Niewinny tiktok
Wszystko zaczęło się od niewinnego nagrania przedstawiającego maszynę w barwach Ryanaira, malowniczo zniżającą się do lądowania nad grecką wyspą Korfu. W tle słychać charakterystyczny komunikat z samolotu – „dziękujemy za lot Ryanairem”. Jednak nie to było iskrą, która pchnęła to wideo tak daleko, że poświęciłem mu nawet artykuł na łamach Bezprawnika.
„Jest 2026 rok - przestańmy podróżować w dżinsach” – taki napis towarzyszył temu krótkiemu, kilkusekundowemu tiktokowi, który zobaczyły już 4 miliony ludzi. A, i do tego w opisie wymowne „please”. Choć film nie jest wcale takie świeży, to robi już chyba drugie okrążenie po brytyjskich mediach, m.in. Mirror czy The Times. Nic dziwnego, bo to dość oryginalny sposób na zaangażowanie internautów do własnych celów marketingowych. Ryanair potrafi robić to lepiej niż konkurencja.
Modowa krucjata
Kiedy jeden z użytkowników zapytał w komentarzu, co jest takiego złego w dżinsach, admin konta Ryanaira postanowił dolać oliwy do ognia: „a co jest w nich dobrego?”. Spójrzmy jednak na to wszystko na chłodno. Choć forma komunikatu jest żartobliwa, to kryje się za nią sporo racji. Podróż samolotem, szczególnie w klasie ekonomicznej, gdzie przestrzeń na nogi jest towarem deficytowym, jest niekoniecznie korzystna dla naszego zdrowia. I to pomimo tego, że latając po Europie, mamy jednak dość krótkie, maksymalnie kilkugodzinne trasy.
Sztywny, gruby materiał, jakim jest dżins, może w warunkach podwyższonego ciśnienia utrudniać przepływ krwi, potęgując dyskomfort. Wielu pasażerów przyznało zresztą rację przewoźnikowi, że jedynym słusznym strojem na wysokości przelotowej są dresy lub legginsy. Osobiście jestem pomiędzy – dresy tylko w domu, a na co dzień zazwyczaj spodnie materiałowe.
Nie będzie jednak tajemnicą, że latanie liniami low-cost do najwygodniejszych nie należy. Średniej jakości fotele i to nieszczęsne miejsce na nogi, a właściwie jego brak. Aż współczuję ludziom, którzy mają powyżej 190 cm wzrostu.
Dżinsy to strategia przetrwania
Można też spojrzeć na sprawę z zupełnie innej strony. Dżinsy bardzo często nie są wyborem „bo wygodne”, tylko bo praktyczne. W realiach tanich linii lotniczych, gdzie każdy dodatkowy centymetr bagażu bywa przedmiotem batalii z obsługą naziemną przy wejściu na pokład, pasażerowie zakładają na siebie to, czego nie chcą lub nie mogą spakować do torby. Grube spodnie, bluzy, kurtki – wszystko ląduje na ciele, nie w bagażu podręcznym. To błędne koło – musimy zakładać dżinsy, bo w bagażu mało miejsca, i jednocześnie ich nie zakładać, bo w samolocie ciasno i niewygodnie. Brzmi to trochę jak apel jakiegoś fastfooda do klientów: „jedzcie zdrowiej!”.
Jest też drugi aspekt, o którym w tej dyskusji mówi się rzadziej: przestrzeń na nogi w samolotach systematycznie się zmniejsza. Wraz z kolejnymi konfiguracjami kabin, dodatkowymi rzędami foteli i maksymalizacją liczby pasażerów, to właśnie komfort w klasie ekonomicznej jest pierwszą ofiarą optymalizacji kosztów. To, co jeszcze kilkadziesiąt, kilkanaście lat temu było „ciasno, ale do zniesienia”, dziś bywa po prostu męczące. Zabawne? No niezbyt, tym bardziej, że jako ludzkość mamy tendencję do bycia coraz wyższymi, a nie niższymi.
Wniosek? Ryanair ma rację, mówiąc o komforcie. Problem w tym, że ten sam Ryanair od lat systematycznie z pokładu go usuwa.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj