streamingowym nie jesteśmy uzależnieni od programu TV i możemy włączyć ulubiony film lub serial wtedy, kiedy chcemy. Telewizja przegrywa też pod innym względem: trudno w niej znaleźć coś naprawdę interesującego.
Przypomniałem sobie, dlaczego od lat nie oglądam telewizji
Od czasów pandemii praktycznie nie oglądam telewizji. Ograniczam się głównie do wydarzeń sportowych, zwłaszcza do piłki nożnej i skoków narciarskich (jestem ich fanem jeszcze sprzed czasów małyszomanii i doskonale pamiętam rywalizacje Peterki z Funakim i Schmitta z Ahonenem pod koniec lat 90.). No właśnie: wydaje mi się, że najlepsze programy telewizyjne były dostępne – przynajmniej z mojego punktu widzenia – na przełomie wieków.
Telewizja kablowa w latach 90.: Discovery, Cartoon Network i Animal Planet
To właśnie w drugiej połowie lat 90. moi rodzice wykupili pakiet telewizji kablowej. Nagle w miejsce kilku kanałów pojawiło się ich około setki, w tym m.in. Cartoon Network, Discovery Channel, Discovery Civilisation czy Animal Planet. Człowiek chłonął treści jak gąbka. Jeśli chodzi o Discovery, były to zazwyczaj bardzo fajne programy popularnonaukowe czy historyczne.
W tygodniu po pracy postanowiłem położyć się na kanapie i obejrzeć coś w telewizji, gdyż nie chciało mi się niczego szukać na Netflixie czy Amazon Prime. Chciałem zaoszczędzić czas, a tymczasem tylko go straciłem.
Dzisiejsza ramówka telewizyjna stworzona na jedno kopyto
Klikałem sobie po kanałach, począwszy od TVP1. Po godz. 16:00 leciał jakiś turecki serial obyczajowy. Na TVP2 dwa klasyki po sobie – „Koło fortuny” i „Familiada”. Idę dalej. Na Polsacie emitowali tzw. serial fabularno-dokumentalny (paradokumentalny) pt. „Gliniarze”. Jednocześnie na TVN7 puszczali utrzymany w podobnym tonie „Szpital”, po którym miał lecieć serial „Sędzia Anna Maria Wesołowska”. Na TV4 leciały z kolei dwa odcinki „Trudnych spraw”.
Miałem pecha, zasiadając przed telewizorem po 16:00? Gdybym włączył TV godzinę wcześniej lub godzinę później, to na TVN nadziałbym się na „Ukrytą prawdę” lub „Detektywów”. O 18:00 na TV4 zaczynały się też „Policjantki i policjanci”. Do kompletu brakowało tylko seriali „Dlaczego ja?” i „Pamiętniki z wakacji”.
Gdzie programy edukacyjne i filmy dokumentalne?
Nie chcę oceniać tego typu programów, ale dlaczego właściciele stacji telewizyjnych idą na taką łatwiznę? Cała ramówka na jedno kopyto, stworzona po linii najmniejszego oporu (seriale, w których często występują osoby bez zawodowego przygotowania aktorskiego), jakby tylko dla jednego typu widza. Gdzie programy edukacyjne i rozrywkowe dla młodzieży, ciekawe filmy i seriale albo filmy dokumentalne? Tęsknię za filmami dokumentalnymi z charakterystycznym głosem Krystyny Czubówny. Pewnie część z nich da się znaleźć w serwisie streamingowym TVP (swoją drogą, nie trzeba płacić abonamentu RTV za VOD TVP), ale ja chciałem po prostu włączyć telewizor.
Miała być telewizja, a jednak skończyłem na Netflixie
Myślałem, że wystarczy kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund, abym mógł sobie coś fajnego pooglądać w telewizji. Będąc już mocno zniechęcony, nie dotarłem nawet do Discovery czy National Geographic, lecz przełączyłem się na Netflixa – na szczęście na własnym koncie, bo współdzielenie konta na Netflix od dłuższego czasu nie jest już takie proste. Może spróbuję za kolejnych kilka lat.
Stacje telewizyjne tracą widzów na własne życzenie
Jeśli kiedykolwiek właściciele stacji telewizyjnych w Polsce będą narzekać na coraz słabszą widownię, to mogą mieć pretensje tylko do siebie. Widzowie mają dziś mnóstwo alternatyw – od serwisów VOD po nielegalne źródła, bo blisko 7 milionów Polaków ogląda pirackie filmy i seriale. Ja nie skorzystałem z usług telewizji, lecz włączyłem po raz enty amerykańską wersję „The Office” z genialnym Stevem Carellem w roli Michaela Scotta i kolejny raz świetnie się przy niej bawiłem. That's what she said!
zobacz więcej:










