1. Home -
  2. Biznes -
  3. Małe browary kontra wielkie koncerny. Kto naprawdę straci na zakazie reklamy piwa?

Małe browary kontra wielkie koncerny. Kto naprawdę straci na zakazie reklamy piwa?

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Agnieszka Majewska skierowała do Marszałka Sejmu pismo z uwagami dotyczącymi planowanej nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Rozumiem i podzielam część obaw przedsiębiorców. Niektóre są jednak trochę oderwane od rzeczywistości.

Nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości musi zachować zdrowy rozsądek

Sejm pracuje nad dwoma poselskimi projektami nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i rozwiązywaniu problemów alkoholowych. Najwyższy czas, by unowocześnić jej archaiczne przepisy. Tak się składa, że obecne nastroje społeczne sugerują drastyczne zaostrzenie obowiązującego dzisiaj prawa. Problem w tym, że uderzyłoby to w interesy przedsiębiorców. Nie chodzi bynajmniej tylko o duże koncerny piwowarskie, ale także w mniejsze firmy – przede wszystkim sprzedawców i drobne rzemieślnicze browary.

Właśnie o takie przedsiębiorstwa upomniał się w piśmie przesłanym do Marszałka Sejmu właściwy do takich spraw organ. Mam na myśli instytucję, która ma wkrótce zostać zastąpiona przez Rzecznika Praw Przedsiębiorców z szerszymi uprawnieniami – aktualnie to Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw w osobie Agnieszki Majewskiej. Zwróciła ona uwagę na kilka potencjalnych mankamentów projektowanych wariantów nowelizacji. Z niektórymi argumentami RMiŚP nie sposób się nie zgodzić.

Nieprecyzyjne definicje reklamy i promocji alkoholu jako zagrożenie dla przedsiębiorców

Agnieszka Majewska wskazała na przykład na nieprecyzyjne definicje reklamy i promocji napojów alkoholowych, który to problem dotyczy zresztą także obecnego brzmienia ustawy. Brak konkretnego wskazania, za jakie praktyki grozić będą surowe grzywny może zaowocować karaniem przedsiębiorców działających w dobrej wierze. Nieprecyzyjne brzmienie przepisów sprzyja także swobodnej interpretacji niedodefiniowanych pojęć przez sądy.

Sprzedaż alkoholu w internecie – absurdalny kompromis bez dostawy

Rzecznik krytykuje także planowane zmiany dotyczące sprzedaży alkoholu w internecie. Chodzi o koncepcję, w myśl której taka sprzedaż teoretycznie byłaby dozwolona, ale bez możliwości dostawy na wskazany adres. Kupujący odbierałby towar albo w siedzibie sprzedawcy, albo u innego przedsiębiorcy. Sam wielokrotnie krytykowałem na Bezprawniku ten pomysł, uznając go za kompletny absurd.

Tym razem jednak mamy do czynienia z argumentami samych przedsiębiorców. Szczególnie poszkodowane okazują się mniejsze firmy, które dzięki sprzedaży internetowej są w stanie docierać do klientów w całej Polsce pomimo relatywnie małej skali działalności. Nowe prawo skutecznie ich tej możliwości pozbawi. Problem dotyczy przede wszystkim wytwórców rzemieślniczych, którzy raczej nie sprzedają produktów, po które sięgają stereotypowi pijacy zainteresowani bardziej procentami niż walorami smakowymi czy jakością spożywanego trunku. Koncerny zaś poradzą sobie i bez tego w sytuacji, gdy ich towary dostępne są w praktycznie każdym sklepie.

Zakaz reklam piwa i sprzedaż na stacjach paliw – największe patologie do likwidacji

Nie sposób winić RMiŚP za to, że spełnia swoje zadania i stara się bronić przedsiębiorców przed potencjalnie niekorzystnymi skutkami wprowadzenia nowego prawa. Przekazuje także obawy samych właścicieli firm związanych z ewentualną nowelizacją. Nie oznacza to jednak, że ze wszystkimi uwagami należy się zgodzić. Pozostaje bowiem problem dwóch najbardziej chyba medialnych propozycji zmian ustawie o wychowaniu w trzeźwości. Mam na myśli oczywiście całkowity zakaz reklamy piwa oraz zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych.

Dlaczego wspominam o zakazie reklamy akurat złotego trunku? Powód jest prosty: piwo jest traktowane w sposób ulgowy. Reklamowanie wszystkich pozostałych napojów alkoholowych jest po prostu zabronione, piwo można zaś reklamować pod pewnymi warunkami.

Czy zakaz promocji piwa rzeczywiście uderzy w małe browary?

RMiŚP przekonuje, że uszczelnienie takiego zakazu uderzyłoby w mniejszych producentów i małe browary. Argumentuje przy tym, że "dopuszczalna dotychczas reklama piwa była bowiem głównym narzędziem budowania rozpoznawalności i świadomości o pochodzeniu lokalnej marki, na ogół także o lokalnym i regionalnym zasięgu". Wprowadzenie nowych przepisów miałoby zaś dodatkowo wzmocnić pozycję produktów masowych oraz importowanych.

Czy jednak aby na pewno? Małe rzemieślnicze browary nie robią tego, co uskuteczniają duże koncerny. Nie stać ich bowiem na ogólnopolską kampanię reklamową w telewizji. Najlepszą reklamą dobrego piwa jest zazwyczaj jego obecność na sklepowych półkach, a więc także w gazetkach sieci handlowych. Jakość broni się sama wśród tych odbiorców, dla których ma ona znaczenie. Równocześnie nie da się ukryć, że te same argumenty można by zastosować także wobec między innymi lokalnej produkcji cydru, perry, miodów pitnych, nalewek i innych napojów alkoholowych produkowanych lokalnie i w mniejszej skali. Projekt dotyczący zakazu promocji piwa namieszałby raczej w dotychczasowej działalności większych graczy. To znaczy: uderzyłby, jeśli udałoby się nam jeszcze jakoś odkleić koncerny od sportu wyczynowego.

Zgodzić się za to można, że przydałby się jakiś wyjątek w prawie przewidziany specjalnie dla produktów regionalnych oraz wyrobów małych i średnich przedsiębiorstw. Ustawodawca musiałby jednak pogodzić jego istnienie z konstytucyjną zasadą równości wobec prawa, o co mogłoby być trudno.

Stacje benzynowe – zysk właścicieli kontra bezpieczeństwo społeczne

Trudna do obrony wydaje się także krytyka postulowanego zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. Owszem, prowadzenie sprzedaży napojów wyskokowych przez całą dobę stanowi ważny element modelu biznesowego właścicieli takich stacji, a więc często franczyzobiorców.

Problem w tym, że istnienie takich punktów sprzedaży stanowi równocześnie źródło dwóch ważnych problemów alkoholowych. Sprzyja nieumiarkowanej konsumpcji alkoholu poprzez swobodną możliwość dokupienia sobie wódki albo piwa w godzinach nocnych. Równocześnie zaś jakiekolwiek powiązanie alkoholu z kierowaniem pojazdami jest z samej swej natury szkodliwe społecznie. O ile więc rozumiem argumenty właścicieli takich stacji, o tyle nie uważam, by ich zysk był ważniejszy od konieczności ograniczenia swobodnej podaży alkoholu w tym szczególnie kłopotliwym kontekście społecznym. Warto przy tym pamiętać, że aktualnie szykuje się także zakaz promocji na alkohol, który dodatkowo zmieni zasady gry na rynku napojów wyskokowych.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi