1. Bezprawnik -
  2. Energetyka -
  3. Rząd zapewnia, że rachunki nie wzrosną. Branża energetyczna liczy to zupełnie inaczej

Rząd zapewnia, że rachunki nie wzrosną. Branża energetyczna liczy to zupełnie inaczej

Rząd planuje mocno podnieść opłaty koncesyjne pobierane od przedsiębiorstw energetycznych. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak zmiana dotycząca wyłącznie firm. Problem w tym, że opłata jest liczona od przychodu, a nie od zysku. Jeżeli więc przedsiębiorstwo dostanie nowy rachunek od państwa, będzie musiało znaleźć na niego pieniądze niezależnie od tego, jak wysoka jest jego marża. Część kosztów może więc ostatecznie zostać uwzględniona w cenach energii, gazu czy usług sieciowych.

Piotr Janus03.10.2026 14:21
Energetyka

Projekt UD457: współczynnik opłaty koncesyjnej w górę z 0,05 do 0,5 proc.

Chodzi o projekt nowelizacji Prawa energetycznego UD457, przyjęty przez Radę Ministrów 15 września 2026 r. Projekt zakłada dziesięciokrotne podniesienie współczynnika służącego do wyliczania opłaty koncesyjnej z obecnych 0,05 proc. do 0,5 proc. przychodu z działalności objętej koncesją. Jednocześnie ma zniknąć obecny górny limit opłaty wynoszący 2,5 mln zł.

100 mln zł przychodu oznacza 500 tys. zł opłaty koncesyjnej

Skala zmiany najlepiej wygląda na prostym przykładzie. Firma, która osiąga 100 mln zł przychodu z działalności objętej koncesją, przy stawce 0,05 proc. płaciłaby 50 tys. zł. Przy projektowanych 0,5 proc. będzie to już 500 tys. zł. Przy 1 mld zł przychodu mówimy o odpowiednio 500 tys. zł i 5 mln zł. Przy 10 mld zł nowa opłata wyniosłaby 50 mln zł. Obecnie nawet w takim przypadku obowiązuje limit 2,5 mln zł.

Przedstawione wyliczenie to tylko bardzo uproszczona kalkulacja. Rzeczywista opłata zależy od tego, jaki przychód zostanie zakwalifikowany jako przychód z konkretnej działalności koncesjonowanej. Nie można więc automatycznie przyjąć, że 0,5 proc. zostanie naliczone od całych przychodów każdej grupy energetycznej. Zmiana jest jednak fundamentalna, ponieważ państwo przestaje ograniczać wysokość daniny górnym limitem.

Wyższa opłata koncesyjna obejmie nie tylko prąd, ale też ciepło, gaz i paliwa

Projekt obejmuje szeroki katalog działalności. Wyższe opłaty mają dotyczyć m.in. wytwarzania, magazynowania, przesyłania, dystrybucji i obrotu energią elektryczną, a także działalności związanej z ciepłem i paliwami gazowymi. Projekt przewiduje również zmiany dotyczące paliw ciekłych i wodoru. Rząd tłumaczy zmianę m.in. potrzebą dostosowania regulacji do wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego podstaw prawnych opłat koncesyjnych oraz uporządkowania i uszczelnienia systemu. Obecne stawki nie były waloryzowane od 2018 r. I właśnie tutaj zaczyna się problem. Można zgodzić się z argumentem, że wysokość opłat wymaga aktualizacji. Czym innym jest jednak podwyżka, a czym innym dziesięciokrotne zwiększenie współczynnika połączone z likwidacją limitu.

Czy wyższa opłata koncesyjna trafi na rachunki za prąd i gaz?

Branża ostrzega przed kaskadowym naliczaniem opłaty

Piotr Ostaszewski, prezes Ekovoltis, wskazuje, że opłata liczona od przychodu może przechodzić przez kolejne ogniwa rynku. Jak argumentuje, wytwórca poniesie koszt przy sprzedaży energii, następnie sprzedawca będzie płacił opłatę od własnego przychodu, a kolejne obciążenie pojawi się po stronie operatora sieci. W jego ocenie kosztu takiej daniny nie da się po prostu „schować” w marży, ponieważ przedsiębiorstwo płaci ją również wtedy, gdy marża jest niska.

Nie oznacza to automatycznie, że rachunki gospodarstw domowych wzrosną dokładnie o określony procent. Ceny energii są kształtowane przez wiele czynników, a przedsiębiorstwa mogą część kosztów absorbować w marży. Przerabialiśmy to już przy opłacie mocowej: ceny energii podobno spadają, ale nasze rachunki i tak wzrosną, bo rośnie to, co na fakturze dolicza się poza samą energią. Ryzyko przerzucenia części obciążenia na klientów jest więc realnym elementem ekonomicznego rachunku. Co zadziwiające, sama Ocena Skutków Regulacji (OSR) projektu zakłada zerowy wpływ regulacji na gospodarstwa domowe. Branża kwestionuje takie założenie. Stowarzyszenie Elastyczności Energetycznej FLEX ocenia, że szczególnie problematyczne może być kaskadowe naliczanie opłaty na kolejnych etapach rynku.

OSR zakłada „zero wpływu na gospodarstwa domowe”. Ekonomia mówi co innego

Szczególnie zaskakująco wygląda w tym kontekście rządowa ocena skutków regulacji. W dokumencie przygotowanym do projektu założono, że nowe przepisy nie będą miały wpływu na gospodarstwa domowe. Trudno jednak nie zadać pytania, jak taki wniosek pogodzić z podstawowymi prawami ekonomii. Przedsiębiorstwo, które zostanie obciążone dodatkową daniną, ma kilka możliwości. Może zmniejszyć swoją marżę, ograniczyć inne wydatki, zrezygnować z części inwestycji albo próbować uwzględnić wyższy koszt w cenie swojej usługi czy produktu. W przypadku energetyki i gazu nie są to abstrakcyjne produkty – ich odbiorcami są również miliony gospodarstw domowych, które już dzisiaj są pod ogromną presją cenową.

Oczywiście nie można powiedzieć, że każda złotówka dodatkowej opłaty koncesyjnej automatycznie pojawi się na rachunku za prąd czy gaz. Ceny zależą od wielu czynników – dobrze pokazuje to, jak po odmrożeniu kształtowały się ceny prądu w 2026 roku – a przedsiębiorstwo może przez pewien czas wziąć część kosztu na siebie. Natomiast banalne twierdzenie, że regulacja nie będzie miała żadnego wpływu na gospodarstwa domowe, jest objawem lekceważenia lub wymagałoby przekonującego uzasadnienia ekonomicznego.

Tym bardziej że mówimy o skokowym zwiększeniu współczynnika opłaty z 0,05 do 0,5 proc. przychodu oraz likwidacji limitu 2,5 mln zł. Jeżeli sektor ma odprowadzać do państwa według szacunków dodatkowe miliardy złotych rocznie, trudno traktować te pieniądze tak, jakby rozpływały się w powietrzu. Mechanizm jest banalnie prosty: większy koszt działalności magicznie nie zniknie tylko dlatego, że w tabeli skutków regulacji wpisano brak wpływu na konsumentów. Ktoś musi go ponieść. Może to być właściciel firmy w postaci niższej marży, może być inwestycja, której nie zrealizuje przedsiębiorstwo, ale może to być również klient płacący na końcu wyższy rachunek.

W energetyce dochodzi jeszcze jeden problem. Koszty mogą pojawiać się na różnych etapach łańcucha – od wytwarzania, przez obrót, po działalność sieciową. Jeżeli kilka podmiotów zostanie objętych nową opłatą, nie można wykluczyć efektu kumulacji. Dlatego właśnie założenie o „braku wpływu na gospodarstwa domowe” powinno zostać szczególnie dokładnie przeanalizowane podczas prac nad ustawą. Nie chodzi o przesądzenie, że rachunki wzrosną o konkretną kwotę. Chodzi o znacznie prostsze pytanie: skoro państwo chce pobrać od sektora kilka miliardów złotych więcej, to kto ostatecznie poniesie ekonomiczny koszt tej operacji i oby to nie był znowu obywatel?

Budżet państwa chce 3,5 mld zł rocznie z opłat koncesyjnych

Dla budżetu państwa nie jest to kosmetyczna zmiana. Według informacji przedstawianych przez branżę na podstawie OSR projekt ma przynieść około 3,56 mld zł dodatkowych dochodów rocznie. Największa część efektu ma wynikać ze zniesienia limitu 2,5 mln zł. Dla porównania: URE podał, że w 2025 r. wszystkie coroczne opłaty koncesyjne od przedsiębiorstw energetycznych przyniosły 228,7 mln zł, czyli 81,8 proc. dochodów URE. Całość dochodów urzędu wyniosła wówczas 279,7 mln zł. Mamy więc zmianę, która może zwiększyć wpływy państwa wielokrotnie. I właśnie dlatego warto postawić pytanie, czy nadal mówimy o opłacie związanej z kosztami regulacji, czy zaczyna ona pełnić funkcję sektorowej daniny fiskalnej. Tym bardziej że na liście obciążeń jest już 10 podwyżek podatków od 2026 roku, w tym wyższe opłaty mocowa i OZE doliczane do rachunków za prąd.

Opłata koncesyjna liczona od przychodu, nawet gdy biznes nie zarabia

Najbardziej kontrowersyjny jest sposób naliczania. Podstawą jest przychód z działalności koncesjonowanej, a nie osiągnięty zysk. Firma może więc mieć miliardowe przychody i jednocześnie działać przy marży liczonej w procentach czy nawet ułamkach procenta. Przy 1 mld zł przychodu różnica między stawką 0,05 proc. a 0,5 proc. to 4,5 mln zł dodatkowego obciążenia. Jeżeli marża przedsiębiorstwa wynosi np. 1 proc., czyli 10 mln zł, sama dodatkowa opłata pochłonęłaby niemal połowę takiej kwoty. To oczywiście jedynie przykład modelowy, ale pokazuje mechanizm. Dlatego firmy będą miały kilka możliwości: ograniczyć marże, ciąć inne koszty, zmniejszyć inwestycje albo – najprostszy sposób – próbować uwzględnić nowy koszt w cenach dla odbiorców końcowych.

Ironia polega na tym, że rząd równolegle zapowiada nowe rachunki za prąd – czytelniejsze, z podsumowaniem najważniejszych składników na pierwszej stronie. Przejrzystość faktury nie zmienia jednak kwoty, którą trzeba będzie na niej zapłacić.

Wyższe opłaty koncesyjne mogą uderzyć w inwestycje i transformację energetyczną

Polska potrzebuje ogromnych nakładów na sieci, magazyny energii, nowe źródła wytwórcze i modernizację infrastruktury. Sam Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu zakłada nakłady inwestycyjne liczone w bilionach złotych. Tymczasem projekt zwiększa koszty działalności właśnie firm, które mają te inwestycje realizować. Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji (KIGEiT) ostrzega, że wyższe opłaty mogą ograniczyć inwestycje i spowolnić transformację energetyczną. Z kolei Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego wskazuje na ryzyko wpływu dodatkowych obciążeń na konkurencję, bezpieczeństwo dostaw, możliwości inwestycyjne oraz ceny ponoszone przez konsumentów.

Nie oznacza to, że każda złotówka nowej opłaty zostanie przerzucona na odbiorców. Takiego skutku nie da się obecnie całkowicie wiarygodnie skalkulować. Można jednak zauważyć coś innego: państwo chce wyciągnąć z sektora około 3,5 mld zł rocznie więcej. Pieniądze te nie rozpłyną się w próżni. Jeżeli przedsiębiorstwa nie pokryją ich w marży, będą musiały znaleźć je gdzie indziej.

Nowe stawki opłaty koncesyjnej już za 2026 rok. Co z przewidywalnością prawa?

Procedowany projekt przewiduje dodatkowo zastosowanie nowych współczynników do opłaty za 2026 r. Oznacza to, że przedsiębiorstwa miałyby rozliczać się według nowych zasad z przychodów osiągniętych w roku, w którym przez większą część czasu obowiązywały jeszcze stare stawki. Branża zwraca uwagę, że kontrakty i budżety na 2026 r. były zawierane przy znajomości wcześniejszych zasad. Stowarzyszenie FLEX określa to jako szczególnie problematyczne, ponieważ przedsiębiorcy nie mogli wcześniej uwzględnić takiego wzrostu kosztów w cenach i kontraktach.

Pojawia się zatem wielokrotnie stawiane pytanie o przewidywalność prawa i możliwość prowadzenia biznesu w sytuacji, gdy państwo zmienia koszt działalności po rozpoczęciu roku, którego ten koszt dotyczy. Rząd chce uporządkować system i zwiększyć wpływy do budżetu. Przedsiębiorcy widzą natomiast ryzyko wyższych kosztów, mniejszych inwestycji i presji na ceny. Ostateczny rachunek zapłaci więc nie tylko sektor energetyczny. Pytanie brzmi, jaka jego część zostanie w firmach, a jaka ostatecznie pojawi się na fakturach za prąd, gaz i inne usługi.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover