„Cena do negocjacji”. Coraz częściej dotyczy to nie tylko ziemniaków, ale też mieszkań

Finanse Nieruchomości dołącz do dyskusji (6) 03.09.2020
„Cena do negocjacji”. Coraz częściej dotyczy to nie tylko ziemniaków, ale też mieszkań

Jerzy Wilczek

Chętnie negocjujemy ceny w kantorach, na bazarkach czy zlecając różne drobne usługi. A negocjacja cen nieruchomości? Z analiz wynika, że spokojnie możemy sobie teraz na to pozwolić. Można nieraz zbić cenę nawet o ponad 20 tys. zł.

W drugim kwartale 2020 roku mieliśmy prawdziwy krach, jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań. Nabywców było nawet o połowę mniej niż rok wcześniej!

Mimo tego, ceny mieszkań w dużych miastach znacząco przez to nie spadły. Okazuje się jednak, że coś dobrego nabywcom ta cała sytuacja przyniosła. Otóż mogą negocjować naprawdę spore rabaty. Jak spore? To już zależy od miasta. Z raportu firm Metrohouse oraz Gold Finance wynika, że w Łodzi w II kwartale można było zejść nawet o 5 proc. – przy średniej cenie mieszkania w tym mieście 274 tys. zł, w portfelu może zostać przez to aż 13,5 tys. zł!

Negocjacja cen nieruchomości. W Warszawie kiepsko

Wciąż często można się spotkać ze stereotypami, że mieszkańcy Krakowa i Poznania bardzo lubią się targować. Cóż, z raportu wynika jednak, że deweloperzy w tych miastach niespecjalnie chcą schodzić z cen. W stolicy Małopolski można wytargować średnio 0,5 proc. wartości lokum, a w stolicy Wielkopolski – 2 proc.

Niewiele lepiej jest w najdroższej jeśli chodzi o nieruchomości Warszawie – tam Metrohouse i Gold Finance ustalił możliwości negocjacyjne na 2,6 proc.

Nie jest jednak tak, że tylko w Łodzi można poprzez negocjacje znacząco obniżyć cenę mieszkania. We Wrocławiu średnia obniżka po negocjacjach wynosi 4,8 proc., a w Gdańsku – 4,9 proc. A w obu tych miastach mieszkania są zdecydowanie droższe niż w Łodzi. We Wrocławiu na przykład na przeciętnym mieszkaniu można zaoszczędzić nawet 22 tys. zł.

Pytanie za milion dolarów brzmi, czy ta tendencja się utrzyma. Eksperci są na razie ostrożni. Gdy w II kwartale sprzedaż się załamała, deweloperzy za wszelką cenę chcieli kończyć transakcję. Jeśli jednak w kolejnych miesiącach rynek mieszkaniowy się ożywi, pewnie negocjacje będą trudniejsze. A kilkuprocentowe obniżki będziemy mogli wywalczyć co najwyżej na osiedlowym bazarku.

6 odpowiedzi na “„Cena do negocjacji”. Coraz częściej dotyczy to nie tylko ziemniaków, ale też mieszkań”

  1. Dziwny ten artykuł. To że można się targować o cenę mieszkania jest chyba czymś normalnym. Sam kupiłem swoje 15 tysięcy poniżej oferty. Natomiast chciałbym zobaczyć reakcję pani z warzywniaka na propozycję negocjacji ceny kilograma ziemniaków.

    • ja czasem tak na targu negocjuję, cena kilograma powiedzmy 2zł
      worki zawiązane całe 20kg zatem po 40zł

      to mówię że cały worek bym wziął za 38zł, jak się zgadza to spoko, a jak nie to biorę kilogram za dwójkę.

      i wszystko zależy od chęci sprzedającej, czy chce jej się odważać, czy chce szybciej towar dziś puścić i zjeżdżać z placu.

      A ja też mam wybór czy mi się chce chodzić codziennie , czy raz przytargać na zapas.

  2. Na rynku wtórnym to przecież norma. Z resztą w ten sposób bada się też rynek i atrakcyjność naszej nieruchomości.
    Może akurat większość ogłoszeń to peryferie miasta, więc będę miał dużo klientów jak jestem blisko rynku. Może trendy się zmieniły i liczy się parking, przedszkola i tereny zielone. Ciężko ocenić jak sprzedaje się tylko jedno czy dwa mieszkania prywatne, dlatego podaje się większą cenę w ogłoszeniu i bada się odpowiedzi. To normalka. Deweloperzy we Wrocławiu z resztą schodzili z cen jeszcze na długo zanim wybuchła panika wirusowa.
    Trzeba tylko negocjować sprytnie. Udawać kogoś komu na tym nie zależy tak bardzo, jak przy kredycie hipotecznym w banku, wtedy można coś ugrać. Z resztą niektóre regiony miast to taka tragedia lokalizacyjna, że dziwi mnie, że w ogóle komuś udaje się to sprzedać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *