Dane z rozrusznika serca mogą potwierdzić, że ktoś był na nogach w momencie, gdy według zeznań spał. Czy organy ścigania powinny to wykorzystywać? Pytanie pojawiło w USA przy sprawie domniemanego podpalacza, a sąd będzie miał dość dość trudny orzech do zgryzienia. 

Uwielbiam wakacyjne „ogóry” – te lekkie wakacyjne tematy, z nutką sensacji. Staram się jednak wybierać takie, które będą stanowiły pożywkę dla umysłu i dadzą Wam ciekawe tematy do rozmów przy grillu.

***

Wyobraźcie sobie, że rozrusznik serca może posłać za kratki swojego właściciela. Przekonał się o tym Ross Compton z Middletown w stanie Ohio. Niemal 60-letni mężczyzna uszedł z życiem gdy palił się jego dom. Compton spakował tylko kilka rzeczy, rozbił okno laską i uciekł w pośpiechu.

Niestety jak podaje Fox News, służby znalazły dowody podpalenia na miejscu pożaru oraz na ubraniu Comptona (ślady benzyny). Mężczyzna miał rozrusznik serca i wydawało się mało prawdopodobne, aby mógł błyskawicznie się zebrać i uciec. Śledczy zdecydowali się zgrać dane z rozrusznika serca i porównać je z zeznaniami mężczyzny. Z tych danych wynikało m.in., że musiał się on obudzić znacznie wcześniej niż twierdził.

Compton nadal upiera się, że nie podpalił swojego domu. Policja natomiast uważa, że ma mocne dowody, a odczyty z rozrusznika są dowodem „kluczowym”.  Proces mężczyzny jeszcze się nie zakończył. Jego obrońco już złożył wniosek o nieuwzględnianie w postępowaniu danych z rozrusznika, jego zdaniem pozyskanych niezgodnie z przepisami o przeszukaniu.

Nie taka „oczywista oczywistość”

Na tym można by skończyć „ogórka”, ale pobawmy się nim jeszcze trochę.

Nie każdy wie, że dzisiejsze rozruszniki to złożone urządzenia przechowujące wiele wrażliwych danych. Te dane można zgrywać na specjalne urządzenia używane w szpitalach (tzw. programatory), albo na urządzenia domowe (tzw. monitory). Jak dotąd niewiele osób przejmowało się bezpieczeństwem tych danych bo zakładamy, że zazwyczaj służą one tylko do terapii. Niektórzy badacze bezpieczeństwa zajmowali się możliwością kradzieży danych z rozruszników, ale ich ostrzeżenia zyskały umiarkowany rozgłos. I oto teraz okazuje się, że dane mogą być wykorzystane także w postępowaniu karnym przeciwko pacjentowi.

Opisana sytuacja miała miejsce w USA. W tym kraju przywiązuje się dużą wagę do uczciwych zasad przeszukań oraz do tego, by oskarżony nie był zmuszany do zeznawania przeciwko sobie. W pewnym sensie ciało Comptona zeznało przeciwko niemu i zostało to uwiecznione w rozruszniku. Czy w takim razie pozyskanie danych z rozrusznika nie powinno być traktowane jako naruszenie konstytucyjnych zasad?

Przedstawiciele policji argumentują, że nie dokonali żadnej ingerencji w ciało Rossa Comptona. Nie wydobyli informacji dosłownie „z niego”, ale z rozrusznika (a tak naprawdę to ze szpitala, w którym te dane zgrano). Inna rzecz, że ludzie zostawiają w normalnym świecie pewne cielesne ślady z informacjami np. ślady krwi, odciski palców, ucięte włosy itd. Nikogo nie dziwi korzystanie z takich dowodów w ramach śledztwa.

To coś więcej niż smartfony i IoT

W przeszłości słyszeliśmy o sytuacjach, gdy policja posługiwała się danymi z osobistych urządzeń przenośnych – smartfonów czy opasek Fitbit. Głośno było o próbie pozyskania danych z urządzenia Amazon Echo, które wciąż „nasłuchuje” co się dzieje. Czy pozyskiwanie danych z takich urządzeń można porównać do pobierania danych z rozrusznika? Nie do końca bo każdy z nas może zdecydować, czy w używać gadżetów w rodzaju Amazon Echo. Tymczasem rozrusznik serca to dla konieczność dla osób chorych.

W pewnym sensie to choroba Rossa Comptona sprawiła, że możliwe jest śledzenie jego rytmu serca i wykorzystywanie danych przeciwko niemu. Dlaczego człowiek chory ma automatycznie wyzbywać się pewnej części prywatności, którą osoby zdrowe mogą sobie zachować? Przyznacie, że to jest całkiem niezłe pytanie.

Głębokość problemu zrozumiemy wówczas, gdy nie będziemy na niego patrzeć w kontekście śledztwa przeciwko rzekomemu podpalaczowi. Medycyna się rozwija i w przyszłości może istnieć masa urządzeń medycznych montowanych na pacjencie lub w jego ciele. Kiedyś glukometry mogą być zastąpione urządzeniami mierzącymi poziom cukru w czasie rzeczywistym. Być może powstaną sztuczne organy. Te wszystkie urządzenia będą zbierać dane o pacjencie i pytanie brzmi, czy damy pacjentowi 100% kontroli nad tymi danymi? Jeśli nie to dlaczego?

Ten temat nieco się łączy z sygnalizowanymi przez mnie konsultacjami KE w sprawie danych zdrowotnych na rynku cyfrowym, ale rozważenie wszystkich „za i przeciw” może być tematem na bardzo długie dyskusje, nie tylko te prowadzone w czasie wakacji przy grillu :)