Mieszkańcy bloków muszą przygotować się na spore dopłaty
Jak podaje "Fakt", sondaż przeprowadzony przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) pokazuje wyraźny podział w podejściu Polaków do kosztów ogrzewania. Aż 62 proc. użytkowników pomp ciepła przykręciło w tym sezonie termostaty, reagując bezpośrednio na wysokie rachunki za prąd. Podobną strategię przyjmują osoby kupujące pellet, którego rynkowa cena wzrosła nawet o tysiąc złotych na tonie.
Tymczasem jeśli chodzi o mieszkańców bloków podłączonych do sieci miejskiej, to na ograniczenie temperatury w mieszkaniach zdecydowało się jedynie 37 proc. osób. Ta różnica wynika z systemu fakturowania – w blokach za ciepło płaci się stałą zaliczkę przez cały rok, co tłumi poczucie realnych kosztów. Właściciel domu jednorodzinnego rozlicza się na bieżąco, podczas gdy lokator w bloku opłaca stały ryczałt, który nie motywuje do natychmiastowego ograniczania zużycia.
Jest to o tyle «ryzykowne», że tegoroczne rozliczenia ze spółdzielniami i wspólnotami mieszkaniowymi uwzględnią brak państwowych tarcz osłonowych, które w poprzednim sezonie blokowały podwyżki. Przedsiębiorstwa ciepłownicze zaktualizowały taryfy. Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości, wskazuje, że same stawki za ciepło sieciowe wzrosły w ujęciu rocznym o około 3,5 proc.
Decydujący wpływ na ostateczny rachunek będzie miała jednak pogoda. Niskie temperatury w styczniu wywindowały zapotrzebowanie na energię cieplną aż o 20 proc. w porównaniu do cieplejszych miesięcy ubiegłego roku. Koszty wygenerowane tylko przez ten jeden miesiąc mogą stanowić jedną piątą całorocznych wydatków gospodarstwa domowego na ogrzewanie. Biorąc pod uwagę, że już przed rokiem, przy działających mechanizmach osłonowych i łagodniejszej zimie, dopłaty w blokach wynosiły od 800 do 1000 zł, nadchodzące wyrównania będą wyższe. Osoby rozliczające się na podstawie prognoz mogą uniknąć szoku, przechodząc na odczyt rzeczywisty.
Pomóc może teoretycznie bon ciepłowniczy. Sęk w tym, że nie wszystkim
Warto w tym miejscu przypomnieć, że Ministerstwo Klimatu wprowadziło bon ciepłowniczy; z pomocy będzie mogła jednak skorzystać jedynie wąska grupa odbiorców. Z obecnych szacunków wynika, że obejmie ona ok. 400 tys. rodzin.
Wypłata środków jest uzależniona od spełnienia dwóch kryteriów. Pierwszym jest próg dochodowy – 3272,69 zł netto w przypadku osoby gospodarującej samotnie oraz 2454,52 zł netto na osobę w rodzinie wieloosobowej. Drugim warunkiem jest cennik lokalnego dostawcy. Pieniądze trafią wyłącznie do lokatorów w tych miastach, gdzie stawka netto za gigadżul (GJ) ciepła sieciowego przekracza 170 zł.
System wypłat powiązano z cenami energii i rozbito na dwie transze. Obecnie realizowane są przelewy z pierwszej puli. Gospodarstwa płacące dostawcy od 170 do 200 zł za gigadżul otrzymują 500 zł. Przy cenie od 200 do 230 zł wsparcie wynosi 1000 zł, a powyżej 230 zł za GJ rośnie do 1750 zł.
Wyższe kwoty zaplanowano w drugiej transzy, która zostanie uruchomiona pod koniec roku, przed kolejnym sezonem grzewczym. Wtedy dopłaty wyniosą odpowiednio 1000 zł, 2000 zł oraz 3500 zł w najwyższym progu cenowym.
Wnioski o to wsparcie będzie można składać w urzędach gmin między 1 lipca a 31 sierpnia. Oznacza to jednak, że wiosenne rozliczenia ze spółdzielniami większość lokatorów będzie musiała uregulować z bieżących dochodów.
Warto przy tym wiedzieć, że nie ma jednolitych przepisów regulujących moment włączenia ogrzewania w blokach – to decyzja zarządcy, która również wpływa na wysokość końcowego rachunku.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj