Czy polskie wojsko właśnie chwilę temu… napadło na Czechy? Z powodu… kapliczki?

Codzienne Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (6837) 10.06.2020
Czy polskie wojsko właśnie chwilę temu… napadło na Czechy? Z powodu… kapliczki?

Rafał Chabasiński

Wygląda na to, że własnie napadliśmy na Czechy. Polskie wojsko pilnujące granicy w związku z epidemią koronawirusa najwyraźniej uznało za świetny pomysł wtargnięcie na terytorium naszego południowego sąsiada. Żołnierze ustawili punkt kontrolny przy zabytkowej kapliczce i przeganiają stamtąd miejscowych.

Konflikty oraz incydenty graniczne to niemalże codzienność w relacjach pomiędzy państwami

Incydenty graniczne przytrafiają się poszczególnym państwom jak świat długi i szeroki. W Europie najczęściej powodują je rosyjskie samoloty wlatujące w przestrzeń powietrzną państw NATO.  Takich przypadków w ciągu roku mamy przynajmniej kilka.

Niekiedy wtargnięcia na terytorium innego państwa powodują poważne konsekwencje. Przykładem mogą być regularne prewencyjne naloty sił powietrznych Izraela na sąsiadów, czy chociażby niedawna inwazja Chin na Indie. Tysiące żołnierzy Państwa Środka zajęli strategicznie położoną dolinę na spornym terytorium.

Najwyraźniej Wojsko Polskie pozazdrościło Chińczykom, bo postanowiło wtargnąć na terytorium Republiki Czeskiej. Jakby tego było mało, najwyraźniej napadliśmy na Czechy z powodu zabytkowej kapliczki znajdującej się po drugiej stronie granicy. Być może więc mamy do czynienia nie tyle z inwazją, co z prawdziwą krucjatą?

Najwyraźniej w drugiej połowie maja napadliśmy na Czechy

Czeski portal Denik, a za nim Gazeta Wyborcza, informuje o przebiegu incydentu granicznego pomiędzy obydwoma krajami. Otóż granicę w pewnym miejscu wyznacza niewielki potok o nazwie Troja. Po jednej stronie leży polska wieś Pielgrzymów a po drugiej czeski Pelhrimov. Około trzydziestu metrów od rzeczki znajduje się zabytkowa kapliczka, lokalna atrakcja turystyczna.

Do tej pory polscy żołnierze pilnowali granicy w Pielgrzymowie w związku z panującą epidemią koronawirusa. W pewnym momencie jednak z bliżej nieznanych powodów przekroczyli Troję i ustawili posterunek graniczny przy kapliczce. Zdaniem strony czeskiej, uzbrojeni w pistolety maszynowe żołnierze uniemożliwiali Czechom odwiedzanie tego miejsca. Nie pozwalali mieszkańcom na zbliżanie się bliżej niż 10 metrów od obiektu.

Okupacja terytorium naszego południowego sąsiada trwa przynajmniej od 28 maja. Wtedy to nasi żołnierze mieli przepędzić specjalistę budowlanego mającego udokumentować stan tynku budowli. Kiedy dokładnie napadliśmy na Czechy? Tego niestety żadne ze źródeł nie podaje. Podobnie jak powodów przeprowadzenia takiej operacji przez Wojsko Polskie.

Polscy żołnierze przeganiają Czechów spod zabytkowej kapliczki, czeskie władze przyznają że doszło do nieporozumienia

Warto przy tym odnotować fakt, że strona polska nie tylko nie zapytała władz czeskich o zgodę na przekroczenie granicy, ani nawet nie wykazała zainteresowania opinią ze strony właściciela samej kapliczki, stowarzyszenia Omnium. To zajmuje się renowacją zabytków.

W sprawie wtargnięcia polskiego wojska na terytorium Czech w Warszawie interweniowało tamtejsze ministerstwo spraw zagranicznych. Szef czeskiego resortu spraw wewnętrznych, Jan Hamáček, incydent graniczny skomentował sugerując, że najwyraźniej strona polska ma nieco odmienne zdanie na temat tego jak powinno wyglądać otwarcie granic.

Interwencja władz naszego południowego sąsiada nieco wyjaśniła sprawę. Wygląda na to, że napadliśmy na Czechy z powodu zwykłego nieporozumienia. Co jednak istotne: wszystko wskazuje na to, że posterunek polskiego wojska wciąż znajduje się przy kapliczce. Przynajmniej mieszkańcy mogą znowu ją odwiedzać.

Warto przy tym jednak zauważyć, że żołnierze wciąż traktują kapliczkę jakby stanowiła część wojskowej infrastruktury – i to takiej o znaczeniu strategicznym. Decydują na przykład o tym, co pielgrzymi i turyści mogą fotografować a czego nie.

Wiele wskazuje na to, że przyczyną zachowania naszych żołnierzy mogło być sztywne traktowanie wojskowych regulaminów

Cały incydent niewątpliwie brzmi kuriozalnie. Może mieć jednak jakieś racjonalne wytłumaczenie. Biorąc pod uwagę, że Czesi nie zażądali od strony polskiej, by nasi żołnierze natychmiast wrócili na swoją stronę rzeki, bardzo możliwe, że faktycznie jakieś ustalenia pomiędzy państwami istniały. Z pewnością dotyczyły ponownego otwarcia granic w kontekście epidemii koronawirusa. To zresztą wyklucza chociażby jakieś błędne ustalenie położenia granicy między państwami.

Co mogło pójść nie tak? Żołnierze mający z jakichś bliżej jeszcze nieznanych powodów ulokować posterunek po czeskiej stronie wybrali sobie akurat zabytkową kapliczkę na pasujące miejsce. Dalej najprawdopodobniej zadziałały wojskowe regulaminy. Te, jak wiadomo, bywają czasem rozbieżne ze zdrowym rozsądkiem – a na pewno nieodporne na sytuacje wyjątkowe. Tymczasem żołnierze są nimi związani, podobnie jak otrzymanymi rozkazami.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Polska i Czechy są sojusznikami. Obydwa państwa należą przecież do NATO, a także do Unii Europejskiej. Historycznie rzecz biorąc, to nie pierwszy przypadek kiedy napadliśmy na Czechy. Cieniem na wzajemne relacje rzutowały zarówno zajęcie Zaolzia w 1938 r., jak i udział polskich żołnierzy w inwazji na Czechosłowację w 1968 r. Pozostaje się cieszyć, że akurat ten konflikt graniczny jest akurat bardziej śmieszny niż straszny.

6 837 odpowiedzi na “Czy polskie wojsko właśnie chwilę temu… napadło na Czechy? Z powodu… kapliczki?”

  1. Wojsko stoi na regulaminie, logika funkcjonuje w oparciu o regulamin. Jeżeli regulamin mówi, że czarne jest białe to tak jest i żołnierz na służbie ma tak traktować te kolory, a po służbie może sobie narzekać na idiotyzm całej sytuacji. Clickbaitowa sprawa.

  2. Gwoli ścisłości Czechom też zdarzało się napadać na Polskę i również nie było nikomu do śmiechu.

    • Je babka z dziadkiem obiad i w pewnej chwili dziadek ryp babkę w łeb. Babka na to:

      – Stary za co?!

      – A bo jak se przypomnę, żeś ty cnoty nie miała!

    • Czechom na Polskę? Jeśli masz na myśli 1918/19, to właściwie trudno powiedzieć, by zaatakowali Polskę — równie dobrze można powiedzieć, że się bronili (przed utrwaleniem status quo). Przekroczenie (nieustabilizowanej) granicy było raczej samowolką oddziałów, a chociaż mieli znaczną przewagę militarną, po kilku dniach się zatrzymali i wycofali.

      Można powiedzieć, że niecały rok temu podobny schemat zastosował gen. Żeligowski, powołując tzw. Litwę Środkową.

      • No nie.. Nie można twierdzić, że nie był to atak. Istniała umowa podziału Śląska Cieszyńskiego do momentu plebiscytu. Czesi tę umowę złamali, kiedy na terenach polskich ogłoszono wybory, a armia była uwiązana we wschodniej Małopolsce w walkach o Lwów. Doszło do regularnych walk, a nawet zbrodni wojennej. Nie znam żadnych dowodów tezy, że akcja została podjęta bez wiedzy Pragi.

        • A propaganda znowu swoje – to nie Czesi pierwsi złamali umowę, a Polacy! Akcja została podjęta na zlecenie Pragi, bo Polska chciała być cwańsza: z terenów tymczasowo podzielonych brano rekruta oraz chciano przeprowadzić tam wybory. Polityka faktów dokonanych, po nich ciężko byłoby twierdzić, że to umowa tymczasowa. W umowie polsko-czeskiej nie było mowy o żadnych wyborach, wszystko miało poczekać do ostatecznego rozstrzygnięcia. Więc w tym przypadku Czesi słusznie ruszyli w 1918/1919 roku w obronie swoich interesów.

          • Rekruta „brano” również we Francji.. Co to za argument? RNKC zgodnie z umową administrowała terenem jako reprezentant strony polskiej i naturalnym było, że w momencie, kiedy w całym kraju były wybory, Polacy ze Śląska Cieszyńskiego chcieli mieć swój głos. I nie można mówić o obronie „swoich interesów” na terenach, gdzie Czechów prawie nie było (przypomnę, że żądali całego ŚC).

          • Polska włączyła w swoje granice całe masy terenów, gdzie Polaków praktycznie nie było, a mimo to w tym przypadku jest mowa o „swoich interesach”. Ale wiadomo, że jak gdzieś Polska brała nieswoje ziemie to było fajnie, a jak inni, to źle.

        • Myślę, że to taki rodzaj dezinformacji: podawanie faktów, acz w kolejności, która trochę wprowadza w błąd. Mianowicie:

          – nie było żadnej „umowy” (oprócz lokalnych ustaleń jeszcze z jesieni 1918 r.),
          – lokalne starcia (i owe zbrodnie wojenne, które są faktem, choć czytałem też opracowania podważające taki pogląd) miały miejsce zimą 1919 r.,
          – dopiero na konferencji paryskiej (przeszło pół roku później) ustalono (bodajże bez specjalnego udziału Dmowskiego, ale on się chyba nawet tym nie interesował), że przyszłe decyzje będą poddane pod rozstrzygnięcie plebiscytarne,
          – polskie władze zrezygnowały z plebiscytu latem 1920 r. — z pewnością nie były wówczas atakowane przez wojska czechosłowackie.

          • Więc tak.. owe lokalne ustalenia to właśnie umowa pomiędzy polską RNCK i czeskim ZNV, ale, fakt: miała obowiązywać nie do plebiscytu, ale uzgodnień rządów Polski i Czechosłowacji. Późniejsze ustępstwa z 1920 roku związane były z uwiązaniem w wojnie z Rosją. Przyjęto status quo.

          • No więc właśnie: nie „umowa”, lecz lokalne „ustalenia” dotyczące demarkacji i one rzeczywiście zostały złamane przez czeskich lokalsów wspartych przez regularne oddziały. Zwracam uwagę, że na tamtejsze stosunki narodowościowe nakładała się obecność znacznej mniejszości niemieckiej (która też lawirowała w swoich wyborach). Zaś wojna z Sowietami to taka troszkę wymówka — rok wcześniej oni toczyli swoją, równie trudną, z komunistycznymi Węgrami.

        • Tyle, że wtedy Dolny Śląsk (choć Ziemia Kłodzka do niego nie należy) to był dziki zachód i to dosłownie. Przez długi czas nie wiadomo co komu przypadnie. Ciężko więc było, w tamtym czasie, uważać te ziemie za bezspornie polskie. Dopiero Stalin pogodził towarzystwo.

          • I o to chodzi, biorąc pod uwagę kontrowersje dot. przebiegu zachodniej granicy („Nysa… ale jaka?”) trudno powiedzieć komu Czesi chcieli Kłodzko drapnąć.

          • Przez ostatnie 1000 lat Ziemia Kłodzka dłużej należała do nich niż do kogokolwiek innego, więc jakąś tam wymówkę mieli. Słabą bo słabą, ale mieli. Tym bardziej, że polskiej administracji nie widziano tam od wieków.
            Pewnie chcieli też mieć jakiś łup wojenny, a że trafiła się okazja… I się zdziwili :-)

          • Też można pytać czy „do nich” ;-) Do Luksemburgów? Do Podiebradów? Do Jagiellonów? Do Habsburgów? ;-)

            Koło Karłowa (!) są ruiny Foru Karola — od którego to Karola? Bo w naszej historii nie mamy monarchy o takim imieniu ;-)

      • Ze co? Mialo byc przeciez referendum (tzw plebiscyt) uzgodnione na szczeblu miedzyrzadowym. A ty popatrz, „samowolka” armi czeskiej „w obronie” terenow zamieszkalych w wiekszosci przez ludnosc polskojezyczna. Internet zniesie kazda brednia, ale po co klamiesz?

        • Szmalcownicze plemię pamięta że Czech zabrał Polakowi wieś 100 lat temu ale skąd dziadek miał dziwny świecznik i dlaczego nie lubi Żydów, nie pamięta. :-)

        • Plebiscyt został postanowiony, w Paryżu, pół roku po wygaszeniu walk. Polski rząd dobrowolnie (acz pod wpływem sytuacji ogólnopolitycznej) dobrowolnie zrezygnował z nieco w Spa.

    • 100 lat temu, zapomniałeś dodać. Rzeczywiście, sprawa normalnie aktualna i adekwatna do sytuacji w Europie obecnie.

      • Skoro autor wspomniał o zajęciu Zaolzia w 38, a zapomniał o kontekście to wypadało przypomnieć. Ta sytuacja tydzień temu nie ma żadnego związku ani z tym o czym wspomniano w artykule, ani z tym o czym zapomniano wspomnieć.

  3. Polska nie „zajęła” Zaolzia, lecz odzyskała teren okupowany od 1919 roku. Operacja przekazywania terenu odbyła się na podstawie wcześniejszych uzgodnień dyplomatycznych i była realizowana przez mieszane polsko-czechosłowackie jednostki. Przedwojenna Czechosłowacja dość późno zorientowała się, że prowadzona przez nią agresywna antypolska polityka do niczego dobrego nie doprowadziła. W związku z powyższym prezydent Benes w piśmie do Mościckiego zaproponował: „Przedkładam przeto w imieniu Państwa Czechosłowackiego W. Ekscelencji propozycję szczerego i przyjaznego wyrównania naszych odmiennych punktów widzenia na sprawy dotyczące problemu polskiej ludności w Czechosłowacji. Pragnąłbym ułożyć tę sprawę na płaszczyźnie zasady rektyfikacji granic. Zgodność w sprawie naszych wzajemnych stosunków będzie oczywiście logiczną i bezpośrednią konsekwencją tego porozumienia. Jeżeli osiągniemy porozumienie, a jestem pewien, że to będzie możliwe – uważałbym to za początek nowej ery w stosunkach między naszymi dwoma krajami.” Było już jednak za późno. Kilka miesięcy później, w marcu 1939 roku Czechosłowacja przestała istnieć. Polska niewiele ponad pół roku później.

      • Z tym, że wg traktatu wersalskiego na Zaolziu, tak samo jak na pruskim Śląsku i Mazurach, był planowany plebiscyt, także nie zmienia to postaci rzeczy. Sam Śląsk Cieszyński nie stanowił też części Czech w ramach monarchii austro-węgierskiej, był osobnym bytem.

        • Podziały administracyjne i polityczne C.K. monarchii nie były szczególnie logiczne, niektórzy historycy wydają się przypuszczać, że gdyby troszkę mniej starali się naginać rzeczywistość, mogłoby nie dojść do wojny.

      • Polska się nie mogła zrzec Śląska (wiem coś o tym, bo jestem mieszkańcem miasta, które w 1945 r. „powróciło do macierzy” — po 600 latach ;-) zmiana władztwa nastąpiła wskutek wygaśnięcia linii Piastów rządzącej Księstwem Wrocławskim. Przykładanie jakichkolwiek miar narodowościowych jest bez sensu (więc nie „Polska Czechom”, lecz „Piastowie Luksemburczykom”).

        Nb. dotyczy to właśnie centralnej (w/g ówczesnych kryteriów — przypominam, że stolicą Śląska jest… ;-) części Śląska, bo przecież jego peryferie odpadły od Korony później. Zaś w Księstwie Cieszyńskim plotło się to jeszcze inaczej.
        n.
        Dla ciekawskich szeroko pojętej tematyki polecam np:
        – Michał Przeperski, „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”,
        – Mariusz Surosz, „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”,
        – Henryk Wereszycki, „Pod berłem Habsburgów. Zagadnienia narodowościowe”,
        – „Dzieje Śląska — czyli historia na pograniczu” (pomocnik historyczny Polityki),
        – i można coś jeszcze o konferencji paryskiej, która skończyła się Wersalem i Trianon, ale można zacząć od Wielkiej Wojny ;-)

    • Mijasz się z prawdą. Pismo Benesa nie było efektem „zorientowania się co do błędów prowadzonej polityki”, tylko odpowiedzią na polskie ultimatum (które, w ówczesnym kontekście wydarzeń – zagarnięcia Sudetów przez Hitlera – było wyrazem krótkowzrocznej i bezdennej głupoty).

      • Zarzucasz, że mijam się z prawdą, mimo, że po prostu cytuję Benesa. Tak to wygląda, kiedy ma się wdrukowaną wersję historii, którą uznaje się za własny pogląd. Reakcja na polskie ultimatum… Porównaj sobie daty listu Benesa i polskiego „ultimatum”.

    • Doborowe germańskie towarzystwo i okoliczności w jakich „odzyskaliśmy” Zaolzie splendoru nam nie dodały. Beck się jednak mocno przeliczył.

      • Katastrofa wizerunkowa. I to za co? Za marne, zapyziałe półtora powiatu. Jak przysłowiowa Rosjanka, co to cnotę straciła, a rubelka nie zarobiła.

        • Nooo, nie rozpędzajmy się. Zagłębie węglowe, przemysł hutniczy, przemysł drzewny, linie kolejowe…to absolutnie nie był zapyziały powiat.

          • Z polskiego punktu widzenia w 1918 r. nie był to kluczowy gospodarczo teren (zwracam uwagę, że nie były wyjaśnione jeszcze losy samego Śląska, który był znacznie ważniejszy). Z punktu widzenia Czechosłowacji Karwina, Ostrawa i linia kolejowa na wschód była sine qua non myślenia o rozwoju państwa.

      • Nie zrobiliśmy tego „w doborowym germańskim towarzystwie”, lecz po to, by na zawsze nie utracić kawałka Polski (z ówczesnej perspektywy), wręcz wbrew temu „towarzystwu”. I zrobiliśmy to w zupełnie innym stylu, niż bezczelni Niemcy i zdradzieckie „towarzystwo” z Monachium, które usiłowało potem Polskę oczerniać, żeby wybielić własną zdradę i lizanie d.. Hitlerowi. Wówczas rozpoczął się czarny PR odzyskania Zaolzia. Potem kontynuowali go Sowieci, Czesi, Niemcy i Anglicy. Jest wstydem.. hańbą wprost, że dokładamy się do tego my, Polacy.

        • Moje odczucia są mimo wszystko inne, moment był zły, bo nawet mimo tego, że nie działaliśmy ręka w rękę z III rzeszą to tak to właśnie wyglądało, Beck cały czas niebezpiecznie, ale względnie skutecznie balansował między „niemy a namy”, ale ta polityka równowagi rozsypała się w ’38 po inkorporacji Zaolzia, zachód był wręcz przekonany, że skoczymy sobie z wermachtem z sąsiedzką kurtuazyjną wizytą do Moskwy, i mimo tego, że ten sojusz nie miał specjalnie prawa bytu to momentami z III rzeszą nam wcale nie było tak bardzo daleko jak mogłoby się z perspektywy czasu wydawać. Nawet mimo dobrych chęci Beck dał się niepotrzebnie wciągnąć w rozbiór Czechosłowacji, który później po wojnie oznaczał, że o korekcie granicznej mogliśmy zapomnieć.

          • Po wojnie faktycznie nie było szans na utrzymanie statusu Zaolzia. Wersja o działaniu ręka w rękę z Hitlerem była wygodna, zwłaszcza, że już w czasie wojny eksploatowana przez Benesa. Ale Stalin jednak chyba go nie lubił, bo nie uwzględnił żadnych innych czeskich roszczeń (choć ich ambicje sięgały pod Szczecin). Polacy byli gotowi oddać Kłodzko za Zaolzie, omal nie doszło do wojny, ale Stalin tupnął nogą. Niestety, dla Zaolziaków to była tragedia. Zabór mienia, depolonizacja, szykany – z tym zmagali się przez cały okres komuny..

          • Mam pytanie. Jaki zabór mienia, depolonizacja, szykany – z tym zmagali się przez cały okres komuny..
            Całe życie na tym terenie mieszkam. Mama pochodzi z Polskiej strony Zaolzia, ja mieszkam na czeskiej stronie. Czy zaborem mienia, depolonizacją i szykaną jest myślone to, ze pa czeskiej stronie są polskie szkoły, przedszkola, licea, dwujęzyczne napisy na sklepach, nazwy ulic w języku polskim, działa Polski Związek Kulturalno–Oświatowy PZKO, który był i jest bardzo na tych terenach czynny, ludzie maja obywatelstwo albo narodowość polską albo czeską i nikt się tym nie interesuje?
            Zabór mienia, polonizacja i szykana nastąpiła. Tak ale w roku 1938 z polskiej strony. Po wejściu polskiej armii na teren Zaolzia wszyscy musieli się stać polakami albo
            je deportowano. (W skrócie: Polacy I. kategorii – ci co mieli obywatelstwo polskie, Polacy II. kategorii – ci co mieli polskich przodków ale obywatelstwo czeskie, Polacy III. kategorii – ci co mieli czeskich przodków ale zmienili obywatelstwo na polskie).
            A jeżeli chodzi o działania na polskiej stronie Zaolzia to mam pytanie. Dlaczego tam nie ma innych narodowości tylko Polacy? Mogę odpowiedzieć z osobistego doświadczenia. Dlatego, ze po wojnie polski rzad powiedział obywatelom tych terenów tak. Albo będziecie polakami albo precz stąd. Ludzie przymusowo się musieli stać polakami, że by mogli pozostać w domu i nie musieli gdzieś się przeprowadzać.

          • Ambicje czeskie „sięgające pod Szczecin” to kolejna fake-historia. Oczywiście, że mieli chrapkę na Kłodzko, ale zwróć uwagę, że nie odebraliby ich Polakom, lecz właściwie Sowietom, bo oni wówczas tam rządzili (a może Niemcom?). Tamtejszy przebieg granicy w 1945 r. nie był ustabilizowany, ponieważ ustalono, że będzie ona „na Nysie”, ale nie dodano czy na Kłodzkiej (jak myśleli Amerykanie i Brytyjczycy) czy na Łużyckiej (jak się w końcu stało).
            Fakt, że to miała być zachodnia granica Polski, ale przecież nie było nawet wiadomo z kim (były nawet pomysły likwidacji państwowości niemieckiej).

        • Ale jak to „bezczelni” Niemcy? Przecież z punktu widzenia ówczesnej polityki jedno i drugie — zarówno przyłączenie Sudetenlandu do Rzeszy, jak i przyłączenie Zaolzia do Rzplitej — było tylko i wyłącznie realizacją zasady samostanowienia narodów.
          (Nawiasem mówiąc na czym dokładnie ma polegać różnica między działaniem Niemców i Polaków?)

          • Różnica była zasadnicza. Czechów w Monachium nikt nie pytał o zdanie. Zwrot Zaolzia był natomiast, jak pisałem, propozycją czeską.

          • Sprawdziłem, źródła mówią o liście Benesza do Mościckiego dot. porozumienia w/s narodowościowych, a to po wypowiedzeniu przez Polskę we wrześniu 1938 r. umowy o mniejszościach narodowych. Odpowiedź (przez polską ambasadę w Pradze) przyszła po kilku dniach, ale dotyczyła tylko postulatów terytorialnych; odpowiedź czeskiego MSZ była „niejasna i została nieprzychylnie przyjęta” przez polską stronę, natomiast w instrukcji wprost pisano, że należy „przeciąć fałszywą grę sąsiadów i wykazać, że Rząd Polski w obronie słusznych interesów i godności naszego Państwa nie cofnie się przed największym ryzykiem”. W obliczu wojny to ultimatum zostało przez Czechosłowację przyjęte.
            Dodać warto, że od kilkunastu tygodni trwały przygotowania do zbrojnego powstania celem odbicia Zaolzia (wszystko za: Michał Przeperski, „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”).

            O żadnej „propozycji czeskiej” oddania Zaolzia nigdzie nie ma mowy.

  4. Sprawa jest prosta, niczym świńska kita.

    Katolickie Wojsko Polskie uznało, że zlaicyzowanym Czechom kapliczka do niczego nie jest potrzebna. A silnie reprezentowany w naszych niezwyciężonych Siłach Zbrojnych korpus kapelanów na pewno strategiczne zastosowanie dla tego obiektu znajdzie.

    • Ponieważ Czesi to naród bezbożny to znaczy, że wspiera LGBT. A dodatkowo jest na usługach Merkel i Tuska! I z pewnością jest sterowny przez Żydów. Bezbożnych. I jak im zostawić tą kapliczkę? Jak???

  5. Pewnie pewien szeregowy poseł partii rządzącej chciał odwiedzić te kapliczkę, więc w obecnej sytuacji nie było innego wyjścia jak (tymczasowa?) aneksja owej kapliczki.

  6. Sprawa jest prosta:
    1. Panowie w polskich mundurach, którzy przekroczyli granicę, w myśl aktualnych przepisów powinni odbyć 14 dniową kwarantannę.
    2. Jeżeli zrobili to z własnej inicjatywy, powinni odpowiadać za wykroczenie polegające na nielegalnym przekroczeniu granicy.
    3. Jeżeli ktoś wydał im rozkaz przekroczenia granicy, powinien być sądzony za przestępstwo.

    • Też tak uważam.
      Zerknąłem na google-maps.
      Kapliczka znajduje się tuż za mostkiem, ale skoro granicę wytycza RZECZKA, to WP nie powinno przechodzić przez mostek – granica jest w połowie długości mostka. Problem jest chyba w tym, że po polskiej stronie są krzaki wzdłuż drogi, a po stronie czeskiej polanka przed kapliczką – miejsce wygodniejsze do ulokowania posterunku.
      Pozdrawiam.

      • Te „tuż”, to jest jakieś 15-20 metrów od granicy. To nie jest tak, że kapliczka stoi przy słupku granicznym i nie wiadomo jak granica biegnie… Za chwilę by się mogło okazać, że gdzieś będzie łatwiej ustawić posterunki wioskę dalej, a najlepiej przy czeskiej knajpie ;)

  7. Pytanie kto wymyślił, by wojsko pilnowalo granicy. Straż Graniczna na granicy wewnętrznej liczebnie dala by rady. Jednak setki ludzi siedzą z biurkami , a tylko garstka została skierowana do odprawy w przejściu. Czym się zajmowali, skoro lotów nie było, a cudzoziemcy których mogli skontrolować wrócili do kraju. Wykonywanie rozkazów to słabe usprawiedliwienie na bezprawne działanie, do stanowiące niebezpieczny incydent. Co gdyby postanowili będąc bezprawnie na terytorium państwa drugiego zagrozić bronią, albo użyli by przemocy? . Idiotów nie powinni dawać broni, a Straż Graniczna jeżeli jest w stanie już wyłącznie sprawdzać legalność pobytu na podstawie dokumentów, to szkoda im dawać broń i przywileje jeśli nie potrafią pilnować granicy, a potrafią jedynie pracowac w charakterze inspektora pracy. Co to kurcze w ogóle za cyrk.

  8. Była wojna o kota (fakt, że fikcyjna), to może być i o kapliczkę. Ludzkość niestety zna konflikty z absurdalnych powodów.

  9. Lol. Warto zapamiętać nazwisko autora CHABASIŃSKI. Rzetelność artykułu potrwała. Zajęliśmy Czechy chwilę temu ale nie wiadomo kiedy dokładnie… I niech to starczy za obraz intelektualnego wydźwięku tego tekstu… D n o

  10. Mieszko pierwszy żeniąc się z Dobravą,otrzymał Śląsk aż po Wrocław. Było to wiano „Dąbrówki”, to po co te wywody? Był czeski 1000 lat a drugie 1000 polski, oddali dobrowolnie więc….

  11. Do tej pory dość regularnie czytałem bezprawnika, jednak poziom jaki od pewnego czasu prezentują Panowie redaktorzy jest to moim zdaniem dno i 3 metry mułu. „Polska napadła na Czechy”? „Wtargnięcie polskiego wojska”? Pan redaktorek trzeźwo zauważył, że incydenty granicznie się zdarzają i ochoczo nazwał ten akurat inwazją, napadem i wtargnięciem. Życzę dużo zdrowego rozsądku i mniej pogoni za żałosną tanią sensacją bo w ten sposób uwłacza Pan swoim czytelnikom.

    • a co my im możemy okupować? kapliczki i kościoly? bezprawna okupacja nieruchomości, nawet jeśli to nieporozumienie, to jedno, ale przepędzanie czechow na terenie ich własnego kraju, za pomocą broni automatyczniej to drugie(co innego, jeśli opiera się to o obecne umowy międzynarodowe). dla mnie dowódcę co podjał taka a nie inną decyzje, bez uprzedniej konsultacji, należało by zdegradować. jak on odpieprza takie rzeczy w czasie pokoju, to z pewnościa się do pełnionej funkcji nie nadaje.

  12. Dodać należy również że Czesi też napadali na Polskę a ostatnio właśnie w 1918 roku, na zajęte przez polskie oddziały Zaolzie, które pod przebraniem i na bazie fałszywych dokumentów Czesi częściowo zajęli zabijając wielu Polskich wojskowych i urzędników.
    Nie wspomnieliście o tym. Czesi tez mają trochę za kołnierzem.

    • Czesi nigdy nie napadli na Polskę, natomiast w 1919 r. oddziały czeskie wdarły się — w pogoni za cofającymi się oddziałami polskimi — na terytorium Polski. Zaolzie nie było wówczas Polską (nie było też częścią Czechosłowacji).

      Dla niedowiarków proponuję pewne ćwiczenie logiczne i stosowanie tej samej retoryki w odniesieniu do sporu o pozostałą część Śląska lub o Wileńszczyznę.

  13. Jak to Wojsko Polskie ,przenieśli swój obóz bliżej kapliczki aby nie musieli chodzić daleko stać.

  14. Cesc Polacy…my Czesi kochamy Polakow.Spokojnie…zapraszamy na piwko i knedliki.To tylko nieporozuminie,pomylka,dziadowstwo…Jest ok..Niema zadnej histerii..Granice sa juz otwarte…a niema zoldnerzow.Pozdrawiam z Czech

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *