Rząd znalazł sposób na miejskich pieniaczy. Rolnicy w końcu odetchną z ulgą
Projekt ustawy o ochronie funkcji produkcyjnych wsi trafił do wykazu prac legislacyjnych rządu. Jest naprawdę dobry. Na tyle, że podobne rozwiązania powinny pojawić się także w miastach. W końcu tam również mieszkają pieniacze uprzykrzający życie swojemu otoczeniu.

Ustawa o ochronie funkcji produkcyjnych wsi to rzadki przypadek precyzyjnego uderzenia w istotę problemu
Mieszczuchy sprowadzające się na wieś stały się w pewnym momencie poważnym problemem społecznym. Takie osoby po przeprowadzce nagle orientują się, że ich fantazja spokojnej i idyllicznej wsi ma się nijak do rzeczywistości. Nie podobają im się odgłosy wiążące się z pracami w rolnictwie. Narzekają na zapachy obornika — i to pomimo tego, że w Polsce nie obowiązują żadne normy smrodu, które pozwalałyby jednoznacznie ocenić, czy dana uciążliwość zapachowa jest nadmierna. Przeszkadza im nawet pianie koguta. Na domiar złego zamiast odrobiny autorefleksji i powrotu do miasta wybierają angażowanie do swoich pretensji sądownictwa.
Rolnikom obecność kłopotliwych sąsiadów przeszkadzała na tyle, że domagali się reakcji ze strony rządu. Świadczy to wyraźnie o skali oraz dolegliwości całego zjawiska. Zwłaszcza że ich prośby zostały wysłuchane. W wykazie prac legislacyjnych rządu możemy bowiem znaleźć rozwiązanie w postaci projektu ustawy o ochronie funkcji produkcyjnych wsi.
Nowelizacja kodeksu cywilnego, kodeksu wykroczeń i obowiązek oświadczenia kupującego
Zaproponowane przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozwiązanie opisanego wyżej problemu jest wręcz genialne w swojej prostocie. W pierwszej kolejności mamy nowelizację przepisów kodeksu cywilnego, która wprost stwierdza, że prowadzenie działalności rolniczej mieści się w granicach normalnego korzystania z nieruchomości i tym samym nie stanowi immisji sąsiedzkich. Druga zmiana to wyłączenie karalności za zakłócanie spokoju lub spoczynku nocnego w wyniku prowadzenia działalności rolniczej. Wreszcie trzecia nowość wprowadzi obowiązek złożenia przez mieszczucha kupującego nieruchomość mieszkalną poza granicami administracyjnymi miasta, że zdaje sobie sprawę z możliwych niedogodności wiążących się z mieszkaniem na wsi.
Oświadczenie to należy traktować trochę jak dodatek do pozostałych planowanych zmian. O wiele ważniejsze wydają mi się przepisy dosłownie odbierające sądom możliwość uwzględniania kompletnie nieuzasadnionych roszczeń ze strony miejskich pieniaczy wymierzonych w rolników. Moim zdaniem tak się właśnie powinno rozwiązywać problemy z irracjonalnymi rozstrzygnięciami.
Projekt ustawy o ochronie funkcji produkcyjnych wsi podoba mi się na tyle, że zastanawiam się, czy przypadkiem nie powinniśmy rozszerzyć filozofii stojącej za nim także na miasta.
Miejscy pieniacze są równie szkodliwi jak osoby nierozumiejące, że wieś nie wygląda jak we fraszkach Kochanowskiego
Siłą rzeczy nie chodzi mi o ochronę tych nielicznych rolników, którzy jakimś cudem znaleźli się gdzieś w granicach administracyjnych miast. Po prostu sprowadzający się na wieść pieniacze nie biorą się znikąd. W swoim naturalnym środowisku potrafią być równie kłopotliwi dla otoczenia.
Większość z nas doskonale pamięta skandal z Puław, kiedy to zamknięto tamtejszego orlika, ponieważ pewnemu małżeństwu nie pasował hałas na boiskach i oświetlenie. Jakby tego było mało, sądy z jakiegoś kompletnie niezrozumiałego powodu wydały wyrok nakazujący zamknięcie obiektu. Afera na całą Polskę i perspektywa odsiadki tamtejszego prezydenta miasta w areszcie sprawiły, że i tym razem ustawodawca postanowił zainterweniować. Rozwiązaniem problemu miała być nowelizacja ustawy o sporcie, która wyłączałaby boiska z obowiązujących norm środowiskowych dotyczących hałasu. Niestety sprawa ucichła.
Równocześnie warto wspomnieć, że zamykanie boisk w ten sposób nie ograniczało się do pojedynczego przypadku — takich obiektów sportowych było więcej. Powód za każdym razem jest taki sam: pieniacz wnosi sprawę do sądu, ten stosuje przepisy w sposób zgodny z żądaniem takiej osoby i równocześnie ignorujący interes społeczny, zastane stosunki lokalne, przeznaczenie danego obiektu i zasady współżycia społecznego. Boiska to niestety jedynie wierzchołek góry lodowej.
Syndrom NIMBY, czyli „nie w moim ogródku"
Ten szczególny typ źle ukierunkowanego miejskiego aktywizmu ma nawet swoją angielską nazwę: NIMBY. To akronim składający się z "Not in my backyard", a więc "nie w moim ogródku". W zjawisko to wpisuje się torpedowanie wszelkich możliwych inwestycji służących innym mieszkańcom, miastu, społeczności, gospodarce, czy nawet po prostu sąsiadowi. Powód jest zawsze ten sam: prawdziwe albo urojone niedogodności wiążące się z daną inwestycją dla tej konkretnej osoby. Przypominają trochę tego jednego pasażera, który nie pozwoli otworzyć okna w przedziale pociągu pomimo wyjątkowego upału. Jemu jest w końcu zimno, reszta niech cierpi.
Dlaczego potrzebujemy wyłączeń prawnych także w miastach
Siłą rzeczy uleganie NIMBY nie prowadzi do niczego dobrego. Niestety obowiązujące przepisy dotyczące właśnie immisji sąsiedzkich, wykroczeń związanych z hałasem czy norm środowiskowych skonstruowane są w taki sposób, że można je wykorzystać nie tylko przeciwko nieobyczajnym wybrykom, niekończącym się głośnym imprezom u sąsiada, czy otworzeniu działalności produkcyjnej wiążącej się z wyjątkowo paskudnymi zapachami. Pozwalają one likwidować użyteczne społecznie elementy miejskiej infrastruktury. Rząd co prawda pracuje nad utrudnieniem blokowania inwestycji bez merytorycznego uzasadnienia, ale to wciąż za mało. Potrzebujemy więcej specjalnie skonstruowanych wyłączeń na wzór tych, które mają chronić rolników.
22.03.2026 12:11, Rafał Chabasiński
22.03.2026 11:05, Aleksandra Smusz
22.03.2026 9:45, Mateusz Krakowski
22.03.2026 8:45, Mariusz Lewandowski

Podwyżka 9 proc. od kwietnia to medialna ściema. Dotyczy tylko niektórych i nie chcecie być na ich miejscu
22.03.2026 7:54, Mariusz Lewandowski
22.03.2026 7:27, Mariusz Lewandowski
21.03.2026 20:41, Mariusz Lewandowski
21.03.2026 14:10, Marcin Szermański
21.03.2026 12:27, Marcin Szermański
21.03.2026 11:36, Mariusz Lewandowski
21.03.2026 10:43, Piotr Janus

Student po trzecim roku będzie czytać twoje akta sądowe. To nie jest rozwiązanie problemu - to nowy problem
21.03.2026 9:34, Igor Czabaj
21.03.2026 8:16, Marcin Szermański

35-latek twierdzi, że przeszkolił z flippingu 200 tys. osób. Policzyliśmy — matematyka tego nie potwierdza
21.03.2026 7:52, Aleksandra Smusz
21.03.2026 6:45, Rafał Chabasiński
20.03.2026 19:36, Marcin Szermański
Bank Millennium daje ludziom nawet 4200 złotych, ale tylko jeśli masz lub otworzysz działalność gospodarczą
20.03.2026 16:50, Filip Dąbrowski

Kierowcy ciężarówek doprowadzą do tragedii. Przez nich ludzie nie mogą bezpiecznie wyjechać z posesji
20.03.2026 16:28, Miłosz Magrzyk
20.03.2026 14:11, Piotr Janus
20.03.2026 13:35, Miłosz Magrzyk
20.03.2026 13:29, Marcin Szermański
20.03.2026 10:30, Aleksandra Smusz
20.03.2026 9:08, Aleksandra Smusz
20.03.2026 8:28, Miłosz Magrzyk
20.03.2026 8:09, Marcin Szermański
























