Robiąc duże zakupy w dowolnym sklepie, bardzo często korzystamy z promocji typu „3 w cenie 2”. Ilu z Was przy kasie sprawdziło, czy na paragonie wbiła się cena promocyjna, czy coś nie zadziałało, tak jak powinno?


Klientka gdańskiej Biedronki, podczas zakupów skusiła się na kupno kilku opakowań słodyczy, właśnie w promocji 3 w cenie 2. Przy kasie okazało się, a jakże, że pani zapłaciła za trzy opakowania. Kilka złotych najwidoczniej zrobiło dużą różnicę, bo poprosiła o anulowanie transakcji i zwrot pieniędzy. Okazało się, że to nie takie proste, a polityka sklepu jest antykonsumencka.

Robiąc zakupy w Biedronce przy ul. Beethovena w Gdańsku natrafiłam na promocję żelków „trzy w cenie dwóch”. Gdy przyszło do płacenia okazało się, że zostałam skasowana za wszystkie trzy opakowania. Poprosiłam o cofnięcie transakcji. Pomyślałam, że za chwilę zjawi się kierownik sklepu, zrobi zwrot i w kilkanaście sekund sprawa się wyjaśni.

Reklamacja w Biedronce to sama przyjemność

Kierownik się nie zjawił, a klientka została poproszona o wyjaśnienie sprawy z telefonicznym biurem obsługi klienta. Po kilkunastu minutach oczekiwania na połączenie usłyszała, że sprawy nie załatwi się na telefon. Miała wysłać maila, a po rozpatrzeniu reklamacji zostanie zaproszona do sklepu po zwrot pieniędzy. W tym momencie nastąpił finał tej zabawy. Pani machnęła ręką na całą sprawę.

Machnęłam na to ręką. Nie zależało mi tak bardzo na tych pieniądzach, ale na pokazaniu, jakie jest podejście do klienta i jak z błahej sprawy może zrobić się duży problem.

Pan kierownik nie dał kilku złotych

Nie zakładam, że działanie sklepu było celowe, nakierowane właśnie na klientów, którzy na podobną sytuację machną ręką. Niemniej jednak nie sposób zgodzić się z bohaterką tej historii, że scentralizowany sposób rozpatrywania tak błahych reklamacji ciężko nazwać prokonsumenckim. Od załatwiania takich spraw powinien być kierownik sklepu, czyli ten osobnik z magiczną kartą, po którego dzwoni kasjerka akurat wtedy, kiedy najbardziej nam się spieszy. O tym, że szybki zwrot pieniędzy jest możliwy, z pewnością pamiętają klienci Lidla.

Nie da się ukryć, że wśród Polaków zdecydowanie rośnie świadomość konsumencka i coraz rzadziej dajemy się zrobić w konia. Odnoszę wrażenie, że odpowiedzią przedsiębiorców na tak rosnącą wiedzę klientów jest rzucanie kłód pod nogi w procesie reklamacji.

Stanowisko Jeronimo Martins Polska S.A.

 

Szanowni Państwo,

w związku z tekstem Pomyłka przy kasie w Biedronce? Żaden problem. Zadzwoń do BOK, wyślij maila i przyjdź za kilka dni po zwrot kilku złotych, dostępnym pod linkiem https://bezprawnik.pl/pomylka-przy-kasie/ na wstępie informujemy, że procedury dotyczące zgłaszania rozbieżności w cenach produktów zakupionych w sklepach sieci Biedronka nie uległy zmianie w ostatnim czasie i nasi klienci nadal mogą przekazywać swoje wątpliwości w tym temacie zarówno bezpośrednio do kierownika danej placówki, jak i za pośrednictwem Biura Obsługi Klienta. Zaznaczamy jednak, że w sytuacji kiedy zgłaszana przez klienta uwaga budzi wątpliwość kierownika sklepu bądź też zgłoszenie ze względów operacyjnych nie może być rozwiązane od razu, klient może zostać poproszony o kontakt z Biurem Obsługi Klienta w celu wyjaśnienia sprawy. Prawdopodobnie stało się tak w opisanym przez Państwa przypadku. Niestety nie byliśmy tego w stanie zweryfikować, bowiem nie otrzymaliśmy szczegółowych informacji dotyczących zdarzenia tj. daty i lokalizacji placówki, w której miało miejsce.

Na koniec przypominamy, że z obowiązującymi zasadami zwrotu towarów oraz reklamacji produktów każdy klient może zapoznać się w placówkach naszej sieci (m.in. na tablicach informacyjnych) oraz na stronie internetowej http://www.biedronka.pl/pl/bulletin,id,23,title,regulamin-zwrotow-i-reklamacji-towarow-zakupionych-w-sklepie-biedronka.

Prosimy o uwzględnienie w publikacji naszego stanowiska.

Pozdrawiamy,

Biuro Prasowe Jeronimo Martins Polska S.A.