Skłamał w CV, teraz musi zapłacić rekruterom za poświęcony mu czas

Gorące tematy Praca Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (127) 14.11.2017
Skłamał w CV, teraz musi zapłacić rekruterom za poświęcony mu czas

Udostępnij

Marek Krześnicki

W czasach, gdy idealny kandydat na pracownika powinien mieć dwadzieścia lat życia i dziesięć lat doświadczenia, niejednemu może przyjść do głowy nieco „podkoloryzować” swoje CV. Ale to może być dosyć kosztowna twórczość, o czym przekonał się pewien informatyk. Co grozi za kłamstwa w CV?

Firma informatyczna potrzebowała zatrudnić nowego pracownika. Stanowisko „senior developer” wymagało odpowiednich kwalifikacji, w tym znajomości technologii: Python3, Flask, MySQL i Erlang. Jeden z kandydatów nie grzeszył doskonałą znajomością tego ostatniego języka programowania, ale nie przeszkodziło mu to w takim opisie swoich umiejętności w CV. W ten sposób udało mu się spotkać na rozmowie kwalifikacyjnej z pracownikami firmy oraz jej właścicielem.

Jak się można domyślać, rozmowa nie poszła po myśli nieuczciwego kandydata. Jego brak deklarowanych kompetencji szybko wyszedł na jaw, co rozsierdziło osoby zaangażowane w proces rekrutacji. Skutek? Firma postanowiła wystawić „rachunek” za czas poświęcony na rekrutację przez: szefa działu programistów, szefa działu HR oraz właściciela firmy. Rachunek słony, bo wynoszący 410 dolarów; w przypadku braku zapłaty sprawa zostanie skierowana na drogę sądową. Tak wygląda pismo skierowane do felernego kandydata (źródło: Trololodev):

wezwanie do zapłaty za kłamstwo w CV

Kłamstwa w CV – co za nie grozi (oprócz kompromitacji)?

Sytuacja rozegrała się co prawda daleko od Polski, ale warto się zastanowić, czy w naszym kraju takie wezwanie do zapłaty za kłamstwa w CV miałoby rację bytu? Odpowiedzialność kandydata na dane stanowisko za pisanie bajek w CV można rozpatrywać na kilku płaszczyznach. W najdalej idącej wersji, za koloryzowanie swojego zawodowego życia można nawet… trafić na 8 lat za kratki. Taka w każdym razie jest maksymalna sankcja za czyn określony w art. 286 §1 kodeksu karnego:

Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Jakby nie patrzeć, celem oszukańczego formowania treści CV jest zdobycie pracy, co wiąże się z wynagrodzeniem wyższym niż za rzeczywiście posiadane kwalifikacje. To jednak nie rozwiązuje problemu rekruterów, bo, po pierwsze, z pewnością mają oni ciekawsze rzeczy do roboty niż zawiadamianie organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego np. na zawyżeniu umiejętności językowych, a po drugie są to kwestie sprawiające ogromne trudności dowodowe (w końcu ocena umiejętności była subiektywna, a żeby wsadzić kogoś za kratki powinno się mieć pewność co do winy oskarżonego).

Uczciwość w negocjacjach to nie tylko dobra cecha charakteru – to obowiązek

Wezwanie do zapłaty jest natomiast czynnością z zakresu prawa cywilnego. Czy polscy rekruterzy mogliby w ten sposób dyscyplinować nieuczciwych kandydatów do pracy? Można sobie wyobrazić (choć to bez wątpienia byłaby precedensowa sprawa), że w takim przypadku należałoby zastosować normę wyrażoną w art. 72 §2 kodeksu cywilnego:

Strona, która rozpoczęła lub prowadziła negocjacje z naruszeniem dobrych obyczajów, w szczególności bez zamiaru zawarcia umowy, jest obowiązana do naprawienia szkody, jaką druga strona poniosła przez to, że liczyła na zawarcie umowy

Jak wskazał Sąd Najwyższy:

Odpowiedzialność odszkodowawcza za niestaranność negocjacyjną (…) ograniczona jest do ujemnego interesu umownego. Dotyczy rzeczywistych strat, powstałych m. in. w rezultacie poniesienia kosztów na przygotowanie się do negocjacji – a więc kosztów ekspertyz, przeprowadzonych badań i prac naukowych.

W praktyce oznacza to, że niedoszły pracownik, który świadomie wprowadził potencjalnego pracodawcę w błąd co do swoich umiejętności, co spowodowało zaangażowanie zasobów ludzkich tegoż pracodawcy do weryfikacji rzeczywistych umiejętności kandydata, mógłby ponosić odpowiedzialność cywilną i zapłacić odszkodowanie z tego tytułu. Tu jednak znowu kłaniają się trudności w udowodnieniu rzeczywistej wielkości szkody. Pracodawca musiałby np. udowodnić, że zajmowanie się kandydatem-kłamczuszkiem spowodowało u niego szkodę.

Mówiąc krótko: tak, takie wezwanie do zapłaty jak przedstawione na początku wpisu w teorii mogłoby mieć sens. W praktyce trudno sobie wyobrazić skuteczne dochodzenie takich roszczeń. Może to i dobrze, przynajmniej HR-owcy mają co robić podczas rekrutacji.

127 odpowiedzi na “Skłamał w CV, teraz musi zapłacić rekruterom za poświęcony mu czas”

  1. prawdę mówiąc od 10 lat już nie mam do czynienia z polskimi rekruterami (oprócz tego że od czasu do czasu że dobijają się do mnie przez LinkedIn) – ale wcześniej sytuacja nie wyglądała różowo. Wszyscy kłamali, rekruterzy na temat warunków pracy, kandydaci na temat doświadczenia… Czy aż tak się to zmieniło żeby można było rozpatrywać legalność działań jednej czy drugiej strony?

  2. Ciekawe czy obowiazywaloby to w obie strony.

    Np. odszkodowania od pracodawcy za opowiadanie bajek na temat mozliwosci rozwoju w firmie co np. skutkowalo odrzuceniem bardziej korzystnej pracy.

    Zdazylo mi sie to pare razy … ;)

    • Albo „elastyczne godziny pracy” a faktycznie masz obowiązek przychodzenia najpóźniej o 7:00, 8:00 czy 9:00 godzinie. Tak samo z „możliwością pracy zdalnej” a w rzeczywistości przysługuje to tylko w szczególnych przypadkach. Też jestem ciekaw czy można to tak podciągnąc.

    • A skąd wiesz, że tamte były bardziej atrakcyjne? Może tam też ściemniali, żeby Cię skusić do zatrudnienia, tylko mniej skutecznie niż ta, którą ostatecznie wybrałeś:)

  3. Z drugiej jednak strony, za te „lidera rynku”, „dynamiczny i rozwijający się zespół” oraz „atrakcyjne wynagrodzenie”, to rekruterzy by się z tych odszkodowań długo nie wypłacili :)

  4. a to może w koncu niech bedzie obowiazek podania nazwy firmy, która daje ogłoszenie? Tylko ogloszenia agencji bez podania nazwy klienta lub dynamicznie rozwijająca….

    Brak podania wynagrodzenia też jest marnowaniem mojego czasu. Czy za to mam wystawić rachunek?

    • Jest szansa, że interpretacja nowego RODO da taki efekt. (obowiązek informowania z góry, jakiej innej firmie się udostępni zebrane dane i po co) Ale może uznają, że jeśli kandydat nie rokuje, to nikomu nie przekazują – więc będą mówić dopiero tym rokującym. To i teraz przecież tak jest.
      Tylko co z „bazami klientów” takiej firmy headhuntingowej, jeśli klient zapyta „dajcie mi z 10 programistów java a my ich sami ocenimy” to najpierw hh powinien tych programistów z bazy wyłowić, zapytać ich czy pozwalają na udostępnienie temu i temu, i dopiero można.

  5. Ciekawe, że aby się dowiedzieć, że ni w ząb Erlanga nie zna, trzeba było poświęcić po 2 godziny pracy tak światłych osób… Może jednak należałoby wezwać szefów dwóch wyszczególnionych działów, by oddali część swojej wypłaty?

  6. Cała sprawa dowodzi jednego – osoba odpowiedzialna za rekrutację była kretynem i powinno się ją zwolnić. Jak można doprowadzić do sytuacji że moi dyrektorzy rozmawiają z jakimiś losowymi ludźmi z łapanki? Po to właśnie dzieli się rekrutację na etapy żeby tylko najkonkretniejsi mieli właściwą rozmowę z przyszłymi przełożonymi i żeby ograniczyć koszta.

  7. Z drugiej strony:
    Koleżanka była na “testach” w ramach rekrutacji i po tygodniu głupkowatej zabawy okazało się, że firma od początku miała kandydata, a cyrk był udawany. To może rekruterzy powinni płacić kandydatom za stracony czas?
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *