Skala nadpłat kredytów może zaskakiwać. Analitycy Pekao prezentują nowe, ciekawe dane
Skala nadpłat zaskoczyła obserwatorów rynku, zwłaszcza gdy zestawi się ją z oficjalnymi danymi o sprzedaży nowych kredytów.
Analitycy Banku Pekao porównali wartość nowo udzielonych hipotek ze zmianą wartości całego portfela kredytowego w sektorze bankowym. Wyniki są wymowne; mimo że banki sprzedały w 2025 r. kredyty o wartości 105 miliardów złotych, łączny wolumen zadłużenia wzrósł zaledwie o 35 miliardów. Różnica ta, wynosząca 70 miliardów złotych, to kapitał, który został przez klientów zwrócony przed terminem lub w ramach regularnych rat.
Warto zauważyć, że szacunki te są znacznie wyższe od danych Biura Informacji Kredytowej z pierwszej połowy roku, które raportowało nadpłaty na poziomie 16,2 miliarda złotych. Rozbieżność ta wynika z metodologii - BIK wychwytuje głównie duże, jednorazowe wpłaty redukujące dług o co najmniej 10 procent, podczas gdy model Pekao uwzględnia pełny przepływ kapitału, w tym mniejsze, ale regularne nadpłaty, które umykają standardowym statystykom.
Dynamika spłaty zobowiązań jest obecnie najwyższa w historii polskiego rynku hipotecznego. Zgodnie z wyliczeniami ekonomistów, w 2025 r. kredytobiorcy spłacili około 16 proc. wartości całego portfela kredytowego. Dla porównania, w latach 2014-2019 wskaźnik ten wynosił średnio 9 proc., a w okresie pandemii i tuż po niej oscylował wokół 11 proc. Jak wskazują analitycy, gdyby takie tempo nadpłat utrzymało się w kolejnych latach, cały obecny dług hipoteczny Polaków zostałby wyzerowany w zaledwie 6,5 roku.
Zobacz też: Nadpłata kredytu hipotecznego nie zawsze musi się opłacać. Sprawdź, kiedy warto o tym pomyśleć
Dlaczego Polacy właśnie w zeszłym roku rzucili się do nadpłacania kredytów?
Co jednak skłoniło Polaków do tak znaczącego nadpłacania zobowiązań? Zdaniem analityków przyczyny należy szukać w specyfice obecnych umów kredytowych. Znaczna część portfela to kredyty o okresowo stałej stopie procentowej, zaciągnięte w czasach wysokich stóp lub tuż przed ich spadkiem.
To natomiast oznacza, że kredytobiorcy ci nie odczuwają jeszcze ulgi wynikającej z obniżek stóp procentowych, ponieważ ich harmonogramy są "zamrożone” na starych warunkach. W rezultacie, zamiast czekać na aktualizację oprocentowania, decydują się na nadpłacanie kapitału, co jest najskuteczniejszą metodą obniżenia całkowitego kosztu kredytu.
Warto jednocześnie zaznaczyć, że masowe nadpłacanie zobowiązań wpisuje się w szersze zjawisko "odkredytowienia" polskiego społeczeństwa, widoczne w raportach Związku Banków Polskich (AMRON-SARFiN).
Od 2021 r., który wyznaczył szczyt hipotecznej hossy, liczba czynnych umów kredytowych systematycznie spada. Jeszcze kilka lat temu banki obsługiwały ponad 2,54 miliona aktywnych kontraktów, podczas gdy pod koniec trzeciego kwartału 2025 r. liczba ta stopniała do 2,16 miliona.
Oznacza to, że Polacy szybciej zamykają stare zobowiązania, niż zaciągają nowe, co prowadzi do realnego spadku nasycenia kredytami w gospodarce. Bankowcy spodziewają się jednak, że w nadchodzących miesiącach fala nadpłat może nieco opaść, wraz z tym jak coraz więcej klientów zacznie korzystać z niższego oprocentowania rynkowego, co zmniejszy presję na szybką likwidację długu.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj