- Bezprawnik -
- Podatki -
- Emeryci nagle zapłacą na TVP i Polskie Radio. Tak działałaby opłata audiowizualna
Emeryci nagle zapłacą na TVP i Polskie Radio. Tak działałaby opłata audiowizualna
Rząd tak naprawdę jeszcze nie wie, co zrobić z abonamentem RTV. Alternatywę dla dopłacania do mediów publicznych z budżetu państwa stanowi tzw. opłata audiowizualna w wysokości ok. 9 zł miesięcznie. Jej największą wadą jest tworzenie de facto nowego przekombinowanego podatku.
Saga o rychłej likwidacji abonamentu RTV ciągnie się już od 20 lat
Od dłuższego czasu możemy usłyszeć o przymiarkach obecnej koalicji rządzącej do zlikwidowania abonamentu RTV. Rewelacje na ten temat pojawiają się na tyle często, że zrobiłem się już naprawdę mocno sceptyczny. Cóż bowiem tak naprawdę wiemy? Odpowiedź nie napawa optymizmem. Wiemy niewiele.
Od lat wraca pytanie, czy likwidacja abonamentu w ogóle dojdzie do skutku. Tym razem miałaby niby nastąpić w 2027 roku. Zgadza się: mowa o tym roku, w którym odbędą się wybory parlamentarne, które zadecydują o "być, albo nie być" rządzących. Wyborczy kalendarz sprzyja więc wprowadzeniu zmian.
Najprościej byłoby po prostu pozbyć się opłat i płacić za wszystko z budżetu
Równocześnie trudno się oprzeć wrażeniu, że politycy obozu rządowego nie wiedzą tak naprawdę, co chcą zrobić. Przez długi czas ścierały się ze sobą dwie koncepcje. Pierwsza jest prosta niczym przysłowiowa konstrukcja cepa: zlikwidować abonament, pieniądze na państwowe media przelewać prosto z budżetu i nie kombinować z tym dalej.
Właśnie taki stan rzeczy wynikałby z opisu przygotowywanego projektu dużej ustawy medialnej, który możemy znaleźć w wykazie prac legislacyjnych rządu. Stosowny wpis figuruje tam od grudnia zeszłego roku.
Spekulacje jednak nie ustają. Obecnie wygląda na to, że starcie równie dobrze może wygrać wprowadzenie opłaty audiowizualnej jako dodatku do finansowania z budżetu. To zła wiadomość dla tych, którzy liczą, że politycy wreszcie odczepią się od naszych pieniędzy.
Opłata audiowizualna byłaby tańsza tylko na pierwszy rzut oka
W teorii opłata audiowizualna nie jest niczym złym. Zamiast próbować ściągać od właścicieli odbiorników 34,50 zł miesięcznie – tyle wyniesie miesięczny abonament RTV za telewizor w przyszłym roku – państwo ściągnie ok. 9-10 zł od każdego podatnika PIT.
Ktoś z pewnością spyta: co z osobami, które nie posiadają ani radia, ani telewizora? Mają pecha. W przeciwieństwie do przedsiębiorców, którzy być może uniknęliby konieczności płacenia za każde firmowe urządzenie.
Na pierwszy rzut oka większość z nas zyskałaby na wprowadzeniu opłaty audiowizualnej, bo płaciłaby mniej. Problem oczywiście w tym, że abonament RTV sumiennie płaci jedynie 32,1 proc. zobowiązanych.
Ci, którzy dzisiaj skutecznie się od niej uchylają, w przyszłości mieliby dużo trudniej. Opłata audiowizualna byłaby bowiem powiązana z podatkiem dochodowym od osób fizycznych. W tym tkwi największa jej wada.
Z niższego o 300 zł abonamentu ucieszą się wyłącznie nieliczni Polacy, którzy nie uchylają się od płacenia
Gdyby po prostu podwyższyć wysokość należnego do zapłaty podatku o 108 złotych, to mógłbym nawet nie narzekać zbyt mocno na opłatę audiowizualną. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Rządzący chcą jednak najwyraźniej zjeść ciastko i dalej je mieć: zreformować finansowanie mediów publicznych i przy okazji załatać powstałą w ten sposób dodatkową dziurę budżetową na ok. 2,5 mld zł.
Takie podejście do sprawy należy zrozumieć. Budżet państwa trzeszczy w końcu pod ciężarem rekordowego deficytu. Nowych źródeł przychodów nie widać, a optymalizacja wydatków jest niemożliwa przy paradygmacie niedotykania się do wydatków socjalnych.
Kluczowa wydaje się jednak kwestia dotychczasowych ulg i zwolnień. Równocześnie nie da się ukryć, że opłata audiowizualna stanowiłaby pełnoprawny podatek, którego nawet urzędnicy nie byliby w stanie się wyprzeć.
Części dzisiejszych zwolnień z abonamentu RTV nie da się automatycznie uwzględnić w podatku PIT
Zwalnianie z opłaty audiowizualnej bezrobotnych nie wymagałoby żadnego wysiłku legislacyjnego. Nie posiadają oni w końcu dochodów, więc nie ma problemu. Z emerytami jest gorzej.
Dzisiejsze zwolnienie obejmuje osoby w wieku powyżej 75 lat oraz tych seniorów, którzy skończyli 60 lat i których emerytura nie przekracza połowy średniej krajowej. Rządzący mogą zdać się w tej kwestii na niską kwotę wolną od podatku wynoszącą obecnie 30 tys. zł. Wciąż jednak znajdą się emeryci, którzy nagle zaczną płacić na TVP i Polskie Radio. Zachwyceni z tego powodu z pewnością nie będą.
Inwalidzi, całkowicie niezdolni do pracy renciści i kombatanci wymagaliby jakiegoś mechanizmu informowania Skarbówki, że nie należy od nich pobierać opłaty audiowizualnej. Zapewne skończyłoby się na konieczności składania dodatkowej deklaracji podatkowej razem z corocznym formularzem PIT.
Opłata audiowizualna byłaby pełnoprawnym nowym podatkiem
Drugi problemem jest sama natura opłaty audiowizualnej. Pobór pieniędzy przy okazji zapłaty podatku dochodowego wytrąca urzędnikom ważny argument. Do tej pory wciskali nam kit, że abonament RTV nie jest podatkiem, ponieważ odprowadzamy go do KRRiT. Tymczasem definicja podatku z ordynacji podatkowej wyraźnie wskazuje, że podatki płaci się państwu albo samorządowi.
Jeżeli kogoś zastanawia, co to właściwie zmienia z punktu widzenia podatnika albo abonenta, to spieszę z odpowiedzią. Absolutnie nic. Politykom zależy jednak na złudzeniu, że wcale nie wprowadzają nowych podatków. Stąd mnożenie "opłat" za pomocą tego kruczka prawnego.
Sens opłaty zależy od tego, czy media wypełniają misję publiczną
Warto pamiętać, że cała konstrukcja daniny opiera się na założeniu, iż TVP i Polskie Radio realizują misję publiczną. Gdy jednak ta misja staje pod znakiem zapytania, podważany jest też sens samej opłaty – pokazała to choćby dyskusja o tym, czy abonament RTV podczas likwidacji TVP w ogóle ma rację bytu. Z opłatą audiowizualną byłoby podobnie: pobieralibyśmy ją niezależnie od tego, co dostajemy w zamian.
Rządzącym tak naprawdę nie opłaca się majstrować przy abonamencie RTV
Opłata audiowizualna sprawiłaby, że wszelkie maski opadną. Rządzący wprowadziliby nowy podatek, który większość Polaków nagle zaczęłaby musieć płacić, albo przynajmniej uszczuplić sobie kwotę wolną od podatku.
W zamian otrzymywaliby dokładnie takie same media publiczne jak do tej pory. Nie brzmi to zbyt zachęcająco. Dlatego wydaje mi się, że jeśli rządzący zdecydują się zlikwidować abonament RTV, to nie będą kombinować z dodatkowymi "opłatami" albo "składkami".
Owszem, minister finansów zapewne zacząłby nerwowo trzymać kciuki, żeby prezydent Karol Nawrocki zawetował nową ustawę medialną. Wystarczy przypomnieć niedawny precedens – nie będzie wyższych podatków w 2026 weto prezydenta przekreśliło wcześniejsze plany rządu na łatanie dziury budżetowej kosztem podatników. Obóz rządzący mógłby jednak przed wyborami pokazać elektoratowi, że przynajmniej próbowali. Że nie wyszło? Parafrazując klasyka: przykra sprawa, nie lekceważymy jej.
