Reforma PIP będzie, chociaż nie do końca wiadomo, w jakim kształcie
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy w proponowanym przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej kształcie nie została jednak do końca wyrzucona do kosza. Trwają intensywne prace nad uczynieniem jej bardziej strawną dla przedsiębiorców. Najważniejszym bezpiecznikiem jest tutaj dwuetapowość postępowania albo stworzenie jakiegoś rodzaju "szybkiej ścieżki" w sądach. W obydwu przypadkach ostateczna decyzja należałaby właśnie do sądu.
Czy rzeczywiście z tych prac wyłoni się coś konkretnego? Trudno powiedzieć. Pozwolę sobie zachować sceptycyzm. Nie da się jednak ukryć, że sugerowane rozwiązania wydają się krokiem we właściwym kierunku. Przy okazji reforma PIP zbliżyłaby się mocno do instytucji, która istnieje od lat. Mam na myśli oczywiście powództwo o ustalenie istnienia stosunku pracy. Jego źródłem jest po prostu art. 189 kodeksu postępowania cywilnego:
Powód może żądać ustalenia przez sąd istnienia lub nieistnienia stosunku prawnego lub prawa, gdy ma w tym interes prawny.
Powództwo to działa w taki sposób, że zainteresowany podmiot – domniemany pracownik, inspektor PIP, czy nawet organ podatkowy – składa do sądu rejonowego pozew, w którym domaga się sprawdzenia przez sąd, czy przypadkiem w danym przypadku nie jest właściwa umowa o pracę zamiast tej, którą dana osoba zawarła. Sąd bada stan faktyczny i jego ewentualną zgodność z cechami stosunku pracy. Jeśli ustali, że rzeczywiście w danym przypadku należy zastosować etat, to stwierdza istnienie stosunku pracy pomiędzy stronami.
Niekorzystne rozstrzygnięcie może zaboleć przedsiębiorcę. Wyrok wywołuje bowiem skutki wsteczne. Pracownik może się w końcu domagać w tym samym pozwie wypłacenia mu zaległego wynagrodzenia, uregulowania kwestii przysługujących mu urlopów. Na pewno czeka nas także rozliczenie się z ZUS i Skarbówką z tytułu nieodprowadzanych zaliczek na podatek dochodowy i składek.
Nie bez powodu ostrzegamy na Bezprawniku, że sztywny grafik to podkładanie się przy stosowaniu umów cywilnoprawnych
Pytanie brzmi: jak bardzo nas może zaboleć przegrana sprawa o ustalenie istnienia stosunku pracy? Po mediach społecznościowych ostatnio krążyła relacja jednego domniemanego przedsiębiorcy, który postanowił pożalić się na forum dyskusyjnym dla franczyzobiorców Żabki (pisownia oryginalna):
Jestem po wyroku więc opiszę po krotce.
Mam żabkę i zatrudniłem pracownika na umowę zlecenie. Pracownik pracował 3 lata na zmiany od 5:30-14:30 i 14:30- 23 czyli po 9h plus soboty. Po 3 latach podał mnie do sądu że to nosiło znamiona umowy o pracę. W sensie ustalony gafik itp. i przegrałem w sądzie. Sąd uznał że muszę wyrównać wszystko 3 lata do tyłu. Zaległy urlop 80 dni po 259 zł… 20 tys do tego za każdą nadgodzine dziennie 50 % wyszło ponad 20tys i za każdą sobotę a sobot było 130 po 320 zł. Prawo 40 tys. Sąd zobowiązał mnie do wyrównania składek 3 lata do tyłu i suma z wszystkiego wyszła prawie 120tys.
I jestem w lesie. [...] 3 lata mailem pacjenta na uz i teraz mam 120tys do zapłaty także uważajcie jak i kogo zatrudniacie
Niektórzy internauci zaczęli dość szybko podejrzewać, że w grę wchodzi tzw. bait, a więc podpucha obliczona na wywołanie w innych użytkownikach określonej reakcji. Inni cytują klasyka, stwierdzając: "Może i fake, ale za to jaki prawdziwy". Przytłaczająca większość komentujących w miejscu pierwotnej publikacji zachodzi w głowę, czemu taka osoba nie dała po prostu pracownikowi umowy o pracę i uważa, że autor relacji jest sam sobie winien. Nie przesądzam o jej prawdziwości albo jej braku. Stanowi jednak ona całkiem niezłe podsumowanie tego, co może się stać z firmą, która niewłaściwie stosuje elastyczne formy zatrudnienia.
Data 3 lat jest tutaj szalenie istotna. Zgodnie z art. 291 kodeksu pracy, roszczenia ze stosunku pracy co do zasady ulegają przedawnieniu z upływem 3 lat od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne. Co ważne: terminu tego nie można przedłużyć albo skrócić za pomocą jakiejkolwiek czynności prawnej. Przegrana w sprawie o ustalenie istnienia stosunku pracy może więc wywierać skutki wsteczne najwyżej do 3 lat wstecz.
Realistycznie patrząc, stosowanie umów o dzieło, zlecenia i kontraktów B2B jako "fajniejszych umów o pracę" rzeczywiście może nam przynieść straty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. W grę wchodzą nawet także wyższe kwoty. By tak się stało, wcale nie potrzeba reformy PIP. Wystarczy dostatecznie zdeterminowany nie-pracownik, który skieruje sprawę do sądu. Właśnie dlatego stosowanie elastycznych form zatrudnienia cały czas wymaga uwagi i dostosowania codziennej pracy naszego partnera do treści właściwych przepisów. Być może audyty umów cywilnoprawnych zamawiane w obawie przed reformą wcale nie są takim marnotrawstwem pieniędzy, jak mi się wydawało.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj