Reforma PIP. Nowy projekt już został przyjęty przez rząd
Pierwotny projekt, który zakładał, że decyzja inspektora o przekształceniu umowy cywilnoprawnej w etat będzie natychmiast wykonalna, trafił ostatecznie do kosza. Premier Tusk już na początku stycznia uznał, że nadanie urzędnikom PIP tak daleko idących uprawnień jest zbyt ryzykowne dla gospodarki – i choć tamta wersja reformy upadła, rząd wrócił z kompromisowym rozwiązaniem. W nowym modelu, zaakceptowanym przez premiera, ścieżka od stwierdzenia nieprawidłowości do zmiany rodzaju umowy jest dłuższa i bardziej sformalizowana.
Jak ma to zatem wyglądać w praktyce? Inspektor pracy, widząc, że zleceniobiorca w rzeczywistości pracuje jak etatowiec (w określonym miejscu, czasie i pod nadzorem), będzie mógł wydać decyzję administracyjną potwierdzającą istnienie stosunku pracy. Dokument ten nie wywoła jednak skutków natychmiastowych. Jeśli pracodawca się nie zgodzi, sprawa trafi do okręgowego inspektora, a ostatecznie – do sądu pracy. Do czasu prawomocnego wyroku decyzja urzędnika pozostanie "w zawieszeniu".
Nowe przepisy wprowadzają jednocześnie ciekawy mechanizm «naprawczy», który daje firmom szansę na uniknięcie batalii sądowej. Pracodawca i pracownik będą mogli bowiem polubownie rozwiązać problem. Opcje są dwie – albo dobrowolnie zawrą umowę o pracę, albo nastąpi zmiana warunków wykonywania zlecenia tak, by usunąć z niego cechy etatu (np. rezygnacja ze sztywnego grafiku czy bezpośredniego nadzoru).
Jeśli inspektor uzna, że te korekty są wystarczające i zgodne z prawem, odstąpi od dalszych działań administracyjnych. To ukłon w stronę sektora MŚP, który często popełnia błędy w konstruowaniu umów nie ze złej woli, lecz z nieznajomości skomplikowanych przepisów. Warto przy tym wiedzieć, że już teraz po kontrolach PIP o 20 proc. wzrosła liczba umów cywilnoprawnych zamienionych na etaty – nowe uprawnienia mogą ten trend znacząco przyspieszyć.
Największe wątpliwości wciąż budzi jednak praktyczna strona odwołań. Projekt ustawy zakłada, że sąd pracy ma rozpatrzyć sprawę w ciągu 30 dni od wniesienia odwołania. W polskich realiach, gdzie na wyrok w sprawach pracowniczych czeka się miesiącami, a nawet latami, taki zapis brzmi życzeniowo.
Związkowcy z OPZZ słusznie punktują, że bez radykalnego wzmocnienia kadrowego sądów przepis ten pozostanie martwy. A skala wyzwania jest gigantyczna – resort pracy szacuje, że na umowach cywilnoprawnych pracuje obecnie blisko 1,5 miliona osób, co jest rekordowym wynikiem w historii pomiarów GUS.
Nowe przepisy mają chronić pracowników przed zemstą pracodawców. Przynajmniej w teorii
Reforma to nie tylko kwestia przekształcania umów, ale też modernizacja warsztatu pracy samej inspekcji. PIP zyska dostęp do danych ZUS i KAS, co pozwoli na typowanie do kontroli firm o podwyższonym profilu ryzyka bez konieczności wizyty w zakładzie pracy.
Wprowadzone zostaną też mechanizmy chroniące pracowników, których dotyczy interwencja. Decyzja inspektora o ustaleniu stosunku pracy nie będzie mogła stać się pretekstem do zwolnienia podwładnego.
Warto dodać, że wzmocnienie PIP jest alternatywą dla pełnego ozusowania umów cywilnoprawnych, z którego rząd się wycofał – to właśnie ta zamiana kamienia milowego KPO ma odblokować unijne środki.
Dla przedsiębiorców, reprezentowanych m.in. przez Federację Przedsiębiorców Polskich, nawet w złagodzonej wersji projekt jest trudny do zaakceptowania. Biznes obawia się, że uznaniowość urzędników wprowadzi niepewność w obrocie gospodarczym. Teraz ruch jest po stronie Sejmu, a ostateczny kształt ustawy pokaże, czy udało się znaleźć złoty środek między elastycznością rynku a bezpieczeństwem socjalnym zatrudnionych.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj