1. Home -
  2. Edukacja -
  3. Polska goni model edukacji, który Zachód właśnie wyrzuca do kosza

Polska goni model edukacji, który Zachód właśnie wyrzuca do kosza

Jeszcze niedawno wydawało się, że przyszłość szkoły, a nawet mówiąc szerzej — edukacji, jest oczywista. Tablety zamiast zeszytów, aplikacje zamiast podręczników, ekran jako podstawowe narzędzie nauki. Cyfrowa edukacja była przedstawiana jako nieunikniony kierunek rozwoju, symbol nowoczesności i odpowiedź na potrzeby XXI wieku. Dziś jednak coraz wyraźniej widać, że ten entuzjazm był, delikatnie mówiąc, przedwczesny. A część państw zachodniej Europy i nie tylko coraz wyraźniej wycofuje się z tej wizji — nie z powodu braku technologii, lecz z powodu jej nadmiaru.

Piotr Janus22.03.2026 10:36
Edukacja

Szwecja — spektakularny krok wstecz od cyfrowej edukacji

Najlepszym przykładem zmiany kursu jest Szwecja — kraj, który jeszcze niedawno był jednym z liderów cyfryzacji edukacji. W 2024 roku rząd wstrzymał narodową strategię cyfrowej edukacji i rozpoczął powrót do tradycyjnego modelu nauczania poprzez wycofanie tabletów i laptopów z przedszkoli oraz młodszych klas, przywrócenie papierowych podręczników i pisania ręcznego, a także ograniczenie roli ekranów w procesie nauczania.

Wyniki badań PISA i PIRLS zaniepokoiły Szwedów

Decyzja była reakcją na wyniki badań i opinie ekspertów. Szwedów przeraziły wyniki badań prowadzonych przez PISA (Programme for International Student Assessment) w 2022 r. Badania są cyklicznie przeprowadzane na całym świecie pod względem umiejętności matematycznych, rozumienia czytanego tekstu oraz rozumowania w naukach przyrodniczych. Szwedzcy uczniowie uzyskali w nich znacząco niższe wyniki niż cztery lata wcześniej. Kolejnym badaniem, które zaalarmowało Szwedów, było PIRLS (Progress in International Reading Literacy Study), analizujące umiejętność czytania. I tutaj szwedzcy uczniowie odnotowali znaczący regres w stosunku do wcześniejszych edycji.

Szwedzi, którzy dotychczas byli wiodącym społeczeństwem w cyfrowej edukacji, postanowili wykonać gwałtowny zwrot, rezygnując z wcześniej przyjętej strategii.

Powrót do książek, zeszytów i zakaz telefonów

Rząd wstrzymał strategię cyfryzacji szkół i postawił na coś, co jeszcze niedawno brzmiało jak herezja — czyli powrót do książek, zeszytów i pisania ręcznego. Tablety znikają z najmłodszych klas, a w ich miejsce wraca papier. Do tego dochodzi zapowiedziany ogólnokrajowy zakaz używania smartfonów w szkołach — nie symboliczny, ale realny, czyli uczniowie mają oddawać urządzenia na cały dzień.

To nie jest kaprys ani nostalgia za „starą szkołą", ale wynik chłodnej analizy. Szwedzi zobaczyli, że cyfrowa edukacja w praktyce nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Zamiast poprawy wyników pojawiły się problemy z koncentracją, spadek zdolności czytania ze zrozumieniem, trudności w skupieniu uwagi. Ekrany, które miały wspierać naukę, zaczęły ją zakłócać. Znamienny jest fakt, że odwrót od cyfrowej szkoły wykonała ta sama minister edukacji, która wcześniej była jej gorącym orędownikiem.

Zachód odchodzi od cyfrowej szkoły — nie tylko Szwecja

Podobne sygnały dochodzą z całego Zachodu. Francja już wcześniej zakazała smartfonów w szkołach, inne kraje poszły w jej ślady. W Stanach Zjednoczonych coraz częściej mówi się o „przeciążeniu cyfrowym" uczniów. Szkoły ograniczają telefony, nauczyciele wracają do bardziej tradycyjnych metod, a entuzjazm wobec EdTech wyraźnie słabnie. Nikt nie odrzuca technologii w całości, ale coraz mniej osób wierzy, że sama w sobie jest rozwiązaniem problemów edukacji.

Coraz więcej ekspertów przekonuje, że trzeba odbudować „kulturę skupienia", a to wymaga zarówno zmian w sposobie nauczania, jak i w środowisku cyfrowym, w jakim dorasta młodzież. Ekspozycja na krótkie treści wizualne, typowe dla mediów społecznościowych, osłabiła zdolność skupienia uwagi. Młodzi ludzie nauczyli się funkcjonować w systemie błyskawicznych nagród i natychmiastowych odpowiedzi, co kłóci się z procesem głębokiego czytania, refleksji i rozumowania matematycznego. Coraz głośniej mówi się też o odcięciu dzieci od social media jako o koniecznym kroku w kierunku ochrony ich rozwoju poznawczego.

Zmiana powinna polegać na czymś głębszym — Zachód przestaje traktować technologię jako cel. Zaczyna widzieć w niej narzędzie, które trzeba ściśle dozować, kontrolować i — co najważniejsze — czasem po prostu wyłączyć. Szczególnie wśród najmłodszych obywateli.

Polska goni model, który właśnie traci rację bytu

Na tym tle Polska wygląda jak kraj, który przyjechał na bal w momencie, gdy inni zaczynają z niego już wychodzić. Owszem, rośnie świadomość problemu. Coraz więcej szkół samodzielnie wprowadza zakazy telefonów, nauczyciele i rodzice coraz częściej mówią o negatywnych skutkach nadmiaru ekranów. Jednak na poziomie systemowym wciąż obowiązuje logika sprzed dekady — traktująca cyfryzację jako synonim postępu. Jeszcze niedawno państwo z rozmachem realizowało program rozdawania laptopów dla czwartoklasistów, co doskonale obrazuje dominujące podejście.

Ministerstwo Edukacji Narodowej nadal stawia na rozwój kompetencji cyfrowych, wspiera wykorzystanie narzędzi technologicznych i rozwija programy cyfryzacji szkół. Równocześnie zapowiada analizy dotyczące ograniczenia telefonów, ale unika radykalnych decyzji na wzór Szwecji. W efekcie powstaje polityka ostrożna, ale niespójna — z jednej strony dostrzegamy problem, z drugiej kontynuujemy kierunek, który go współtworzy.

Instytucjonalna inercja i brak odwagi politycznej

Polska nie tyle wybiera inną drogę, co po prostu idzie tą samą, tylko z opóźnieniem. Wdrażamy rozwiązania, które gdzie indziej są już krytykowane, a nawet odrzucane. Do tego dochodzi efekt instytucjonalnej inercji — skoro przez lata inwestowano w cyfryzację, trudno nagle przyznać, że potrzebna jest korekta. Nie ma politycznej odwagi, aby przyznać się do błędu i zmodyfikować kurs, jak uczyniła to szwedzka minister. Łatwiej mówić o „lepszym wykorzystaniu technologii" niż o jej ograniczeniu.

Problem w tym, że edukacja nie działa jak rynek nowych gadżetów. Błędy ujawniają się z opóźnieniem, ale ich skutki są długotrwałe. Uczeń wyposażony w tablet nie staje się automatycznie bardziej kompetentny. Może za to stać się bardziej rozproszony, mniej skupiony, bardziej zależny od bodźców. Nie jest to już kwestia technologii, lecz jakości procesu uczenia się.

Paradoks jest więc oczywisty. W momencie, gdy najbardziej zaawansowane systemy edukacyjne zaczynają ograniczać obecność ekranów, Polska wciąż traktuje ich zwiększanie jako dowód nowoczesności. Gonimy model, który właśnie traci rację bytu.

Pisanie ręczne i koncentracja ważniejsze niż tablety

Nie chodzi o to, aby wyrzucić technologię ze szkół — w dzisiejszych czasach jest to niemożliwe. Natomiast należy przestać ją traktować jako odpowiedź na wszystko. Doświadczenie Szwecji i innych krajów pokazuje, że kluczem nie jest więcej narzędzi, lecz lepsze warunki do nauki — rozwijanie koncentracji, relacji, a także grafomotoryki. Pisanie odręczne, szczególnie we wczesnym wieku, jest kluczową umiejętnością. Mózg, szczególnie dziecka, angażuje się inaczej, gdy pisze odręcznie. A to następnie wpływa na dalszą łatwość w przyswajaniu wiedzy.

W Polsce tymczasem trwa dyskusja o tym, czy wprowadzić zakaz korzystania z telefonów na lekcjach — krok, który w wielu krajach europejskich już dawno został postawiony. To pokazuje skalę naszego opóźnienia wobec globalnych trendów.

Najważniejsza lekcja jest zaskakująco prosta. Edukacja to nie może być tylko ekran, ale także człowiek, który potrafi się skupić, myśleć i rozumieć. Jeśli Polska chce być naprawdę nowoczesna, powinna tę lekcję odrobić, zanim zrobią to za nią kolejne pokolenia uczniów.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi